Czytając pewien artykuł na FB przypomniała mi sie pewna historyjka z mojego życia. Niby śmieszna, ale w tamtym momencie to raczej nie było nikomu do śmiechu, wszyscy stali jak osłupieni i nikt nie był w stanie przez pierwszą chwile powiedzieć ani słowa.

O ile dobrze pamiętam to był 1988, w sklepach było niewiele, artykuły takie jak kawa, czekolada czy alkohol sprzedawana w sklepach w danych godzinach, aby ludzie wiedzieli kiedy mogą ustawić się w kolejkach.

Pewnego dnia byłam u mojej teściowej, a że mieszkała w dość nieciekawej okolicy więc i różni ludzie tam mieszkali. W domku obok mieszkała pewna kobieta, która wychowywała swojego wnuka, córka urodziła go mając 17 lat i gdzieś uciekła, dzieciak miał wtedy jakieś 5 lat i ile się nie mylę.

Wybrałam się do najbliższego sklepu gdzie właśnie mieli zacząć sprzedawać kawę i czekoladę no i oczywiście alkohol, ja miałam zamiar kupić kawę i czekoladę dla synka więc spokojnie ustawiłam się w kolejce. Kilka osób przede mną stała sąsiadka mojej teściowej ze swoim wnukiem. W pewnym momencie dziecko bardzo grzecznie prosi : „Babciu kupisz mi czekoladkę?” , a babcia na to to „niestety dziecko nie mam pieniążków” i tak kilka razy chłopczyk nalegał ale babcia stanowczo odmawiała tłumacząc się brakiem pieniędzy. No cóż wiadomo nie wszyscy wtedy mieli dużo pieniędzy, zresztą teraz też wielu ma problemy, ale nie o to chodzi. W pewnym momencie wyraźnie już zdenerwowany chłopczyk wychodzi z kolejki staje na przeciwko babci i krzyczy na cały głos:

” Ty stara kurwo, na chlanie to masz, a dla mnie na kawałek czekolady żałujesz!!!”

Ja osobiście osłupiałam, jak zresztą cała reszta ludzi w kolejce, odrobinę chyba zawstydzona babcia złapała wnuka za rękę i wyprowadziła ze sklepu.

Żal mi osobiście dzieci wychowywanych w takich rodzinach, ale niestety to było, jest i będzie.

Otagowane:  

Przecież każda matka kocha swoje dziecko, ale czy na pewno?

Dodano 14 października 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Ciut długo mnie nie było, ale tak czasem bywa jednak nie zatrzymała mnie praca czy nadmiar obowiązków, a obietnica której musiała dotrzymać, bo taka już jestem jak coś obiecuję to staję na głowie, ale musi być jak powiedziałam i udało mi się na szczęście choć pochłonęło sporo czasu. Jednak wróćmy do tematu, czytając dzisiaj wpis pewnej bardzo młodej mamy http://sercabiciem.blogujaca.pl/ jak pięknie opisywała miłość i oczekiwanie do swojego dziecka przypomniała mi się historia życia mojego obecnego partnera i matki jego dzieci.

Pierwsze jego dziecko to zwyczajna wpadka, choć po czasie można powiedzieć, że został wrobiony w dziecko, gdyż jego partnerka niestety „robiła” sobie dzieci by żyć na ich koszt, ale cóż urodziła się śliczna córeczka którą kochali oboje jednak po półtora roku na świecie zjawił się pierwszy syn tej kobiety, zaraz po urodzeniu nie był ślicznym niemowlakiem i jej pierwsza reakcja była: „Ja nie chcę go oglądać” i niby zajmowała się dzieckiem ale z wielką niechęcią, gdy chłopiec miał 3 miesiące pojechała niby do pracy do Niemiec zostawiając dwójkę maleńkich dzieci i swoją 7 letnią córkę z pierwszego związku pod opieką ojca, zajmował się całą trójką jak umiał najlepiej kochając bezgranicznie każde z tych dzieci.

Mamusia wróciła po roku do Polski i tu niespodzianka „z brzuchem” wpadła do domu rodzinnego ojca jej dzieci i stwierdziła, że zabiera córki, a syna może sobie zatrzymać, która matka tak postępuje? No cóż, sprawa sądowa na której kobieta wyrzeka się syna, po prostu stwierdza, że ona go nie chce i nigdy nie chciała, oraz że nigdy go nie pokocha. Z przyczyn niezawinionych przez ojca był moment kiedy nie mógł się zająć chłopcem, musiał zarabiać na jego utrzymanie, chwilami maluchem opiekowała się babcia.

Kobieta urodziła kolejnego syna, który tym razem był dla niej wszystkim, jakimś nie wyjaśnionym sposobem (mój partner nie umie mi tego wyjaśnić, sprzeczki rodzinne jej zdolność przekonywania) znowu zamieszkali razem i kolejne dziecko, tym razem córka, jego syn miał wtedy 5 lat. Kobieta rodzi córkę i rejestruje w USC na swoje nazwisko, a ojciec „nieznany” bo tak dostanie więcej kasy na dziecko. Ojciec dzieci pracuje poza domem, bywa w nim 2 razy w miesiącu po 2 dni, jednak gdy najmłodsza córeczka kończy 3 latka dochodzi do niego, że pracuje ciężko na dzieci, a „jego kobieta” co i rusz spotyka się z innymi facetami więc wyprowadza się do domu swojej matki, nie ma tam warunków do zabrania syna, który w domu matki jest niechcianym złem, wszystko co się zdarzy to jego wina, dziecko jest traktowane jak popychadło i jak to dziecko na swój sposób próbuje się bronić, matka nie interesuje się wynikami ani zachowaniem dziecka w szkole, po prostu jest to jest i tyle. I po pól roku od jego rozstania z matką swoich dzieci mój obecny partner wiąże się ze mną, zamieszkujemy razem jednak cały czas pracuje w delegacjach.

Kilka miesięcy później dostają zlecenie w naszym mieście więc przynajmniej pół roku będzie na miejscu i co się dziej, gdy matka jego dzieci orientuje się w sytuacji, pakuje syna i bez zbędnych ceregieli każe mu iść mieszkać sobie do tatusia, co miałam zrobić zgodziłam się bo przecież nie zostawię dziecka na ulicy. Starałam się jak mogłam, traktowałam go na równi z moimi dziećmi, jednak to był strasznie zbuntowany mały chłopiec, który w obronie zawsze kłamał, starałam się to zrozumieć i tłumaczyć dziecku, choć niestety odbierał to inaczej.

Wyjechał z nami za granicę. Był z nami 5 lat choć miał bardzo trudny charakter starałam się zawsze go zrozumieć i pomóc, niestety przekonywania „mamusi” były silniejsze obiecała mu złote góry i nie wrócił z wakacji w Polsce, miał wtedy 15lat, zamieszkał ponownie z matką, ale szczęście trwało krótko bo zaledwie pół roku i mamusia ponownie wyrzuciła go z domu bo nie było z niego żadnych korzyści materialnych, w międzyczasie „zrobiła” sobie kolejne dziecko z 18latkiem (39letnia kobieta). Chłopak poszedł mieszkać do cioci, która starała się aby jakoś dotrwać do ukończenia przez niego 18 lat, aby nie trafił do żadnego ośrodka, do ojca miał żal, nie wiadomo za co, obrażał i ubliżał, mnie obwiniał o rozpad jego rodziny, o to że zabrałam im ojca, nie będę już przytaczać słów jakimi określił mnie i swojego ojca bo każdy jest w stanie wyobrazić sobie do jakich słów jest zdolny obecny nastolatek.

Dopiero gdy chłopak skończył 18lat odezwał się do ojca normalnie jednak z jego ust nie padło słowo „przepraszam”, cóż ojciec mu wybaczył całe zło, ja nie umiem niestety bo jeśli on nie umie przeprosić za swoje czyny ja nie jestem w stanie ich wybaczyć, mój partner o tym wie i nie ma do mnie za to żalu, rozumie moje podejście do sprawy, obecnie chłopak ma 19 lat i mieszka w Anglii chce przyjechać do ojca na święta, ja powiedziałam wyraźnie, nie chcę go widzieć dopóki nie przeprosi, co będzie zobaczymy, czas pokaże, ale jak sami widzicie nie każda matka kocha swoje dziecko.

Otagowane:  

Brak kontroli nad tonem własnego głosu i nadmierne gadulstwo.

Dodano 1 października 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Zacznę od pytania, czy jest możliwy brak kontroli nad tonem własnego głosu? Moim zdaniem tak, bo sama mam z tym problem i nie tylko ja, ale również jeden z moich synów. Ja osobiście staram się kontrolować swój ton głosu, jednak czasami nieświadomie zdarza mi się najczęściej gdy opowiadam jakąś historię podnosić ton głosu, zazwyczaj nikt nie zwraca na to uwagi, jedynie mój tata który ze względu na swój wiek musi nosić aparat słuchowy zawsze zwraca mi uwagę, czy mogłabym trochę ciszej bo jemu aż w uszach huczy i nic nie rozumie. Jednak nie o mnie chciałam pisać, chciałam Wam opowiedzieć jaki to był jeden z moich synów, tak więc zaczął płynnie mówić w wieku 2 lat, co mnie bardzo cieszyło gdyż starsi raczej późno zaczynali mówić, a ten był inny i gadał bez przerwy od najmłodszych lat zadając 100 pytań do… Jakieś 4 miesiące przed ukończeniem 3 lat przyszedł do mnie z pytaniem: „Mama kupisz mi na gwiazdkę rower?” Stałam i patrzyłam na niego z niedowierzaniem, ale nie dlatego że chce rower, tylko ze sposobu w jaki to powiedział wymawiając bardzo wyraźnie literkę „r” z którą jak wiemy większość dzieci ma problemy, oczywiście dostał ten rowerek. Ten mały łobuz był bardzo zdolny, ale strasznie leniwy, wiedziałam że potrafi wymawiać dwuznaki, ale po co wolał mówić scotka, safa itp zamiast poprawnie, jedynym sposobem było przedrzeźnianie malucha, gdy coś takiego mówił ja powtarzałam za nim, a on zdając sobie sprawę z tego ze tak się nie mówi wchodził pod stół i mówił głośno i wyraźnie np „szczotka”, więc potrafił. Gdy poszedł do szkoły Pani od najmłodszych klas skarżyły się, ze dziecko na nią krzyczy, na początku wynikały z tego małe problemy jednak z czasem ja sama i nauczyciele zrozumieli, że ten jego krzyk nie wynika ze złej woli, ale z tego że nie kontroluje tonu swojego głosu. Nauczyciele starali się podchodzić do niego w taki sposób, aby nauczył sie nad tym panować było to ciężkie, bo nie dość że często krzyczał to jeszcze buzia mu się nie zamykała, tak jak w szkole tak i w domu. Pytał o wszystko, nawet o to co wiedział, o każdy drobiazg, non stop słyszałam tylko: po co? na co? dlaczego? itp. Gdy miał jakieś 10 lat wybraliśmy się na kilka dni nad Polski Bałtyk, kawałek drogi przed nami i z 3 godziny jazdy samochodem, jechaliśmy w siedem osób busem, więc było nas sporo, ale to nie miało znaczenia gdyż w samochodzie mój ukochany synuś non stop coś gadał, non stop o cos pytał, nie mogłam powiedzieć prosto z mostu : „zamknij się” bo to nie wypada tak mówić dziecku więc za pierwszym razem zwróciłam uwagę, ej młody weź sobie poczytaj reklamy a nie gadasz bez sensu, tak mijamy pierwszą reklamę a co robi moje dziecko? A i owszem, czyta ale na głos, wszyscy zaczęliśmy się śmiać i mówię, ale miałeś czytać sam dla siebie po cichu, dobra jedziemy dalej a on nadaje i nadaje, juz mi bark siły na ta gadułę i mówię, aby przestał mówić choć przez 5 minut bo aż głowa boli. Cóż wytrzymał zaledwie minutkę i od początku, a co to za miejscowość? A dlaczego się tak nazywa? A ilu może mieć mieszkańców ? I tak całą drogę. W tej chwili chłopak ma 21 lat, co do kontroli swojego tonu głosu, owszem stara się go kontrolować tak jak ja to robię, a do nadmiernego gadulstwa, no cóż mówi ciut mniej, od jakichś 4 lat zadaje mniej pytań, więc jakby się wszystko unormowało, ale co przeżyliśmy to nasze i miło wspomina się te wszystkie sytuacje z uśmiechem na twarzy.

No to na dzisiaj koniec serdecznie pozdrawiam moich czytelników i stałych gości!!

Otagowane:  

Zakazane słowa, jak na nie reagować?

Dodano 29 września 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Czytając notkę na http://blogrodzinny.blog.pl/ pt; „Oczami dziecka -z zakazane słowa” przypomniał mi się pewien epizod z mojego życia, który po krótce postaram się Wam teraz opisać.
Gdy mój najmłodszy z dorosłych synów miał około 3-4 lat dokładnie nie pamiętam momentu, jego siostra, a córka mojego byłego męża miała o 10 miesięcy mniej, często ze swoją matką odwiedzała moją teściową, ja raczej rzadko tam zaglądałam, ale tego dnia były to chyba urodziny mojej teściowej, a ze nigdy nie byłam wredna to choć w ten dzień starałam się do niej zaglądać bo mimo wszystko czasami zdarzało się, że potrzebowałam jej pomocy w opiece nad dziećmi, ale wróćmy do tematu. Otóż impreza w domu, śmiech i zabawa, dzieci się bawią, w pewnym momencie obecna zona mojego byłego męza woła po coś swoją córeczkę, ta nie chce przyjść, gdy zdenerwowana matka próbuje ją wyciągnąć spod stołu ta mała istotka odzywa się do niej takimi słowami: „zostaw mnie ty kulwo!”, a co na to mamusia, a więc totalnie nic, a może jednak dużo więcej bo zaczęła się smiać, a za nią wszyscy zgromadzeni, mnie zatkało jednak nie było sensu komentować takiego zachowania posiedziałam trochę, zabrałam dzieci i wyszłam. Po jakimś czasie, gdy byłam zmuszona zostawić moje dziecko na jakieś dwie, trzy godziny u mojej teściowej idąc z synkiem do babci, już nie pamiętam dokładnie dlaczego, ale mój synek nie chciał iść do babci choć nie wiedział że bedzie musiał tam zostać sam przez jakiś czas i gdy się z nim przekomarzałam, że musimy iścć moje własne dziecko wyskakuje do mnie ze słowami: „Ty jesteś kulwa”, a że w tym czasie doskonale wymawiał „r” więc zabrzmiało to zupełnie inaczej, spojrzałam się na niego dosyć groźnym wzrokiem i powiedziałam, że teraz to idzie do babci i zostanie już tam na zawsze, że ja nie chcę dziecka, które tak brzydko mówi na swoją mamę, że jest to bardzo obraźliwe słowo. Synek spojrzał się na mnie zapłakanymi oczami, ale nic nie powiedział gdyż wchodziliśmy już do domu mojej teściowej, weszliśmy powiedziałam tylko zostawiam go i wyszłam bez słowa. Gdy wróciłam mniej więcej po dwóch godzinach od teściowej dowiedziałam się, ze mój synek przez cały ten czas siedział w kącie i płakał, strasznie mi się żal go zrobiło, podeszłam do niego i gdy mnie zobaczył rzucił mi się na szyję i przepraszał obiecując, że nigdy więcej tak nie powie, ja wiedziałam gdzie i w jakich okolicznościach to usłyszał, jednak w jakiś sposób musiałam zareagować. Jakiś czas potem, nie pamiętam dokładnie ile czasu minęło oglądaliśmy wspólnie film : „koszmar z ulicy wiązów” był to odcinek w którym była pokazana matka Frediego i gdy był obok niej rzucił do niej słowa: dziwka, a mój synek na to: mamusiu, ale on tak nie może mówić przecież to jest jego mama. Tak to właśnie utkwiło mojemu synkowi w głowie, to że nie można obrażać nikogo takimi słowami, a tym bardziej mamy, do tej pory (a ma 21 lat) w stosunku co do mnie w zasadzie nie używa słowa: mama, zawsze jest mamusia albo mamuś. Teraz oboje potrafimy się śmiać z tej historii, choć wtedy ani jemu, ani mnie nie było do śmiechu.

Otagowane:  

8 zasad hiszpańskiego savoir-vivre

Dodano 27 września 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Przeglądając stronki wpadłam na bardzo interesujący tekst, który zamieszczam poniżej, być może tytuł nie jest całkowitym odniesieniem, wiedząc że savoir – vivre to zasady dobrego wychowania, a nie mentalne przyzwyczajenia czy wady, ale tak mi się wydaje że tytuł brzmi ciekawie i większość Hiszpanów jest wychowywana w tym schemacie, a często i przybysze przejmują ich zwyczaje. Jak powszechnie się mówi o Hiszpanach ” siesta, fiesta i mańana” Tutaj gdzie jestem czyli na Teneryfie tubylcy nie uważają się za Hiszpanów, oni to Canarusy, a Hiszpania to Hiszpania, jednak zachowania i zwyczaje są dokładnie takie same. Życzę miłej lektury i refleksje na ten temat.

 

Będąc w Hiszpanii, powinniśmy pamiętać o specyfice iberyjskiej  mentalności, charakteru, sposobu bycia i widzenia świata oraz o kilku punktach z kodeksu dobrego zachowania, które w Polsce niekoniecznie są one uważane za podstawowe lub wcale też nie są praktykowane.
1. Powitanie

 

Dla osób, które nie miały wcześniej styczności z hiszpańską kulturą, może ono okazać się bardzo zaskakujące. Nie miejsce tu zachowywanie dystansu i chłodne wyciągnięcie ręki na przywitanie! Nowo poznana osoba w Hiszpanii od razu przywita się z Tobą, dając Ci dwa całusy w policzki.

Z czasem przesiąkniesz ową zdrową bezpośredniością na tyle, że ciężko będzie Ci wyzbyć się tego zwyczaju nawet przebywając z wizytą w kraju rodzinnym. Emocjonalne obejmowania, pocałunki i uściski to dla Hiszpanów zupełnie naturalne zachowanie również wobec nowo poznanych osób, niezależnie od płci.

 

2. Obiecanki-cacanki…

 

Czy Wasi hiszpańscy znajomi na pożegnanie również mają tendencję obiecywania wszystkim wokół spotkania na kawę/piwo? Jest to obietnica, którą należy traktować raczej jako część hiszpańskiego savoir-vivre, jako że do spotkania takiego zazwyczaj nie dochodzi lub dochodzi w zupełnie innym terminie…
3. Szacunek tolerancja

 

Będąc tyglem kulturowym, hiszpańskie społeczeństwo jest niezwykle tolerancyjne i otwarte. Wielowiekowy dialog kultur, współistnienie niezliczonej ilości nacji i narodów obok siebie sprawia, iż jakiekolwiek zjawisko, które przez przedstawiciela innej narodowości być może z łatwością zostałyby nazwane „odmiennym”, obserwowane i komentowane, tutaj nie budzi bynajmniej żadnej niechęci, uprzedzeń czy też niezrozumienia.

 

4. Con calma

 

Hiszpanie nie lubią się spieszyć, mają tendencję do odkładania obowiązków „na jutro”, posługując się dwoma magicznymi słowami: „mañana” (jutro) oraz „tranquilo” (spokojnie). Z pewnością jest to podejście oszczędzające nadmiernego stresu, skupiania się na kwestiach problematycznych. Dla osób nieprzyzwyczajonych do takiego „rozwiązywania” kłopotliwych sytuacji, może to być naprawdę denerwujące. Tym bardziej dla Polaków, których z kolei cechuje tendencja do zbytniego przejmowania się. Kontrat w podejściu do wielu spraw życiowych może więc być bardzo wyraźny. Z jednej strony jest to szansa na nauczenie się hiszpańskiego „luzu”, z drugiej jednak będzie wymagało uzbrojenia się w cierpliwość przy konieczności załatwienia jakiejkolwiek sprawy urzędowej.
5. Czas posiłku i czas odpoczynku

 

Hiszpanie uchodzą za bardzo spontaniczny naród. Przebywając jednak stale w ich otoczeniu, zdasz sobie sprawę, że „spontaniczność” tę cechuje swoista cykliczność i uporządkowanie.

Ułożona jest ona w dość sztywne ramki czasowe i codzienną rutynę. Poranną kawę każdy Hiszpan pije o godz. 11.00, pora obiadowa to godz. 14.00, do klubu nocnego nie wychodzi się przed godziną 1.00.

Z założenia czas po popołudniowym posiłku przeznaczany jest na odpoczynek (są to mniej więcej godziny od 14.00 do 16.00). Dla pracowników oznacza to obowiązkową przerwę na obiad w pracy (co najmniej godzinną). W tym czasie Hiszpania „śpi”. Pamiętaj, że z tego też powodu nie wypada w czasie siesty dzwonić do nikogo.
6. Niepunktualne spotkania

 

W codziennych kontaktach towarzyskich niepunktualność jest stosunkowo naturalną cechą Hiszpanów (nie tyczy się to kontaktów biznesowych, oficjalnych). Nawet jeśli nie lubisz spóźnialstwa, nie okazuj tego. W Hiszpanii zwyczajowy kwadrans spóźnienia (nawet jeśli uległ wydłużeniu) nikogo nie dziwi.
Tapas!
Tapas!
7. Delektowanie się jedzeniem

 

Przygotowywanie i spożywanie posiłków jest niemalże rytuałem, do którego podchodzi się z dużym szacunkiem, wdzięcznością, niekiedy nawet hedonistycznym oddaniem. Hiszpański stosunek do jedzenia jest szczególny. Jest to osobny dział hiszpańskiej kultury, kultury przygotowywania i spożywania posiłków.. Hiszpanie delektują się jedzeniem. Stąd też tak duża ilość restauracji i barów rozsianych po wszystkich ulicach i uliczkach każdego z hiszpańskich miast. Jeśli więc chcesz lepiej poznać Hiszpanów i zaskarbić sobie ich sympatię, rozmawiaj z nimi o jedzeniu!To jeden z głównych tematów rozmów!
8. Uśmiech

 

Hiszpanie są narodem potrafiącym cieszyć się życiem, żyć chwilą. Wyrażaj swoje emocje, pielęgnuj optymizm i pokłady pozytywnej energii!

Otagowane:  

Wyprowadziłam się na „koniec świata”…

Dodano 16 września 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Czasami tak właśnie myślę, że wyprowadziłam się na koniec świata, tak bardzo daleko od bliskich, bo nie powiem od domu, iż dom to nie cztery ściany, a miejsce w którym mieszkamy, żyjemy i czujemy się szczęśliwi, spełnieni. Więc mój dom jest tutaj na Teneryfie, razem z moim partnerem i synkiem, choć bardzo brak mi moich starszych synów, za którymi bardzo tęsknię i tak bardzo chciałabym im pomóc, dać im wszystko na co zasługują, a sama muszę „walczyć o przetrwanie”. Może to tak dziwnie powiedziane, ale tak muszę żyć normalnie, a nie jest to łatwe gdyż z pracą ciężko, nie powiem aby mi czegoś brakowało, na życie wystarcza, jednak czuję jakiś niedosyt, brak możliwości pomocy dzieciom, już nie mówię tylko o stronie finansowej, ale również o swojej obecności. Mamy dobry kontakt, jednak czasem to za mało. tak mi brak moich synów, oni są częścią mojego życia i gdybym tylko mogła oddałabym wszystko, aby oni byli szczęśliwi. Bardzo się cieszę z każdego ich sukcesu, a czasami mnie zaskakują, jeden właśnie awansował w pracy, drugi zrobił kurs, aby znaleźć lepszą pracę i jeszcze robi 2 dodatkowe. sami doskonale dają sobie radę i za każdą moją pomoc serdeczne dziękują, nigdy o nic nie proszą bo wiedzą, że nam też nie jest lekko. Ja jednak gdy tylko mogę staram się im pomóc, wesprzeć radą i uśmiechem. Dla moich dzieciaków najważniejsze jest, abym zawsze była uśmiechnięta i szczęśliwa i dla nich będę, choćby na końcu świata, ale będę szczęśliwa, może kiedyś nadejdzie czas że nie będę się musiała martwić każdym dniem, czy wystarczy na wszystko i będę mogła wspomóc moje ukochane dzieciaki. Tutaj w miejscu tak odległym od rodzinnego miasta jestem szczęśliwa mimo tęsknoty za najbliższymi, żyje dniem dzisiejszym i nie zamartwiam się tym co będzie, jak na razie jest dobrze i aby tak dalej.

Otagowane:  

Mówię „Jo” bo jestem z Torunia!!

Dodano 14 września 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Dzisiaj tak troszeczkę obrazowo chcę Wam coś przedstawić abyście łatwiej zrozumieli, bo czasem ludzie z innych rejonów niż Pomorze, Kujawsko-Pomorskie zastanawiali się co to słowo oznacza, w Języku hiszpańskim z tą sama wymową, ale inną pisownią (Yo) oznacza po prostu Ja, w polskim słowniku raczej tego słowa brak, tak samo jest w moich rejonach z używaniem słówka „no”, gdyż też bardzo często jest używane w różnych momentach, a tu w języku hiszpańskim oznacza „nie” więc czasem gdy rozmawiamy po polsku nadużywając tego słowa to ludzie hiszpańsko języczni są z lekka zdziwieni dlaczego stale powtarzamy, nie, znajomym akurat udało się wytłumaczyć i teraz już wiedzą, że gdy dzwoni telefon i słyszą co chwila, no, no, no itd wiedzą że rozmawiamy z polakiem, ot i tyle celem wyjaśnienia.

 

 

Gwara toruńska różni się od języka polskiego przede wszystkim niezwykle częstym występowaniem wyrazu „jo”.

W różnych formach intonacyjnych.

Wyrażają one odpowiednio:

Aprobatę – jo!

Zdziwienie – jooo?

Prośbę o potwierdzenie faktu – jo?

Potwierdzenie faktu – no jo.

Przypływ pożądania – niech no jo….

Olśnienie – A jooo!

Rozczarowanie – no jooo…

Niedowierzanie – jo, jo….

Ekstra zabawkę na sznurku – jojo

Gruntowne potwierdzenie – jak ni jak jo

 

Jak sami widzicie gwara toruńska jest bardzo prosta i zrozumiała.

Otagowane:  

Egzamin zdany perfekcyjnie!!!

Dodano 12 sierpnia 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

W ramach wyjaśnienia jedną z rzeczy, które zmobilizowały mnie do przyjazdu do Polski był egzamin mojego najmłodszego synka. Otóz rok temu postanowiłam zapisać go do Polskiej Szkoły Internetowej, aby zaczął mówić po polsku. Uczylismy się cały rok, choć chyba mam więcej goniła niz synka to interesowało, ale nie miał wyboru. Cel osiągnięty, dziecko mówi i właśnie wczoraj miał egzamin państwowy, aby skończyć 1 klasę szkoły podstawowej i otrzymać oficjalne świadectwo. Mama chyba była bardziej przejęta niz dziecko, tak zresztą jak wszyscy rodzice, godzina czekania i informacja od nauczycieli, egzamin zdany perfekcyjnie. Czyli od września kontynuujemy naukę i z taką myslą że następny egzamin za rok też będzie tak samo zdany. Jestem dumna z mojego synka, gdyz jak wiekszości moich czytelników wiadomo dziecko mówi po polsku dopiero pół roku, a teraz oficjalnie skończył 1 klasę.

Pozdrawiam wszystkich serdecznie!!

Otagowane:  

Czy z normalnego dziecka można zrobić idiotę??

Dodano 7 sierpnia 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Chciałabym Wam przedstawić totalną nieodpowiedzialność, aby nie powiedziec głupotę mojej teściowej. otóż jak się orientujecie wśród jej dzieci jest o 5 lat młodsza siostra mojego męża upośledzona w jakis tam sposób, nie chodziła do zadnej szkoły, wykorzystywano ja do chodzenia po zakupy, a nawet żebrania na ulicy, no ale to za mało najlepiej byłoby pozbyc się jej z domu tylko jak to zrobić? A może znajdzie sie ktoś kto ja poslubi? Dziewczyna ze względu na chorobę urodą nie grzeszyła, niestety inteligencji za grosz, gdyż umysł dziecka, a ciało dorosłej kobiety, ale moja teściowa potrafi postawić na swoim. Znalazł się kandydat na męza, wpuściła go do domu, pozwoliła zrobić niepełnosprawnej córce dziecko więc szybko ślub, a potem problemy nikt z tą dziewczyną nie mógł zyć, ona nie nadawała się do samodzielnego wychowywania dziecka, więc oczywiście teściowa bierze dziecko pod swoje skrzydła (rodzina zastepcza), po 3 latach jakimś sposobem córka znowu spotyka się ze swoim męzem i bach kolejna ciąza, więc kolejne dziecko na barkach teściowej, starszy syn był traktowany normalnie, jeśli mozna by tak to nazwać natomiast z młodszego zrobili kompletnego idiotę i tak jest do tej pory. W tej chwili chłopcy mają 25 i 22 lata, starszy zrozumiał kilka lat temu jaka jest babcia i uciekł z tego koszmaru, natomiast młodszy wykorzystywany i sterowany w całym swoim zyciu siedzi tam i robi co babcia karze, aby tylko babcia miała na niego pieniądze. Skończył szkołę specjalną z bardzo dobrymi wynikami, ale co z tego? To całkiem normalny chłopak, a u lekarzy musi grać idiotę, co ten chłopak będzie miał z życia no raczej nic ciekawego to ja nie widze. A gdzie tu ja w tej całej sytuacji, otóż teściowa mając dwóch wnuków pod swoimi skrzydłami nie omieszkała skrzywdzić moich synów, bardzo rzadko zaglądał do nas ale gdy juz była za każdym razem coś ginęło, nawet ciuchy moich chłopaków, zabawki i inne rzeczy, była taka chwila gdzie potrzebowaliśmy pomocy, wystarczył tydzień pobytu mojej teściowej w moim domu, a już w zamrażalce brakowało połowy tego co było, środki chemiczne wszystko się pokończyło, no wolałam już więcej nie korzystać z jej pomocy, bo wychodzi na to że moje dzieci nie potrzebują nic, ale te wnuki które są z nią muszą mieć jak najlepiej kosztem innych. Nie wiem jak tak można, ale tak jest cały czas, dowiedziałam się kilka dni temu, że matka tych chłopców dlatego jest taka bo jak była mała spadła ze schodów i wtedy jej się coś poprzestawiało w głowie, tak babcia powiedziała jej synom ja znam inną wersję i bardziej prawdopodobną, ale cóz jak ktoś non stop kłamie gubi się w tym co mówi…

Otagowane:  

Dziecko uczy się mówić…

Dodano 27 czerwca 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Myślałam, mysłam i nic nie mogłam wymysleć, co by tu dzisiaj napisać i tak jakos przypomniały mi się chwile gdy mój najmłodszy synek uczył się mówić, każdy z mojej czwórki zaczynał inaczej i w innym terminie jak to dzieci, każde jest inne, jednak mój najmłodszy miał mały dylemat, a dlaczego? No tak w domu mówiliśmy po polsku, na ulicy, w przedszkolu (polski żłobek) hiszpański i jak tu zacząć mówić? Gdy zaczynał wypowiadać swoje pierwsze słowa zauważyliśmy że ma problem z wypowiedzeniem litery „T” zamiast niej mówił „K” a tutaj to już był maleńki problem, więc od najmłodszego staraliśmy się aby na tatę wołał Papi lub Papa po hiszpańsku, pewnie zdziwi Was dlaczego, otóż w języku hiszpańskim słowo „kaka” to po prostu kupa, więc tak troszeczkę głupio by wygladało to na ulicy, natomiast moje kolezanki miały niezły ubaw i prowokowały małego, aby powiedział tata, a on wtedy kaka. Tak naprawdę to zaczął mówi dopiero gdy poszedł do szkoły (w Polsce to przedszkole) dla najmłodszych i od razu po hiszpańsku, kilka słów polskich zostało mu w pamięci, ale nie chciał w domu powtarzać polskich słów, zawsze było to dla niego za trudne i nie bardzo mu to wychodziło. Podczas mojej wizyty w Polsce razem z nim gdy miał 4 lata ludzie patrzyli ze zdziwieniem ja do dziecka po polsku a ono odpowiada w jakimś innym języku i trwał w swoim przekonaniu bardzo długo. Skończył 7 lat postanowiłam zapisać go do Polskiej szkoły przez internet, no może w końcu nauczy się mówić po Polsku, mozolnie to szło, ale starał się choć ciągle miał opory aby mówić. Wyjechałam do Polski na 2 miesiące, bo miała się urodzić moja wnusia, syn został z tatą i przy małym pomagała moja koleżanka, robiła z nim lekcje polskiego, a że ona sama nie zna hiszpańskiego więc jakoś musieli się dogadać. jakie było moje zdziwienie gdy mój syn z tata przyjechali do Polski na Święta Bożego Narodzenia, tylko na 3 tygodnie, synek bardzo się starał mówic po polsku aby dogadac się z rodzeństwem, choć jeszcze nie było to to. Jednak okazało się wszystko wielkim sukcesem, szkoła 3 tygodniowy pobyt w Polsce tak zmotywowało dziecko, że w tej chwili mówi bardzo dużo w ojczystym języku, w domu stara się wcale nie używac hiszpańskiego, chyba że nie może znaleźc odpowiedniego słowa. Tak więc cel osiągnięty, dziecko mówi po Polsku, teraz tylko pytanie czy uda mu się zdać egzamin w polskiej szkole, aby zdać do drugiej klasy, tego nie wiem bo jeszcze ciagle ma problemy z pisaniem i czytaniem, ale zobaczymy. Egzamin w sierpniu i musimy byc wtedy w Polsce, abyśmy dali radę i aby jemu się udało, jak nie da rady trudno, najważniejsze jest dla mnie to, że już mówi.

Otagowane:  

Jestem fałszywą, wredną jędzą…..

Dodano 22 czerwca 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Taki właśnie piękny komentarz na mój temat usłyszałam wczoraj od Pana o którym pisałam w jednym z moich ostatnich wpisów, oczywiście nie powiedział mi tego prosto w oczy tylko do mojego partnera,

chcialam_nie_byc_wredna_2014-11-1

Nagle wszystko zaczęło mu przeszkadzać w mojej osobie, głupie gadki, że przychodził do nas bo tak chciał, ale źle się czuł, ze ja wszystko robię źle i ze tylko szukał pretekstu aby móc się ze mną pokłócić, że znęcam się nad własnym dzieckiem bo wstawiłam na swój profil na FB zdjęcie mojego synka z bardzo śmieszną minką, która robi gdy o cos prosi, wtedy akurat chciał pieniązki na pizze i tak podpisałam, choć to nie było juz ta sama minka jak kotek ze Shreca bo miał takie chochliki w oczach bo nie mógł opanowac śmiechu gdy chciałam zrobić zdjęcie, ale według tego Pana, dziecko miłało łzy w oczach i jak można tak sie znęcać nad dzieckiem.

ja_sie_staram_zyc_z_wszystkimi_w_2015-02-03_23-02-48_middle

Normalnie gdy rozmawiał wczoraj z moim partnerem przez telefon, a był na głośniku więc wszystko słyszałam myślałam że już wybuchne i powiem mu co o nim mysle, ale wolałam ugryźc sie w język, ja mam czyste sumienie i nie mam nic sobie do zarzucenia, a co myslą o mnie inni to mnie za przeproszeniem gówno obchodzi, jak im sie cos nie podoba to z daleka ode mnie, ja wolę ich ignorować, ale to jest właśnie dla takich ludzi najgorsze, bo jak się bedziesz odzywać, tłumaczyć czy cos to maja się na kim wyżyć, ale jak ich zignorujesz to aż się w nich zaczyna gotować.

137253-ed9a05dc286e02486c24564b0aa553ad

Ot i tak właśnie trzeba podchodzić do takich ludzi i spraw niepotrzebnych, bo nie ma się czymś martwic taki człowiek mi do zycia nie jest potrzebny w żaden sposób.

Otagowane:  

Czy samotna matka może wychować syna……

Dodano 18 czerwca 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Ot, taka włąśnie mysl mi się nasunęła, czy samotna matka może wychować syna na porządnego człowieka, aby nie był tzw. „maminsynkiem”. Powiedzmy, ze mam troszkę w tym doświadczenia, pisze troszkę bo nie cały czas byłam samotną matką, ale jednak byłam i w tamtym momencie miałam do wychowania trzech, a nie tylko jednego chłopaka. Wiem, na pewno nie jest to łatwe każda matka stara się dbać o swoje dziecko, aby nic złego się mu nie przytrafiło, ale nie mozna tylko chuchać i dmuchać zwłaszcza na jedynaka. Mój najstarszy syn był wychowywany razem z ojcem do 14go roku życia i niestety przejął od niego najgorsze cechy charakteru, młodsi juz nie, nie zdążyli poznać aż tak dobrze swojego taty. Zawsze każdego z moich synów od najmłodszego uczyłam tego, że nalezy się dzielić tym co mamy, więc jeśli kupuję np batonika dla dziecka zawsze kupowałam również dla siebie, gdy nie było mnie na to stać i tak kupowałam dwa w obecności dziecka, jeden dla mnie drugi dla Ciebie i jakos udało mi się tak wykombinować, aby synek myslał że mama swojego zjadła a ten następny to już kolejny kupiony. Uczyłam chłopaków samodzielności, aby sami sprzątali swój pokój, aby sami robili sobie kanapki, a przede wszystkim szacunku dla drugiego człowieka i samego siebie. Starałam się być matką i przyjaciółką zarazem, zawsze chętnie wysłuchałam, ale nigdy nie narzucałam swojej woli nawet jeśli chodziło o naukę, cały czas im powtarzałam że uczą się dla siebie nie dla mnie i najważniejsze jest aby zdawali z klasy do klasy bez względu na wyniki, gdyż narzucanie musisz być najlepszy wcale nie wychodzi na dobre. Czasem chłopaki muszą dorosnąć, aby zrozumieć że wykształcenie jest ważne. Moi chłopcy zrozumieli to dopiero jako dorośli, bo sami wybierali takie szkoły byle szybciej skończyć, ale potem wkraczając w dorosłe życie stwierdzili, że brak tego wykształcenia blokuje jakieś drogi, którymi chcieliby iśc, więc nadrabiali i wszyscy zdali maturę i coś tam jeszcze dalej. Ale z czego najbardziej się cieszę to to że są samodzielni, nie trzymają się maminej spódnicy, bo mamusia najlepiej gotuje, bo mamusia wszystko poda itp Sami potrafią utrzymać dom, ugotować, uprać itp Jednak jeśli mają jakiś problem zawsze do mamy, bo mama zawsze znajdzie jakieś rozwiązanie pomoże, a i owszem staram się jednak nigdy nie mówię musisz, zawsze jest tak że ja doradze a Ty i tak zrobisz jak zechcesz, jeśli popełnią błąd i stwierdzą że jednak mama miała rację potrafią się do tego przyznac, ale nie mają żalu do mamy, wiem że mnie kochają i darzą ogromnym szacunkiem i sa moją dumą.

Otagowane: