Kilka chwil wspomnień z grudniowych wojaży…..

Dodano 4 stycznia 2016, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Witam serdecznie po długiej przerwie, zaniedbałam bloga przez ostatni miesiąc jednak miałam bardzo ważne powody. Tak jak pisałam w przedostatnim moim wpisie grudzień miał być bardzo intensywnym miesiącem w moim życiu i oczywiście był.

Pierwsze dni tego miesiąca spędziłam z jednym z moich starszych synów na zwiedzaniu tego pięknego miejsca w którym mieszkam czyli Teneryfy, którą niby znam jednak każda wycieczka daje nowe wrażenia gdyż jest to cudowne miejsce i na każdym kroku odkrywa swoje uroki bez względu na porę roku. Między innymi odwiedziliśmy podnóża najwyższego szczytu w Hiszpanii, wulkanu Teide, a że trafiliśmy na piękna pogodę nie musieliśmy ubierać się jak z zimowej scenerii, wystarczyła jakaś bluza z długim rękawem. Przepiękne widoki, miejsca w których nakręcane były sceny do różnych filmów, gdyż momentami jest to sceneria pustynna jak z innej planety, skały, pagórki i szczyty. Z punktów widokowych mogliśmy podziwiać z daleka zarysy pozostałych wysp czyli La Palmy, La Gomery i El Hierro były wyjątkowo wyraźne co nie zdarza się zbyt często.

Czas wizyty mojego syna szybko zleciał i niestety musiał wracać do Polski, a my wybraliśmy się w planowaną podróż do Szkocji, gdzie spędziliśmy całe 7 dni, ale to bardzo mało by można było docenić piękno tego miejsca. Mój partner zakochał się w krajobrazie pięknej i zielonej Szkocji, mnie również bardzo spodobały się widoki i historyczne miejsca które udało nam się odwiedzić.

Nie mieliśmy zbyt wiele czasu na zwiedzanie, bo co to jest 7 dni z czego 2 spędziliśmy na podróży, jednak udało nam się obejść Edynburg, zobaczyć zamek i pałac królowej, górę Króla Artura i kilka innych cudownych miejsc. Największą atrakcją, którą zobaczyliśmy na żywo była przeprawa w Falkirk, o której wiedzieliśmy i widzieliśmy tylko w telewizji. Odwiedziliśmy też monument Williama Wallace i jego okolice. Pogoda wyjątkowo nam sprzyjała, jak na tę porę roku było wyjątkowo ciepło i słonecznie, choć i deszczowa aura nas nie ominęła.

Jednak wszystko co dobre szybko się kończy i czas było wracać do domu, gdzie czekała już na nas rodzina, czyli mój drugi syn z żoną i moją jedyną ukochaną wnusią, ale o tym następnym razem.

Nie umiem zbyt pięknie opisywać widoków i krajobrazu, ale mam nadzieję że choć odrobinkę udało mi się przekazać. Tymczasem pozdrawiam wszystkich i obiecuję od tej pory już systematyczne zaglądanie tutaj i na wasze blogi kochani.

Otagowane:  

Działo się wiele, a będzie się dopiero działo….

Dodano 25 listopada 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Troszeczkę długo mnie nie było, zaniedbałam wszystko, ale cóż czasami i tak bywa, że sie nie ma czasu na nic. Działo się wiele, goście nie byli długo, ale czas spędzaliśmy intensywnie na krótkim zwiedzaniu i plażowaniu bo pogoda mimo że mamy listopad to jest piękna, 23 stopnie w cieniu a o słońcu to już nie wspominam, wieczory spędzaliśmy oczywiście na dyskusjach i popijawie jak to bywa przy takich wizytach, a że ze mnie taki wielki pijak, że jak wypije jedno piwo to mam dość więc nawet nie mogłam im dotrzymać tępa, ale jak to faceci potrafią w siebie wlać sporo. Goście się wygościli i pojechali.

Po ich wyjeździe niestety dopadła mnie jakaś choroba i chciał czy nie chciał musiałam iść do lekarza, ale na szczęście już jest dobrze. Na domiar złego nagromadziło się mnóstwo pracy, którą musiałam ogarnąć i dopiero dzisiaj znalazłam chwilkę, aby na spokojnie usiąść do komputera.

Natomiast grudzień, oj będzie się działo i nie wiem czy uda mi się wygospodarować choć jeden dzień na jakiś wpis, może taki szybki z życzeniami świątecznymi, bo zaplanowany jest praktycznie calusieńki.

Tak więc 3 grudnia przylatuje do mnie z Polski najmłodszy z moich starszych synów i będzie z nami do 12 grudnia. 13 grudnia mamy chwilkę spokoju, ale już 14 grudnia całą naszą trójką ruszamy do Szkocji na krótkie wakacje przedświąteczne i wracamy 21 grudnia. Jednak to nie wszystko, w czasie gdy będziemy w Szkocji, dnia 17go grudnia przylatuje na Teneryfe, mój kolejny syn z żoną i moją wnusią i zostaną z nami do końca roku, niestety tak wyszło, że 4 dni będą musieli się ugościć sami, ale na szczęście mam tu kilka zaufanych osób, które się nimi zajmą w tym czasie.

Tak więc, w tym roku święta spędzę razem y wnusią i jej rodzicami i wierzę, że będą wesołe i szczęśliwe!!

Pozdrawiam wszystkich serdecznie!!

Otagowane:  

Krótki odpoczynek, a może intensywne spędzanie czasu?

Dodano 10 listopada 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Coś ostatnio brak mi czasu na pisanie, ale tez i przeglądanie blogów, ale obiecuję że od następnego tygodnia będę nadrabiać zaległości. Dlaczego dopiero za tydzień, zapytacie. Ano bo od jutra mam full hause, czyli goście, goście i tak przez cały tydzień, będziemy gościć znajomych ze Szkocji więc raczej nie znajdę czasu na nic, a teraz no cóż, ogarniam chatę przed przybyciem gości, przecież jakoś musi wyglądać, a przez ostatni nawał pracy, nawet w sprzątaniu lekkie opóźnienia, czasem tak bywa niestety.

Pozdrawiam wszystkich serdecznie i wracam za tydzień!!

Otagowane:  

Moje cudowne miasto – Toruń

Dodano 19 października 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra
Taka krótka wycieczka po pięknym mieście Toruniu i najpiękniejszych zabytkach. Pozdrawiam serdecznie!
Otagowane:  

Wspomnienie czarnego krążka…

Dodano 17 października 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Lata temu miałam w domu mnóstwo „czarnych krążków” czyli płyt winylowych, które można było odtworzyć na adapterze i chyba większość z moich rówieśników posiadało takie cudo w domu. Jednym takim krążkiem była składanka przeznaczona najprawdopodobniej na wesela, stare piękne nagrania, które prezentuję poniżej. Wszystkiego Najlepszego! mam nadzieję, że Wam również spodobają się te stare piosenki, choć tak stare ale zawsze aktualne.

 

I czwarta Mieczysława Fogga ” Niech bija wszystkie dzwony” (jednak nie udał mi się jej znaleźć.)

A poniżej słowa jednej z tych piosenek, która najbardziej wpadła mi w ucho.

 

Ożeniło się chłopisko,
szkoda chłopa, mimo wszystko…

Był swobodny jak motylek,
miał wspaniałych przygód tyle,
wszystko, co najradośniejsze,
wszystko, co najprzyjemniejsze,
z życia brał.
Brakowało mu zwierzchnika,
kontrolera, kierownika
– no i ma czego chciał,
no i ma czego chciał,
no i ma, no i ma, czego chciał.
No i ma, czego chciał,
no i ma, czego chciał,
no i ma, no i ma, czego chciał.

Jak zarobił, to zarobił,
pojadł sobie, popił sobie,
szedł na tańce z kociakami
lub całymi wieczorami
w karty grał.
Brakowało mu kasjera,
co pieniądze by zabierał
– no i ma czego chciał,
no i ma czego chciał,
no i ma, no i ma, czego chciał.
No i ma, czego chciał,
no i ma, czego chciał,
no i ma, no i ma, czego chciał.

Palił bez opamiętania
– nikt mu tego nie zabraniał,
mógł w swym domu palić wszędzie:
gdzie się ruszył,
gęste kłęby dymu słał.
Dziś go zaczną bez wątpienia
odzwyczajać od palenia
– no i ma czego chciał,
no i ma czego chciał,
no i ma, no i ma, czego chciał.
No i ma, czego chciał,
no i ma, czego chciał,
no i ma, no i ma, czego chciał.

Lubił w butach i ubraniu
legnąć sobie na tapczanie,
co dzień robił to z lubością,
teraz już by się z pewnością
trochę bał.
Teraz musi, trudna rada,
w przedpokoju kapcie wkładać
– no i ma czego chciał,
no i ma czego chciał,
no i ma, no i ma, czego chciał.

Cha, cha, cha, cha, cha, cha, cha, cha, cha, cha…

Ale szkoda gadać więcej,
gdy ktoś oczy ma cielęce,
gdy za jedną tylko lata
– jakby wszystkie skarby świata
los mu dał.
Taki jest rozanielony,
zapatrzony, zachwycony
– widać ma, czego chciał.,
widać ma czego chciał,
widać ma, widać ma, czego chciał.
Widać ma, czego chciał,
widać ma, czego chciał,
widać ma, widać ma, czego chciał.

Otagowane:  

Z serdecznym podziękowaniem dla Jotki!!!

Dodano 5 października 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Nie umiem pisać tak pięknie jak nasza Pani od Biblioteki czyli skromnymi słowami nazwijmy ja dalej Jotką jak sama się przedstawia. Wpis, który napisała na temat mojego bloga skłonił mnie do napisania tego właśnie wpisu w podziękowaniu za jej ciężką pracę i wielki talent,

 

 Sama postanowiłam cos wykombinować,

aby Pięknie Jotce podziękować.

Jednak nie umiem tak pięknie naskrobać,

choć muszę coś wykombinować.

 

 

Wiersze to nie moja codzienność

i przyprawiają mnie o senność.

Rymowanki to nie moja bajka,

ale może za tą dostanę choć jednego lajka.

 

 
Dziękuję Ci Jotko z całego serducha

jak bije mocno, wie ten kto go słucha.

Z samego rana pełna radości

zaczęłam czytać blogowe nowości.

 

Tak wpadłam na tę piękną notkę

o którą oskarżyć można tylko Jotkę.

Tak pięknie to napisała,

że aż licznik mi rozbujała.

 

 

Więc nic innego mi nie pozostało

jak podziękować jak tylko się dało.

Wiec jak umiałam tak naskrobałam

a co napisałam to napisałam

 

 

Nie wiem jak mi wyszło to skrobanie, bo nie umiem pisać wierszy, jednak mam nadzieje że choć odrobinkę udał mi się wyrazić swoje podziękowanie za reklamę mojego bloga i ocenę mojej skromnej osoby.
Dziękuję bardzo!!!

 

Otagowane:  

Pozwoliłam sobie skopiować bez pytania….

Dodano 4 października 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Tak jak zawarte w tytule pozwolę sobie dzisiaj na skopiowanie wpisu Pani od biblioteki, bo ujęła moje serce swoim wpisem na mój temat, wiem moi czytelnicy mnie znają więc dla nich to nie nowość, ale mimo wszystko, wklejam i czuję się zaszczycona takim wyroznieniem i z całego serca dziękuje, a jednocześnie zapraszam na blog: http://paniodbiblioteki.blogspot.com gdyz nie tylko na mój temat tak pieknie pisze, ale również i o innych blogerach, których warto poznać.

 

Rozmowy z Marią

Korzeniami moja sąsiadka, pochodzi z Torunia, ja mam blisko i studiowałam w Toruniu, mam nadzieję, że nie zdradzam żadnej tajemnicy… I chociaż pewnie wielu z Was Marii nie trzeba przedstawiać, pozwólcie, że zamieszczę moje trzy grosze o Jej blogu, bo jeśli ktoś nie zna, to może się skusi…na smutek i szczęście :-)

Smutek i Szczęście…

Imienia nie zdradzi nikomu
pod nickiem śpiewnym ukryta,
życie bogato przeżyte -
za serce bloggerów chwyta.

Gdyś ciekaw, co niesie życie
w szczęśliwe i smutne dni -
u Marii Alejandry
wszystko prawdziwie brzmi.

I chociaż zasmakowała
barw życia jak w tęczy palecie,
pogodnie i zawsze śmiało
opowie o swoim świecie.

Los rzucił Ją daleko
z Polski w hiszpańskie strony,
by radość, nadzieję dawać
wszystkim ciepła spragnionym.

Co chwilę nowy temat
znajdzie, na blog swój wrzuci,
pogadać lubi z każdym,
z Marią przestaniesz się smucić.

Otagowane:  

Brak kontroli nad tonem własnego głosu i nadmierne gadulstwo.

Dodano 1 października 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Zacznę od pytania, czy jest możliwy brak kontroli nad tonem własnego głosu? Moim zdaniem tak, bo sama mam z tym problem i nie tylko ja, ale również jeden z moich synów. Ja osobiście staram się kontrolować swój ton głosu, jednak czasami nieświadomie zdarza mi się najczęściej gdy opowiadam jakąś historię podnosić ton głosu, zazwyczaj nikt nie zwraca na to uwagi, jedynie mój tata który ze względu na swój wiek musi nosić aparat słuchowy zawsze zwraca mi uwagę, czy mogłabym trochę ciszej bo jemu aż w uszach huczy i nic nie rozumie. Jednak nie o mnie chciałam pisać, chciałam Wam opowiedzieć jaki to był jeden z moich synów, tak więc zaczął płynnie mówić w wieku 2 lat, co mnie bardzo cieszyło gdyż starsi raczej późno zaczynali mówić, a ten był inny i gadał bez przerwy od najmłodszych lat zadając 100 pytań do… Jakieś 4 miesiące przed ukończeniem 3 lat przyszedł do mnie z pytaniem: „Mama kupisz mi na gwiazdkę rower?” Stałam i patrzyłam na niego z niedowierzaniem, ale nie dlatego że chce rower, tylko ze sposobu w jaki to powiedział wymawiając bardzo wyraźnie literkę „r” z którą jak wiemy większość dzieci ma problemy, oczywiście dostał ten rowerek. Ten mały łobuz był bardzo zdolny, ale strasznie leniwy, wiedziałam że potrafi wymawiać dwuznaki, ale po co wolał mówić scotka, safa itp zamiast poprawnie, jedynym sposobem było przedrzeźnianie malucha, gdy coś takiego mówił ja powtarzałam za nim, a on zdając sobie sprawę z tego ze tak się nie mówi wchodził pod stół i mówił głośno i wyraźnie np „szczotka”, więc potrafił. Gdy poszedł do szkoły Pani od najmłodszych klas skarżyły się, ze dziecko na nią krzyczy, na początku wynikały z tego małe problemy jednak z czasem ja sama i nauczyciele zrozumieli, że ten jego krzyk nie wynika ze złej woli, ale z tego że nie kontroluje tonu swojego głosu. Nauczyciele starali się podchodzić do niego w taki sposób, aby nauczył sie nad tym panować było to ciężkie, bo nie dość że często krzyczał to jeszcze buzia mu się nie zamykała, tak jak w szkole tak i w domu. Pytał o wszystko, nawet o to co wiedział, o każdy drobiazg, non stop słyszałam tylko: po co? na co? dlaczego? itp. Gdy miał jakieś 10 lat wybraliśmy się na kilka dni nad Polski Bałtyk, kawałek drogi przed nami i z 3 godziny jazdy samochodem, jechaliśmy w siedem osób busem, więc było nas sporo, ale to nie miało znaczenia gdyż w samochodzie mój ukochany synuś non stop coś gadał, non stop o cos pytał, nie mogłam powiedzieć prosto z mostu : „zamknij się” bo to nie wypada tak mówić dziecku więc za pierwszym razem zwróciłam uwagę, ej młody weź sobie poczytaj reklamy a nie gadasz bez sensu, tak mijamy pierwszą reklamę a co robi moje dziecko? A i owszem, czyta ale na głos, wszyscy zaczęliśmy się śmiać i mówię, ale miałeś czytać sam dla siebie po cichu, dobra jedziemy dalej a on nadaje i nadaje, juz mi bark siły na ta gadułę i mówię, aby przestał mówić choć przez 5 minut bo aż głowa boli. Cóż wytrzymał zaledwie minutkę i od początku, a co to za miejscowość? A dlaczego się tak nazywa? A ilu może mieć mieszkańców ? I tak całą drogę. W tej chwili chłopak ma 21 lat, co do kontroli swojego tonu głosu, owszem stara się go kontrolować tak jak ja to robię, a do nadmiernego gadulstwa, no cóż mówi ciut mniej, od jakichś 4 lat zadaje mniej pytań, więc jakby się wszystko unormowało, ale co przeżyliśmy to nasze i miło wspomina się te wszystkie sytuacje z uśmiechem na twarzy.

No to na dzisiaj koniec serdecznie pozdrawiam moich czytelników i stałych gości!!

Otagowane:  

Niespełniona miłość…..

Dodano 28 września 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Historia ta jest prawdziwa jednak opisana okiem obserwatora, więc być może niektóre uczucia mogą być wyrażone bardziej albo mniej, jeśli komuś z moich czytelników, tych którzy znają mnie osobiście wpadnie do głowy kto to może być proszę pozostawić tą informację dla siebie, nie chciałabym zrobić nikomu przykrości publikując ten wpis, nawet jeśli obie z przedstawionych par już dawno nie są razem.

Więc zacznijmy od początku, przedstawię Wam dwie teoretycznie kochające się pary:

1. Pierwsza para to Ania i Jacek. Ona to rozwódka z dwójką dzieci po wielu przejściach, On to młody kawaler. Żyli ze sobą razem, ale jednak osobno, wiele czasu spędzali wspólnie, jednak łączył ich tylko namiętny seks, bo raczej nie miłość po tym co wynikło później. Był czas, że mieszkali wspólnie w jej domu, układało się dobrze, jednak czegoś w tym związku przez cały czas brakowało i żadne z nich nie było tak naprawdę szczęsliwe.

2. Druga para to Beata i Andrzej, para z długoletnim stażem małżeńskim, z dziećmi i niby szczęśliwym życiem. Była to para żyjąca pod jednym dachem od wielu lat, wspólnie wychowywali dzieci, jednak zarazem zyli obok siebie. Dla otoczenia i przyjaciól byli szczęśliwym, udanym małżeństwem, swoje problemy pozostawiali w zaciszu domowym tak aby nigdy nie ujrzały światła dziennego, jednak oboje byli nieszczęśliwi w tym związku.

 

Po krótce przedstawiłam Wam bohaterów mojej opowieści, a teraz zaczynamy. Andrzej był długoletnim znajomym Ani, a nawet więcej jej pierwszą dziecięca miłością, nie widzieli się wiele lat i pewnego razu wpadli na siebie przypadkiem i od tego czasu odnowili swoja znajomość. Bardzo często spotykali się w czwórkę, a także razem z dziećmi Ani i Andrzeja. Razem bywali na imprezach, gościli jedni u drugich i dobrze się wspólnie bawili. Ania była bardzo bystrą osobą i od razu zauważyła, że małżeństwo Andrzeja to jedna wielka farsa, on tego przed nia nie ukrywał gdyż Ania również była dla niego kimś więcej niż tylko zwykłą szkolną znajomością. Beata i Jacek pozostawali z boku nie zauważając jak rozwija sie romans Anki i Andrzeja, którzy skrzętnie ukrywali swoje spotkania. Tak ta dwójka spotykała się po kryjomu, nikt nie poznał ich tajemnicy, gdyż oboje byli bardzo dyskretni i zarazem nie chcieli ranić swoich współpartnerów, każde z nich miało w pewien sposób poukładane życie i ani jedno, ani drugie nie chciało z niego rezygnować. Kochali się bezgranicznie, ale ważniejsze dla nich było życie ich dzieci, nie mogli ogłosić wszem i wobec, ze się kochają, że bardzo chcieliby być razem, gdyż zapewne nie ucierpiałaby za bardzo na tym druga połowa związku, ale ich dzieci. Tak więc przez kilka lat spotykali się sporadycznie w róznych miejscach i sytuacjach. Ta sytuacja ciążyła obojgu, gdyż oboje bardzo dbali o swoje dobre imię i dzieci i wszystko co robili, aby ukryć swój romans robili dla dzieci. Ich romans umarł śmiercią naturalną w momencie gdy Anka rozstała się definitywnie z Jackiem, nie chciała wtedy spotykać się z nikim, chciała poświęcić cały swój wolny czas dzieciom i tak też zrobiła, choć przez czas gdy była sama miała nadzieję że Andrzej podejmie ważną decyzję o rozwodzie i będą razem jednak tak się nie stało. Po kilku latach poznała mężczyznę z którym chciał ułożyć sobie życie, wtedy powiedziała Andrzejowi, że owszem mogą się widywać, ale tylko jako przyjaciele, jeśli on nie był w stanie podjąć tej ważnej decyzji ona tez nie będzie wiecznie czekać, na cos co może nigdy się nie spełni.

Od tamtej pory Ania i Andrzej są dobrymi przyjaciółmi, którzy mogą rozmawiać ze sobą o wszystkim jednak nic więcej ich nie łączy, natomiast Jacek cóz ułożył sobie życie jak chciał z inną kobietą. Żona Andrzeja była tak pewna swego, że nie spodziewała się tego co stało się w momencie gdy najmłodsze z ich dzieci ukończyło 18lat. Andrzej zmęczony, znudzony małżeństwem które przez x lat było dla niego koszmarem złozył pozew o rozwód,. jednak dla niego i Ani to było już za późno. Jednak Andrzej uwolnił się z toksycznego związku i mógł poswięcić swój czas pracy, znajomym temu co lubi, jednak przez jego brak zdecydowania, poprzez brak odwagi jak sam przyznał stracił miłość swojego życia.

No cóż jak widzicie różne są historie życia i czasami warto zawalczyć o to co kochamy inaczej stracimy to bezpowrotnie. A skąd znam tak dobrze ich historię, to już niestety tajemnica, gdyż ich związek był ukrywany latami i żadne z nich nie chce aby w tej chwili nawet po latach ujrzał światło dzienne, dlatego też imiona zostały zmienione i może niektóre fakty pominięte.

Napiszcie swoje refleksje na ten temat, co Wy myślicie.

Otagowane:  

Coś dla wielbicieli telenowel… i języka hiszpańskiego.

Dodano 23 września 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Witam i wiem, że ten wpis nie będzie dla wszystkich, dlatego tak jak napisałam w tytule jest to wpis dla tych którzy lubią telenowele, nie mówię o wszystkich telenowelach, mam na myśli meksykańskie produkcje, według mnie są one najlepsze, choć często mają wspólne wątki i tych samych aktorów. Jest na onecie pewien blog, który widnieje w moim spisie „Tutaj zaglądam” na którym znajdziecie wszystkie emitowane w TV4 telenowele, blog sam w sobie nie potrzebuje żadnej promocji gdyż ma świetną oglądalność, ale co mnie w nim urzekło? To ile pracy wkłada w ten blog autorka tego bloga, jaką rzetelną pracę wykonuje i za to należą się jej wielkie brawa. Wpadłam na jej blog przypadkiem szukając streszczeń pewnej noweli, która mnie bardzo zainteresowała i chciałam się dowiedzieć czegoś więcej, a akurat w tamtym momencie nie miałam zbyt wiele czasu na oglądanie odcinków po hiszpańsku, czyli do przodu, zanim pokaże się w polskiej telewizji. Na tym właśnie blogu znalazłam wszystko co mnie interesowało i tak śledziłam dodawane wpisy, nowe odcinki, nowe streszczenia. aż w pewnym momencie autorka zamieściła ogłoszenie, że potrzebuje lektora do tłumaczenia streszczeń jednej z telenowel, która jeszcze jest emitowana w TV4 pt „Dzikie serce”, zgłosiłam się i takim to sposobem w maleńkim stopniu przyczyniłam się do tworzenia tego wspaniałego bloga. Ta telenowela w Polskiej TV dobiega końca jednak około 3 tygodni temu rozpoczęto emisję kolejnej pod tytułem „Kotka”, dla mnie jest to bardzo ciekawa telenowela, nie zbyt długa z ciekawą historią. Również do tej telenoweli przygotowuję streszczenia więc jestem ciut do przodu z jej treścią, zapraszam wszystkich którzy lubią takie klimaty na blog http://telenovel.blog.pl/ oraz oglądanie w telewizji. Jak już wspomniałam blog nie wymaga żadnej promocji, ale mimo wszystko polecam, warto tam zajrzeć i samemu się przekonać ile pracy wkłada jego autorka.

A tak na marginesie właśnie oglądanie tych telenowel nauczyło mnie dużo jeśli chodzi o język hiszpański, poprawnego wysławiania się, składania zdań itp. To dla tych którzy uczą się języka w szkole czy gdziekolwiek i chcą go lepiej opanować, warto się wsłuchać w język, obejrzeć tłumaczony odcinek i oryginał, sprawdźcie sami, jednak coś z tego języka trzeba znać aby móc zrozumieć.

Otagowane:  

Wyprowadziłam się na „koniec świata”…

Dodano 16 września 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Czasami tak właśnie myślę, że wyprowadziłam się na koniec świata, tak bardzo daleko od bliskich, bo nie powiem od domu, iż dom to nie cztery ściany, a miejsce w którym mieszkamy, żyjemy i czujemy się szczęśliwi, spełnieni. Więc mój dom jest tutaj na Teneryfie, razem z moim partnerem i synkiem, choć bardzo brak mi moich starszych synów, za którymi bardzo tęsknię i tak bardzo chciałabym im pomóc, dać im wszystko na co zasługują, a sama muszę „walczyć o przetrwanie”. Może to tak dziwnie powiedziane, ale tak muszę żyć normalnie, a nie jest to łatwe gdyż z pracą ciężko, nie powiem aby mi czegoś brakowało, na życie wystarcza, jednak czuję jakiś niedosyt, brak możliwości pomocy dzieciom, już nie mówię tylko o stronie finansowej, ale również o swojej obecności. Mamy dobry kontakt, jednak czasem to za mało. tak mi brak moich synów, oni są częścią mojego życia i gdybym tylko mogła oddałabym wszystko, aby oni byli szczęśliwi. Bardzo się cieszę z każdego ich sukcesu, a czasami mnie zaskakują, jeden właśnie awansował w pracy, drugi zrobił kurs, aby znaleźć lepszą pracę i jeszcze robi 2 dodatkowe. sami doskonale dają sobie radę i za każdą moją pomoc serdeczne dziękują, nigdy o nic nie proszą bo wiedzą, że nam też nie jest lekko. Ja jednak gdy tylko mogę staram się im pomóc, wesprzeć radą i uśmiechem. Dla moich dzieciaków najważniejsze jest, abym zawsze była uśmiechnięta i szczęśliwa i dla nich będę, choćby na końcu świata, ale będę szczęśliwa, może kiedyś nadejdzie czas że nie będę się musiała martwić każdym dniem, czy wystarczy na wszystko i będę mogła wspomóc moje ukochane dzieciaki. Tutaj w miejscu tak odległym od rodzinnego miasta jestem szczęśliwa mimo tęsknoty za najbliższymi, żyje dniem dzisiejszym i nie zamartwiam się tym co będzie, jak na razie jest dobrze i aby tak dalej.

Otagowane:  

Pierwszy dzień w nowej szkole!!

Dodano 9 września 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

No i nareszcie spokój w domu, dziecko poszło do szkoły więc na spokojnie mozna usiąść do komputera, nikt nie marudzi że ja też chcę. Bez tego małego łobuziaka w domu choc przez kilka godzin można odpocząć, spokojnie posprzątać i w ogóle. Tak więc moje najmłodsze dziecko dzisiaj po raz pierwszy poszło do nowej szkoły, ma dopiero 8 lat a to już jego trzecia szkoła nie licząc polskiej. Rok chodził w Hiszpanii do grupy 3 latków, później po przeprowadzce na Teneryfę 4 lata chodził do jednej szkoły jednak gdy zmienilismy miejsce zamieszkania również synek był zmuszony do zmiany szkoły, nie bardzo był zadowolony na poczatku jednak podczas wakacji się przekonał, a dzisiaj był bardzo zadowolony, a gdy dotarł do szkoły cieszył się jeszcze bardziej gdyż razem z nim szkołę zmieniła jego koleżanka z klasy i trafiła do tej samej klasy co mój łobuziak. Usiedli razem w ławce i to na dodatek pierwszej zaraz przy wychowawczyni, mam nadzieję, że równiez wychowawczyni mu się spodoba, na pierwszy rzut oka jest bardzo miła, ale jak jest faktycznie to sie okaże. Również po raz pierwszy będzie dzisiaj sam wracał ze szkoły ponieważ w poprzednim naszym miejscu zamieszkania dojeżdżał do szkoły szkolnym autobusem gdyż było dość daleko i sam nie mógł chodzić choć bardzo chciał.Teraz też nie ma szkoły pod domem, bo piechotką jakieś 15 minut ale z kolegami zawsze raźniej, a ma kilku kolegów mieszkających obok nas. Refleksje z pierwszych dni szkoły mogę opisać później jeśli w ogóle moje dziecko coś więcej powie oprócz słowa „dobrze”, bo to u niego standard, nawet po egzaminie w Polsce gdy spytałam się jak było i co robił to skwitował że było dobrze, a co robił to nie muszę wiedzieć. Nikomu nie powiedział o co go pytali i w ogóle. Taka krótka notka choć długo mnie nie było, ale teraz muszę się zabrać za sprzątnięcie pokoju tego małego łobuziaka bo z nim się nie da, a trzeba wykorzystać jego nieobecność. Pozdrawiam wszystkich moich czytelników serdecznie!

Otagowane:  

Rozpoczęcie roku szkolnego, ale nie wszędzie….

Dodano 2 września 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Tak właśnie wczoraj rozpoczął się nowy rok szkolny w Polsce, dzieci w Szkocji chodzą do szkoły już tydzień albo i dwa, a w Hiszpanii te najmłodsze rozpoczynaja dopiero 9 września, a starsze 14, taki system i w sumie co roku inaczej. Tak więc mojemu synkowi pozostał jeszcze tydzień wakacji choć już nie może się doczekać kiedy pójdzie do szkoły, a że od tego roku szkolnego idzie do nowej więc jest bardzo ciekawy , co i jak będzie. Jak zapewne większość z Was się orientuje mój synek ma 8 lat i w tym roku idzie do 3 klasy, a do szkoły chodzi już 5 lat, teraz będzie 6 rok szkolny. Może wielu z Was to zdziwi, ale tutaj przedszkole jest dla dzieci do 3go roku zycia i za to się płaci, choć i w tych instytucjach państwo wiele pomaga, zasiłki rodzinne choć są bardzo niskie, na dziecko do 3 lat wynoszą 500 euro rocznie (płatne w 2 ratach w lipcu i styczniu) natomiast na starsze dzieci to tylko 290 euro wypłacane tak samo, każda matka podejmująca pracę i mająca na utrzymaniu dziecko do 3 lat otrzymuje od państwa 100 euro miesięcznie, aby mogła umieścić malucha w przedszkolu, no fakt że czasem to za mało ale zawsze jakaś pomoc.. Natomiast dzieci od 3go roku życia idą do szkoły, do grupy „Infantil| czyli krótko tłumacząc dziecięcej, gdzie od pierwszego roku otrzymują książki i podstawowe przybory szkolne (oczywiście rodzice muszą je zakupić), tak więc już 3 latki rozpoczynają naukę. Jest bardzo podobny system jak w polskich przedszkolach (nauka nie jest obowiązkowa, jednak 90% dzieci idzie do szkoly) z tą róznicą że te małe dzieciaczki oprócz zabawy i integracji z innymi dziećmi uczą się również powolutku pisać, liczyć i czytać, po pierwszym roku każde z nich potrafi napisać swoje imię, zna kilka literek i umie liczyć do 3 i zna te cyferki, aby je napisać. Uogólniając, dzieciaki przez 3 lata uczą się tego wszystkiego co polskie dzieci w zerówce, wiekszość z nich kończąc Infantil umie czytać i pisać, choć nie wszystkie. Na koniec szkoły otrzymują piękne dyplomy i wiedzą, że od następnego roku idą już tam gdzie są starsze dzieci czyli zazwyczaj budynek obok, jednak na terenie tej samej szkoły, niektore po prostu tylko zmieniają piętro w szkole, przez 3 lata miały jedną nauczycielkę i jedną klasę teraz zmieni się Pani i dostaną nową salę. Tak więc wszystkie 6latki idą do szkoły zadowolone bez żadnych obaw, gdyż 3 lata przygotowań do tego momentu daje swoje efekty. Edukacja szkoły podstawowej trwa 6 lat i zazwyczaj tak jak w PL 3 lata jedna wychowawczyni, potem inna, jednak maluchy mają swoją salę przeznaczoną tylko dla jednej klasy, więc wszystkie książki, przybory szkolne zostają w szkole, dziecko zabiera z domu tylko śniadanie i odrobione zadanie domowe, a jeśli chodzi o zadania domowe to w Infantil 3 i 4 latki dostają na weekend cos do zrobienia w domu, a 5 latki 2,3 razy w tygodniu, tak aby już w 1 klasie praktycznie codziennie odrabiać zadania w domu. Część podręczników kupuje szkoła dla każdego ucznia, rodzice muszą kupić wszystkie przybory szkolne i część podręczników, w starszych klasach gdzie nauka jest bardziej zróżnicowana większość podręczników finansuje szkoła. Tak więc 12latki kończą szkołę podstawową i idą do gimnazjum (jak to się mówi w PL, tutaj jest to 2 stopień nauczania). Obowiązek nauki jest tutaj do ukończenia 16 lat (i to błąd) czyli do momentu ukończenia gimnazjum ktore tutaj trwa 4 lata, jednak jeśli znajdują się uczniowie którzy nie ukończyli jakiejkolwiek klasy są starsi i nie muszą kończyc tego gimnazjum, więc wielu tutaj rezygnuje bez ukończenia tej szkoły, a dalej no cóż idą nieliczni, Ci bardziej utalentowani, albo pchani ambicjami rodziców, choć takich to raczej mało w Hiszpanii bo większość ze starszych ludzi kończąc 16 lat zaczynała pracować, bądź samemu bądź u rodziców, choć z roku na rok coraz wiecej uczniów decyduje się kontynuować naukę idą z postepem. Jak myslicie czy gdyby w Polsce został wprowadzony taki system nauczania, czy dalej większość polaków byłaby przeciwko posyłaniu 6 latków do szkoły?? Pozdrawiam serdecznie!!

Otagowane:  

Wspomnienia ze ślubu i wesela mojego pierwszego syna.

Dodano 28 sierpnia 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Tym wpisem chciałabym się z Wami podzielić moimi refleksjami ze ślubu i wesela mojego syna. Fakt miało ono miejsce prawie dwa lata temu, ale piękne wspomnienia pozostały. Niestety niewiele mogłam pomóc młodym w przygotowaniach, ale matka panny młodej stanęła na wysokości zadania, a również młodzi pokazali że są już dorośli. Ja z moim partnerem dotarliśmy do Polski dopiero 2 dni przed terminem więc wszystko już było dopięte na ostatni guzik. W dniu ślubu pojechaliśmy do domu panny młodej, gdzie szybciutko rozpoczęły się przygotowania, moja przyszła synowa zadbała o wszystko, fryzjer dla mam i panie które w ekspresowym tempie robiąc profesjonalny makijaż zrobiły z nas inne kobiety. Młodzi się również przygotowywali, a kamerzysta kręcił się po domu przygotowując dokument z całej imprezy. Błogosławieństwo młodych, oczywiście najpierw rodzice panny młodej, później młodego, no i tu zaskoczenie, zaszczyt i nie wiem nawet jak to nazwać mój syn prosi mojego partnera, aby wystąpił w roli jego ojca, bo nie ważne kto spłodził, ważne jest kto wychował, a jego biologiczny ojciec nie został zaproszony. Poszło gładko i powoli zaczynają się schodzić goście, młodzi przyjmują ich z uśmiechem już coraz bliżej do ceremonii w kościele. Nadszedł czas, jedziemy do kościoła, mój synek czeka przed ołtarzem na  przyszłą małżonkę, która do ołtarza poprowadzi ojciec, a przed nimi mój wówczas 6 letni syn (a chrześniak panny młodej) trzymający w raczkach poduszeczkę z obrączkami. Pięknie to wszystko wyglądało jak i cała uroczystość w kościele, no i oczywiście później zbieranie monet przed kościołem, mnóstwo prezentów i życzeń cudownego życia. Gdy się to wszystko skończyło ruszamy na salę balową, jak to na wsi bywa nie obyło się bez kilku bram przygotowanych przez wieśniaków, aby tylko wpadła jakaś flaszeczka, a również i dzieci miały zabawę bo młodzi przygotowali dla nich czekolady. Dotarliśmy na salę, oczywiście toast, tłuczone kieliszki i obiadek. Mój wzrok przykuły siedzenia przygotowane dla pary młodej i dekoracja stołu w tym miejscu wszystko w 3 kolorach: biały, żółty, niebieski, są to barwy obecnego KS Toruń, toruńskich aniołów czyli naszych wspaniałych żużlowców. Po odśpiewaniu kilka razy standardowego „sto lat” młodzi rozpoczynają swój pierwszy taniec i tutaj totalne zaskoczenie dla wszystkich, nikt nie spodziewał się takiego popisu, pierwsza melodia zwyczajna melodyczna i zwykły taniec, już niby skończyli i tu nagle rozbrzmiewa na środku sali dźwięk telefonu komórkowego, młody odbiera i mówi: „Halo?” w odpowiedzi z głośników na sali wydobywa się odpowiedź: „Kopyta Ci walą” i za moment dźwięki muzyki: „Rudy się żeni”, ( gdzie młody razem ze swoją nowo poślubioną żonką pokazywali jak są szczęśliwi)„Kocham Cię o kochanie moje”,(tutaj młoda wyciągnęła z kieszeni portfel z marynarki młodego i przeglądała zawartość),następnie słowa „a Ty całuj mnie, ja Ci to wszystko dam”, kolejny fragment to „on zimny, on zimny, ona gorąca” ( gdzie ona się do niego tuli, a on ucieka), po tym popisie młody wjeżdża na salę samochodem zabawką przy dźwiękach słów „będę brał Cię, w aucie”, no i standardowo nie mogło zabraknąć słów „Facet to świnia”, gdy już poleciały słowa tej znanej wszystkim melodii zabrzmiały słowa” żono moja, serce moje jak ja umrę wszystko Twoje” (tutaj oczywiście młody przekazywał małżonce różnego typu papiery), później odtańczyli w rytmie Gangnam Style”,i 2 innych nagrań ale szczerze nie znam ich tytułów, następnie poleciały słowa „Daj mi tę noc” i „Nie bądź taki szybki Bil”(chyba nie muszę tłumaczyć zachowania na parkiecie), kolejny fragment to „Ja jestem maczo” i „Gdzie Ci mężczyźni” na te dźwięki z głośników padają słowa Bogusława Lindy „Nie chce mi się z Tobą gadać” na co Panna młoda reaguje natychmiastowa i z wałkiem w ręce w rytmie muzyki Benny Hila goni męża wokół sali, gdy tak sobie ciut pobiegali słyszymy słowa z „Sexmisji” „Kobieta mnie bije” i „poddaję się, dajcie mi wszyscy święty spokój i w rytmie piosenki „Chłopaki nie płaczą” zakończyli pierwszy taniec i rozpoczęło się weselisko trwające do białego rana. Przepiękny prezent młodzi przygotowali dla rodziców podczas tzw.”oczepin”, cudowne bukiety w barwach ich ulubionej drużyny żużlowej, czyli biały, żółty i niebieski i taniec w rytmie muzyki „Cudownych rodziców mam” (Oczywiście w roli ojca cały czas występował mój partner). Zabawa była super jak to na weselach bywa i nic nie zakłóciło spokoju weselników.

To byłoby na tyle starałam się opisać ten pierwszy taniec jak najlepiej umiałam tym, którzy nie znają niektórych tekstów mogę powiedzieć, że wszystko można znaleźć na  https://www.youtube.com/

 

Otagowane:  

LBA kolejna nominacja, zapraszam do zabawy!

Dodano 28 sierpnia 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

LiebsterAward-2

No i super! Druga nominacja do LBA w ciągu tygodnia, oczywiście z miła chęcią odpowiem na pytania, a co za tym idzie wezmę udział w zabawie. Jest mi bardzo miło za to uhonorowanie i bardzo dziękuję
http://zagubiona29.blog.pl
. Nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za “dobrze wykonaną robotę”. Więc tym bardziej mnie cieszy, że ktoś docenia moją pracę i starania.

Podstawowe zasady zabawy to: Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.

Pytania od Flowers28:

1. Co napędza Cię do pisania?

Jak zapewne zauważyliście to w moim przypadku to codzienność i nadmiar czasu wolnego, ale również chęć podzielenia się z innymi swoimi przeżyciami.

2. Gdzie chcesz być za 10 lat?

Szczerze, dobrze mi tu gdzie jestem i nie mam zamiaru zmieniać miejsca zamieszkania.

3. Szklanka do połowy pełna czy do połowy pusta?

No raczej do połowy pełna, a od połowy pusta.

4. Czy podoba Ci się polska pod kątem krajobrazu?

Oj bardzo! Polska to piękny kraj z pięknym krajobrazem.

5. Czy facet to świnia Biorąc pod uwagę wszystkie za i przeciw..

Biorąc pod uwagę wszystkie aspekty to przydatne „zwierzątko” i czasem można sobie bez niego poradzić, jednak są momenty gdzie bez niego ani rusz!

6. Jesteś szczęśliwa w tym momencie?

Tak jestem szczęśliwa!

7. Jest coś co byś zmieniła w swoim życiu?

Chciałabym mieć moje dzieci bliżej.

8. Ulubione danie?

Moje ulubione danie to golonka po bawarsku z pieczonymi ziemniaczkami.

9. Film na którym się poryczałaś ze śmiechu ?

Oj, kilka ich było choć dawno, dawno jeszcze w kinie na serii „Żandarma”

10. Masz dystans do samej siebie?

Gdybym go nie miała pewnie już dawno bym „popłynęła”

11. Pierwsza myśl po przebudzeniu?

Nie chce mi się wstawać!

 

No wiec teraz kolej na moje pytania do Was moi mili, choć nie będzie to łatwe gdyż już w poprzedniej nominacji miałam z tym problem, jednak coś wymyślę.

1.      Czy sprawia Ci przyjemność pisanie bloga?

2.      Jak spędziliście tegoroczne wakacje?

3.      Jaki sport jest dla Was najbardziej interesujący?

4.      Jaki kanał TV najbardziej lubicie oglądać?

5.      Jak oceniacie facebook?

6.      Kogo lub co zabralibyście na bezludną wyspę?

7.      Piwo, wino czy mocniejsze trunki?

8.      Czy gdybyście mogli przeżyć życie od nowa coś byście zmienili?

9.      Czy waszym zdaniem pomoc państwa dla Polaków jest wystarczająca?

10.  Co byście zmienili będąc na miejscu prezydenta RP?

11.  Czy wyobrażacie sobie życie bez własnych dzieci?

 

No troszkę musiałam się wysilić, aby wymyślić te pytania, ale są, a teraz do kogo je kieruję, czyli moje nominacje.

1.     
https://kasinyswiat.blogspot.com

2.     
https://blaskicodziennosci.wordpress.com

3.     
https://jagatoja.blogspot.com

4.     
http://sama-mama.blog.onet.pl

5.     
http://zzyciawziete2.blogujacy.pl

6.     
http://boja.blog.pl

7.     
http://itakotojestemtu.blog.pl

8.     
http://ooszukanaprzezzycie.blog.pl

9.     
http://jestemnajsilniejsza.blog.pl

10. 
http://wrzosy.blog.pl

11. 
http://annakobieta.blog.onet.pl

 

Oczywiście jak wszyscy zapewne wiecie udział w zabawie nie jest obowiązkowy, ale mile widziany. Zapraszam więc do wspólnej zabawy.

Otagowane:  

Kamień z napisem LOVE Enej…

Dodano 26 sierpnia 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Nie wiem jak Wam, ale mnie ta melodia tak wpadła w ucho gdy byłam w Polsce choć słowa są banalnie proste i nie jest to zespół spiewający discopolo, to ciut tak brzmi jednak mnie się bardzo spodobał więc prezentuję…

 

Otagowane:  

Moje wakacje w telegraficznym skrócie…

Dodano 25 sierpnia 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Siedzę i myślę, co by tu napisać i nic mi nie przychodzi do głowy, nawet nie wiem jaki temat miałabym ruszyć. Może coś o moim pobycie w Polsce, ale czy był aż tak ciekawy aby pisać, sama nie wiem. Wyruszyłam do Polski 09.072015 roku wychodząc z domu o 10tej rano, samolot do Gdańska mieliśmy o 12,35 więc gdy dotarlismy na lotnisko mozna było sie odprawić, a kolejka była ogromna, a oczywiście mój synuś nie mógł się już doczekać lotu, jednak sprawnie to poszło i idziemy do samolotu, przed nami 5  i pół godziny lotu, czyli totalnej nudy. Moje dziecko niecierpliwie czekało na lądowanie a czas sie dłużył, ale jakoś wytrzymał szczęśliwie wylądowalismy w Gdańsku o 19.05 czasu polskiego, a autobus do Torunia dopiero o 23.15 więc spokojnie komunikacją miejską docieramy na dworzec autobusowy, pogoda byle jaka z nieba siąpi deszcz, a my musimy czekać. Jakoś wytrzymał ten mój synuś choć nie obyło się bez ciagłego marudzenia, a długo jeszcze? W autobusie zasnął od razu więc podróż do Torunia przebiegła wyjątkowo szybko, na dworcu czekała już moja synowa i do domu, szybko jednak położylismy się spać i od następnego dnia już z dziećmi i wnusią rozpoczęły się moje wakacje w Polsce. Warto było przemęczyć się cały dzień aby zobaczyć i uściskać dzieci i moją maleńką ukochaną wnusie, na szczęście nie boi się nikogo więc szybciutko przyzwyczaiła się do obecności babci i nowego wujka w domu. Niestety pierwsze dni pobytu nie dopisały pogodą i więcej czasu spedziliśmy w domu lub na odwiedzaniu rodziny i znajomych. Jak zapewne wszyscy wiecie dość szybko dotarły do Polski upały, a wtedy to juz nawet spacerek z dzieckiem do południa nie był możliwy, tak źle i tak nie dobrze, jednak gdy tylko się dało korzystaliśmy z uroków słońca nad jeziorem, bądź na działeczce w cieniu. Czas zleciał tak szybko, że nawet się nie obejrzeliśmy a czas było wracać do domu, kilka wypadów nad jezioro, kilka wizyt u przyjaciół, odwiedziny dzieciaków i mojego taty, wszystko w jakimś normalnym tonie bez żadnych rewelacji. Synek kilkakrotnie próbował wyjść na podwórko jednak za każdym razem szybko wracał, bo nikogo nie ma, no cóz wszyscy na wakacjach, jednak udało mu się zaliczyć kilka treningów hokeja starszego brata, ślizgawkę na lodowisku, nawet latem się dało pojeździć na łyżwach, ale najlepszą zabawą były odwiedziny u mojej najlepszej przyjaciółki, tam miał kolegę i super zabawę, a ja potrafiłam siedzieć do białego rana i wspominać stare czasy i prowadzić dyskusję na temat obecnych. Super były wypady nad jeziorko podczas pieknej pogody, gdzie wszyscy byli zadowoleni. Oczywiście nie obyło się też bez wizyty na toruńskiej „Motoarenie” stadionie żużlowym i meczu mojej ukochanej druzyny, w jednym z postów opisałam jak to nas burza przywitała na meczu, ale mimo wszystko było super. Ogólne wrażenie w pobytu w Polsce, było super i żal było wracać, zostawiać dzieci i wnuczkę, ale cóż tak to już jest, że wszystko się kiedyś kończy i trzeba było wracać do domu, oczywiście pełne walizy zakupów, w wiekszości artykuły spożywcze, gdyż tutaj nie ma wielu rzeczy, które bardzo lubimy. Tak więc 2 walizy po 20 kg do tego dwie mniejsze o wadze około 10kg moja torebka, laptop i tylko ja i mój 8 letni synek, któremu każda torba ciązyła, na dworzec PKP odwoził mnie mój 21 letni syn, synowa i wnusia i moja super synowa wpadła na pomysł, że może jednak mój syn wsiądzie z nami do pociągu i pomoze mamie dotrzeć na lotnisko przecież te bagaże tyle ważą, no więc chciał czy nie chciał musiał sobie zafundować wycieczkę do Poznania, bo tym razem stamtąd startowaliśmy, oj gdyby nie to moje kochane dziecko to faktycznie bym się zadźwigała z tym wszystkim, bidulek pociąg powrotny miał dopiero około 20tej czyli do domu dotarł około 23 a ja dotarłam na Teneryfę o 22.45 tutejszego czasu (23.45 polskiego) więc tylko godzinę prędzej był w domu niż jak, a przecież on nie opuścił Polski, no ba ale tak to już jest. Gdybym wiedziała, że zechce ze mną jechać pojechalibysmy samochodem i byłoby szybciej, ale cóz wyszło jak wyszło. Na szczęscie wszyscy dotarliśmy do siebie cali i zdrowi, oczywiście najbardziej z naszego przylotu cieszył się mój mały synuś i oczywiście jego tata, czekał już na nas na lotnisku, a z lotniska rzut beretem, bo zaledwie 15km i w domu. Ot tak przebiegły w skrócie moje wakacje w Polsce, może jeszcze opiszę jakieś poszczególne wydarzenia jak mi się cos w głowie ułozy, na dzisiaj już chyba dość. Pozdrawiam wszystkich serdecznie!!

Otagowane:  

No i wróciłam do domu…

Dodano 22 sierpnia 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Jestem kochani z powrotem, wróciłam do domu po dość długich wakacjach w Polsce spędzonych z rodziną i przyjaciółmi, zal było wracać ale cóz jak trzeba to trzeba. Powoli wrócę do normalnego trybu życia a więc zacznę nadrabiać również zaległości w czytaniu blogów i postaram się systematycznie umieszczać nowe posty, jednak jeszcze nie dzisiaj, zapewne w poniedziałek, od wczoraj próbuję ogarnąć mój dom, bo zapewne sobie wyobrażacie jak mogło wyglądać mieszkanie gdy rządził facet przez tyle czasu i na dodatek pracujący całymi dniami, ale powoli wszystko ogarnę i będzie normalnie, w najblizszych postach opiszę swoj pobyt w Polsce, ale i inne ciekawostki z dawnych i obecnych czasów. Serdecznie więc zapraszam do śledzenia moich wpisów i dziekuję wszystkim którzy są ze mną. Pozdrawiam serdecznie!!!

Otagowane:  

Egzamin zdany perfekcyjnie!!!

Dodano 12 sierpnia 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

W ramach wyjaśnienia jedną z rzeczy, które zmobilizowały mnie do przyjazdu do Polski był egzamin mojego najmłodszego synka. Otóz rok temu postanowiłam zapisać go do Polskiej Szkoły Internetowej, aby zaczął mówić po polsku. Uczylismy się cały rok, choć chyba mam więcej goniła niz synka to interesowało, ale nie miał wyboru. Cel osiągnięty, dziecko mówi i właśnie wczoraj miał egzamin państwowy, aby skończyć 1 klasę szkoły podstawowej i otrzymać oficjalne świadectwo. Mama chyba była bardziej przejęta niz dziecko, tak zresztą jak wszyscy rodzice, godzina czekania i informacja od nauczycieli, egzamin zdany perfekcyjnie. Czyli od września kontynuujemy naukę i z taką myslą że następny egzamin za rok też będzie tak samo zdany. Jestem dumna z mojego synka, gdyz jak wiekszości moich czytelników wiadomo dziecko mówi po polsku dopiero pół roku, a teraz oficjalnie skończył 1 klasę.

Pozdrawiam wszystkich serdecznie!!

Otagowane:  

Ja, kochanka męża i moja teściowa….

Dodano 9 sierpnia 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

No taki właśnie temat przyszedł mi do głowy, wczoraj cały dzień spędzilismy nad wodą więc nawet nie chciało się juz wieczorem zaglądać do komputera, ale dzisiaj troszeczkę chłodniej więc jestem. Otóż jak wszystkim moim czytelnikom wiadome jest z poprzednich wpisów, mój ex małżonek miał kochankę a w sumie to nie jedną, ale ta jedna została jego zona i ta jedna najbardziej napsuła krwi i w sumie stała się przyczyną mojego rozwodu. Gdy wspomniałam teściowej o tym ze jej synek mnie zdradza to mnie wyśmiała, gdzie przecieżby nie mógł, pewnego dnia nie wiem skąd i dlaczego zjawił się u mamusi ze swoją kochanicą, ale pech chciał że ja tam byłam i teściowa pokazała co potrafi, nakrzyczała na nią, na niego i praktycznie wyrzuciła na zbity pysk, w tamtym momencie podobała mi się jej postawa, ale oczywiście jak zwykle były to tylko pozory. Ja nie miałam zwyczaju siedzieć długo u teściowej z wiadomych powodów, chodziłam tam tylko ze względu na moje dzieci, a jej wnuki, więc spakowałam chłopaków i do domu. jak sie tego spodziewałam mój kochany męzuś nie dotarł do domu, dzwoniłam do teściów tam też niby go nie ma, ale ja nie odpuściłam i juz nie pamiętam o której godzinie, ale jakoś tak gdy w sumie wszyscy powinni juz spać, poszłam do mieszkania mojej teściowej, nie było daleko, pukam do drzwi no niechętnie mi je otworzono, a dlaczego? Bo mój kochany małzonek spał sobie w najlepsze z kochanką w domu mojej teściowej, a ona próbowała coś tam gadać ale dla mnie było wszystko jasne, zawinęłam się na pięcie i wyszłam. Tak właśnie podchodziła moja teściowa do mojego małżeństwa, do mnie słodko że tak nie można itp, do niej równie słodko, że jaka ja zołza, zw w końcu jej synuś znalazł porządną kobietę. Fałszu i zakłamania nie było granic, a ja wtedy jeszcze starałam się coś uratować bo dzieci, myslałam że robię to dla ich dobra, na szczęście moje i chłopaków ocknęłam się i zaczęłam szanować siebie, a moi synowie w tej chwili nie chcą nawet słyszeć o swoim ojcu, o swojej babci i praktycznie o prawie całej jego rodzinie, na tak wielkim wydarzeniu jak wesele, obecny ze strony ojca był jeden kuzyn chłopaków, jedna siostra męza ze swoimi dziećmi i co mnie bardzo zaskoczyło żona mojego ex ze swoimi dziećmi, ale nie wszystkimi, był jej najstarszy syn z którym mój sie przyjaźni i siostra moich chłopaków, najmłodszy wtedy chyba 9letni został z tatusiem w domu, tak mój syn nie zaprosił własnego ojca na wesele, a na złość zaprosił jego żone z dzieciakami. No to tyle na dzisiaj i pozdrowienia dla wszystkich!!

Otagowane: