No to zostałam okrzyknięta zawodową oszustką…..

Dodano 28 czerwca 2017, w Problemy, Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Witam, dzisiaj spotkała mnie super opinia na mój temat, zostałam okrzyknięta zawodową oszustką, a tylko dlatego że musiałam zadbać o swoje interesy. Pisałam w jednym z poprzednich wpisów jak kulturalnie potraktował mnie Pan X dla którego pracowałam, otóż miałam jedno mieszkanie wynajęte na moje nazwisko z którego korzystał Pan X dla swoich pracowników i właśnie jeden z nich opuścił mieszkanie więc wymieniłam zamki w drzwiach bo oczywiście kluczy mi nie oddał aby nie wprowadził nikogo innego bo to ja prawnie odpowiadam za to mieszkanie przed właścicielem, a dzisiaj żona Pana X zrobiła mi karczemną awanturę za to że zabrałam im dostęp do mieszkania (gdzie dwa dni prędzej pytała się mnie czy musi się dalej martwic tym aby za nie płacić, więc jej odpowiedziałam że tym już nie musi się martwić) i powiedziała mi w oczy ze jestem oszustką bo nic innego nie zrobiłam tylko ich oszukiwałam to mieszkanie na swoje nazwisko, ich sprawa i właściciela, nie moja właściciel mieszkania ma prawo zrobić co chce z tym mieszkaniem tylko aby potem nie żałował podjętej decyzji, bo ja osobiście słabo to widzę ale na szczęście to już nie mój problem. Odnośnie Pana X mam jeszcze wiele sytuacji do opisania ale to wszystko z czasem postaram się napisać.

Otagowane:  

Ślub na Teneryfie….

Dodano 22 czerwca 2017, w miłość, rodzina, przez Maria Alejandra

Jak napisałam wczoraj w moim życiu wydarzyły się w ostatnim czasie, złe ale również dobre rzeczy. W poprzednim wpisie troszkę chaotycznie opisałam to co było złe, było to też w wielkim skrócie bo gdybym chciała opisać wszystkie sytuacje to wpis byłby znacznie dłuższy, jednak postaram się wpisywać różne sytuacje w osobnych wpisach.

Tak jak to ujęłam w tytule, to właśnie ta dobra rzecz która wydarzyła sie w moim życiu. Od grudnia przygotowywałam wszystko na ten piękny dzień, gdyż na początku grudnia poznałam datę I Komunii mojego synka i postanowiliśmy w tym samym czasie wziąć ślub i połączyć dwie imprezy. Zaprosiliśmy całą rodzinę z Polski, wiadomo był to dla nich dość wysoki koszt jednak staraliśmy się aby tutaj na miejscu już nie ponieśli żadnych kosztów związanych z pobytem na wyspie. Najważniejszym gościom czyli rodzicom zafundowaliśmy zarówno podróż jak i zakwaterowanie, na szczęście nasze mieszkanie jest na tyle duże byśmy pomieścili sporo osób. Goście zaczęli się zjeżdżać od 5.06, tego dnia odebrałam z lotniska jednego z moich starszych synów razem z żoną i moją ukochaną wnusią, 7.06 na wyspie wylądował mój drugi syn razem z narzeczoną i moim tatą (83lata) a godzinę później syn mojego męża (pisałam o nim w jednym z wpisów, jednak chłopak dorósł i zmądrzał i to bardzo więc teraz już między nami jest wszystko w jak najlepszym porządku). 07.06 wylądował również chrzestny mojego najmłodszego synka, a 08.06 przylecieli ostatni goście z Polski, rodzice męża, siostra z rodziną i starszy brat. Rodzinka była już w komplecie. Udało nam się tak pozałatwiać wszystko, że ślub w Urzędzie Stanu Cywilnego został wyznaczony na 09.06, oczywiście nie obyło się bez niespodzianek, moja świadkowa mówiąc skromnie zaniemogła (niestety bardzo dobra , miła kobieta ale alkoholiczka, nie piła od roku i na tydzień przed ślubem zaskoczyła i chyba pije do tej pory, bo się nie odzywa), na dzień przed ślubem szybko udało mi się zmienić świadka na jednego z moich synów bo musiał to być ktoś kto mówi i rozumie język hiszpański. Tak więc 09.06.2017 o godzinie 12.30 przed Sędzią Pokoju wzięliśmy ślub cywilny w Registro Civil w miasteczku San Miguel de Abona na Teneryfie.

Następnego dnia czyli 10.06 o godzinie 11.00 rozpoczęła się uroczystość I Komunii mojego syna, wszyscy byli zachwyceni jego wyglądem, a ubrany był w śnieżno biały garnitur z super fryzurką wykonana przez brata, a opalone ciało dodawało mu tylko wielkiego uroku. Po uroczystości w kościele wszyscy goście, którzy przybyli udali się na finkę (krótko mówiąc, domek na wsi) gdzie już wszystko na nich czekało i rozpoczęliśmy świętowanie, najpierw I Komunii a potem weselisko.

dcs (219)

Takim oto tortem zakończyliśmy imprezę dziecka i zaczęła się zabawa dorosłych. Było to bardzo nietypowe wesele, owszem tańce, muzyka śpiew, ale największą atrakcją dla wszystkich był basen w którym koniec końców wylądowali wszyscy goście (oprócz dziadków oczywiście) w swoich wyjściowych strojach, nie oszczędzili nawet Panny Młodej, ale najważniejsze że wszyscy byli zadowoleni z imprezy.

Otagowane:  

Witam serdecznie po bardzo długiej przerwie, jakoś nie miałam czasu ani nastroju na pisanie bo życie toczyło się spokojnym torem i w sumie nie było za bardzo co pisać. Jednak w ostatnim czasie sporo sie wydarzyło w moim życiu zarówno dobrego jak i złego.

Tak jak napisałam w tytule wpisu Teneryfa jest przepięknym i spokojnym miejscem dożycia, ale nie jest to miejsce gdzie w krótkim czasie można się dorobić, niestety nie do wszystkich to dociera. Zacznę więc od początku, jakoś pod koniec zeszłego roku mój małżonek poznał pewnego człowieka, który chciał otworzyć z nim biznes i zaczęliśmy rozmowy, poszukiwania miejsca itd. Wkładając całą moją wiedzę i serce udało mi się znaleźć duży lokal za niewielkie pieniądze, aby otworzyć warsztat elektryczno-mechaniczny. Człowiek z którym rozmawiałam przez skypa wydawał się bardzo rozsądnym i inteligentnym człowiekiem, zakreśliłam mu wszystkie możliwości pracy tutaj i jak to mniej więcej wygląda. Mój mąż w tamtej chwili miał jeszcze własną działalność, ogromną bazę klientów, jednak koszty utrzymania firmy są tutaj bardzo wysokie i bez dobrego, oficjalnie otwartego lokalu nie bardzo się da na to wszystko zarobić, więc rozmowy potoczyły sie w tym kierunku. Pan X (tak go nazwę) zaproponował mi na wstepie umowę o pracę, abym prowadziła całą dokumentację firmy, obsługę klienta i tłumaczenie, zgodziłam się ponieważ widziałam w tym przyszłość zarówno dla mnie jak i dla mojego męża. Nie bardzo było nas stać na samodzielne otwarcie takiego warsztatu, więc jeśli ktoś się zaoferował do współpracy, że wyloży kasę i będziemy pracować aby spokojnie żyć i powoli odrabiac to co włożył nam to pasowało. Mąż zrezygnował z autonomo, gdyż miał zostać zatrudniony jako mechanik w nowo otwartym warsztacie, pod nieobecność (jeszcze był w PL) Pana X załatwiłam wynajęcie lokalu, znalazłam bardzo taniego inżyniera, który przygotuje cały projekt i wszystkie inne sprawy związane z licencjami i otwarciem. Tak dla porównania, znajomy za projekt i licencje za lokal około 60-70 metrów zapłacił inżynierowi około 3500 euro, ja znalazłam takiego który za to samo tyle że lokal 500 metrów chciał tylko 2000 euro.

Oprócz lokalu załatwiłam Panu X mieszkanie z 3 sypialniami, nad samym warsztatem (ok 120 metrów) za zaledwie 500 euro w tym wliczone wszystkie opłaty (prąd i woda), ponadto załatwiłam drugie mieszkanie z dwoma sypialniami za 410 euro dla pracownika bo miał przyjechac z super elektrykiem samochodowym. Wszystko było gotowe, lokal, mieszkania a nawet na poczatek dałam im od siebie, kubki, talerzyki i inne rzeczy do kuchni niezbędne na początek. Wiadomo, że odnośnie lokalu nie mogłam zrobić nic więcej oprócz wynajęcia bo aby zacząć działać potrzebna jest na miejscu osoba za to odpowiedzialna i oczywiście otwarta firma.

No i na początku marca zjawił się Pan X razem z żona i dzieckiem, na początku wszystko było super, jeździłam z nimi, załatwialiśmy sprawy związane z otwarciem firmy, dokumenty, konto bankowe itd. Według projektu trzeba było troszkę zmodyfikować lokal bo inaczej byłby bardzo wysokie koszty pociągnięcia instalacji przeciwpożarowej, ale wszystko zostało uzgodnione , co i jak i inżynier pracował nad projektem, mój mąż razem z nowo przybyłym elektrykiem zajowali się naprawą samochodów, niestety okazłao się że nie jest to żaden super elektryk ale samouk i praktycznie z czasem wszystkie auta, których się dotknął wróciły na poprawkę, a człowiek pieniądze skasował, ale niestety w momencie gdy auta zaczęły wracać jego już na wyspie nie było, nie wytrzymał nawet miesiąca, bo miał obiecane przez Pana ZX, że zarobi na początku minimum 1500 a nawet 2000 euro, a tutaj niestety to nie realne nawet przy najlepszych wiatrach.

Pan X chciał się pokazać z jak najlepszej strony i oczywiście na początku szastał pieniędzmi na prawo i lewo kupując do warsztatu kompletnie nie potrzebne rzeczy, które kosztowały sporo, ale się dublowały gdyż mój mąż to wszystko już miał. Właścicielką firmy jest żona Pana X, ale jak wyszło z czasem nie ma nic do powiedzenia widnieje tylko na papierze. Mieliśmy mieć z męzem umowy o pracę już w marcu, ale wszystkie sprawy z otwarciem firmy trochę się przeciągały jak to na Teneryfie bywa i zostało uzgodnione, że umowy bedą o kwietnia, nie widzieliśmy w tym żadnego problemu w końcu chodziło nam bardziej o spokojną pracę a nie o sam papier, który choć ważny to jednak nie najważniejszy.

Cały styczeń, luty i marzec stawałam na głowie, aby wszystko było jak najlepiej, nie upomniałam się o zapłatę bo wiadomo początek itp, Pan X zapłacił za marzec i kwiecień za moje mieszkanie (po 500 euro za mc) więc jakoś tam się dogadamy. Od kwietnia zaczęliśmy w miarę normalną pracę ale przy drzwiach zamkniętych ponieważ przygotowanie lokalu do otwarcia tutaj nie jest zbyt prostą i szybką sprawą, trzeba było położyć całkowicie nową instalację elektryczną, elektryk którego polecił Pan X zaśpiewał sobie za tę usługę 7000 euro, no bardzo dużo niestety znalazłam takiego, który zrobił dokładnie to samo za zaledwie 2300 euro, jednak jak się potem okazało ja wszystko robiłam źle. Pierwsze problemy zaczęły się już na  początku maja, już zaczęły się gadki że on nie będzie wykładał ze swojej kasy na wynajęcie lokalu i mieszkań. Pytając się o moją wypłatę za kwiecień Pan X juz miał wielki problem, aby cokolwiek wypłacić bo musi zapłacić za lokal, mieszkanie itp ale jeszcze było w miarę poszłam na ugodę że za kwiecień moją wypłatą będzie 500 euro za mieszkanie i opłata tutejszego ZUS od umów o pracę ponieważ warsztat jeszcze zamknięty a my z mężem mamy już umowy. Oczywiście co do umów już na początku kwietnia były kłótnie, gdyz Pan X stwierdził, że to ja sama się zatrudniłam bo on o tym nic nie wiedział, ale mojego męża to już zatrudnił, stale miał jakieś pretensje tylko do mnie bo moja praca niestety nie przynosiła mu żadnego zysku. Kupując cześci w sklepach uzyskał na dzień dobry bardzo wysokie upusty jakby to powiedzieć w spadku po moim męzu, ale dla niego to wszystko było za mało, on chciał na częściach zarabiać minimum 50% a to jest jawne oszukiwanie klientów, tak samo za pracę chciał kasować nie wiadomo ile, bo niestety pieniądze mu się skończyły, a opłaty trzeba robić.

Cały maj minął praktycznie w bardzo nerwowej atmosferze, ale pracowałam robiąc wszystko jak najlepiej umiem aby wszystko było czytelne i jasne do zrozumienia, oczywiście Panu X nic nie pasowało, wszystko robię źle, nic nie umiem, nie znam języka, nie umiem tłumaczyć ot nie umiem nic i na początku czerwca stwierdził, że nie zapłaci mi za moją pracę ani centa i jeśli chcę pracować to mam pracować za darmo, tylko za to że mam umowę o pracę, więc nie wiele się zastanawiając zabrałam wszystkie moje rzeczy i się wyniosłam, mało brakowało aby mnie uderzył chcąc wyrwać mi klucze i moje notatki, ale miał szczęście że się wywinęłam,  był to piatek w poniedziałek poszłam do lekarza i dostałam zwolnienie lekarskie, tego samego dnia żona Pana X pytała mnie co może zrobić abym nie zgłaszała sprawy do żadnych inspekcji, powiedziałam jej wyraźnie że oczekuję wypłaty za maj i kontynuację kontraktu przez miesiąc aby mieć prawo do pomocy, której mnie w tym momencie pozbawili zawierając ze mną umowę o pracę, niestety następnego dnia Pan X zaciągnął swoją żonę z jakimś tłumaczem do księgowego i z wielkim zadowoleniem po powrocie do warsztatu zakomunikował mojemu męzowi, że zostałam zwolniona i nie musi mi nic płacić, oj tutaj się bardzo pomylił albo miał tak wspaniałego tłumacza. Tego samego dnia na szczęście poszłam do księgowej i dostałam wszystkie dokumenty dotyczące mojego zwolnienia, które podpisałam z adnotację że się z tym nie zgadzam ponieważ nie zostały mi wypłacone pieniądze. Panu X w tym momencie oprócz wypłaty za maj doszło jeszcze do wypłacenia około 500 euro, za 5 dni czerwca, 5 dni urlopu i odszkodowanie za rozwiązanie kontraktu na stałe, ale niestety nie poczuwa się do tego że trzeba to zapłacić. Mój małżonek też jest bardzo już zmęczony całą sytuacją i tylko czeka aż Pan X go zwolni, przez tydzień czerwca nie pracował i w tym czasie do warsztatu przyjechał aż jeden klient ponieważ wszyscy klienci przyjeżdżają do mojego męza a nie do warsztatu, a to Pana X bardzo denerwuje, ściągnął drugiego mechanika z PL któremu również obiecywał 2000 euro wiedząc dobrze, że to nie możliwe, do dnia dzisiejszego nie wypłacił mojemu mężowi całej pensji, twierdząc że nie ma kasy. Ja nie zastanawiając się wiele złożyłam doniesienie do inspekcji pracy i w tym wypadku Pan X ma dwa wyjścia, albo dobrowolnie zapłaci mi wszystko co mi się należy, albo w przeciwnym wypadku sprawa przeciwko jego żonie trafi do sądu. Do dnia dzisiejszego nie otworzył jeszcze drzwi warsztatu, bo wszystko nie jest załatwione, nikt nie umie obsługiwać programu do fakturowania, jeden wielki bałagan ale mnie to już nie interesuje. niech robi co chce, żal mi tylko że mój mąż musi się jeszcze z nim użerać,

Przepraszam za chaotyczny wpis, ale chcialam to wyrzucić z siebie, jutro napiszę co dobrego wydarzyło się w tym czasie w moim życiu :)

Otagowane:  

Na ludzką głupotę chyba nie ma rady :)

Dodano 25 kwietnia 2016, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Muszę to napisać, bo normalnie szlag mnie trafi.

Jakieś dwa tygodnie temu pod naszym domem miał miejsce
wypadek samochodowy z udziałem Guardii Civil czyli w sumie

jednego z główniejszych organów Policji.

O 1.30 w nocy obudził mnie straszliwy
hałas jakby się coś waliło i za moment okropne krzyki.
Nie mieliśmy pojęcia co się stało, a z okna nie bardzo było widać
więc szybko wrzuciliśmy coś na siebie i na dach by zobaczyć
co stało się na ulicy, gdyż bardzo często dochodziło tutaj
do kolizji drogowych.
To co ukazało się naszym oczom to była masakra, ulica pełna

lamentujących ludzi, auto Guardii Civil z rozbitym jednym

przednim światłem stało  przy znaku STOP a jakieś 200 metrów

dalej stał kompletnie  zmasakrowany inny samochód.

Oczywiście z ciekawości zeszliśmy na dół.
Okazało się, że najprawdopodobniej Guardia nie zatrzymała się
na znaku STOP i uderzyła w jadące prawidłowo auto, kierujący
autem młody chłopak nie opanował swojego auta i wpadł

na barierki po  czym dachowali i zatrzymali się na kołach.

Niestety jego kuzyn siedzący na tylnym siedzeniu 21 letni

chłopak zginął na miejscu.
Jednak nie o to mi chodziło, winą marnej widoczności na tym

dziwnym skrzyżowaniu jest wielki klomb z drzewami i palmami
zasłaniający widoczność, ludzie po tym wypadku napisali na
murku otaczającym klomb (około 1 metra do góry) wielkie napisy
FUERA YA czyli wynocha już, a co zrobili drogowcy?
Za pomalowanie żółtych widocznych pasów i wielkiego napisu STOP
na drodze można ich pochwalić jednak 2 dni temu dostawili
barierki murowane, że z koła zrobił się kwadrat i teraz już
kompletnie nic nie widać. Aby skręcić w lewo niestety musimy
wysunąć się na ulicę z pierwszeństwem przejazdu, a co za tym

idzie narazić się na uderzenie przez auto jadące tą drogą.
Mój Pan zazwyczaj jeździ tamtędy, ja zawsze wolałam inną drogą
wjeżdżać do domu, ale teraz sam ma obawy i stwierdził że chyba

będzie  wracał z pracy drugą drogą, aby ominąć teraz

bardziej niebezpieczne  miejsce.

Zamiast poprawić widoczność na skrzyżowaniu by

nie doprowadzić do kolejnej tragedii zrobili coś zupełnie odwrotnego.

Masakra i totalny brak myślenia.

Otagowane:  

Takie tam króciótkie bo mnie zdenerwowali :)

Dodano 15 kwietnia 2016, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Takie cuda to chyba tylko tutaj na Teneryfie się dzieją.

W 2013 roku zmieniałam prawo jazdy na hiszpańskie, dostałam

i owszem, ale po jakimś czasie przez przypadek zauważyłam

że jest tam błąd z datą wydania, wpisali mi datę wymiany

czyli 2003 rok i tym samym ukradli mi ładnych kilkanaście lat

posiadania prawka.

W styczniu przy okazji załatwiania innych spraw zgłosiłam

im tę sprawę faktycznie okazało się, że jest błąd i to z ich winy,

więc wymienią bezpłatnie itd.

dali mi świstek ważny 3 mce i kazali czekać, a dokument

dotrze do domu.

Ważność dokumentu kończy się 21.04 więc już tylko kilka dni,

a mojego prawka ni widu ni słychu więc zadzwoniłam i łaskawie

Pani mi powiedziała, że coś tam jakiś problem, że moja

weryfikacja z Polski już straciła ważność i oczywiście

muszę sobie umówić wizytę i do nich przyjechać.

Szlag mnie trafia na takie podejście,

ale cóż nie mam innego wyjścia jak jechać na drugi

koniec wyspy, aby załatwić sprawę :)

Otagowane:  

Wynajęć mieszkanie na Teneryfie, czy to łatwe?

Dodano 13 lutego 2016, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Wczoraj na stronie FB została poruszona kwestia wynajęcia mieszkania na Teneryfie i oczywiście jak zawsze zdania są podzielone do tego jak, gdzie za ile itp. Chciałabym odrobinkę przybliżyć Wam te kwestię jak to wygląda od wewnątrz, gdyż są ludzie którzy twierdzą iż nie ma z tym problemu, a sprawa wygląda zupełnie inaczej.

Jeżeli wybieramy się na wakacyjny pobyt na Wyspie faktycznie nie ma żadnego problemu z wynajęciem apartamentu czy pokoju w Hotelu, jednak ceny są dla turystów i kształtują się mniej więcej od 25 euro w górę nawet do 100 euro za dobę w zależności od tego gdzie, co jest wliczone w cenę pokoju czy apartamentu, a przede wszystkim od regionu.

W północnej części wyspy łatwiej znaleźć w miarę tanie lokum, jednak w okresie zimowym tamten rejon jest zdecydowanie zimniejszy niż południe. Istnieją portale internetowe, gdzie można szukać lokali do wynajęcia w języku polski jak i hiszpańskim, można oczywiście zarezerwować sobie pobyt w Hotelu jednak jest to najdroższa opcja choć nie zawsze istnieją hotele oferujące tanie pokoje, bez innych udogodnień, bez wyżywienia, mogą oferować dostęp do wifi i basenu bo takie atrakcje są zazwyczaj w każdym z hoteli bądź apartamentowcach.

Problem z wynajęciem mieszkania pojawia się, gdy chcemy wynająć taniej na dłuższy okres czyli po prostu zamieszkać na wyspie. jeżeli nasz pobyt ma trwać tylko kilka miesięcy i potraktujemy go jako wypoczynek wiadomo jesteśmy wtedy w stanie zapłacić od razu za cały okres wynajmu mieszkania, w takiej sytuacji nie napotkamy większych wymogów wystarczy nasz dokument tożsamości i pieniądze. Będzie to wtedy cena trochę niższa niż wynajmowanie na kilka czy kilkanaście dni, ale zapewne nie będzie to kwota niższa niż 500 euro miesięcznie.

Natomiast jeśli zamierzamy zamieszkać na wyspie, żyć i pracować nie posiadając większej ilości gotówki niestety znalezienie mieszkania graniczy z cudem, gdyż w tym momencie właściciele mieszkań czy też agencje pośrednictwa wymagają od najemcy: numeru NIE (Numer Identyfikujący Obcokrajowca), kontraktu o pracę, 3 wsteczne nominy (czyli kwitki z wypłaty), minimum jednomiesięcznej kaucji i coraz częściej 6 -12 miesięcznej gwarancji bankowej bez spełnienia tych wymogów znalezienie mieszkania jest prawie niemożliwe.

Ja osobiście chcąc zmienić mieszkanie szukałam go przez blisko 2 lata, gdyż w tamtym momencie, ani ja ani mój partner nie posiadaliśmy umowy o pracę, co od razu blokowało wynajęcie jakiegokolwiek mieszkania, po wielu poszukiwaniach przez przypadek udało mi się znaleźć interesujące nas mieszkanie w cenie która nam odpowiadała. Dlaczego piszę przypadkiem, otóż w mieszkaniu w którym mieszkam od roku mieszkała pewna Pani, która ukradkiem opuściła je wstawiając ogłoszenie o wynajęciu mieszkania na portal z ogłoszeniami, właściciel mieszkania był bardzo zdziwiony tym że jego własne mieszkanie jest do wynajęcia, gdyż uważał że jest zajęte, owa Pani była mu winna za ostatnie 3 miesiące wynajmu i wbrew wszystkiemu ucieszył się, że od razu znalazł kogoś na jej miejsce. Człowiek uczciwy zgodził się na nasze zamieszkanie od zaraz bez wymagania żadnych dokumentów choć troszeczkę kosztowało to trudu, aby przedstawić mu naszą sytuację, którą mimo wszystko zrozumiał i zaufał na słowo, jak do tej pory nie ma z nami problemów gdyż dla mnie zapłacenie rachunków jest najważniejsze. Jedyną rzeczą, która mnie bardzo zastanowiła w ogłoszeniu opublikowanym przez ową Panią było to, że właściciel nie żąda kaucji, ja jednak byłam przygotowana na to że tak czy inaczej trzeba ją wpłacić. Mieszkam już rok, płacę tylko 360 euro miesięcznie za wszystko (prąd i woda wliczone w cenę), a jest to wyjątkowo mało za mieszkanie składające się z dwóch sypialni, salonu z kuchnią , łazienki, balkonu, komórki na dachu (w której znajduje się pralka, miejsce do suszenia prania też na dachu) i miejsca w podziemnym garażu na auto.

Mam nadzieję, że tym wpisem choć odrobinę przybliżyłam Wam możliwości wynajęcia mieszkania na Teneryfie.

Otagowane:  

Legenda legendą, a fakty faktami…

Dodano 11 lutego 2016, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Każdy kraj, każe miejsce ma związaną ze sobą jakąś legendę, Teneryfa ma ich sporo jedną z takich legend jest to ,że najwyższy szczyt w całej Hiszpanii znajdujący się właśnie na Teneryfie – wulkan Teide wybucha raz na 100 lat. Ostatnia erupcja wulkanu miała miejsce w 1909 roku więc czas najwyższy, aby się uaktywnił i właśnie w dniu dzisiejszym został ogłoszony Czerwony alarm (czyli najwyższy) zagrożeniem wybuchu wulkanu.

Jeszcze nie ogłoszono ewakuacji żadnego miejsca na wyspie, na razie to jedynie ostrzeżenia, choć już tydzień temu ludzie czuli zapach siarki na północnej stronie wyspy. Jak się sprawa potoczy to czas pokaże, ja osobiście mam nadzieję, że nie dojdzie do silnej erupcji i żadne z miasteczek nie ucierpi bo zapewne jak wszystkim wiadomo erupcji wulkanu towarzyszy trzęsienie ziemi, więc nikt nie wie czego możemy się spodziewać.

Teneryfa jest piękną, malowniczą wyspą, ale fakt faktem jest to wyspa powulkaniczna i znajduje się na niej największy wulkan Hiszpanii, widoki gór stworzonych po erupcji wulkanu są cudowne, ale…. zawsze jest jakieś ale.

Oto kilka faktów zaczerpniętych z bloga wulkanyswiata.blogspot.com

 






Z racji tego, że w grudniu wybieram się na Teneryfę by wspiąć się na Pico del Teide i porobić nieco fotek co nieco o aktywności wulkanu rzucającego największy cień na świecie.

Nazwy aktywnych otworów erupcyjnych Teide w czasie jego erupcji:

Boca Cangrejo 1492
Siete Fuentes i Fasnia w 1704 i 1705
Montaña Negras 1706
Narices del Teide bądź Chahorra 1798
El Chinyero 1909

Trwająca 9 dni erupcja w 1706 roku z otworu erupcyjnego Montaña Negras doprowadziła do zagłady miasto portowe Garachio i zniszczyła kilka wiosek. W 1798 roku doszło do ostatniej erupcji w kalderze Las Cañadas z otworu erupcyjnego Narices del Teide albo Chahorra na zachodnim zboczu Pico Viejo. Trwała ona od 9 czerwca do 8 września 1798 roku. Lawy z tej erupcji można zobaczyć przy drodze Vilaflor – Chio. Wielka kaldera Las Cañadas o wymiarach 16 x 9 km znajdująca się na wysokości 2000 metrów nad poziomem morza została utworzona w wyniku potężnej erupcji eksplozywnej około 160 000 lat temu. Wierzchołki Teide (3718 m) i Pico Viejo (3134 m) znajdują się w północnej części kaldery. W 2003 roku miał miejsce wzrost aktywności sejsmicznej Pico del Teide, co świadczy o tym, że wulkan ten drzemie. Aktywne fumarole w centralnym kraterze Teide emitują dwutlenek siarki i inne gazy np. siarkowodór. Ostatnia erupcja Pico del Teide miała miejsce w dniach 18-27 listopada 1909 roku z jego północno-zachodniego zbocza – utworzony został 80-metrowy stożek scorii na El Chinyero (1604 m), z którego zaczęła wypływać lawa.

Tyle na temat erupcji, przedstawię Wam jeszcze krótki opis wikipedii, bo choć mogłabym pisać sama ale musiałabym napisać to samo.

Pico del Teide – szczyt wulkaniczny położony na wyspie Teneryfie (Wyspy Kanaryjskie). Szczyt ten o wysokości 3718 m n.p.m. i wysokości od dna morza około 7500 metrów jest najwyższym szczytem w Hiszpanii i najwyższym szczytem na jakiejkolwiek atlantyckiej wyspie. Jest to typowy stratowulkan. Na wysokości około 2000 m n.p.m. rozłożone są równiny zwane cañadas. Teren ten ukształtowany jest przez działalność wulkanu – pokrywają go bazaltowe, pumeksowe i obsydianowe formacje skalne, a przez całą długość zbocza wulkanicznego stożka ciągną się zastygłe strumienie lawy. Jest to wulkan czynny. Wulkan wraz z otoczeniem, łącznie z całą kalderą Las Cañadas jest chroniony w Parku Narodowym Teide.

I na koniec jeszcze jedna z legend dotycząca el Teide.

Teide (Echeyde) była świętą górą Guanczów i siedzibą bogów, podobnie jak Olimp dla starożytnych Greków. Według legendy demon Guayota porwał Mageca (boga światła i słońca) i uwięził go pod wulkanem, pogrążając świat w ciemności. Guanczowie błagali najwyższego boga Achamána o pomoc. Achamán zwyciężył Guayotę, zatkał nim wylot krateru i uwolnił Mageca. Od tej pory, kiedy Guayota próbował wydostać się w czasie erupcji wulkanu, Guanczowie palili wielkie ogniska, aby go przestraszyć. Guayota zwykle występował pod postacią czarnego psa, któremu towarzyszyły inne demony. Guanczowie wierzyli, że Teide sięga do nieba. W wielu niedostępnych miejscach znaleziono kamienne narzędzia i ceramikę. Przypuszczalnie były to dary przebłagalne dla złych duchów, które mieszkały na górze.

Otagowane:  
Otagowane:  

El Teide, najwyższy szczyt Hiszpanii.

Dodano 14 stycznia 2016, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Dzisiaj przybliżę Wam odrobinę piękne widoki na najwyższy szczyt Hiszpanii El Teide, czyli fotki z wyprawy do podnóży wulkanu. Na zdjęciach można również zobaczyć 3 pozostałe wyspy należące do prowincji Santa Cruz de Tenerife czyli La Palma, La Gomera i El Hierro. Widok na którym widzimy dwa wzgórza to La Palma, najbliżej położona wyspa to La Gomera a tuż za nią widoczna jest najmniejsza z wysp kanaryjskich El Hierro, którą bardzo rzadko można zobaczyć gdyż musi sprzyjać temu pogoda, a zazwyczaj coś blokuje ten widok. Może zdjęcia nie są  najlepszej jakości, jednak mam nadzieję, że spodoba Wam się ta króciutka wycieczka.

11140029_941800895868003_341342886593126880_n 12295497_941800872534672_5967695487647657032_n 12299185_941801469201279_1522912996891387381_n 12299311_941801515867941_3775729234808663604_n 12301584_941801492534610_2945209412291308035_n 12308418_941801449201281_4655852753714903330_n 12310625_941800765868016_6007757791260955950_n 12316519_941801185867974_8493175284318802327_n 12341207_941801425867950_2807643924012978774_n 12342284_941800845868008_9015374670077781051_n 12342422_941801045867988_7074176864111406974_n 12342508_941800815868011_1585263550993025781_n 12342541_941801402534619_1792193594457802030_n 12346486_941801535867939_2428977291527183196_n 12348126_941800785868014_1990654404361100378_n DSCN0383 DSCN0385 DSCN0400 DSCN0407 DSCN0409 DSCN0410 DSCN0413 DSCN0415 DSCN0416 DSCN0417 DSCN0418 DSCN0419 DSCN0422 DSCN0425 DSCN0429 DSCN0430 DSCN0431 DSCN0432 DSCN0433 DSCN0434

Otagowane:  

Działo się wiele, a będzie się dopiero działo….

Dodano 25 listopada 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Troszeczkę długo mnie nie było, zaniedbałam wszystko, ale cóż czasami i tak bywa, że sie nie ma czasu na nic. Działo się wiele, goście nie byli długo, ale czas spędzaliśmy intensywnie na krótkim zwiedzaniu i plażowaniu bo pogoda mimo że mamy listopad to jest piękna, 23 stopnie w cieniu a o słońcu to już nie wspominam, wieczory spędzaliśmy oczywiście na dyskusjach i popijawie jak to bywa przy takich wizytach, a że ze mnie taki wielki pijak, że jak wypije jedno piwo to mam dość więc nawet nie mogłam im dotrzymać tępa, ale jak to faceci potrafią w siebie wlać sporo. Goście się wygościli i pojechali.

Po ich wyjeździe niestety dopadła mnie jakaś choroba i chciał czy nie chciał musiałam iść do lekarza, ale na szczęście już jest dobrze. Na domiar złego nagromadziło się mnóstwo pracy, którą musiałam ogarnąć i dopiero dzisiaj znalazłam chwilkę, aby na spokojnie usiąść do komputera.

Natomiast grudzień, oj będzie się działo i nie wiem czy uda mi się wygospodarować choć jeden dzień na jakiś wpis, może taki szybki z życzeniami świątecznymi, bo zaplanowany jest praktycznie calusieńki.

Tak więc 3 grudnia przylatuje do mnie z Polski najmłodszy z moich starszych synów i będzie z nami do 12 grudnia. 13 grudnia mamy chwilkę spokoju, ale już 14 grudnia całą naszą trójką ruszamy do Szkocji na krótkie wakacje przedświąteczne i wracamy 21 grudnia. Jednak to nie wszystko, w czasie gdy będziemy w Szkocji, dnia 17go grudnia przylatuje na Teneryfe, mój kolejny syn z żoną i moją wnusią i zostaną z nami do końca roku, niestety tak wyszło, że 4 dni będą musieli się ugościć sami, ale na szczęście mam tu kilka zaufanych osób, które się nimi zajmą w tym czasie.

Tak więc, w tym roku święta spędzę razem y wnusią i jej rodzicami i wierzę, że będą wesołe i szczęśliwe!!

Pozdrawiam wszystkich serdecznie!!

Otagowane:  

Krótki odpoczynek, a może intensywne spędzanie czasu?

Dodano 10 listopada 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Coś ostatnio brak mi czasu na pisanie, ale tez i przeglądanie blogów, ale obiecuję że od następnego tygodnia będę nadrabiać zaległości. Dlaczego dopiero za tydzień, zapytacie. Ano bo od jutra mam full hause, czyli goście, goście i tak przez cały tydzień, będziemy gościć znajomych ze Szkocji więc raczej nie znajdę czasu na nic, a teraz no cóż, ogarniam chatę przed przybyciem gości, przecież jakoś musi wyglądać, a przez ostatni nawał pracy, nawet w sprzątaniu lekkie opóźnienia, czasem tak bywa niestety.

Pozdrawiam wszystkich serdecznie i wracam za tydzień!!

Otagowane:  

Życie na Teneryfie w małej pigułce…

Dodano 5 listopada 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Wycieczki, zwiedzanie różnych zakątków świata jest świetna rozrywką podczas wypoczynku od dnia codziennego, jednak nie każdy może sobie pozwolić na takie wojaże, za względu na zasobność portfela.
Polacy w większości myślą, że jeśli już się mieszka i pracuje za granicą to stać Cię na wszystko i często się dziwią, dlaczego nie możesz pomóc rodzinie? Dlaczego tak rzadko bywasz w kraju? I inne tego typu pytania.
Życie w obcym kraju wcale nie jest takie piękne jakby się wydawało na pierwszy rzut oka. Bez względu na to gdzie jesteśmy, gdzie mieszkamy wszędzie trzeba pracować, gdzieś mieszkać i jeść, a to wszystko kosztuje i to nie mało.
Hiszpania jest krajem do którego możemy się udać tylko po to, aby tutaj pracować i żyć. Przy normalnej pracy zwykłego szarego człowieka nie ma możliwości odłożenia pieniędzy, aby pomagać komukolwiek. Od 7 lat zarówno w Hiszpanii jak i prawie na całym świecie mamy „kryzys gospodarzy” czego największym skutkiem jest brak pracy, a co za tym idzie podstawowych środków do życia.
Mieszkam od 8 lat w Hiszpanii (z czego 4 na kontynencie i 4 na Teneryfie) i tak się złożyło, że tylko przez rok ja i mój partner razem mieliśmy normalną pracę, później tak się namieszało, że albo ja albo on, teraz pracujemy oboje, jednak tak naprawdę to tylko mój partner zarabia, ja pracuję tylko na 1/4 etatu więc moje wynagrodzenie jest minimalne, jednak dajemy radę zapłacić za wynajęte mieszkanie, utrzymać samochód i godnie żyć. Owszem ciężko jest mi uzbierać pieniądze na wyjazd do Polski, bo wbrew pozorom koszt jest wysoki.
Sam przelot tam i z powrotem dla jednej osoby to minimum 300 euro, do tego pobyt w Polsce sami wiecie ile kosztuje, a nie chciałabym nigdy być na utrzymaniu dzieci. Powiecie co to jest 300 euro, otóż zapewne zdziwi Was to że hiszpańskie pensje dla normalnych pracowników wahają się w granicach 800-1200 euro. Wiem na polskie warunki to bardzo dużo, jednak z tej pensji muszę zapłacić za mieszkanie 400 euro, telefony i inne media to 100 euro i przy najniższej pensji zostaje 300 euro na paliwo, jedzenie i inne rzeczy.
Jeśli uda się zarobić więcej powoli się odkłada, bo przecież nie tylko rachunki i jedzenie są potrzebne jak w każdym domu.
Jeżeli ktoś myśli, że na dziecko dostajemy jakieś ogromne pieniądze to jest w błędzie, zasiłek rodzinny (to jedyne świadczenie) na dziecko powyżej 3go roku życia wynosi 290 euro rocznie i jest płatne w dwóch ratach, w styczniu i w lipcu i przyznanie go jest ograniczone dochodami rodziny.
Faktem jest, że dzieci mają zagwarantowana bezpłatną naukę od 3 do 16go roku życia, jednak przybory szkolne i większość książek muszą kupić rodzice, w większości szkół na Teneryfie obowiązuje strój szkolny, gdzie jeden komplet kosztuje około 50 euro, a co to jest jeden komplet dla np. 8 latka.
Szkoły średnie również są bezpłatne i można jeszcze uzyskać dofinansowanie na podręczniki, dojazdy itp.
To może byłoby na tyle odnośnie zwykłego życia na Teneryfie.
P.S. Ja za swoje mieszkanie płacę wyjątkowo mało, gdyż ceny wynajmu mieszkań kształtują się na poziomie 500 – 2000 euro, a czasem i więcej w zależności od regionu i standardu mieszkania, aby wynająć domek z basenem i innymi wygodami niestety trzeba „słono” zapłacić.

Otagowane:  

Jak zostać obywatelem Hiszpanii? Czy to proste?

Dodano 4 listopada 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Witam serdecznie po Świętach i czasie zadumy, dzisiaj zamierzam Wam krótko przedstawić jak otrzymać obywatelstwo hiszpańskie, a wbrew pozorom nie jest to takie łatwe.

Ostatnie dni spędziłam na przygotowaniach do egzaminu ze znajomości historii, geografii, polityki i ogólnych spraw w Hiszpanii, generalnie należy zdać 2 egzaminy, aby móc składać wniosek o nadanie obywatelstwa. Jeden jak już wspomniałam, a drugi ze znajomości języka na poziomie zrozumienia czytania i pisania, oraz wyciągania wniosków z tekstu pisanego i słuchanego. Może się Wam wydawać to bardzo łatwe dla kogoś kto posługuje się językiem bez problemów, ale to nie prawda.

Pierwszy egzamin zawiera 25 pytań, gdzie minimum na 15 trzeba odpowiedzieć poprawnie, a cały zestaw przygotowany przez Instytut Cervantes to 300 pytań, powiedzmy że po 2 dniach nauki oczywiście nie siedziałam cały czas nad tym z wszystkich 300 pytań zdobyłam 98% więc chyba nie jest tak źle i mogę zdawać, co do drugiego egzaminu który wydawałby się łatwiejszy istnieje już większy problem, gdyż odpowiedzi na pytania są tak skomponowane jak na prawo jazdy, a jeszcze odpowiedź trzeba znaleźć w przeczytanym lub wysłuchanym tekście i na pierwszy rzut oko wszystkie wydaja się być prawidłowe.

Na szczęście nie muszę się spieszyć, gdyż mam jeszcze 2 lata czasu do tego bym mogła złożyć wniosek o nadanie obywatelstwa, jednak egzaminy można zdawać w terminie maksymalnie 4 lata wstecz, więc już mogę ale nie muszę. Zdecydowanie muszę się jeszcze trochę nauczyć, na moje szczęście dziecko chodzi do szkoły i ma bardzo podobne zadania z języka, więc jego książka jest bardzo przydatna, aby się podszkolić.

Jednak najważniejszym warunkiem, aby można było złożyć wniosek o nadanie obywatelstwa jest minimum 10 lat nieprzerwanej rezydencji na terenie Hiszpanii, ja jestem już 8 lat rezydentem, więc zostały mi dwa lata.

Na dzień dzisiejszy jestem zdecydowana podejść do egzaminu z języka na poziomie A2 ( a są a1, A2, B1, B2, C1, C2) wymaganym minimum, gdyż nie chcę ryzykować bo testy na najwyższym poziomie są zdecydowanie o wiele trudniejsze, jednak być może kiedy się zdecyduję na dyplom na poziomie C2 tak dla własnej satysfakcji i nie tylko, gdyż taki poziom uprawnia już do zdobycia tytułu tłumacza przysięgłego oprócz innych wymogów oczywiście, ale to z czasem. Teraz skupiam się na tym, aby zaliczyć podstawowe wymagane egzaminy.

Zapytacie pewnie po co mi obywatelstwo Hiszpanii, nie mam zamiaru wracać do Polski, moje najmłodsze dziecko tutaj się wychowuje i raczej nie będzie chciał mieszkać w Polsce, a posiadanie tutejszego obywatelstwa ułatwi mi załatwienie wielu spraw związanych z dokumentami, ale też bez problemu będę mogła odwiedzić brata w Kanadzie bez wizy posiadając hiszpański paszport.

Zdaję sobie sprawę z tego, że wielu Polaków stwierdzi, że źle robię, że tak się nie powinno itp jednak ja już zdecydowałam, a jeśli się komuś nie podoba to trudno. Każdy ma prawo do własnego zdania! Pozdrawiam serdecznie.

Otagowane:  

Hallowen na Teneryfie.

Dodano 31 października 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Witam wszystkich serdecznie w ostatnim dniu października, jutro 1 listopada jednak dzisiaj w większości państw na świecie wielka zabawa. Hallowen to przede wszystkim zabawa dla dzieci choć w Polsce to raczej jeszcze ciężko się adoptuje, choć szczerze nie wiem, gdyż od lat mnie tam nie ma.

Ale chciałam Wam napisać jak ten dzień spędza się na Teneryfie. Z tego powodu, iż w tym roku ten dzień przypada w sobotę, dzieciaki zaczęły już świętować od wczoraj. W jednym z wielkich Centrów dla dzieci – King Park – została zorganizowana zabawa specjalnie dla dzieci, dzieciaki zjawiły się tłumnie i wszyscy super poprzebierani jak na to święto wypada, zabawa trwała do późnego wieczora, tańce pokazy i mnóstwo słodyczy. jednak prawdziwa zabawa zacznie się dopiero dzisiaj, gdy prawie wszystkie dzieci wieczorem wyjdą na ulice swoich miasteczek, poprzebierane, wymalowane i będą biegać od sklepu do sklepu, od baru do baru i prosić o cukierki. Na ulicach jest kolorowo, głośno i wesoło.

Pogoda sprzyja zabawom na świeżym powietrzu gdyż jeszcze w ciągu dnia temperatury są równomierne w granicach 23 -26 stopni, owszem jeśli w ciągu dnia będziemy chcieli spacerować w pełnym słońcu to temperatura jest zdecydowanie wyższa, ale na Teneryfie życie zaczyna się wieczorami gdy słońce już lżej grzeje, a największy tłok robi się po zachodzie słońca, wtedy zapełniają się wszelkie bary i ulice, dzisiejszy dzień będzie wyjątkowy i pełen dziecięcego śmiechu.

Pamiętam z poprzednich lat jak było wesoło i zabawa trwała do późnych godzin nocnych, bawiły się dzieci i dorośli przy muzyce i śpiewach. Osobiście również wybieramy się do miasteczka obok naszego, ponieważ tam zawsze jest większe skupisko dzieci, gdyż jest to miasteczko turystyczne choć nie tak jak lata temu, gdy było ono centrum turystycznym Teneryfy Południowej. synek ma przygotowany strój wampira i już nie może się doczekać kiedy pobiegnie na ulicę i ile to cukierków uda mu się uzbierać.

Jutro na wyspie normalny dzień, nikt tutaj nie jeździ na cmentarz bo w sumie takowych tutaj nie ma, bo niby jak chować ludzi na gruncie powulkanicznym i ograniczonej powierzchni, nikt tutaj nie wspomina o Święcie Zmarłych, choć 1 listopada zawsze jest dniem wolnym, w tym roku w związku z tym że 1 listopada przypada w niedzielę wolny od pracy i zajęć szkolnych jest poniedziałek, gdyż generalnie w Hiszpanii jeżeli ustawowy dzień wolny przypada w sobotę bądź niedzielę to wolnym od pracy jest następny dzień.

Hiszpanie bardzo lubią świętować i bawić się, więc dzisiaj dzień wielkiego świętowania i zabawy. Mam nadzieję, że tym wpisem choć odrobinkę pokazałam Wam jak obchodzi się Hallowen na Teneryfie. Pozdrawiam wszystkich serdecznie i życzę spokojnego dnia Wszystkich Świętych.

Otagowane:  

Teneryfa skąpana w deszczu!!!

Dodano 23 października 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Wszyscy myślą, że na Teneryfie wiecznie świeci słońce i wiele w tym prawdy bo podobno wiatr wieje na Teneryfie 296 dni, a słońce świeci 360 dni w roku. Jednak zdarzają się takie dni jak wczorajszy gdzie deszcz się z nieba leje.

12112512_10153210514092473_5682253952171643180_n

Tak wczoraj w pewnym momencie dnia wyglądało niebo zaledwie 15km od miejsca mojego zamieszkania. Tu gdzie mieszkam tez padało, w ciągu godziny tej ulewy zalane zostały niektóre ulice do tego stopnia, że musiały zostać zamknięte.

Popołudniu w internetowej prasie zaczęły się pokazywać informację odnośnie alarmu przeciwdeszczowego, odwołane zostały zajęcia pozalekcyjne we wszystkich szkołach na wyspie, informowano że w dniu dzisiejszy, 3 szkoły na Gran Canarii i 2 na południu Teneryfy dzisiaj nie mają lekcji, im później tym więcej było informacji. Około 20.00 poinformowano, że wszystkie szkoły w Las Palmas de Gran Canaria nie mają zajęć, pół godziny później kolejna wiadomość: Zamykają wszystkie szkoły oprócz szkół średnich i wyższych na całym archipelagu (czyli na wszystkich wyspach), po kolejnych 15 minutach informacja, że wliczone już są szkoły średnie i wyższe.

Zastanawiam się co to może się dzisiaj zdarzyć, jeśli podjęli takie kroki ostrożności, zazwyczaj w takich sytuacjach od rana już padało i tak cały dzień, a dzisiaj jak do tej pory słońce świeci całą swoją pełnią, ani jednej chmurki na niebie, podobno gdzieś w połowie dnia mają nadejść czarne chmury i ulewy, ale zobaczymy co to będzie.

Pozdrawiam serdecznie z jak na razie słonecznej Teneryfy!!

Otagowane:  

Czasem mam już dość tych upałów….

Dodano 2 października 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Lubię ciepło, słońce jednak czasami mam dość upałów i kilka chmur na niebie bardzo cieszy choc i wtedy temperatura jest wysoka, ale jeszcze z miesiąc i troszeczkę odsapniemy bo temperatura spadnie o kilka stopni, w nocy już chłodno bo około 20 stopni, a nad ranem gdzies koło 16. Dzisiaj mam właśnie taki dzień gdy wolałabym, aby było chłodniej, mam trochę pracy choć siedze w domu przed komputerem, ale momentami nic mi się nie chce, w domu 27 stopni, wiatrak nad głową mi się kręci, a na dworze no cóż 26 w cieniu, a nie wspomną ile w słońcu, a świeci dzisiaj pełnią siebie, zero chmurek i pot sie po mnie leje. Choć nie wiem, czy wolalabym się zamienić na 3 stopnie nad ranem jak widziałam dzisiaj w TV, chyba zdecydowanie już lepsza to moja pogoda tutaj niz zakładanie na siebie tej całej tony ubrań zanim się wyjdzie z domu, ja z zasady też muszę się przebierać zanim wyjdę z domu bo przecież nie wyjdę na ulicę w domowych łaszkach, tych najwygodniejszych, ale to tylko mała zmiana. No nic muszę zabierać się do pracy, na dzisiaj taka więc krótka refleksja pogodowa. Pozdrawiam serdecznie!!

Otagowane:  

8 zasad hiszpańskiego savoir-vivre

Dodano 27 września 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Przeglądając stronki wpadłam na bardzo interesujący tekst, który zamieszczam poniżej, być może tytuł nie jest całkowitym odniesieniem, wiedząc że savoir – vivre to zasady dobrego wychowania, a nie mentalne przyzwyczajenia czy wady, ale tak mi się wydaje że tytuł brzmi ciekawie i większość Hiszpanów jest wychowywana w tym schemacie, a często i przybysze przejmują ich zwyczaje. Jak powszechnie się mówi o Hiszpanach ” siesta, fiesta i mańana” Tutaj gdzie jestem czyli na Teneryfie tubylcy nie uważają się za Hiszpanów, oni to Canarusy, a Hiszpania to Hiszpania, jednak zachowania i zwyczaje są dokładnie takie same. Życzę miłej lektury i refleksje na ten temat.

 

Będąc w Hiszpanii, powinniśmy pamiętać o specyfice iberyjskiej  mentalności, charakteru, sposobu bycia i widzenia świata oraz o kilku punktach z kodeksu dobrego zachowania, które w Polsce niekoniecznie są one uważane za podstawowe lub wcale też nie są praktykowane.
1. Powitanie

 

Dla osób, które nie miały wcześniej styczności z hiszpańską kulturą, może ono okazać się bardzo zaskakujące. Nie miejsce tu zachowywanie dystansu i chłodne wyciągnięcie ręki na przywitanie! Nowo poznana osoba w Hiszpanii od razu przywita się z Tobą, dając Ci dwa całusy w policzki.

Z czasem przesiąkniesz ową zdrową bezpośredniością na tyle, że ciężko będzie Ci wyzbyć się tego zwyczaju nawet przebywając z wizytą w kraju rodzinnym. Emocjonalne obejmowania, pocałunki i uściski to dla Hiszpanów zupełnie naturalne zachowanie również wobec nowo poznanych osób, niezależnie od płci.

 

2. Obiecanki-cacanki…

 

Czy Wasi hiszpańscy znajomi na pożegnanie również mają tendencję obiecywania wszystkim wokół spotkania na kawę/piwo? Jest to obietnica, którą należy traktować raczej jako część hiszpańskiego savoir-vivre, jako że do spotkania takiego zazwyczaj nie dochodzi lub dochodzi w zupełnie innym terminie…
3. Szacunek tolerancja

 

Będąc tyglem kulturowym, hiszpańskie społeczeństwo jest niezwykle tolerancyjne i otwarte. Wielowiekowy dialog kultur, współistnienie niezliczonej ilości nacji i narodów obok siebie sprawia, iż jakiekolwiek zjawisko, które przez przedstawiciela innej narodowości być może z łatwością zostałyby nazwane „odmiennym”, obserwowane i komentowane, tutaj nie budzi bynajmniej żadnej niechęci, uprzedzeń czy też niezrozumienia.

 

4. Con calma

 

Hiszpanie nie lubią się spieszyć, mają tendencję do odkładania obowiązków „na jutro”, posługując się dwoma magicznymi słowami: „mañana” (jutro) oraz „tranquilo” (spokojnie). Z pewnością jest to podejście oszczędzające nadmiernego stresu, skupiania się na kwestiach problematycznych. Dla osób nieprzyzwyczajonych do takiego „rozwiązywania” kłopotliwych sytuacji, może to być naprawdę denerwujące. Tym bardziej dla Polaków, których z kolei cechuje tendencja do zbytniego przejmowania się. Kontrat w podejściu do wielu spraw życiowych może więc być bardzo wyraźny. Z jednej strony jest to szansa na nauczenie się hiszpańskiego „luzu”, z drugiej jednak będzie wymagało uzbrojenia się w cierpliwość przy konieczności załatwienia jakiejkolwiek sprawy urzędowej.
5. Czas posiłku i czas odpoczynku

 

Hiszpanie uchodzą za bardzo spontaniczny naród. Przebywając jednak stale w ich otoczeniu, zdasz sobie sprawę, że „spontaniczność” tę cechuje swoista cykliczność i uporządkowanie.

Ułożona jest ona w dość sztywne ramki czasowe i codzienną rutynę. Poranną kawę każdy Hiszpan pije o godz. 11.00, pora obiadowa to godz. 14.00, do klubu nocnego nie wychodzi się przed godziną 1.00.

Z założenia czas po popołudniowym posiłku przeznaczany jest na odpoczynek (są to mniej więcej godziny od 14.00 do 16.00). Dla pracowników oznacza to obowiązkową przerwę na obiad w pracy (co najmniej godzinną). W tym czasie Hiszpania „śpi”. Pamiętaj, że z tego też powodu nie wypada w czasie siesty dzwonić do nikogo.
6. Niepunktualne spotkania

 

W codziennych kontaktach towarzyskich niepunktualność jest stosunkowo naturalną cechą Hiszpanów (nie tyczy się to kontaktów biznesowych, oficjalnych). Nawet jeśli nie lubisz spóźnialstwa, nie okazuj tego. W Hiszpanii zwyczajowy kwadrans spóźnienia (nawet jeśli uległ wydłużeniu) nikogo nie dziwi.
Tapas!
Tapas!
7. Delektowanie się jedzeniem

 

Przygotowywanie i spożywanie posiłków jest niemalże rytuałem, do którego podchodzi się z dużym szacunkiem, wdzięcznością, niekiedy nawet hedonistycznym oddaniem. Hiszpański stosunek do jedzenia jest szczególny. Jest to osobny dział hiszpańskiej kultury, kultury przygotowywania i spożywania posiłków.. Hiszpanie delektują się jedzeniem. Stąd też tak duża ilość restauracji i barów rozsianych po wszystkich ulicach i uliczkach każdego z hiszpańskich miast. Jeśli więc chcesz lepiej poznać Hiszpanów i zaskarbić sobie ich sympatię, rozmawiaj z nimi o jedzeniu!To jeden z głównych tematów rozmów!
8. Uśmiech

 

Hiszpanie są narodem potrafiącym cieszyć się życiem, żyć chwilą. Wyrażaj swoje emocje, pielęgnuj optymizm i pokłady pozytywnej energii!

Otagowane:  

Pierwszy dzień w nowej szkole!!

Dodano 9 września 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

No i nareszcie spokój w domu, dziecko poszło do szkoły więc na spokojnie mozna usiąść do komputera, nikt nie marudzi że ja też chcę. Bez tego małego łobuziaka w domu choc przez kilka godzin można odpocząć, spokojnie posprzątać i w ogóle. Tak więc moje najmłodsze dziecko dzisiaj po raz pierwszy poszło do nowej szkoły, ma dopiero 8 lat a to już jego trzecia szkoła nie licząc polskiej. Rok chodził w Hiszpanii do grupy 3 latków, później po przeprowadzce na Teneryfę 4 lata chodził do jednej szkoły jednak gdy zmienilismy miejsce zamieszkania również synek był zmuszony do zmiany szkoły, nie bardzo był zadowolony na poczatku jednak podczas wakacji się przekonał, a dzisiaj był bardzo zadowolony, a gdy dotarł do szkoły cieszył się jeszcze bardziej gdyż razem z nim szkołę zmieniła jego koleżanka z klasy i trafiła do tej samej klasy co mój łobuziak. Usiedli razem w ławce i to na dodatek pierwszej zaraz przy wychowawczyni, mam nadzieję, że równiez wychowawczyni mu się spodoba, na pierwszy rzut oka jest bardzo miła, ale jak jest faktycznie to sie okaże. Również po raz pierwszy będzie dzisiaj sam wracał ze szkoły ponieważ w poprzednim naszym miejscu zamieszkania dojeżdżał do szkoły szkolnym autobusem gdyż było dość daleko i sam nie mógł chodzić choć bardzo chciał.Teraz też nie ma szkoły pod domem, bo piechotką jakieś 15 minut ale z kolegami zawsze raźniej, a ma kilku kolegów mieszkających obok nas. Refleksje z pierwszych dni szkoły mogę opisać później jeśli w ogóle moje dziecko coś więcej powie oprócz słowa „dobrze”, bo to u niego standard, nawet po egzaminie w Polsce gdy spytałam się jak było i co robił to skwitował że było dobrze, a co robił to nie muszę wiedzieć. Nikomu nie powiedział o co go pytali i w ogóle. Taka krótka notka choć długo mnie nie było, ale teraz muszę się zabrać za sprzątnięcie pokoju tego małego łobuziaka bo z nim się nie da, a trzeba wykorzystać jego nieobecność. Pozdrawiam wszystkich moich czytelników serdecznie!

Otagowane:  

Rozpoczęcie roku szkolnego, ale nie wszędzie….

Dodano 2 września 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Tak właśnie wczoraj rozpoczął się nowy rok szkolny w Polsce, dzieci w Szkocji chodzą do szkoły już tydzień albo i dwa, a w Hiszpanii te najmłodsze rozpoczynaja dopiero 9 września, a starsze 14, taki system i w sumie co roku inaczej. Tak więc mojemu synkowi pozostał jeszcze tydzień wakacji choć już nie może się doczekać kiedy pójdzie do szkoły, a że od tego roku szkolnego idzie do nowej więc jest bardzo ciekawy , co i jak będzie. Jak zapewne większość z Was się orientuje mój synek ma 8 lat i w tym roku idzie do 3 klasy, a do szkoły chodzi już 5 lat, teraz będzie 6 rok szkolny. Może wielu z Was to zdziwi, ale tutaj przedszkole jest dla dzieci do 3go roku zycia i za to się płaci, choć i w tych instytucjach państwo wiele pomaga, zasiłki rodzinne choć są bardzo niskie, na dziecko do 3 lat wynoszą 500 euro rocznie (płatne w 2 ratach w lipcu i styczniu) natomiast na starsze dzieci to tylko 290 euro wypłacane tak samo, każda matka podejmująca pracę i mająca na utrzymaniu dziecko do 3 lat otrzymuje od państwa 100 euro miesięcznie, aby mogła umieścić malucha w przedszkolu, no fakt że czasem to za mało ale zawsze jakaś pomoc.. Natomiast dzieci od 3go roku życia idą do szkoły, do grupy „Infantil| czyli krótko tłumacząc dziecięcej, gdzie od pierwszego roku otrzymują książki i podstawowe przybory szkolne (oczywiście rodzice muszą je zakupić), tak więc już 3 latki rozpoczynają naukę. Jest bardzo podobny system jak w polskich przedszkolach (nauka nie jest obowiązkowa, jednak 90% dzieci idzie do szkoly) z tą róznicą że te małe dzieciaczki oprócz zabawy i integracji z innymi dziećmi uczą się również powolutku pisać, liczyć i czytać, po pierwszym roku każde z nich potrafi napisać swoje imię, zna kilka literek i umie liczyć do 3 i zna te cyferki, aby je napisać. Uogólniając, dzieciaki przez 3 lata uczą się tego wszystkiego co polskie dzieci w zerówce, wiekszość z nich kończąc Infantil umie czytać i pisać, choć nie wszystkie. Na koniec szkoły otrzymują piękne dyplomy i wiedzą, że od następnego roku idą już tam gdzie są starsze dzieci czyli zazwyczaj budynek obok, jednak na terenie tej samej szkoły, niektore po prostu tylko zmieniają piętro w szkole, przez 3 lata miały jedną nauczycielkę i jedną klasę teraz zmieni się Pani i dostaną nową salę. Tak więc wszystkie 6latki idą do szkoły zadowolone bez żadnych obaw, gdyż 3 lata przygotowań do tego momentu daje swoje efekty. Edukacja szkoły podstawowej trwa 6 lat i zazwyczaj tak jak w PL 3 lata jedna wychowawczyni, potem inna, jednak maluchy mają swoją salę przeznaczoną tylko dla jednej klasy, więc wszystkie książki, przybory szkolne zostają w szkole, dziecko zabiera z domu tylko śniadanie i odrobione zadanie domowe, a jeśli chodzi o zadania domowe to w Infantil 3 i 4 latki dostają na weekend cos do zrobienia w domu, a 5 latki 2,3 razy w tygodniu, tak aby już w 1 klasie praktycznie codziennie odrabiać zadania w domu. Część podręczników kupuje szkoła dla każdego ucznia, rodzice muszą kupić wszystkie przybory szkolne i część podręczników, w starszych klasach gdzie nauka jest bardziej zróżnicowana większość podręczników finansuje szkoła. Tak więc 12latki kończą szkołę podstawową i idą do gimnazjum (jak to się mówi w PL, tutaj jest to 2 stopień nauczania). Obowiązek nauki jest tutaj do ukończenia 16 lat (i to błąd) czyli do momentu ukończenia gimnazjum ktore tutaj trwa 4 lata, jednak jeśli znajdują się uczniowie którzy nie ukończyli jakiejkolwiek klasy są starsi i nie muszą kończyc tego gimnazjum, więc wielu tutaj rezygnuje bez ukończenia tej szkoły, a dalej no cóż idą nieliczni, Ci bardziej utalentowani, albo pchani ambicjami rodziców, choć takich to raczej mało w Hiszpanii bo większość ze starszych ludzi kończąc 16 lat zaczynała pracować, bądź samemu bądź u rodziców, choć z roku na rok coraz wiecej uczniów decyduje się kontynuować naukę idą z postepem. Jak myslicie czy gdyby w Polsce został wprowadzony taki system nauczania, czy dalej większość polaków byłaby przeciwko posyłaniu 6 latków do szkoły?? Pozdrawiam serdecznie!!

Otagowane:  

Moje wakacje w telegraficznym skrócie…

Dodano 25 sierpnia 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Siedzę i myślę, co by tu napisać i nic mi nie przychodzi do głowy, nawet nie wiem jaki temat miałabym ruszyć. Może coś o moim pobycie w Polsce, ale czy był aż tak ciekawy aby pisać, sama nie wiem. Wyruszyłam do Polski 09.072015 roku wychodząc z domu o 10tej rano, samolot do Gdańska mieliśmy o 12,35 więc gdy dotarlismy na lotnisko mozna było sie odprawić, a kolejka była ogromna, a oczywiście mój synuś nie mógł się już doczekać lotu, jednak sprawnie to poszło i idziemy do samolotu, przed nami 5  i pół godziny lotu, czyli totalnej nudy. Moje dziecko niecierpliwie czekało na lądowanie a czas sie dłużył, ale jakoś wytrzymał szczęśliwie wylądowalismy w Gdańsku o 19.05 czasu polskiego, a autobus do Torunia dopiero o 23.15 więc spokojnie komunikacją miejską docieramy na dworzec autobusowy, pogoda byle jaka z nieba siąpi deszcz, a my musimy czekać. Jakoś wytrzymał ten mój synuś choć nie obyło się bez ciagłego marudzenia, a długo jeszcze? W autobusie zasnął od razu więc podróż do Torunia przebiegła wyjątkowo szybko, na dworcu czekała już moja synowa i do domu, szybko jednak położylismy się spać i od następnego dnia już z dziećmi i wnusią rozpoczęły się moje wakacje w Polsce. Warto było przemęczyć się cały dzień aby zobaczyć i uściskać dzieci i moją maleńką ukochaną wnusie, na szczęście nie boi się nikogo więc szybciutko przyzwyczaiła się do obecności babci i nowego wujka w domu. Niestety pierwsze dni pobytu nie dopisały pogodą i więcej czasu spedziliśmy w domu lub na odwiedzaniu rodziny i znajomych. Jak zapewne wszyscy wiecie dość szybko dotarły do Polski upały, a wtedy to juz nawet spacerek z dzieckiem do południa nie był możliwy, tak źle i tak nie dobrze, jednak gdy tylko się dało korzystaliśmy z uroków słońca nad jeziorem, bądź na działeczce w cieniu. Czas zleciał tak szybko, że nawet się nie obejrzeliśmy a czas było wracać do domu, kilka wypadów nad jezioro, kilka wizyt u przyjaciół, odwiedziny dzieciaków i mojego taty, wszystko w jakimś normalnym tonie bez żadnych rewelacji. Synek kilkakrotnie próbował wyjść na podwórko jednak za każdym razem szybko wracał, bo nikogo nie ma, no cóz wszyscy na wakacjach, jednak udało mu się zaliczyć kilka treningów hokeja starszego brata, ślizgawkę na lodowisku, nawet latem się dało pojeździć na łyżwach, ale najlepszą zabawą były odwiedziny u mojej najlepszej przyjaciółki, tam miał kolegę i super zabawę, a ja potrafiłam siedzieć do białego rana i wspominać stare czasy i prowadzić dyskusję na temat obecnych. Super były wypady nad jeziorko podczas pieknej pogody, gdzie wszyscy byli zadowoleni. Oczywiście nie obyło się też bez wizyty na toruńskiej „Motoarenie” stadionie żużlowym i meczu mojej ukochanej druzyny, w jednym z postów opisałam jak to nas burza przywitała na meczu, ale mimo wszystko było super. Ogólne wrażenie w pobytu w Polsce, było super i żal było wracać, zostawiać dzieci i wnuczkę, ale cóż tak to już jest, że wszystko się kiedyś kończy i trzeba było wracać do domu, oczywiście pełne walizy zakupów, w wiekszości artykuły spożywcze, gdyż tutaj nie ma wielu rzeczy, które bardzo lubimy. Tak więc 2 walizy po 20 kg do tego dwie mniejsze o wadze około 10kg moja torebka, laptop i tylko ja i mój 8 letni synek, któremu każda torba ciązyła, na dworzec PKP odwoził mnie mój 21 letni syn, synowa i wnusia i moja super synowa wpadła na pomysł, że może jednak mój syn wsiądzie z nami do pociągu i pomoze mamie dotrzeć na lotnisko przecież te bagaże tyle ważą, no więc chciał czy nie chciał musiał sobie zafundować wycieczkę do Poznania, bo tym razem stamtąd startowaliśmy, oj gdyby nie to moje kochane dziecko to faktycznie bym się zadźwigała z tym wszystkim, bidulek pociąg powrotny miał dopiero około 20tej czyli do domu dotarł około 23 a ja dotarłam na Teneryfę o 22.45 tutejszego czasu (23.45 polskiego) więc tylko godzinę prędzej był w domu niż jak, a przecież on nie opuścił Polski, no ba ale tak to już jest. Gdybym wiedziała, że zechce ze mną jechać pojechalibysmy samochodem i byłoby szybciej, ale cóz wyszło jak wyszło. Na szczęscie wszyscy dotarliśmy do siebie cali i zdrowi, oczywiście najbardziej z naszego przylotu cieszył się mój mały synuś i oczywiście jego tata, czekał już na nas na lotnisku, a z lotniska rzut beretem, bo zaledwie 15km i w domu. Ot tak przebiegły w skrócie moje wakacje w Polsce, może jeszcze opiszę jakieś poszczególne wydarzenia jak mi się cos w głowie ułozy, na dzisiaj już chyba dość. Pozdrawiam wszystkich serdecznie!!

Otagowane: