Ślub na Teneryfie….

Dodano 22 czerwca 2017, w miłość, rodzina, przez Maria Alejandra

Jak napisałam wczoraj w moim życiu wydarzyły się w ostatnim czasie, złe ale również dobre rzeczy. W poprzednim wpisie troszkę chaotycznie opisałam to co było złe, było to też w wielkim skrócie bo gdybym chciała opisać wszystkie sytuacje to wpis byłby znacznie dłuższy, jednak postaram się wpisywać różne sytuacje w osobnych wpisach.

Tak jak to ujęłam w tytule, to właśnie ta dobra rzecz która wydarzyła sie w moim życiu. Od grudnia przygotowywałam wszystko na ten piękny dzień, gdyż na początku grudnia poznałam datę I Komunii mojego synka i postanowiliśmy w tym samym czasie wziąć ślub i połączyć dwie imprezy. Zaprosiliśmy całą rodzinę z Polski, wiadomo był to dla nich dość wysoki koszt jednak staraliśmy się aby tutaj na miejscu już nie ponieśli żadnych kosztów związanych z pobytem na wyspie. Najważniejszym gościom czyli rodzicom zafundowaliśmy zarówno podróż jak i zakwaterowanie, na szczęście nasze mieszkanie jest na tyle duże byśmy pomieścili sporo osób. Goście zaczęli się zjeżdżać od 5.06, tego dnia odebrałam z lotniska jednego z moich starszych synów razem z żoną i moją ukochaną wnusią, 7.06 na wyspie wylądował mój drugi syn razem z narzeczoną i moim tatą (83lata) a godzinę później syn mojego męża (pisałam o nim w jednym z wpisów, jednak chłopak dorósł i zmądrzał i to bardzo więc teraz już między nami jest wszystko w jak najlepszym porządku). 07.06 wylądował również chrzestny mojego najmłodszego synka, a 08.06 przylecieli ostatni goście z Polski, rodzice męża, siostra z rodziną i starszy brat. Rodzinka była już w komplecie. Udało nam się tak pozałatwiać wszystko, że ślub w Urzędzie Stanu Cywilnego został wyznaczony na 09.06, oczywiście nie obyło się bez niespodzianek, moja świadkowa mówiąc skromnie zaniemogła (niestety bardzo dobra , miła kobieta ale alkoholiczka, nie piła od roku i na tydzień przed ślubem zaskoczyła i chyba pije do tej pory, bo się nie odzywa), na dzień przed ślubem szybko udało mi się zmienić świadka na jednego z moich synów bo musiał to być ktoś kto mówi i rozumie język hiszpański. Tak więc 09.06.2017 o godzinie 12.30 przed Sędzią Pokoju wzięliśmy ślub cywilny w Registro Civil w miasteczku San Miguel de Abona na Teneryfie.

Następnego dnia czyli 10.06 o godzinie 11.00 rozpoczęła się uroczystość I Komunii mojego syna, wszyscy byli zachwyceni jego wyglądem, a ubrany był w śnieżno biały garnitur z super fryzurką wykonana przez brata, a opalone ciało dodawało mu tylko wielkiego uroku. Po uroczystości w kościele wszyscy goście, którzy przybyli udali się na finkę (krótko mówiąc, domek na wsi) gdzie już wszystko na nich czekało i rozpoczęliśmy świętowanie, najpierw I Komunii a potem weselisko.

dcs (219)

Takim oto tortem zakończyliśmy imprezę dziecka i zaczęła się zabawa dorosłych. Było to bardzo nietypowe wesele, owszem tańce, muzyka śpiew, ale największą atrakcją dla wszystkich był basen w którym koniec końców wylądowali wszyscy goście (oprócz dziadków oczywiście) w swoich wyjściowych strojach, nie oszczędzili nawet Panny Młodej, ale najważniejsze że wszyscy byli zadowoleni z imprezy.

Otagowane:  

Co myślicie o tym jak muzułmanie traktują kobiety?

Mam znajome małżeństwo i czasami to aż mnie świerzbi,

aby coś powiedzieć, ale nie zupełnie chłopu tylko jego żonie,

są z Algierii ona oczywiście w tych ich ciuchach i chusta na głowie,

bo tak zwyczaj karze, a z tego co dowiedziałam się od innych

z ich kraju to zależy od decyzji męża, ale nie o to chodzi,

mają syna 9 lat i córkę 8 lat,

ojciec traktuje oboje równo, czyli nagradza i karze w ten sam

sposób, ale matka brak mi słów synowi wolno wszystko,

córce nic, 2 tygodnie temu urodził się im kolejny syn i córka

nawet nie może się zbliżyć do małego, a synowi nawet

pozwala go karmić.

Czasem mi tak żal tej dziewczynki, ale wygląda na to,

że matka wychowuje ją w taki sposób aby uważała,

że mężczyzna jest najważniejszy i jemu wolno wszystko,

jego należy słuchać, a o żywieniu to już się nie wypowiadam

bo dokładnie przestrzegają religii, mieszkając w kraju

katolickim nie uznają żadnych świąt nawet dla dzieci,

a one nie są w stanie zrozumieć dlaczego inne dzieci

mają tak a one nie :)

Otagowane:  

Witam serdecznie, wiem ze zaniedbałam Was troszeczkę jednak czasem tak bywa. Nawał obowiązków i kłopoty czasem przytłaczają człowieka, że kompletnie na nic nie ma ochoty.

Otóż mam zamiar opisać całą sytuację ponieważ coś mi śmierdzi i ogólnie próbujemy rodzinnie ja rozwiązać, czy się uda to pokaże czas. Zacznijmy więc od początku, pisałam kilka wpisów wstecz o problemach w jakie wpakował się jeden z moich synów, fakt że wybrnął z tej sytuacji jest faktem, zrozumiał swoje błędy, przeprosił rodzinę i wszystkich tych którzy wyciągali do niego pomocną dłoń, a on ją odpychał żyjąc w innym świecie. Jednak kłopoty musiały go dopaść, gdyż popełnił zbyt wiele błędów za które trzeba zapłacić.

Nawiązując do kłopotów, było to tak w dniu 18.01.2016 pewien chłopak wziął bez pozwolenia kluczyki od auta mojego syna i pojechał sobie na miasto, człowiek ten nie posiadał prawa jazdy i niestety miał pecha i został zatrzymany przez patrol policji, co poskutkowało odholowaniem auta na parking strzeżony bez powiadomienia właściciela, dlaczego policja nie poinformowała właściciela  o zaistniałej sytuacji tego nikt nie wie, ale z tego co zdążyliśmy się zorientować powinni. No cóż nie zrobili tego i dopiero po dwóch miesiącach syn mógł odebrać auto z parkingu, gdyż otrzymał zezwolenie z policji, na zezwoleniu widniała adnotacja: „Koszty holowania i parkowania pojazdu płaci policja” , dokument to druk ścisłego zarachowania podpisany i z pieczęcią komendanta komisariatu. Z tym dokumentem syn jedzie odebrać auto,a tam niestety czeka go niespodzianka, czyli pracownicy parkingu kwestionują wydane zezwolenie i po wykonaniu pewnego telefonu informują syna, aby wrócił na policję tam zostanie mu wszystko wyjaśnione. Chłopak wrócił na komisariat jednak nie otrzymał żadnych wyjaśnień, tylko tyle że kolega się pomylił, wydany dokument zostaje mu odebrany, a w zamian za to dostaje inny tym razem z adnotacją :”Koszty holowania i parkowania pojazdu ponosi właściciel pojazdu”. Teraz pytanie czy policja ot tak sobie mogła zmienić wydane pismo? Oba pisma podpisał komendant komisariatu. Mimo że chłopak podłamany, bo koszty przewyższają zdecydowanie jego możliwości finansowe i wartość tego auta, nie przestajemy walczyć w tym temacie. Zostało złożone pismo z prośba o wyjaśnienie zaistniałej sytuacji i przywrócenie poprzedniej decyzji ciut wyżej bo do komendanta głównego policji w mieście, w chwili obecnej pozostaje czekać na odpowiedź. Jeśli to nic nie da będziemy pisać jeszcze wyżej, policja nie może robić tego na co ma w danym momencie ochotę, za pomyłki też należy zapłacić. Gdy syn dzisiaj składał pismo, dowiedział się jedynie, że po pierwsze powinien zostać powiadomiony o zatrzymaniu auta, a po drugie w takim wypadku koszty powinna ponosić osoba zatrzymana a nie właściciel pojazdu, bo gdyby np ten człowiek miał uprawnienia, a był pod wpływem alkoholu, to co synowi zabraliby prawko czy temu gościowi? Logiczne chyba jest, że temu kto siedział w aucie, a nie temu co był w domu, jednak co będzie to się okaże :) Pozdrawiam serdecznie :)

Otagowane:  

Czytając pewien artykuł na FB przypomniała mi sie pewna historyjka z mojego życia. Niby śmieszna, ale w tamtym momencie to raczej nie było nikomu do śmiechu, wszyscy stali jak osłupieni i nikt nie był w stanie przez pierwszą chwile powiedzieć ani słowa.

O ile dobrze pamiętam to był 1988, w sklepach było niewiele, artykuły takie jak kawa, czekolada czy alkohol sprzedawana w sklepach w danych godzinach, aby ludzie wiedzieli kiedy mogą ustawić się w kolejkach.

Pewnego dnia byłam u mojej teściowej, a że mieszkała w dość nieciekawej okolicy więc i różni ludzie tam mieszkali. W domku obok mieszkała pewna kobieta, która wychowywała swojego wnuka, córka urodziła go mając 17 lat i gdzieś uciekła, dzieciak miał wtedy jakieś 5 lat i ile się nie mylę.

Wybrałam się do najbliższego sklepu gdzie właśnie mieli zacząć sprzedawać kawę i czekoladę no i oczywiście alkohol, ja miałam zamiar kupić kawę i czekoladę dla synka więc spokojnie ustawiłam się w kolejce. Kilka osób przede mną stała sąsiadka mojej teściowej ze swoim wnukiem. W pewnym momencie dziecko bardzo grzecznie prosi : „Babciu kupisz mi czekoladkę?” , a babcia na to to „niestety dziecko nie mam pieniążków” i tak kilka razy chłopczyk nalegał ale babcia stanowczo odmawiała tłumacząc się brakiem pieniędzy. No cóż wiadomo nie wszyscy wtedy mieli dużo pieniędzy, zresztą teraz też wielu ma problemy, ale nie o to chodzi. W pewnym momencie wyraźnie już zdenerwowany chłopczyk wychodzi z kolejki staje na przeciwko babci i krzyczy na cały głos:

” Ty stara kurwo, na chlanie to masz, a dla mnie na kawałek czekolady żałujesz!!!”

Ja osobiście osłupiałam, jak zresztą cała reszta ludzi w kolejce, odrobinę chyba zawstydzona babcia złapała wnuka za rękę i wyprowadziła ze sklepu.

Żal mi osobiście dzieci wychowywanych w takich rodzinach, ale niestety to było, jest i będzie.

Otagowane:  

El Teide, najwyższy szczyt Hiszpanii.

Dodano 14 stycznia 2016, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Dzisiaj przybliżę Wam odrobinę piękne widoki na najwyższy szczyt Hiszpanii El Teide, czyli fotki z wyprawy do podnóży wulkanu. Na zdjęciach można również zobaczyć 3 pozostałe wyspy należące do prowincji Santa Cruz de Tenerife czyli La Palma, La Gomera i El Hierro. Widok na którym widzimy dwa wzgórza to La Palma, najbliżej położona wyspa to La Gomera a tuż za nią widoczna jest najmniejsza z wysp kanaryjskich El Hierro, którą bardzo rzadko można zobaczyć gdyż musi sprzyjać temu pogoda, a zazwyczaj coś blokuje ten widok. Może zdjęcia nie są  najlepszej jakości, jednak mam nadzieję, że spodoba Wam się ta króciutka wycieczka.

11140029_941800895868003_341342886593126880_n 12295497_941800872534672_5967695487647657032_n 12299185_941801469201279_1522912996891387381_n 12299311_941801515867941_3775729234808663604_n 12301584_941801492534610_2945209412291308035_n 12308418_941801449201281_4655852753714903330_n 12310625_941800765868016_6007757791260955950_n 12316519_941801185867974_8493175284318802327_n 12341207_941801425867950_2807643924012978774_n 12342284_941800845868008_9015374670077781051_n 12342422_941801045867988_7074176864111406974_n 12342508_941800815868011_1585263550993025781_n 12342541_941801402534619_1792193594457802030_n 12346486_941801535867939_2428977291527183196_n 12348126_941800785868014_1990654404361100378_n DSCN0383 DSCN0385 DSCN0400 DSCN0407 DSCN0409 DSCN0410 DSCN0413 DSCN0415 DSCN0416 DSCN0417 DSCN0418 DSCN0419 DSCN0422 DSCN0425 DSCN0429 DSCN0430 DSCN0431 DSCN0432 DSCN0433 DSCN0434

Otagowane:  

Kilka chwil wspomnień z grudniowych wojaży…..

Dodano 4 stycznia 2016, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Witam serdecznie po długiej przerwie, zaniedbałam bloga przez ostatni miesiąc jednak miałam bardzo ważne powody. Tak jak pisałam w przedostatnim moim wpisie grudzień miał być bardzo intensywnym miesiącem w moim życiu i oczywiście był.

Pierwsze dni tego miesiąca spędziłam z jednym z moich starszych synów na zwiedzaniu tego pięknego miejsca w którym mieszkam czyli Teneryfy, którą niby znam jednak każda wycieczka daje nowe wrażenia gdyż jest to cudowne miejsce i na każdym kroku odkrywa swoje uroki bez względu na porę roku. Między innymi odwiedziliśmy podnóża najwyższego szczytu w Hiszpanii, wulkanu Teide, a że trafiliśmy na piękna pogodę nie musieliśmy ubierać się jak z zimowej scenerii, wystarczyła jakaś bluza z długim rękawem. Przepiękne widoki, miejsca w których nakręcane były sceny do różnych filmów, gdyż momentami jest to sceneria pustynna jak z innej planety, skały, pagórki i szczyty. Z punktów widokowych mogliśmy podziwiać z daleka zarysy pozostałych wysp czyli La Palmy, La Gomery i El Hierro były wyjątkowo wyraźne co nie zdarza się zbyt często.

Czas wizyty mojego syna szybko zleciał i niestety musiał wracać do Polski, a my wybraliśmy się w planowaną podróż do Szkocji, gdzie spędziliśmy całe 7 dni, ale to bardzo mało by można było docenić piękno tego miejsca. Mój partner zakochał się w krajobrazie pięknej i zielonej Szkocji, mnie również bardzo spodobały się widoki i historyczne miejsca które udało nam się odwiedzić.

Nie mieliśmy zbyt wiele czasu na zwiedzanie, bo co to jest 7 dni z czego 2 spędziliśmy na podróży, jednak udało nam się obejść Edynburg, zobaczyć zamek i pałac królowej, górę Króla Artura i kilka innych cudownych miejsc. Największą atrakcją, którą zobaczyliśmy na żywo była przeprawa w Falkirk, o której wiedzieliśmy i widzieliśmy tylko w telewizji. Odwiedziliśmy też monument Williama Wallace i jego okolice. Pogoda wyjątkowo nam sprzyjała, jak na tę porę roku było wyjątkowo ciepło i słonecznie, choć i deszczowa aura nas nie ominęła.

Jednak wszystko co dobre szybko się kończy i czas było wracać do domu, gdzie czekała już na nas rodzina, czyli mój drugi syn z żoną i moją jedyną ukochaną wnusią, ale o tym następnym razem.

Nie umiem zbyt pięknie opisywać widoków i krajobrazu, ale mam nadzieję że choć odrobinkę udało mi się przekazać. Tymczasem pozdrawiam wszystkich i obiecuję od tej pory już systematyczne zaglądanie tutaj i na wasze blogi kochani.

Otagowane:  

Szczęśliwego Nowego Roku!!!!!

Dodano 28 grudnia 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Tak bardzo szybko tylko życząc szampańskiej zabawy sylwestrowej choć już po świętach i pewnie wszyscy szczęśliwi i zadowoleni. Wracam zaraz w Nowym Roku i życzę wszystkim aby ten nowy 2016 był lepszy od mijającego!!

Otagowane:  

Działo się wiele, a będzie się dopiero działo….

Dodano 25 listopada 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Troszeczkę długo mnie nie było, zaniedbałam wszystko, ale cóż czasami i tak bywa, że sie nie ma czasu na nic. Działo się wiele, goście nie byli długo, ale czas spędzaliśmy intensywnie na krótkim zwiedzaniu i plażowaniu bo pogoda mimo że mamy listopad to jest piękna, 23 stopnie w cieniu a o słońcu to już nie wspominam, wieczory spędzaliśmy oczywiście na dyskusjach i popijawie jak to bywa przy takich wizytach, a że ze mnie taki wielki pijak, że jak wypije jedno piwo to mam dość więc nawet nie mogłam im dotrzymać tępa, ale jak to faceci potrafią w siebie wlać sporo. Goście się wygościli i pojechali.

Po ich wyjeździe niestety dopadła mnie jakaś choroba i chciał czy nie chciał musiałam iść do lekarza, ale na szczęście już jest dobrze. Na domiar złego nagromadziło się mnóstwo pracy, którą musiałam ogarnąć i dopiero dzisiaj znalazłam chwilkę, aby na spokojnie usiąść do komputera.

Natomiast grudzień, oj będzie się działo i nie wiem czy uda mi się wygospodarować choć jeden dzień na jakiś wpis, może taki szybki z życzeniami świątecznymi, bo zaplanowany jest praktycznie calusieńki.

Tak więc 3 grudnia przylatuje do mnie z Polski najmłodszy z moich starszych synów i będzie z nami do 12 grudnia. 13 grudnia mamy chwilkę spokoju, ale już 14 grudnia całą naszą trójką ruszamy do Szkocji na krótkie wakacje przedświąteczne i wracamy 21 grudnia. Jednak to nie wszystko, w czasie gdy będziemy w Szkocji, dnia 17go grudnia przylatuje na Teneryfe, mój kolejny syn z żoną i moją wnusią i zostaną z nami do końca roku, niestety tak wyszło, że 4 dni będą musieli się ugościć sami, ale na szczęście mam tu kilka zaufanych osób, które się nimi zajmą w tym czasie.

Tak więc, w tym roku święta spędzę razem y wnusią i jej rodzicami i wierzę, że będą wesołe i szczęśliwe!!

Pozdrawiam wszystkich serdecznie!!

Otagowane:  

Życie na Teneryfie w małej pigułce…

Dodano 5 listopada 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Wycieczki, zwiedzanie różnych zakątków świata jest świetna rozrywką podczas wypoczynku od dnia codziennego, jednak nie każdy może sobie pozwolić na takie wojaże, za względu na zasobność portfela.
Polacy w większości myślą, że jeśli już się mieszka i pracuje za granicą to stać Cię na wszystko i często się dziwią, dlaczego nie możesz pomóc rodzinie? Dlaczego tak rzadko bywasz w kraju? I inne tego typu pytania.
Życie w obcym kraju wcale nie jest takie piękne jakby się wydawało na pierwszy rzut oka. Bez względu na to gdzie jesteśmy, gdzie mieszkamy wszędzie trzeba pracować, gdzieś mieszkać i jeść, a to wszystko kosztuje i to nie mało.
Hiszpania jest krajem do którego możemy się udać tylko po to, aby tutaj pracować i żyć. Przy normalnej pracy zwykłego szarego człowieka nie ma możliwości odłożenia pieniędzy, aby pomagać komukolwiek. Od 7 lat zarówno w Hiszpanii jak i prawie na całym świecie mamy „kryzys gospodarzy” czego największym skutkiem jest brak pracy, a co za tym idzie podstawowych środków do życia.
Mieszkam od 8 lat w Hiszpanii (z czego 4 na kontynencie i 4 na Teneryfie) i tak się złożyło, że tylko przez rok ja i mój partner razem mieliśmy normalną pracę, później tak się namieszało, że albo ja albo on, teraz pracujemy oboje, jednak tak naprawdę to tylko mój partner zarabia, ja pracuję tylko na 1/4 etatu więc moje wynagrodzenie jest minimalne, jednak dajemy radę zapłacić za wynajęte mieszkanie, utrzymać samochód i godnie żyć. Owszem ciężko jest mi uzbierać pieniądze na wyjazd do Polski, bo wbrew pozorom koszt jest wysoki.
Sam przelot tam i z powrotem dla jednej osoby to minimum 300 euro, do tego pobyt w Polsce sami wiecie ile kosztuje, a nie chciałabym nigdy być na utrzymaniu dzieci. Powiecie co to jest 300 euro, otóż zapewne zdziwi Was to że hiszpańskie pensje dla normalnych pracowników wahają się w granicach 800-1200 euro. Wiem na polskie warunki to bardzo dużo, jednak z tej pensji muszę zapłacić za mieszkanie 400 euro, telefony i inne media to 100 euro i przy najniższej pensji zostaje 300 euro na paliwo, jedzenie i inne rzeczy.
Jeśli uda się zarobić więcej powoli się odkłada, bo przecież nie tylko rachunki i jedzenie są potrzebne jak w każdym domu.
Jeżeli ktoś myśli, że na dziecko dostajemy jakieś ogromne pieniądze to jest w błędzie, zasiłek rodzinny (to jedyne świadczenie) na dziecko powyżej 3go roku życia wynosi 290 euro rocznie i jest płatne w dwóch ratach, w styczniu i w lipcu i przyznanie go jest ograniczone dochodami rodziny.
Faktem jest, że dzieci mają zagwarantowana bezpłatną naukę od 3 do 16go roku życia, jednak przybory szkolne i większość książek muszą kupić rodzice, w większości szkół na Teneryfie obowiązuje strój szkolny, gdzie jeden komplet kosztuje około 50 euro, a co to jest jeden komplet dla np. 8 latka.
Szkoły średnie również są bezpłatne i można jeszcze uzyskać dofinansowanie na podręczniki, dojazdy itp.
To może byłoby na tyle odnośnie zwykłego życia na Teneryfie.
P.S. Ja za swoje mieszkanie płacę wyjątkowo mało, gdyż ceny wynajmu mieszkań kształtują się na poziomie 500 – 2000 euro, a czasem i więcej w zależności od regionu i standardu mieszkania, aby wynająć domek z basenem i innymi wygodami niestety trzeba „słono” zapłacić.

Otagowane:  

Mamo, przepraszam śmietana się zbiła!

Dodano 24 października 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Dzisiaj postanowiłam podzielić się z Wami pewną historyjką sprzed wielu, wielu lat gdy miałam jakieś 6-7 lat, a pamiętam ją jakby to było wczoraj.

Do napisania tego wpisu zainspirowała mnie pewna fotka zamieszczona na FB nosząca tytuł: „Przysmaki mojego dzieciństwa”, ale nie o przysmakach chcę napisać gdyż zapewne każdy miał jakieś swoje ulubione.

No to zaczynam opowiadanie. Od najmłodszych lat jak pamiętam zawsze lubiłam chodzić sama do sklepu spożywczego, który znajdował się zaraz przy wyjściu z mojego bloku i dlatego, że był tak blisko rodzice wysyłali mnie po różne drobnostki, których akurat zabrakło w danym momencie. W tamtych czasach jak zapewne wielu z Was pamięta śmietana była sprzedawana w małych szklanych butelkach i nie można było kupować na zapas, więc pewnego dnia mama poprosiła soją małą córeczkę, aby pobiegła do sklepu i zakupiła ten niezbędny specyfik. Bardzo chętnie szybko pobiegłam do sklepu, kupiłam co miałam kupić i zadowolona wracałam do domu i tutaj stała się tragedia, tuż przed samymi drzwiami potknęłam się  i usłyszałam tylko jeden wielki huk i nagle na podłodze klatki schodowej zrobiło się narodowo, czyli biało-czerwono.

Moja mam, która w tym czasie przygotowywała w domu spokojnie jakiś obiad też usłyszała ten huk i zaraz wybiegła na klatkę i z przerażeniem w oczach zapytała: „Dziecko kochane, co się stało?” A ja ze łzami w oczach odpowiedziałam: ” Przepraszam, ale śmietana się zbiła.” Brzmiało to śmiesznie z dzisiejszej perspektywy, gdyż na podłodze było coraz więcej czerwonego niż białego, a ja się martwiłam tylko tym, ze się śmietana zbiła, a nie tym że z mojego nadgarstka wystawał kawał szkła i krew się lała na całego, oczywiście moja mama nie straciła swojego opanowania i szybciutko opatrzyła moją skaleczoną rękę, a ja płakałam mówiąc, że nie chciałam zbić tej śmietany.

Teraz to mogę się sama pośmiać z tej historyjki, ale naprawdę było niebezpiecznie, a przypomina mi o tym blizna na nadgarstku, która wygląda tak jakbym sobie żyły podcinała, na szczęście jednak nie było to tak poważne skaleczenie, gdyż nawet nie trzeba było szyć, choć ślad po przecięciu ma jakieś 2 cm lecz rana nie była głęboka.

Pozdrawiam serdecznie z ciągle słonecznej Teneryfy, mimo wczorajszego wpisu i alarmów ciągle świeci słońce.

Otagowane:  

Może się zdarzyć i taka sytuacja, że nagle nasze maleńkie dziecko dostanie wysokiej gorączki, a tu środek nocy i w domu nie ma nic aby zbić niemowlakowi gorączkę (np wywołaną przez ząbkowanie) bo tak było w moim przypadku. Otóż opowiem Wam jak to było w moim przypadku.
Pierwsze dni na obczyźnie, zatrzymaliśmy się w domu mojej koleżanki, totalne „zadupie” do najbliższego miasteczka 30km, późny wieczór więc nawet jeśli pojedziemy apteka może być zamknięta, gdzieś pewnie jakaś działa tylko nikt nie wie gdzie, co robić? ^ miesięczne dziecko ma ponad 39 stopni gorączki, ale tylko to nic innego, żadnych innych niepokojących objawów. Troszeczkę się przeraziłam, ale zachowując spokój i zdrowy rozsądek złapałam za telefon (nota bene musiałam wyjść na podwórko aby złapać zasięg) i dzwonię do Polski do mojej koleżanki, a zarazem super pediatry prosząc o ratunek, co zrobić gdy mamy w domu tylko Eferalgan do rozpuszczenia dla dorosłych. Wypytała o wszystko, pomyślała i dała odpowiedź, nie łamać tabletki, nie kombinować po prostu rozpuścić tabletkę tak jak trzeba dla dorosłego i podać małemu 1/10 do wypicia i powinno pomóc (ważył wtedy około 7kg, bo dawka zależna od wagi) tak jak radziła, tak zrobiłam temperatura spadła, a następnego dnia było już wszystko OK, jednak od tamtej pory zawsze staram się mieć coś na takie ewentualne sytuacje, czyli syropek dla dzieci. Jednak jeśli zdarzy mi się taka sytuacja gdzieś u znajomych na odludziu przynajmniej wiem co robić bez paniki. Być może i Wam przyda się taka rada, bo raczej nikt z nas jadąc w gości gdzieś na wieś daleko od apteki do domu ludzi gdzie nie ma małych dzieci nie zabiera profilaktycznie ze sobą syropu na zbicie gorączki, ale jak widać z każdej sytuacji jest wyjście.

Otagowane:  

Wspomnienie czarnego krążka…

Dodano 17 października 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Lata temu miałam w domu mnóstwo „czarnych krążków” czyli płyt winylowych, które można było odtworzyć na adapterze i chyba większość z moich rówieśników posiadało takie cudo w domu. Jednym takim krążkiem była składanka przeznaczona najprawdopodobniej na wesela, stare piękne nagrania, które prezentuję poniżej. Wszystkiego Najlepszego! mam nadzieję, że Wam również spodobają się te stare piosenki, choć tak stare ale zawsze aktualne.

 

I czwarta Mieczysława Fogga ” Niech bija wszystkie dzwony” (jednak nie udał mi się jej znaleźć.)

A poniżej słowa jednej z tych piosenek, która najbardziej wpadła mi w ucho.

 

Ożeniło się chłopisko,
szkoda chłopa, mimo wszystko…

Był swobodny jak motylek,
miał wspaniałych przygód tyle,
wszystko, co najradośniejsze,
wszystko, co najprzyjemniejsze,
z życia brał.
Brakowało mu zwierzchnika,
kontrolera, kierownika
– no i ma czego chciał,
no i ma czego chciał,
no i ma, no i ma, czego chciał.
No i ma, czego chciał,
no i ma, czego chciał,
no i ma, no i ma, czego chciał.

Jak zarobił, to zarobił,
pojadł sobie, popił sobie,
szedł na tańce z kociakami
lub całymi wieczorami
w karty grał.
Brakowało mu kasjera,
co pieniądze by zabierał
– no i ma czego chciał,
no i ma czego chciał,
no i ma, no i ma, czego chciał.
No i ma, czego chciał,
no i ma, czego chciał,
no i ma, no i ma, czego chciał.

Palił bez opamiętania
– nikt mu tego nie zabraniał,
mógł w swym domu palić wszędzie:
gdzie się ruszył,
gęste kłęby dymu słał.
Dziś go zaczną bez wątpienia
odzwyczajać od palenia
– no i ma czego chciał,
no i ma czego chciał,
no i ma, no i ma, czego chciał.
No i ma, czego chciał,
no i ma, czego chciał,
no i ma, no i ma, czego chciał.

Lubił w butach i ubraniu
legnąć sobie na tapczanie,
co dzień robił to z lubością,
teraz już by się z pewnością
trochę bał.
Teraz musi, trudna rada,
w przedpokoju kapcie wkładać
– no i ma czego chciał,
no i ma czego chciał,
no i ma, no i ma, czego chciał.

Cha, cha, cha, cha, cha, cha, cha, cha, cha, cha…

Ale szkoda gadać więcej,
gdy ktoś oczy ma cielęce,
gdy za jedną tylko lata
– jakby wszystkie skarby świata
los mu dał.
Taki jest rozanielony,
zapatrzony, zachwycony
– widać ma, czego chciał.,
widać ma czego chciał,
widać ma, widać ma, czego chciał.
Widać ma, czego chciał,
widać ma, czego chciał,
widać ma, widać ma, czego chciał.

Otagowane:  

Nigdy nie mów dziecku że tata/mama jest zły/a…..

Dodano 16 października 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Według mojego skromnego zdania to chyba najgorsza krzywda jaką możemy wyrządzić własnemu dziecku oczerniając przed nim jedno z rodziców, przyjmijmy że jako kobieta będę pisać o tym, aby nie niszczyć reputacji ich ojca, ale i swojej własnej wzorując się własnym przykładem.
Tak mój ex małżonek nigdy nie był super tatą, ale też nie powiem aby był jakimś tyranem w stosunku do swoich dzieci, zawsze powtarzał że są dla niego wszystkim itp jednak gdy w innym związku urodziła mu się córka już nie dbał o synów, coraz mniej się nimi interesował, a gdy koniec końców wyprowadził się z domu całkiem przestał do nich się odzywać. Dzieci jak to dzieci często pytały o tatę, zawsze starałam się jakoś go usprawiedliwiać, ale nigdy nie kłamałam na jego korzyść czy niekorzyść, zawsze starałam się unikać krępujących pytań, a jeśli już padały to odpowiadałam zgodnie z prawdą, że tata nie jest zły i że to ja mu się znudziłam dlatego postanowił założyć drugą rodzinę, a nie że oni są czemukolwiek winni i zawsze gdy pytanie już było zbyt trudne i nie mogłam powiedzieć prawdy mówiłam, że jak sami będą dorośli to wtedy zrozumieją, bo teraz nie umiem im wytłumaczyć. Zrobiłam wszystko co w mojej mocy, aby dzieci szanowały mnie i nienawidziły własnego ojca, ale on sam się o to postarał bo gdy synowie dorośli zamiast im pomóc on ich oszukiwał, tak całkowicie dzieci straciły do niego zaufanie.
Wiem, że gdybym mówiła im całą prawdę nie ukrywając niczego to pewnie nawet nie chcieliby mu dać tej szansy, jednak dla mnie było ważniejsze to by dzieci poznały same prawdę o ojcu, aby pokazał im jaki jest naprawdę, uważam że gdybym wbijała dzieciom kłamstwa do głowy, a po latach zorientowaliby się jaka jest prawda, że tata nie jest taki zły jak go opisywałam, to tylko ja bym na tym straciła w oczach własnych dzieci, gdybym zabraniała im czy jemu się z nimi widywać jako dorośli mieliby pretensje do mnie, ze to moja wina.
Uważam ,że matki zabraniając kontaktów ojca z dzieckiem robią krzywdę temu dziecku, ale jeszcze większą krzywdę robią samej sobie, bo te małe dzieci kiedyś dorosną, kiedyś zechcą poznać prawdę z drugiej strony i co wtedy?
Moje dzieci nie chcą znać własnego ojca, bo jest krótko mówiąc kanalią, ale to nie moja zasługa, ze tak myślą sam na to zasłużył, bo gdyby był dobrym ojcem jak sam twierdził dzieci nie odwróciłyby się od niego, nie znienawidziły własnego ojca, ale to te dzieci muszą same zdecydować jaki jest ojciec, a nie ktoś inny.

Otagowane:  

Przecież każda matka kocha swoje dziecko, ale czy na pewno?

Dodano 14 października 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Ciut długo mnie nie było, ale tak czasem bywa jednak nie zatrzymała mnie praca czy nadmiar obowiązków, a obietnica której musiała dotrzymać, bo taka już jestem jak coś obiecuję to staję na głowie, ale musi być jak powiedziałam i udało mi się na szczęście choć pochłonęło sporo czasu. Jednak wróćmy do tematu, czytając dzisiaj wpis pewnej bardzo młodej mamy http://sercabiciem.blogujaca.pl/ jak pięknie opisywała miłość i oczekiwanie do swojego dziecka przypomniała mi się historia życia mojego obecnego partnera i matki jego dzieci.

Pierwsze jego dziecko to zwyczajna wpadka, choć po czasie można powiedzieć, że został wrobiony w dziecko, gdyż jego partnerka niestety „robiła” sobie dzieci by żyć na ich koszt, ale cóż urodziła się śliczna córeczka którą kochali oboje jednak po półtora roku na świecie zjawił się pierwszy syn tej kobiety, zaraz po urodzeniu nie był ślicznym niemowlakiem i jej pierwsza reakcja była: „Ja nie chcę go oglądać” i niby zajmowała się dzieckiem ale z wielką niechęcią, gdy chłopiec miał 3 miesiące pojechała niby do pracy do Niemiec zostawiając dwójkę maleńkich dzieci i swoją 7 letnią córkę z pierwszego związku pod opieką ojca, zajmował się całą trójką jak umiał najlepiej kochając bezgranicznie każde z tych dzieci.

Mamusia wróciła po roku do Polski i tu niespodzianka „z brzuchem” wpadła do domu rodzinnego ojca jej dzieci i stwierdziła, że zabiera córki, a syna może sobie zatrzymać, która matka tak postępuje? No cóż, sprawa sądowa na której kobieta wyrzeka się syna, po prostu stwierdza, że ona go nie chce i nigdy nie chciała, oraz że nigdy go nie pokocha. Z przyczyn niezawinionych przez ojca był moment kiedy nie mógł się zająć chłopcem, musiał zarabiać na jego utrzymanie, chwilami maluchem opiekowała się babcia.

Kobieta urodziła kolejnego syna, który tym razem był dla niej wszystkim, jakimś nie wyjaśnionym sposobem (mój partner nie umie mi tego wyjaśnić, sprzeczki rodzinne jej zdolność przekonywania) znowu zamieszkali razem i kolejne dziecko, tym razem córka, jego syn miał wtedy 5 lat. Kobieta rodzi córkę i rejestruje w USC na swoje nazwisko, a ojciec „nieznany” bo tak dostanie więcej kasy na dziecko. Ojciec dzieci pracuje poza domem, bywa w nim 2 razy w miesiącu po 2 dni, jednak gdy najmłodsza córeczka kończy 3 latka dochodzi do niego, że pracuje ciężko na dzieci, a „jego kobieta” co i rusz spotyka się z innymi facetami więc wyprowadza się do domu swojej matki, nie ma tam warunków do zabrania syna, który w domu matki jest niechcianym złem, wszystko co się zdarzy to jego wina, dziecko jest traktowane jak popychadło i jak to dziecko na swój sposób próbuje się bronić, matka nie interesuje się wynikami ani zachowaniem dziecka w szkole, po prostu jest to jest i tyle. I po pól roku od jego rozstania z matką swoich dzieci mój obecny partner wiąże się ze mną, zamieszkujemy razem jednak cały czas pracuje w delegacjach.

Kilka miesięcy później dostają zlecenie w naszym mieście więc przynajmniej pół roku będzie na miejscu i co się dziej, gdy matka jego dzieci orientuje się w sytuacji, pakuje syna i bez zbędnych ceregieli każe mu iść mieszkać sobie do tatusia, co miałam zrobić zgodziłam się bo przecież nie zostawię dziecka na ulicy. Starałam się jak mogłam, traktowałam go na równi z moimi dziećmi, jednak to był strasznie zbuntowany mały chłopiec, który w obronie zawsze kłamał, starałam się to zrozumieć i tłumaczyć dziecku, choć niestety odbierał to inaczej.

Wyjechał z nami za granicę. Był z nami 5 lat choć miał bardzo trudny charakter starałam się zawsze go zrozumieć i pomóc, niestety przekonywania „mamusi” były silniejsze obiecała mu złote góry i nie wrócił z wakacji w Polsce, miał wtedy 15lat, zamieszkał ponownie z matką, ale szczęście trwało krótko bo zaledwie pół roku i mamusia ponownie wyrzuciła go z domu bo nie było z niego żadnych korzyści materialnych, w międzyczasie „zrobiła” sobie kolejne dziecko z 18latkiem (39letnia kobieta). Chłopak poszedł mieszkać do cioci, która starała się aby jakoś dotrwać do ukończenia przez niego 18 lat, aby nie trafił do żadnego ośrodka, do ojca miał żal, nie wiadomo za co, obrażał i ubliżał, mnie obwiniał o rozpad jego rodziny, o to że zabrałam im ojca, nie będę już przytaczać słów jakimi określił mnie i swojego ojca bo każdy jest w stanie wyobrazić sobie do jakich słów jest zdolny obecny nastolatek.

Dopiero gdy chłopak skończył 18lat odezwał się do ojca normalnie jednak z jego ust nie padło słowo „przepraszam”, cóż ojciec mu wybaczył całe zło, ja nie umiem niestety bo jeśli on nie umie przeprosić za swoje czyny ja nie jestem w stanie ich wybaczyć, mój partner o tym wie i nie ma do mnie za to żalu, rozumie moje podejście do sprawy, obecnie chłopak ma 19 lat i mieszka w Anglii chce przyjechać do ojca na święta, ja powiedziałam wyraźnie, nie chcę go widzieć dopóki nie przeprosi, co będzie zobaczymy, czas pokaże, ale jak sami widzicie nie każda matka kocha swoje dziecko.

Otagowane:  

18 latka z trójką dzieci i to nie trojaczki….

Dodano 7 października 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Dzisiaj opowiem wam historię prawdziwą, choć coś tam sama widziałam, coś tam usłyszałam, jednak tak się zaczęło: Leżałam właśnie w szpitale po narodzinach mojego drugiego syna, byłam wtedy jeszcze młoda, bo miałam zaledwie 23 lata, gdy nagle na oddziale zrobił się straszny rumor i nagle ucichło, położna szybko uciszyła głośno gadające „baby”, jednak zaciekawiło mnie co tam się dzieje i wyszłam z sali zobaczyć o czym tak te kobitki plotkują, od razu mnie zagadały, a słyszała Pani że 13 latka właśnie urodziła córkę? Co to dzisiaj za czasy, że dzieci rodzą dzieci? No fakt, 13 lat to jeszcze dziecko, traf chciał że dziewczyna trafiła na moją salę więc co nie co udało mi się dowiedzieć. Otóż jej chłopak miał 16 lat, a dzieckiem gdy wyjdzie zaopiekuje się jej mama, bo oni nie mogą przecież są jeszcze za młodzi, a że ona bardzo go kocha to będą razem. Ja następnego dnia wychodziłam już do domu, a panna musiała zostać ciut dłużej więc tyle na temat pierwszego dziecka, szczerze myślałam że więcej o niej nie usłyszę, ani jej nie zobaczę jednak po 5 latach przez przypadek spotkałam ją w domu mojej znajomej, ot koleżanka jej córki, miała w tym momencie 18 lat i chodziła z brzuchem, zapytałam się więc znajomej co i jak u tej dziewczyny, gdyż pamiętam ją z porodówki, ona mnie nie poznała i oto czego się dowiedziałam: W wieku 15 lat ponownie trafiła do szpitale tym razem jej chłopak(ciągle ten sam) zawiózł ją do szpitala z atakiem wyrostka robaczkowego, gdy później dowiadywał się co i jak został połączony z izbą porodową i tam dowiedział się, ze ten wyrostek to chłopczyk i ważył 3410g, chłopak był zdziwiony, to może mało ale zszokowany, nikt w domu nie miała pojęcia, że dziewczyna jest w ciąży tak sprytnie to ukrywała. gdy wróciła do domu kolejnym dzieckiem musiała zająć się jej mama, a chłopak rzucił jej jedno zdanie: „Wszystko bym Ci wybaczył, ale nie to że ja do końca gumy używałem” , no cóż i tak bywa, byli za sobą może jeszcze z miesiąc, ale chłopak już nie umiał się z nią dogadać i odszedł. Po raz trzeci zaszła w ciąże mając 17 lat i to już z innym, ale sama nie wie z kim co się stało z trzecim dzieckiem nie wiem, bo straciłam kontakt ze znajomą, czy podrzuciła je matce czy wychowuje je sama tego nie jestem w stanie powiedzieć, a być może dorobiła się większej gromadki, niestety później już o niej nie słyszałam.

Otagowane:  

Brak kontroli nad tonem własnego głosu i nadmierne gadulstwo.

Dodano 1 października 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Zacznę od pytania, czy jest możliwy brak kontroli nad tonem własnego głosu? Moim zdaniem tak, bo sama mam z tym problem i nie tylko ja, ale również jeden z moich synów. Ja osobiście staram się kontrolować swój ton głosu, jednak czasami nieświadomie zdarza mi się najczęściej gdy opowiadam jakąś historię podnosić ton głosu, zazwyczaj nikt nie zwraca na to uwagi, jedynie mój tata który ze względu na swój wiek musi nosić aparat słuchowy zawsze zwraca mi uwagę, czy mogłabym trochę ciszej bo jemu aż w uszach huczy i nic nie rozumie. Jednak nie o mnie chciałam pisać, chciałam Wam opowiedzieć jaki to był jeden z moich synów, tak więc zaczął płynnie mówić w wieku 2 lat, co mnie bardzo cieszyło gdyż starsi raczej późno zaczynali mówić, a ten był inny i gadał bez przerwy od najmłodszych lat zadając 100 pytań do… Jakieś 4 miesiące przed ukończeniem 3 lat przyszedł do mnie z pytaniem: „Mama kupisz mi na gwiazdkę rower?” Stałam i patrzyłam na niego z niedowierzaniem, ale nie dlatego że chce rower, tylko ze sposobu w jaki to powiedział wymawiając bardzo wyraźnie literkę „r” z którą jak wiemy większość dzieci ma problemy, oczywiście dostał ten rowerek. Ten mały łobuz był bardzo zdolny, ale strasznie leniwy, wiedziałam że potrafi wymawiać dwuznaki, ale po co wolał mówić scotka, safa itp zamiast poprawnie, jedynym sposobem było przedrzeźnianie malucha, gdy coś takiego mówił ja powtarzałam za nim, a on zdając sobie sprawę z tego ze tak się nie mówi wchodził pod stół i mówił głośno i wyraźnie np „szczotka”, więc potrafił. Gdy poszedł do szkoły Pani od najmłodszych klas skarżyły się, ze dziecko na nią krzyczy, na początku wynikały z tego małe problemy jednak z czasem ja sama i nauczyciele zrozumieli, że ten jego krzyk nie wynika ze złej woli, ale z tego że nie kontroluje tonu swojego głosu. Nauczyciele starali się podchodzić do niego w taki sposób, aby nauczył sie nad tym panować było to ciężkie, bo nie dość że często krzyczał to jeszcze buzia mu się nie zamykała, tak jak w szkole tak i w domu. Pytał o wszystko, nawet o to co wiedział, o każdy drobiazg, non stop słyszałam tylko: po co? na co? dlaczego? itp. Gdy miał jakieś 10 lat wybraliśmy się na kilka dni nad Polski Bałtyk, kawałek drogi przed nami i z 3 godziny jazdy samochodem, jechaliśmy w siedem osób busem, więc było nas sporo, ale to nie miało znaczenia gdyż w samochodzie mój ukochany synuś non stop coś gadał, non stop o cos pytał, nie mogłam powiedzieć prosto z mostu : „zamknij się” bo to nie wypada tak mówić dziecku więc za pierwszym razem zwróciłam uwagę, ej młody weź sobie poczytaj reklamy a nie gadasz bez sensu, tak mijamy pierwszą reklamę a co robi moje dziecko? A i owszem, czyta ale na głos, wszyscy zaczęliśmy się śmiać i mówię, ale miałeś czytać sam dla siebie po cichu, dobra jedziemy dalej a on nadaje i nadaje, juz mi bark siły na ta gadułę i mówię, aby przestał mówić choć przez 5 minut bo aż głowa boli. Cóż wytrzymał zaledwie minutkę i od początku, a co to za miejscowość? A dlaczego się tak nazywa? A ilu może mieć mieszkańców ? I tak całą drogę. W tej chwili chłopak ma 21 lat, co do kontroli swojego tonu głosu, owszem stara się go kontrolować tak jak ja to robię, a do nadmiernego gadulstwa, no cóż mówi ciut mniej, od jakichś 4 lat zadaje mniej pytań, więc jakby się wszystko unormowało, ale co przeżyliśmy to nasze i miło wspomina się te wszystkie sytuacje z uśmiechem na twarzy.

No to na dzisiaj koniec serdecznie pozdrawiam moich czytelników i stałych gości!!

Otagowane:  

Niespełniona miłość…..

Dodano 28 września 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Historia ta jest prawdziwa jednak opisana okiem obserwatora, więc być może niektóre uczucia mogą być wyrażone bardziej albo mniej, jeśli komuś z moich czytelników, tych którzy znają mnie osobiście wpadnie do głowy kto to może być proszę pozostawić tą informację dla siebie, nie chciałabym zrobić nikomu przykrości publikując ten wpis, nawet jeśli obie z przedstawionych par już dawno nie są razem.

Więc zacznijmy od początku, przedstawię Wam dwie teoretycznie kochające się pary:

1. Pierwsza para to Ania i Jacek. Ona to rozwódka z dwójką dzieci po wielu przejściach, On to młody kawaler. Żyli ze sobą razem, ale jednak osobno, wiele czasu spędzali wspólnie, jednak łączył ich tylko namiętny seks, bo raczej nie miłość po tym co wynikło później. Był czas, że mieszkali wspólnie w jej domu, układało się dobrze, jednak czegoś w tym związku przez cały czas brakowało i żadne z nich nie było tak naprawdę szczęsliwe.

2. Druga para to Beata i Andrzej, para z długoletnim stażem małżeńskim, z dziećmi i niby szczęśliwym życiem. Była to para żyjąca pod jednym dachem od wielu lat, wspólnie wychowywali dzieci, jednak zarazem zyli obok siebie. Dla otoczenia i przyjaciól byli szczęśliwym, udanym małżeństwem, swoje problemy pozostawiali w zaciszu domowym tak aby nigdy nie ujrzały światła dziennego, jednak oboje byli nieszczęśliwi w tym związku.

 

Po krótce przedstawiłam Wam bohaterów mojej opowieści, a teraz zaczynamy. Andrzej był długoletnim znajomym Ani, a nawet więcej jej pierwszą dziecięca miłością, nie widzieli się wiele lat i pewnego razu wpadli na siebie przypadkiem i od tego czasu odnowili swoja znajomość. Bardzo często spotykali się w czwórkę, a także razem z dziećmi Ani i Andrzeja. Razem bywali na imprezach, gościli jedni u drugich i dobrze się wspólnie bawili. Ania była bardzo bystrą osobą i od razu zauważyła, że małżeństwo Andrzeja to jedna wielka farsa, on tego przed nia nie ukrywał gdyż Ania również była dla niego kimś więcej niż tylko zwykłą szkolną znajomością. Beata i Jacek pozostawali z boku nie zauważając jak rozwija sie romans Anki i Andrzeja, którzy skrzętnie ukrywali swoje spotkania. Tak ta dwójka spotykała się po kryjomu, nikt nie poznał ich tajemnicy, gdyż oboje byli bardzo dyskretni i zarazem nie chcieli ranić swoich współpartnerów, każde z nich miało w pewien sposób poukładane życie i ani jedno, ani drugie nie chciało z niego rezygnować. Kochali się bezgranicznie, ale ważniejsze dla nich było życie ich dzieci, nie mogli ogłosić wszem i wobec, ze się kochają, że bardzo chcieliby być razem, gdyż zapewne nie ucierpiałaby za bardzo na tym druga połowa związku, ale ich dzieci. Tak więc przez kilka lat spotykali się sporadycznie w róznych miejscach i sytuacjach. Ta sytuacja ciążyła obojgu, gdyż oboje bardzo dbali o swoje dobre imię i dzieci i wszystko co robili, aby ukryć swój romans robili dla dzieci. Ich romans umarł śmiercią naturalną w momencie gdy Anka rozstała się definitywnie z Jackiem, nie chciała wtedy spotykać się z nikim, chciała poświęcić cały swój wolny czas dzieciom i tak też zrobiła, choć przez czas gdy była sama miała nadzieję że Andrzej podejmie ważną decyzję o rozwodzie i będą razem jednak tak się nie stało. Po kilku latach poznała mężczyznę z którym chciał ułożyć sobie życie, wtedy powiedziała Andrzejowi, że owszem mogą się widywać, ale tylko jako przyjaciele, jeśli on nie był w stanie podjąć tej ważnej decyzji ona tez nie będzie wiecznie czekać, na cos co może nigdy się nie spełni.

Od tamtej pory Ania i Andrzej są dobrymi przyjaciółmi, którzy mogą rozmawiać ze sobą o wszystkim jednak nic więcej ich nie łączy, natomiast Jacek cóz ułożył sobie życie jak chciał z inną kobietą. Żona Andrzeja była tak pewna swego, że nie spodziewała się tego co stało się w momencie gdy najmłodsze z ich dzieci ukończyło 18lat. Andrzej zmęczony, znudzony małżeństwem które przez x lat było dla niego koszmarem złozył pozew o rozwód,. jednak dla niego i Ani to było już za późno. Jednak Andrzej uwolnił się z toksycznego związku i mógł poswięcić swój czas pracy, znajomym temu co lubi, jednak przez jego brak zdecydowania, poprzez brak odwagi jak sam przyznał stracił miłość swojego życia.

No cóż jak widzicie różne są historie życia i czasami warto zawalczyć o to co kochamy inaczej stracimy to bezpowrotnie. A skąd znam tak dobrze ich historię, to już niestety tajemnica, gdyż ich związek był ukrywany latami i żadne z nich nie chce aby w tej chwili nawet po latach ujrzał światło dzienne, dlatego też imiona zostały zmienione i może niektóre fakty pominięte.

Napiszcie swoje refleksje na ten temat, co Wy myślicie.

Otagowane:  

„Najlepsza koleżanka, to męża kochanka”

Dodano 24 września 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Tak na początek to mam pytanie, czy zgadzacie się ze stwierdzeniem w tytule? Ja twierdzę, że coś w tym jest. Wiele razy spotkałam się z tym tematem w książkach, wszechobecnych teraz serialach, a zwłaszcza w serialu „Zdrady” emitowanym na Polsacie, kilka razy zdarzyło mi się obejrzeć ten serial i akurat ostatni odcinek przypomniał mi jedną z moich sytuacji życiowych, którą zamierzam Wam teraz przedstawić. Tak więc 22 lata poznałam pewną kobietę, która była w tamtym momencie w bardzo podobnej sytuacji życiowej jaka mnie wtedy spotkała, zaprzyjaźniłyśmy się i bardzo często spędzałyśmy razem czas, ja w tamtym momencie byłam w ciąży z moim 3 synem, było mi bardzo ciężko gdyż wiedziałam już wtedy, że mój obecnie ex małżonek mnie oszukuje, koleżanka była dla mnie wielkim wsparciem przed i po porodzie. Została chrzestną mojego wtedy najmłodszego syna, bardzo często bywała u mnie w domu, spędzałyśmy razem miło czas, wydawało mi się że wszystko jest super, ale do czasu. Gdy mój syn miał jakieś pół roku moja wtedy najlepsza koleżanka została u mnie na noc z dziećmi (miała dwie córeczki 4 i 6 lat), w nocy obudziły mnie jakieś dziwne odgłosy, wstałam zaniepokojona aby sprawdzić co się dzieje i to co zobaczyła zaparło mi dech w piersi, (w tamtym czasie mój ex spał już w pokoju syna) w pokoju z którego dochodziły dziwne odgłosy spała moja koleżanka wraz ze swoimi córeczkami, ale gdy tam zajrzałam nie była sama, w najlepsze zabawiała się z moim jeszcze wtedy ślubnym, w tamtym momencie najchętniej złapałabym ją i wyrzuciła za drzwi, ale była 4 nad ranem i nie mogłam, nie miałam sumienia wyrzucić dwójki małych dzieci na ulicę, nie wiem jakim cudem udało mi się spokojnie wytrzymać do czasu kiedy dziewczynki wstały, zjadły śniadanie i całkiem spokojnie z mamą opuściły mój dom. Tak to zakończyła się moja „przyjaźń” z tą kobietą, od tamtej pory praktycznie nie mam z nią żadnego kontaktu, próbowała przepraszać, tłumaczyć się jakoś jednak dla mnie żadne wytłumaczenie nie było jej usprawiedliwieniem, wtedy bardziej zabolała mnie jej zdrada niż zdrada mojego ex. Na Pierwszą Komunię mojego syna wysłaliśmy jej zaproszenie jednak się nie zjawiła, po latach mój żal do nie minął, a chciałam by matka chrzestna mojego dziecka była na jego święcie, jednak chyba wstyd za to co zrobiła jej nie pozwolił aby stanęła ze mną twarzą w twarz, mimo iż wiedziała że już dawno jestem po rozwodzie (od swojej siostry) to nie odezwała się do mnie do tej pory, z jej siostrą mam luźny kontakt przez FB ale na jej temat nie dyskutujemy, jeśli ona nie chce mnie znać choć minęło już tyle lat ja się prosić nie będę, nie potrzebne mi takie osoby w moim otoczeniu, zawsze w życiu stawiałam na uczciwość i wiele z tego powodu wycierpiałam, jednak mimo wszystko uczciwość jest dla mnie najważniejszą cechą ludzką i tylko takimi ludźmi staram się otaczać. Pozdrawiam serdecznie!!!

Otagowane:  

Wyprowadziłam się na „koniec świata”…

Dodano 16 września 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Czasami tak właśnie myślę, że wyprowadziłam się na koniec świata, tak bardzo daleko od bliskich, bo nie powiem od domu, iż dom to nie cztery ściany, a miejsce w którym mieszkamy, żyjemy i czujemy się szczęśliwi, spełnieni. Więc mój dom jest tutaj na Teneryfie, razem z moim partnerem i synkiem, choć bardzo brak mi moich starszych synów, za którymi bardzo tęsknię i tak bardzo chciałabym im pomóc, dać im wszystko na co zasługują, a sama muszę „walczyć o przetrwanie”. Może to tak dziwnie powiedziane, ale tak muszę żyć normalnie, a nie jest to łatwe gdyż z pracą ciężko, nie powiem aby mi czegoś brakowało, na życie wystarcza, jednak czuję jakiś niedosyt, brak możliwości pomocy dzieciom, już nie mówię tylko o stronie finansowej, ale również o swojej obecności. Mamy dobry kontakt, jednak czasem to za mało. tak mi brak moich synów, oni są częścią mojego życia i gdybym tylko mogła oddałabym wszystko, aby oni byli szczęśliwi. Bardzo się cieszę z każdego ich sukcesu, a czasami mnie zaskakują, jeden właśnie awansował w pracy, drugi zrobił kurs, aby znaleźć lepszą pracę i jeszcze robi 2 dodatkowe. sami doskonale dają sobie radę i za każdą moją pomoc serdeczne dziękują, nigdy o nic nie proszą bo wiedzą, że nam też nie jest lekko. Ja jednak gdy tylko mogę staram się im pomóc, wesprzeć radą i uśmiechem. Dla moich dzieciaków najważniejsze jest, abym zawsze była uśmiechnięta i szczęśliwa i dla nich będę, choćby na końcu świata, ale będę szczęśliwa, może kiedyś nadejdzie czas że nie będę się musiała martwić każdym dniem, czy wystarczy na wszystko i będę mogła wspomóc moje ukochane dzieciaki. Tutaj w miejscu tak odległym od rodzinnego miasta jestem szczęśliwa mimo tęsknoty za najbliższymi, żyje dniem dzisiejszym i nie zamartwiam się tym co będzie, jak na razie jest dobrze i aby tak dalej.

Otagowane:  

Pierwszy dzień w nowej szkole!!

Dodano 9 września 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

No i nareszcie spokój w domu, dziecko poszło do szkoły więc na spokojnie mozna usiąść do komputera, nikt nie marudzi że ja też chcę. Bez tego małego łobuziaka w domu choc przez kilka godzin można odpocząć, spokojnie posprzątać i w ogóle. Tak więc moje najmłodsze dziecko dzisiaj po raz pierwszy poszło do nowej szkoły, ma dopiero 8 lat a to już jego trzecia szkoła nie licząc polskiej. Rok chodził w Hiszpanii do grupy 3 latków, później po przeprowadzce na Teneryfę 4 lata chodził do jednej szkoły jednak gdy zmienilismy miejsce zamieszkania również synek był zmuszony do zmiany szkoły, nie bardzo był zadowolony na poczatku jednak podczas wakacji się przekonał, a dzisiaj był bardzo zadowolony, a gdy dotarł do szkoły cieszył się jeszcze bardziej gdyż razem z nim szkołę zmieniła jego koleżanka z klasy i trafiła do tej samej klasy co mój łobuziak. Usiedli razem w ławce i to na dodatek pierwszej zaraz przy wychowawczyni, mam nadzieję, że równiez wychowawczyni mu się spodoba, na pierwszy rzut oka jest bardzo miła, ale jak jest faktycznie to sie okaże. Również po raz pierwszy będzie dzisiaj sam wracał ze szkoły ponieważ w poprzednim naszym miejscu zamieszkania dojeżdżał do szkoły szkolnym autobusem gdyż było dość daleko i sam nie mógł chodzić choć bardzo chciał.Teraz też nie ma szkoły pod domem, bo piechotką jakieś 15 minut ale z kolegami zawsze raźniej, a ma kilku kolegów mieszkających obok nas. Refleksje z pierwszych dni szkoły mogę opisać później jeśli w ogóle moje dziecko coś więcej powie oprócz słowa „dobrze”, bo to u niego standard, nawet po egzaminie w Polsce gdy spytałam się jak było i co robił to skwitował że było dobrze, a co robił to nie muszę wiedzieć. Nikomu nie powiedział o co go pytali i w ogóle. Taka krótka notka choć długo mnie nie było, ale teraz muszę się zabrać za sprzątnięcie pokoju tego małego łobuziaka bo z nim się nie da, a trzeba wykorzystać jego nieobecność. Pozdrawiam wszystkich moich czytelników serdecznie!

Otagowane: