Ślub na Teneryfie….

Dodano 22 czerwca 2017, w miłość, rodzina, przez Maria Alejandra

Jak napisałam wczoraj w moim życiu wydarzyły się w ostatnim czasie, złe ale również dobre rzeczy. W poprzednim wpisie troszkę chaotycznie opisałam to co było złe, było to też w wielkim skrócie bo gdybym chciała opisać wszystkie sytuacje to wpis byłby znacznie dłuższy, jednak postaram się wpisywać różne sytuacje w osobnych wpisach.

Tak jak to ujęłam w tytule, to właśnie ta dobra rzecz która wydarzyła sie w moim życiu. Od grudnia przygotowywałam wszystko na ten piękny dzień, gdyż na początku grudnia poznałam datę I Komunii mojego synka i postanowiliśmy w tym samym czasie wziąć ślub i połączyć dwie imprezy. Zaprosiliśmy całą rodzinę z Polski, wiadomo był to dla nich dość wysoki koszt jednak staraliśmy się aby tutaj na miejscu już nie ponieśli żadnych kosztów związanych z pobytem na wyspie. Najważniejszym gościom czyli rodzicom zafundowaliśmy zarówno podróż jak i zakwaterowanie, na szczęście nasze mieszkanie jest na tyle duże byśmy pomieścili sporo osób. Goście zaczęli się zjeżdżać od 5.06, tego dnia odebrałam z lotniska jednego z moich starszych synów razem z żoną i moją ukochaną wnusią, 7.06 na wyspie wylądował mój drugi syn razem z narzeczoną i moim tatą (83lata) a godzinę później syn mojego męża (pisałam o nim w jednym z wpisów, jednak chłopak dorósł i zmądrzał i to bardzo więc teraz już między nami jest wszystko w jak najlepszym porządku). 07.06 wylądował również chrzestny mojego najmłodszego synka, a 08.06 przylecieli ostatni goście z Polski, rodzice męża, siostra z rodziną i starszy brat. Rodzinka była już w komplecie. Udało nam się tak pozałatwiać wszystko, że ślub w Urzędzie Stanu Cywilnego został wyznaczony na 09.06, oczywiście nie obyło się bez niespodzianek, moja świadkowa mówiąc skromnie zaniemogła (niestety bardzo dobra , miła kobieta ale alkoholiczka, nie piła od roku i na tydzień przed ślubem zaskoczyła i chyba pije do tej pory, bo się nie odzywa), na dzień przed ślubem szybko udało mi się zmienić świadka na jednego z moich synów bo musiał to być ktoś kto mówi i rozumie język hiszpański. Tak więc 09.06.2017 o godzinie 12.30 przed Sędzią Pokoju wzięliśmy ślub cywilny w Registro Civil w miasteczku San Miguel de Abona na Teneryfie.

Następnego dnia czyli 10.06 o godzinie 11.00 rozpoczęła się uroczystość I Komunii mojego syna, wszyscy byli zachwyceni jego wyglądem, a ubrany był w śnieżno biały garnitur z super fryzurką wykonana przez brata, a opalone ciało dodawało mu tylko wielkiego uroku. Po uroczystości w kościele wszyscy goście, którzy przybyli udali się na finkę (krótko mówiąc, domek na wsi) gdzie już wszystko na nich czekało i rozpoczęliśmy świętowanie, najpierw I Komunii a potem weselisko.

dcs (219)

Takim oto tortem zakończyliśmy imprezę dziecka i zaczęła się zabawa dorosłych. Było to bardzo nietypowe wesele, owszem tańce, muzyka śpiew, ale największą atrakcją dla wszystkich był basen w którym koniec końców wylądowali wszyscy goście (oprócz dziadków oczywiście) w swoich wyjściowych strojach, nie oszczędzili nawet Panny Młodej, ale najważniejsze że wszyscy byli zadowoleni z imprezy.

Otagowane:  

Kilka chwil wspomnień z grudniowych wojaży…..

Dodano 4 stycznia 2016, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Witam serdecznie po długiej przerwie, zaniedbałam bloga przez ostatni miesiąc jednak miałam bardzo ważne powody. Tak jak pisałam w przedostatnim moim wpisie grudzień miał być bardzo intensywnym miesiącem w moim życiu i oczywiście był.

Pierwsze dni tego miesiąca spędziłam z jednym z moich starszych synów na zwiedzaniu tego pięknego miejsca w którym mieszkam czyli Teneryfy, którą niby znam jednak każda wycieczka daje nowe wrażenia gdyż jest to cudowne miejsce i na każdym kroku odkrywa swoje uroki bez względu na porę roku. Między innymi odwiedziliśmy podnóża najwyższego szczytu w Hiszpanii, wulkanu Teide, a że trafiliśmy na piękna pogodę nie musieliśmy ubierać się jak z zimowej scenerii, wystarczyła jakaś bluza z długim rękawem. Przepiękne widoki, miejsca w których nakręcane były sceny do różnych filmów, gdyż momentami jest to sceneria pustynna jak z innej planety, skały, pagórki i szczyty. Z punktów widokowych mogliśmy podziwiać z daleka zarysy pozostałych wysp czyli La Palmy, La Gomery i El Hierro były wyjątkowo wyraźne co nie zdarza się zbyt często.

Czas wizyty mojego syna szybko zleciał i niestety musiał wracać do Polski, a my wybraliśmy się w planowaną podróż do Szkocji, gdzie spędziliśmy całe 7 dni, ale to bardzo mało by można było docenić piękno tego miejsca. Mój partner zakochał się w krajobrazie pięknej i zielonej Szkocji, mnie również bardzo spodobały się widoki i historyczne miejsca które udało nam się odwiedzić.

Nie mieliśmy zbyt wiele czasu na zwiedzanie, bo co to jest 7 dni z czego 2 spędziliśmy na podróży, jednak udało nam się obejść Edynburg, zobaczyć zamek i pałac królowej, górę Króla Artura i kilka innych cudownych miejsc. Największą atrakcją, którą zobaczyliśmy na żywo była przeprawa w Falkirk, o której wiedzieliśmy i widzieliśmy tylko w telewizji. Odwiedziliśmy też monument Williama Wallace i jego okolice. Pogoda wyjątkowo nam sprzyjała, jak na tę porę roku było wyjątkowo ciepło i słonecznie, choć i deszczowa aura nas nie ominęła.

Jednak wszystko co dobre szybko się kończy i czas było wracać do domu, gdzie czekała już na nas rodzina, czyli mój drugi syn z żoną i moją jedyną ukochaną wnusią, ale o tym następnym razem.

Nie umiem zbyt pięknie opisywać widoków i krajobrazu, ale mam nadzieję że choć odrobinkę udało mi się przekazać. Tymczasem pozdrawiam wszystkich i obiecuję od tej pory już systematyczne zaglądanie tutaj i na wasze blogi kochani.

Otagowane:  

Szczęśliwego Nowego Roku!!!!!

Dodano 28 grudnia 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Tak bardzo szybko tylko życząc szampańskiej zabawy sylwestrowej choć już po świętach i pewnie wszyscy szczęśliwi i zadowoleni. Wracam zaraz w Nowym Roku i życzę wszystkim aby ten nowy 2016 był lepszy od mijającego!!

Otagowane:  

Działo się wiele, a będzie się dopiero działo….

Dodano 25 listopada 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Troszeczkę długo mnie nie było, zaniedbałam wszystko, ale cóż czasami i tak bywa, że sie nie ma czasu na nic. Działo się wiele, goście nie byli długo, ale czas spędzaliśmy intensywnie na krótkim zwiedzaniu i plażowaniu bo pogoda mimo że mamy listopad to jest piękna, 23 stopnie w cieniu a o słońcu to już nie wspominam, wieczory spędzaliśmy oczywiście na dyskusjach i popijawie jak to bywa przy takich wizytach, a że ze mnie taki wielki pijak, że jak wypije jedno piwo to mam dość więc nawet nie mogłam im dotrzymać tępa, ale jak to faceci potrafią w siebie wlać sporo. Goście się wygościli i pojechali.

Po ich wyjeździe niestety dopadła mnie jakaś choroba i chciał czy nie chciał musiałam iść do lekarza, ale na szczęście już jest dobrze. Na domiar złego nagromadziło się mnóstwo pracy, którą musiałam ogarnąć i dopiero dzisiaj znalazłam chwilkę, aby na spokojnie usiąść do komputera.

Natomiast grudzień, oj będzie się działo i nie wiem czy uda mi się wygospodarować choć jeden dzień na jakiś wpis, może taki szybki z życzeniami świątecznymi, bo zaplanowany jest praktycznie calusieńki.

Tak więc 3 grudnia przylatuje do mnie z Polski najmłodszy z moich starszych synów i będzie z nami do 12 grudnia. 13 grudnia mamy chwilkę spokoju, ale już 14 grudnia całą naszą trójką ruszamy do Szkocji na krótkie wakacje przedświąteczne i wracamy 21 grudnia. Jednak to nie wszystko, w czasie gdy będziemy w Szkocji, dnia 17go grudnia przylatuje na Teneryfe, mój kolejny syn z żoną i moją wnusią i zostaną z nami do końca roku, niestety tak wyszło, że 4 dni będą musieli się ugościć sami, ale na szczęście mam tu kilka zaufanych osób, które się nimi zajmą w tym czasie.

Tak więc, w tym roku święta spędzę razem y wnusią i jej rodzicami i wierzę, że będą wesołe i szczęśliwe!!

Pozdrawiam wszystkich serdecznie!!

Otagowane:  

Krótki odpoczynek, a może intensywne spędzanie czasu?

Dodano 10 listopada 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Coś ostatnio brak mi czasu na pisanie, ale tez i przeglądanie blogów, ale obiecuję że od następnego tygodnia będę nadrabiać zaległości. Dlaczego dopiero za tydzień, zapytacie. Ano bo od jutra mam full hause, czyli goście, goście i tak przez cały tydzień, będziemy gościć znajomych ze Szkocji więc raczej nie znajdę czasu na nic, a teraz no cóż, ogarniam chatę przed przybyciem gości, przecież jakoś musi wyglądać, a przez ostatni nawał pracy, nawet w sprzątaniu lekkie opóźnienia, czasem tak bywa niestety.

Pozdrawiam wszystkich serdecznie i wracam za tydzień!!

Otagowane:  

Hallowen na Teneryfie.

Dodano 31 października 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Witam wszystkich serdecznie w ostatnim dniu października, jutro 1 listopada jednak dzisiaj w większości państw na świecie wielka zabawa. Hallowen to przede wszystkim zabawa dla dzieci choć w Polsce to raczej jeszcze ciężko się adoptuje, choć szczerze nie wiem, gdyż od lat mnie tam nie ma.

Ale chciałam Wam napisać jak ten dzień spędza się na Teneryfie. Z tego powodu, iż w tym roku ten dzień przypada w sobotę, dzieciaki zaczęły już świętować od wczoraj. W jednym z wielkich Centrów dla dzieci – King Park – została zorganizowana zabawa specjalnie dla dzieci, dzieciaki zjawiły się tłumnie i wszyscy super poprzebierani jak na to święto wypada, zabawa trwała do późnego wieczora, tańce pokazy i mnóstwo słodyczy. jednak prawdziwa zabawa zacznie się dopiero dzisiaj, gdy prawie wszystkie dzieci wieczorem wyjdą na ulice swoich miasteczek, poprzebierane, wymalowane i będą biegać od sklepu do sklepu, od baru do baru i prosić o cukierki. Na ulicach jest kolorowo, głośno i wesoło.

Pogoda sprzyja zabawom na świeżym powietrzu gdyż jeszcze w ciągu dnia temperatury są równomierne w granicach 23 -26 stopni, owszem jeśli w ciągu dnia będziemy chcieli spacerować w pełnym słońcu to temperatura jest zdecydowanie wyższa, ale na Teneryfie życie zaczyna się wieczorami gdy słońce już lżej grzeje, a największy tłok robi się po zachodzie słońca, wtedy zapełniają się wszelkie bary i ulice, dzisiejszy dzień będzie wyjątkowy i pełen dziecięcego śmiechu.

Pamiętam z poprzednich lat jak było wesoło i zabawa trwała do późnych godzin nocnych, bawiły się dzieci i dorośli przy muzyce i śpiewach. Osobiście również wybieramy się do miasteczka obok naszego, ponieważ tam zawsze jest większe skupisko dzieci, gdyż jest to miasteczko turystyczne choć nie tak jak lata temu, gdy było ono centrum turystycznym Teneryfy Południowej. synek ma przygotowany strój wampira i już nie może się doczekać kiedy pobiegnie na ulicę i ile to cukierków uda mu się uzbierać.

Jutro na wyspie normalny dzień, nikt tutaj nie jeździ na cmentarz bo w sumie takowych tutaj nie ma, bo niby jak chować ludzi na gruncie powulkanicznym i ograniczonej powierzchni, nikt tutaj nie wspomina o Święcie Zmarłych, choć 1 listopada zawsze jest dniem wolnym, w tym roku w związku z tym że 1 listopada przypada w niedzielę wolny od pracy i zajęć szkolnych jest poniedziałek, gdyż generalnie w Hiszpanii jeżeli ustawowy dzień wolny przypada w sobotę bądź niedzielę to wolnym od pracy jest następny dzień.

Hiszpanie bardzo lubią świętować i bawić się, więc dzisiaj dzień wielkiego świętowania i zabawy. Mam nadzieję, że tym wpisem choć odrobinkę pokazałam Wam jak obchodzi się Hallowen na Teneryfie. Pozdrawiam wszystkich serdecznie i życzę spokojnego dnia Wszystkich Świętych.

Otagowane:  

Szykują się pewne zmiany i nowości…

Dodano 21 października 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

No to zaczynam przygotowania do uruchomienia wpisów audio na www.audioexpress.pl czyli prostymi słowami mówiąc audioblog, strona FB https://www.facebook.com/pages/Audio-blog/628483760603929?fref=ts to tak na początek, aby wszyscy mogli się zorientować o co chodzi. Oczywiście kilku z moich gości już ma zamieszczone tam swoje wpisy, Dotarłam tam przez przypadek, a może to nie przypadek zaprosiła mnie https://www.facebook.com/jola.zdolskagurgul?fref=ts w momencie gdy założyłam profil blogowy na FB, szczerze mnie to zainteresowało przez info na stronie http://konwenanse.blog.pl dotarłam do aplikacji i zainstalowałam ją na swoim smartfonie i zaczęłam słuchać różnych blogerów i okazało się super ciekawe, ot tak sobie wysłałam swoje zgłoszenie i kilka minut później nieświadoma tego Jola zaprosiła mnie do udziału w tworzeniu audiobloga jako jeden z autorów, zaczęły się konwersacje, co i jak, po co, na co i dlaczego. Zanim pokaże się w wersji audio pewnie minie trochę czasu, ale trzeba się przygotować, coś dodać na stronie i pomyśleć jak to zrobić, jestem raczej starej daty i nie jestem omnibusem w komputerach choć co nie co się znam, więc myślę że dam radę ze wszystkim.

Tak mniej więcej w ciągu dwóch tygodni pojawią się moje pierwsze wpisy audio, ale o tym na pewno Was poinformuję.

Trzymajcie za mnie kciuki, aby wszystko poszło dobrze!!!

Otagowane:  

Z serdecznym podziękowaniem dla Jotki!!!

Dodano 5 października 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Nie umiem pisać tak pięknie jak nasza Pani od Biblioteki czyli skromnymi słowami nazwijmy ja dalej Jotką jak sama się przedstawia. Wpis, który napisała na temat mojego bloga skłonił mnie do napisania tego właśnie wpisu w podziękowaniu za jej ciężką pracę i wielki talent,

 

 Sama postanowiłam cos wykombinować,

aby Pięknie Jotce podziękować.

Jednak nie umiem tak pięknie naskrobać,

choć muszę coś wykombinować.

 

 

Wiersze to nie moja codzienność

i przyprawiają mnie o senność.

Rymowanki to nie moja bajka,

ale może za tą dostanę choć jednego lajka.

 

 
Dziękuję Ci Jotko z całego serducha

jak bije mocno, wie ten kto go słucha.

Z samego rana pełna radości

zaczęłam czytać blogowe nowości.

 

Tak wpadłam na tę piękną notkę

o którą oskarżyć można tylko Jotkę.

Tak pięknie to napisała,

że aż licznik mi rozbujała.

 

 

Więc nic innego mi nie pozostało

jak podziękować jak tylko się dało.

Wiec jak umiałam tak naskrobałam

a co napisałam to napisałam

 

 

Nie wiem jak mi wyszło to skrobanie, bo nie umiem pisać wierszy, jednak mam nadzieje że choć odrobinkę udał mi się wyrazić swoje podziękowanie za reklamę mojego bloga i ocenę mojej skromnej osoby.
Dziękuję bardzo!!!

 

Otagowane:  

Pozwoliłam sobie skopiować bez pytania….

Dodano 4 października 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Tak jak zawarte w tytule pozwolę sobie dzisiaj na skopiowanie wpisu Pani od biblioteki, bo ujęła moje serce swoim wpisem na mój temat, wiem moi czytelnicy mnie znają więc dla nich to nie nowość, ale mimo wszystko, wklejam i czuję się zaszczycona takim wyroznieniem i z całego serca dziękuje, a jednocześnie zapraszam na blog: http://paniodbiblioteki.blogspot.com gdyz nie tylko na mój temat tak pieknie pisze, ale również i o innych blogerach, których warto poznać.

 

Rozmowy z Marią

Korzeniami moja sąsiadka, pochodzi z Torunia, ja mam blisko i studiowałam w Toruniu, mam nadzieję, że nie zdradzam żadnej tajemnicy… I chociaż pewnie wielu z Was Marii nie trzeba przedstawiać, pozwólcie, że zamieszczę moje trzy grosze o Jej blogu, bo jeśli ktoś nie zna, to może się skusi…na smutek i szczęście :-)

Smutek i Szczęście…

Imienia nie zdradzi nikomu
pod nickiem śpiewnym ukryta,
życie bogato przeżyte -
za serce bloggerów chwyta.

Gdyś ciekaw, co niesie życie
w szczęśliwe i smutne dni -
u Marii Alejandry
wszystko prawdziwie brzmi.

I chociaż zasmakowała
barw życia jak w tęczy palecie,
pogodnie i zawsze śmiało
opowie o swoim świecie.

Los rzucił Ją daleko
z Polski w hiszpańskie strony,
by radość, nadzieję dawać
wszystkim ciepła spragnionym.

Co chwilę nowy temat
znajdzie, na blog swój wrzuci,
pogadać lubi z każdym,
z Marią przestaniesz się smucić.

Otagowane:  

Brak kontroli nad tonem własnego głosu i nadmierne gadulstwo.

Dodano 1 października 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Zacznę od pytania, czy jest możliwy brak kontroli nad tonem własnego głosu? Moim zdaniem tak, bo sama mam z tym problem i nie tylko ja, ale również jeden z moich synów. Ja osobiście staram się kontrolować swój ton głosu, jednak czasami nieświadomie zdarza mi się najczęściej gdy opowiadam jakąś historię podnosić ton głosu, zazwyczaj nikt nie zwraca na to uwagi, jedynie mój tata który ze względu na swój wiek musi nosić aparat słuchowy zawsze zwraca mi uwagę, czy mogłabym trochę ciszej bo jemu aż w uszach huczy i nic nie rozumie. Jednak nie o mnie chciałam pisać, chciałam Wam opowiedzieć jaki to był jeden z moich synów, tak więc zaczął płynnie mówić w wieku 2 lat, co mnie bardzo cieszyło gdyż starsi raczej późno zaczynali mówić, a ten był inny i gadał bez przerwy od najmłodszych lat zadając 100 pytań do… Jakieś 4 miesiące przed ukończeniem 3 lat przyszedł do mnie z pytaniem: „Mama kupisz mi na gwiazdkę rower?” Stałam i patrzyłam na niego z niedowierzaniem, ale nie dlatego że chce rower, tylko ze sposobu w jaki to powiedział wymawiając bardzo wyraźnie literkę „r” z którą jak wiemy większość dzieci ma problemy, oczywiście dostał ten rowerek. Ten mały łobuz był bardzo zdolny, ale strasznie leniwy, wiedziałam że potrafi wymawiać dwuznaki, ale po co wolał mówić scotka, safa itp zamiast poprawnie, jedynym sposobem było przedrzeźnianie malucha, gdy coś takiego mówił ja powtarzałam za nim, a on zdając sobie sprawę z tego ze tak się nie mówi wchodził pod stół i mówił głośno i wyraźnie np „szczotka”, więc potrafił. Gdy poszedł do szkoły Pani od najmłodszych klas skarżyły się, ze dziecko na nią krzyczy, na początku wynikały z tego małe problemy jednak z czasem ja sama i nauczyciele zrozumieli, że ten jego krzyk nie wynika ze złej woli, ale z tego że nie kontroluje tonu swojego głosu. Nauczyciele starali się podchodzić do niego w taki sposób, aby nauczył sie nad tym panować było to ciężkie, bo nie dość że często krzyczał to jeszcze buzia mu się nie zamykała, tak jak w szkole tak i w domu. Pytał o wszystko, nawet o to co wiedział, o każdy drobiazg, non stop słyszałam tylko: po co? na co? dlaczego? itp. Gdy miał jakieś 10 lat wybraliśmy się na kilka dni nad Polski Bałtyk, kawałek drogi przed nami i z 3 godziny jazdy samochodem, jechaliśmy w siedem osób busem, więc było nas sporo, ale to nie miało znaczenia gdyż w samochodzie mój ukochany synuś non stop coś gadał, non stop o cos pytał, nie mogłam powiedzieć prosto z mostu : „zamknij się” bo to nie wypada tak mówić dziecku więc za pierwszym razem zwróciłam uwagę, ej młody weź sobie poczytaj reklamy a nie gadasz bez sensu, tak mijamy pierwszą reklamę a co robi moje dziecko? A i owszem, czyta ale na głos, wszyscy zaczęliśmy się śmiać i mówię, ale miałeś czytać sam dla siebie po cichu, dobra jedziemy dalej a on nadaje i nadaje, juz mi bark siły na ta gadułę i mówię, aby przestał mówić choć przez 5 minut bo aż głowa boli. Cóż wytrzymał zaledwie minutkę i od początku, a co to za miejscowość? A dlaczego się tak nazywa? A ilu może mieć mieszkańców ? I tak całą drogę. W tej chwili chłopak ma 21 lat, co do kontroli swojego tonu głosu, owszem stara się go kontrolować tak jak ja to robię, a do nadmiernego gadulstwa, no cóż mówi ciut mniej, od jakichś 4 lat zadaje mniej pytań, więc jakby się wszystko unormowało, ale co przeżyliśmy to nasze i miło wspomina się te wszystkie sytuacje z uśmiechem na twarzy.

No to na dzisiaj koniec serdecznie pozdrawiam moich czytelników i stałych gości!!

Otagowane:  

Niespełniona miłość…..

Dodano 28 września 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Historia ta jest prawdziwa jednak opisana okiem obserwatora, więc być może niektóre uczucia mogą być wyrażone bardziej albo mniej, jeśli komuś z moich czytelników, tych którzy znają mnie osobiście wpadnie do głowy kto to może być proszę pozostawić tą informację dla siebie, nie chciałabym zrobić nikomu przykrości publikując ten wpis, nawet jeśli obie z przedstawionych par już dawno nie są razem.

Więc zacznijmy od początku, przedstawię Wam dwie teoretycznie kochające się pary:

1. Pierwsza para to Ania i Jacek. Ona to rozwódka z dwójką dzieci po wielu przejściach, On to młody kawaler. Żyli ze sobą razem, ale jednak osobno, wiele czasu spędzali wspólnie, jednak łączył ich tylko namiętny seks, bo raczej nie miłość po tym co wynikło później. Był czas, że mieszkali wspólnie w jej domu, układało się dobrze, jednak czegoś w tym związku przez cały czas brakowało i żadne z nich nie było tak naprawdę szczęsliwe.

2. Druga para to Beata i Andrzej, para z długoletnim stażem małżeńskim, z dziećmi i niby szczęśliwym życiem. Była to para żyjąca pod jednym dachem od wielu lat, wspólnie wychowywali dzieci, jednak zarazem zyli obok siebie. Dla otoczenia i przyjaciól byli szczęśliwym, udanym małżeństwem, swoje problemy pozostawiali w zaciszu domowym tak aby nigdy nie ujrzały światła dziennego, jednak oboje byli nieszczęśliwi w tym związku.

 

Po krótce przedstawiłam Wam bohaterów mojej opowieści, a teraz zaczynamy. Andrzej był długoletnim znajomym Ani, a nawet więcej jej pierwszą dziecięca miłością, nie widzieli się wiele lat i pewnego razu wpadli na siebie przypadkiem i od tego czasu odnowili swoja znajomość. Bardzo często spotykali się w czwórkę, a także razem z dziećmi Ani i Andrzeja. Razem bywali na imprezach, gościli jedni u drugich i dobrze się wspólnie bawili. Ania była bardzo bystrą osobą i od razu zauważyła, że małżeństwo Andrzeja to jedna wielka farsa, on tego przed nia nie ukrywał gdyż Ania również była dla niego kimś więcej niż tylko zwykłą szkolną znajomością. Beata i Jacek pozostawali z boku nie zauważając jak rozwija sie romans Anki i Andrzeja, którzy skrzętnie ukrywali swoje spotkania. Tak ta dwójka spotykała się po kryjomu, nikt nie poznał ich tajemnicy, gdyż oboje byli bardzo dyskretni i zarazem nie chcieli ranić swoich współpartnerów, każde z nich miało w pewien sposób poukładane życie i ani jedno, ani drugie nie chciało z niego rezygnować. Kochali się bezgranicznie, ale ważniejsze dla nich było życie ich dzieci, nie mogli ogłosić wszem i wobec, ze się kochają, że bardzo chcieliby być razem, gdyż zapewne nie ucierpiałaby za bardzo na tym druga połowa związku, ale ich dzieci. Tak więc przez kilka lat spotykali się sporadycznie w róznych miejscach i sytuacjach. Ta sytuacja ciążyła obojgu, gdyż oboje bardzo dbali o swoje dobre imię i dzieci i wszystko co robili, aby ukryć swój romans robili dla dzieci. Ich romans umarł śmiercią naturalną w momencie gdy Anka rozstała się definitywnie z Jackiem, nie chciała wtedy spotykać się z nikim, chciała poświęcić cały swój wolny czas dzieciom i tak też zrobiła, choć przez czas gdy była sama miała nadzieję że Andrzej podejmie ważną decyzję o rozwodzie i będą razem jednak tak się nie stało. Po kilku latach poznała mężczyznę z którym chciał ułożyć sobie życie, wtedy powiedziała Andrzejowi, że owszem mogą się widywać, ale tylko jako przyjaciele, jeśli on nie był w stanie podjąć tej ważnej decyzji ona tez nie będzie wiecznie czekać, na cos co może nigdy się nie spełni.

Od tamtej pory Ania i Andrzej są dobrymi przyjaciółmi, którzy mogą rozmawiać ze sobą o wszystkim jednak nic więcej ich nie łączy, natomiast Jacek cóz ułożył sobie życie jak chciał z inną kobietą. Żona Andrzeja była tak pewna swego, że nie spodziewała się tego co stało się w momencie gdy najmłodsze z ich dzieci ukończyło 18lat. Andrzej zmęczony, znudzony małżeństwem które przez x lat było dla niego koszmarem złozył pozew o rozwód,. jednak dla niego i Ani to było już za późno. Jednak Andrzej uwolnił się z toksycznego związku i mógł poswięcić swój czas pracy, znajomym temu co lubi, jednak przez jego brak zdecydowania, poprzez brak odwagi jak sam przyznał stracił miłość swojego życia.

No cóż jak widzicie różne są historie życia i czasami warto zawalczyć o to co kochamy inaczej stracimy to bezpowrotnie. A skąd znam tak dobrze ich historię, to już niestety tajemnica, gdyż ich związek był ukrywany latami i żadne z nich nie chce aby w tej chwili nawet po latach ujrzał światło dzienne, dlatego też imiona zostały zmienione i może niektóre fakty pominięte.

Napiszcie swoje refleksje na ten temat, co Wy myślicie.

Otagowane:  

Coś dla wielbicieli telenowel… i języka hiszpańskiego.

Dodano 23 września 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Witam i wiem, że ten wpis nie będzie dla wszystkich, dlatego tak jak napisałam w tytule jest to wpis dla tych którzy lubią telenowele, nie mówię o wszystkich telenowelach, mam na myśli meksykańskie produkcje, według mnie są one najlepsze, choć często mają wspólne wątki i tych samych aktorów. Jest na onecie pewien blog, który widnieje w moim spisie „Tutaj zaglądam” na którym znajdziecie wszystkie emitowane w TV4 telenowele, blog sam w sobie nie potrzebuje żadnej promocji gdyż ma świetną oglądalność, ale co mnie w nim urzekło? To ile pracy wkłada w ten blog autorka tego bloga, jaką rzetelną pracę wykonuje i za to należą się jej wielkie brawa. Wpadłam na jej blog przypadkiem szukając streszczeń pewnej noweli, która mnie bardzo zainteresowała i chciałam się dowiedzieć czegoś więcej, a akurat w tamtym momencie nie miałam zbyt wiele czasu na oglądanie odcinków po hiszpańsku, czyli do przodu, zanim pokaże się w polskiej telewizji. Na tym właśnie blogu znalazłam wszystko co mnie interesowało i tak śledziłam dodawane wpisy, nowe odcinki, nowe streszczenia. aż w pewnym momencie autorka zamieściła ogłoszenie, że potrzebuje lektora do tłumaczenia streszczeń jednej z telenowel, która jeszcze jest emitowana w TV4 pt „Dzikie serce”, zgłosiłam się i takim to sposobem w maleńkim stopniu przyczyniłam się do tworzenia tego wspaniałego bloga. Ta telenowela w Polskiej TV dobiega końca jednak około 3 tygodni temu rozpoczęto emisję kolejnej pod tytułem „Kotka”, dla mnie jest to bardzo ciekawa telenowela, nie zbyt długa z ciekawą historią. Również do tej telenoweli przygotowuję streszczenia więc jestem ciut do przodu z jej treścią, zapraszam wszystkich którzy lubią takie klimaty na blog http://telenovel.blog.pl/ oraz oglądanie w telewizji. Jak już wspomniałam blog nie wymaga żadnej promocji, ale mimo wszystko polecam, warto tam zajrzeć i samemu się przekonać ile pracy wkłada jego autorka.

A tak na marginesie właśnie oglądanie tych telenowel nauczyło mnie dużo jeśli chodzi o język hiszpański, poprawnego wysławiania się, składania zdań itp. To dla tych którzy uczą się języka w szkole czy gdziekolwiek i chcą go lepiej opanować, warto się wsłuchać w język, obejrzeć tłumaczony odcinek i oryginał, sprawdźcie sami, jednak coś z tego języka trzeba znać aby móc zrozumieć.

Otagowane:  

Gril i spotkanie po latach…..

Dodano 21 września 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Zorganizowanie grilla, czy to coś trudnego? No zapewne nie, jednak wszystko zależy od ekipy. Tak więc gdy spędzałam wakacje w Polsce w pewne słoneczne popołudnie z moją najukochańszą przyjaciółką postanowiłyśmy zorganizować grilla, oczywiście u niej w domu gdyż ma na to odpowiednie warunki, piękny ogród, ogromny stół osłonięty od słońca, jak to się mówi, żyć i nie umierać. Zaczęły się przygotowania, a więc pierwsze kto będzie? I tak oprócz mnie i mojej przyjaciółki będzie jej mąż, ma być druga moja najlepsza psiapsiółka i jeden z naszych wspólnych kolegów z podstawówki z żoną. umówiliśmy się mniej więcej na godzinę 16.00 jednak dom do którego jechałam jest kilka kilometrów poza miastem więc z Torunia zabieram moją druga przyjaciółkę i jeden z moich chłopaków zawozi nas na imprezę. Przyjechałyśmy kilka minut po 16tej, nasz wspólny kolega z podstawówki i jego żona już byli na miejscu. On jak on nie zmienił się za bardzo, wesoły jak zawsze, a jego żona no cóż jakaś dziwna, nie mogła się doczekać kiedy będzie ten grill (bo ona nic nie jadła), no ludzie jeśli umawiamy się popołudniu więc chyba należałoby coś zjeść z rana, a nie czekac cały dzień i poganiać właściciela, ale cóż różni są ludzie. W domu nie mogła wysiedzieć , bo dym z papierosów jej przeszkadza, ale nikt jej nie trzyma w domu, wszystko na zewnątrz już gotowe, więc zrobiła sobie drinka i wyszła na zewnątrz, zanim moja psiapsiółka przygotowała surówkę, abyśmy wyszli na dwór zdązyła wrócić i zrobić sobie kolejnego, a z tego c się dowiedziałyśmy od drugiej naszej przyjaciółki to siedziała na dworze i płakała, bo niby coś ją rozbolało, zjadła suchą bułkę z surówką bo była strasznie głodna, mięso na grillu dopiero się robiło, nikomu innemu to nie przeszkadzało tylko jej. W końcu wszyscy usiedliśmy przy stole, gospodarz domu serwował same smakołyki, była super atmosfera wśród nas przyjaciół jednak żona naszego kolegi chyba udawała bo marudziła, że chce wracać do domu itp Dyskutowaliśmy na różne tematy, było wesoło, gdy zrobiło się szaro nasz kolega z żoną pożegnali się i zapraszali nas na niedzielę do siebie, umówiliśmy się na telefon. My pozostali bawiliśmy się do białego rana, dyskutując i wspominając stare czasy. W niedzielę musiałam rano wyjechać gdyż dzieci postanowiły zabrać mnie nad jezioro. Więc pojechałam. Nasz kolega całą niedzielę nie zadzwonił, aby ponowić zaproszenie na basen, który ma w ogródku, ale nikt nie żałował iż się nie odezwał po tym co stało się w poniedziałek. Otóż nasz kolega przyjechał do właścicieli domu niby z towarzyską wizytą i pada pytanie: To jak się rozliczamy za tego grilla? Ja wydałem 40zł. (na jakieś 15 szaszłyków z czego zjedzonych zostało 6, reszte zabrali do domu i jakąś surówkę, którą jedli tylko oni i pewnie też na butelkę wódki grejfrutowej która piła tylko jego żona) Na to zbulwersowany pytaniem właściciel domu odpowiada, a ja wydałem 60zł na same mięso, a było tego sporo, bo karkówka, boczek, kiełbasa, kaszanka nie licząc surówki, dodatków typu musztarda, itp i alkohole, więc niby jak mamy się rozliczać, z resztą towarzystwa było uzgodnione że się składamy a Pan domu kupuje tylko oni chcieli sami coś przygotować więc to już ich sprawa. Niby normalnie wyszedł od nich z domu, moja psiapsiólka wręczyła mu jeszcze niedopitą wódkę żony i sok który pozostał, obiecał że zadzwoni ale niestety jakoś później już się nie odzywał. Na całe szczęście nie pojechaliśmy do niego do domu bo po takim numerze jaki wywinęli sami nie wiemy czego moglibyśmy się spodziewać. Ja jestem w stanie zrozumieć, że żona naszego kolegi (którego w sumie nie widzieliśmy XX lat) mogła czuć się obco w naszym towarzystwie, ale chyba zawsze można dostosować się do grupy, przecież grupa nie będzie dostosowywać się do jednej osoby. Co o tym wszystkim myślicie? Ja samą imprezkę wspominam bardzo miło, a cały incydent z rozliczeniem, my zamieniliśmy w śmiech w końcu nie musimy widywać się z ludźmi którym nie odpowiada nasze towarzystwo.

Otagowane:  

Wyprowadziłam się na „koniec świata”…

Dodano 16 września 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Czasami tak właśnie myślę, że wyprowadziłam się na koniec świata, tak bardzo daleko od bliskich, bo nie powiem od domu, iż dom to nie cztery ściany, a miejsce w którym mieszkamy, żyjemy i czujemy się szczęśliwi, spełnieni. Więc mój dom jest tutaj na Teneryfie, razem z moim partnerem i synkiem, choć bardzo brak mi moich starszych synów, za którymi bardzo tęsknię i tak bardzo chciałabym im pomóc, dać im wszystko na co zasługują, a sama muszę „walczyć o przetrwanie”. Może to tak dziwnie powiedziane, ale tak muszę żyć normalnie, a nie jest to łatwe gdyż z pracą ciężko, nie powiem aby mi czegoś brakowało, na życie wystarcza, jednak czuję jakiś niedosyt, brak możliwości pomocy dzieciom, już nie mówię tylko o stronie finansowej, ale również o swojej obecności. Mamy dobry kontakt, jednak czasem to za mało. tak mi brak moich synów, oni są częścią mojego życia i gdybym tylko mogła oddałabym wszystko, aby oni byli szczęśliwi. Bardzo się cieszę z każdego ich sukcesu, a czasami mnie zaskakują, jeden właśnie awansował w pracy, drugi zrobił kurs, aby znaleźć lepszą pracę i jeszcze robi 2 dodatkowe. sami doskonale dają sobie radę i za każdą moją pomoc serdeczne dziękują, nigdy o nic nie proszą bo wiedzą, że nam też nie jest lekko. Ja jednak gdy tylko mogę staram się im pomóc, wesprzeć radą i uśmiechem. Dla moich dzieciaków najważniejsze jest, abym zawsze była uśmiechnięta i szczęśliwa i dla nich będę, choćby na końcu świata, ale będę szczęśliwa, może kiedyś nadejdzie czas że nie będę się musiała martwić każdym dniem, czy wystarczy na wszystko i będę mogła wspomóc moje ukochane dzieciaki. Tutaj w miejscu tak odległym od rodzinnego miasta jestem szczęśliwa mimo tęsknoty za najbliższymi, żyje dniem dzisiejszym i nie zamartwiam się tym co będzie, jak na razie jest dobrze i aby tak dalej.

Otagowane:  

Pierwszy dzień w nowej szkole!!

Dodano 9 września 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

No i nareszcie spokój w domu, dziecko poszło do szkoły więc na spokojnie mozna usiąść do komputera, nikt nie marudzi że ja też chcę. Bez tego małego łobuziaka w domu choc przez kilka godzin można odpocząć, spokojnie posprzątać i w ogóle. Tak więc moje najmłodsze dziecko dzisiaj po raz pierwszy poszło do nowej szkoły, ma dopiero 8 lat a to już jego trzecia szkoła nie licząc polskiej. Rok chodził w Hiszpanii do grupy 3 latków, później po przeprowadzce na Teneryfę 4 lata chodził do jednej szkoły jednak gdy zmienilismy miejsce zamieszkania również synek był zmuszony do zmiany szkoły, nie bardzo był zadowolony na poczatku jednak podczas wakacji się przekonał, a dzisiaj był bardzo zadowolony, a gdy dotarł do szkoły cieszył się jeszcze bardziej gdyż razem z nim szkołę zmieniła jego koleżanka z klasy i trafiła do tej samej klasy co mój łobuziak. Usiedli razem w ławce i to na dodatek pierwszej zaraz przy wychowawczyni, mam nadzieję, że równiez wychowawczyni mu się spodoba, na pierwszy rzut oka jest bardzo miła, ale jak jest faktycznie to sie okaże. Również po raz pierwszy będzie dzisiaj sam wracał ze szkoły ponieważ w poprzednim naszym miejscu zamieszkania dojeżdżał do szkoły szkolnym autobusem gdyż było dość daleko i sam nie mógł chodzić choć bardzo chciał.Teraz też nie ma szkoły pod domem, bo piechotką jakieś 15 minut ale z kolegami zawsze raźniej, a ma kilku kolegów mieszkających obok nas. Refleksje z pierwszych dni szkoły mogę opisać później jeśli w ogóle moje dziecko coś więcej powie oprócz słowa „dobrze”, bo to u niego standard, nawet po egzaminie w Polsce gdy spytałam się jak było i co robił to skwitował że było dobrze, a co robił to nie muszę wiedzieć. Nikomu nie powiedział o co go pytali i w ogóle. Taka krótka notka choć długo mnie nie było, ale teraz muszę się zabrać za sprzątnięcie pokoju tego małego łobuziaka bo z nim się nie da, a trzeba wykorzystać jego nieobecność. Pozdrawiam wszystkich moich czytelników serdecznie!

Otagowane:  

Imigranci, temat ostatnich dni..

Dodano 3 września 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Ja już nie mogę słuchać tego głupiego gadania, jednak czasem nie unikną słuchania wiadomości w polskiej telewizji i prawie za każdym razem temat imigrantów, portale społecznościowe też o nich huczą, a z dnia na dzień w całej Europie jest ich coraz więcej i coraz więcej problemów. Generalnie trzymam się z dala od polityki, to nie moja bajka i mnie nie interesuje, jednak sprawa imigrantów mnie bulwersuje, że zmuszają Polskę do ich przyjmowania. W Polsce przeciętny emeryt ma około 1000zł emerytury, a większość mniej, przeciętni Polacy zarabiają ciężko pracują i zarabiają mizerną najniższą krajową, a tu się słyszy, ze nie dość że ich się przyjmie to jeszcze dostaną od państwa po 1000zł zasiłku, za co się pytam? Jestem całkowicie przeciwna imigrantom spoza Europy, w większości są to islamiści a wiadomo co się działo przez lata z ludźmi tego wyznania, nie muszę chyba tego wszystkiego opisywać ile złego zrobili na całym swiecie, a teraz mamy ich przyjmowac w cywilizowanych krajach, mieszkając w Hiszpanii widziałam wielu imigrantów z Maroco którzy starali się o karty pobytu i do jakiegoś czasu były im wydawane i mogli więcej niż my europejczycy, później gdy zauważono że jest ich zbyt wielu i rozmnażają się na potęgę trochę przystopowano, nie wiem dokładnie jak jest na Teneryfie z przyznawaniem statusu rezydenta dla tych spoza Europy, wiem jedynie że procedura jest dość długa, ale jakie wymagania to nie wiem, jednak wymagania dla UE to 5100 euro na koncie, lub praca, do tego zameldowanie i prywatne ubezpieczenie dopiero wtedy otrzymamy status rezydenta Wysp Kanaryjskich, ograniczenia te zostały wprowadzone dlatego iz wielu turystów wykorzystywało łatwość otrzymania karty rezydenta, aby potem korzystać z 50% zniżki na wszystkie parki rozrywki i przeloty do Hiszpanii. Więc nie dziwię się że tak to zostało zrobione, aby ukrócić proceder oszustw i wykorzystywania państwa. Zapewne Hiszpania też będzie zmuszana do przyjmowania imigrantów jednak mam nadzieję, że nie będą ich pchać na Wyspy, tutaj każda Wyspa ma swoją autonomię i sama decyduje o swoich przepisach wewnetrznych. Jednak nie chciałabym też aby fala imigrantów zalała Polskę gdzie i tak jest bardzo ciężko żyć na jakimś poziomie, moi trzej synowie mieszkają w Polsce więc dobrze wiem za jakie marne pieniądze pracują i jak jest im cięzko utrzymać rodziny, pułap przyznawania pomocy od państwa (np głupi zasiłek rodzinny) jest dosłownie głodowy, a jak się przekroczy o parę złotych to można się z pomocą pożegnać. Jestem z zasady człowiekiem o dobrym sercu, ktory stara się pomagać innym jednak nie własnym kosztem, a tak zrobi Polska zgadzając się na ich przyjęcie. Takie jest moje zdanie, a Wasze??

Otagowane:  

Odrobinka humoru a dzisiaj!!!

Dodano 2 września 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Otagowane:  

Wspomnienia ze ślubu i wesela mojego pierwszego syna.

Dodano 28 sierpnia 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Tym wpisem chciałabym się z Wami podzielić moimi refleksjami ze ślubu i wesela mojego syna. Fakt miało ono miejsce prawie dwa lata temu, ale piękne wspomnienia pozostały. Niestety niewiele mogłam pomóc młodym w przygotowaniach, ale matka panny młodej stanęła na wysokości zadania, a również młodzi pokazali że są już dorośli. Ja z moim partnerem dotarliśmy do Polski dopiero 2 dni przed terminem więc wszystko już było dopięte na ostatni guzik. W dniu ślubu pojechaliśmy do domu panny młodej, gdzie szybciutko rozpoczęły się przygotowania, moja przyszła synowa zadbała o wszystko, fryzjer dla mam i panie które w ekspresowym tempie robiąc profesjonalny makijaż zrobiły z nas inne kobiety. Młodzi się również przygotowywali, a kamerzysta kręcił się po domu przygotowując dokument z całej imprezy. Błogosławieństwo młodych, oczywiście najpierw rodzice panny młodej, później młodego, no i tu zaskoczenie, zaszczyt i nie wiem nawet jak to nazwać mój syn prosi mojego partnera, aby wystąpił w roli jego ojca, bo nie ważne kto spłodził, ważne jest kto wychował, a jego biologiczny ojciec nie został zaproszony. Poszło gładko i powoli zaczynają się schodzić goście, młodzi przyjmują ich z uśmiechem już coraz bliżej do ceremonii w kościele. Nadszedł czas, jedziemy do kościoła, mój synek czeka przed ołtarzem na  przyszłą małżonkę, która do ołtarza poprowadzi ojciec, a przed nimi mój wówczas 6 letni syn (a chrześniak panny młodej) trzymający w raczkach poduszeczkę z obrączkami. Pięknie to wszystko wyglądało jak i cała uroczystość w kościele, no i oczywiście później zbieranie monet przed kościołem, mnóstwo prezentów i życzeń cudownego życia. Gdy się to wszystko skończyło ruszamy na salę balową, jak to na wsi bywa nie obyło się bez kilku bram przygotowanych przez wieśniaków, aby tylko wpadła jakaś flaszeczka, a również i dzieci miały zabawę bo młodzi przygotowali dla nich czekolady. Dotarliśmy na salę, oczywiście toast, tłuczone kieliszki i obiadek. Mój wzrok przykuły siedzenia przygotowane dla pary młodej i dekoracja stołu w tym miejscu wszystko w 3 kolorach: biały, żółty, niebieski, są to barwy obecnego KS Toruń, toruńskich aniołów czyli naszych wspaniałych żużlowców. Po odśpiewaniu kilka razy standardowego „sto lat” młodzi rozpoczynają swój pierwszy taniec i tutaj totalne zaskoczenie dla wszystkich, nikt nie spodziewał się takiego popisu, pierwsza melodia zwyczajna melodyczna i zwykły taniec, już niby skończyli i tu nagle rozbrzmiewa na środku sali dźwięk telefonu komórkowego, młody odbiera i mówi: „Halo?” w odpowiedzi z głośników na sali wydobywa się odpowiedź: „Kopyta Ci walą” i za moment dźwięki muzyki: „Rudy się żeni”, ( gdzie młody razem ze swoją nowo poślubioną żonką pokazywali jak są szczęśliwi)„Kocham Cię o kochanie moje”,(tutaj młoda wyciągnęła z kieszeni portfel z marynarki młodego i przeglądała zawartość),następnie słowa „a Ty całuj mnie, ja Ci to wszystko dam”, kolejny fragment to „on zimny, on zimny, ona gorąca” ( gdzie ona się do niego tuli, a on ucieka), po tym popisie młody wjeżdża na salę samochodem zabawką przy dźwiękach słów „będę brał Cię, w aucie”, no i standardowo nie mogło zabraknąć słów „Facet to świnia”, gdy już poleciały słowa tej znanej wszystkim melodii zabrzmiały słowa” żono moja, serce moje jak ja umrę wszystko Twoje” (tutaj oczywiście młody przekazywał małżonce różnego typu papiery), później odtańczyli w rytmie Gangnam Style”,i 2 innych nagrań ale szczerze nie znam ich tytułów, następnie poleciały słowa „Daj mi tę noc” i „Nie bądź taki szybki Bil”(chyba nie muszę tłumaczyć zachowania na parkiecie), kolejny fragment to „Ja jestem maczo” i „Gdzie Ci mężczyźni” na te dźwięki z głośników padają słowa Bogusława Lindy „Nie chce mi się z Tobą gadać” na co Panna młoda reaguje natychmiastowa i z wałkiem w ręce w rytmie muzyki Benny Hila goni męża wokół sali, gdy tak sobie ciut pobiegali słyszymy słowa z „Sexmisji” „Kobieta mnie bije” i „poddaję się, dajcie mi wszyscy święty spokój i w rytmie piosenki „Chłopaki nie płaczą” zakończyli pierwszy taniec i rozpoczęło się weselisko trwające do białego rana. Przepiękny prezent młodzi przygotowali dla rodziców podczas tzw.”oczepin”, cudowne bukiety w barwach ich ulubionej drużyny żużlowej, czyli biały, żółty i niebieski i taniec w rytmie muzyki „Cudownych rodziców mam” (Oczywiście w roli ojca cały czas występował mój partner). Zabawa była super jak to na weselach bywa i nic nie zakłóciło spokoju weselników.

To byłoby na tyle starałam się opisać ten pierwszy taniec jak najlepiej umiałam tym, którzy nie znają niektórych tekstów mogę powiedzieć, że wszystko można znaleźć na  https://www.youtube.com/

 

Otagowane:  

LBA kolejna nominacja, zapraszam do zabawy!

Dodano 28 sierpnia 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

LiebsterAward-2

No i super! Druga nominacja do LBA w ciągu tygodnia, oczywiście z miła chęcią odpowiem na pytania, a co za tym idzie wezmę udział w zabawie. Jest mi bardzo miło za to uhonorowanie i bardzo dziękuję
http://zagubiona29.blog.pl
. Nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za “dobrze wykonaną robotę”. Więc tym bardziej mnie cieszy, że ktoś docenia moją pracę i starania.

Podstawowe zasady zabawy to: Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.

Pytania od Flowers28:

1. Co napędza Cię do pisania?

Jak zapewne zauważyliście to w moim przypadku to codzienność i nadmiar czasu wolnego, ale również chęć podzielenia się z innymi swoimi przeżyciami.

2. Gdzie chcesz być za 10 lat?

Szczerze, dobrze mi tu gdzie jestem i nie mam zamiaru zmieniać miejsca zamieszkania.

3. Szklanka do połowy pełna czy do połowy pusta?

No raczej do połowy pełna, a od połowy pusta.

4. Czy podoba Ci się polska pod kątem krajobrazu?

Oj bardzo! Polska to piękny kraj z pięknym krajobrazem.

5. Czy facet to świnia Biorąc pod uwagę wszystkie za i przeciw..

Biorąc pod uwagę wszystkie aspekty to przydatne „zwierzątko” i czasem można sobie bez niego poradzić, jednak są momenty gdzie bez niego ani rusz!

6. Jesteś szczęśliwa w tym momencie?

Tak jestem szczęśliwa!

7. Jest coś co byś zmieniła w swoim życiu?

Chciałabym mieć moje dzieci bliżej.

8. Ulubione danie?

Moje ulubione danie to golonka po bawarsku z pieczonymi ziemniaczkami.

9. Film na którym się poryczałaś ze śmiechu ?

Oj, kilka ich było choć dawno, dawno jeszcze w kinie na serii „Żandarma”

10. Masz dystans do samej siebie?

Gdybym go nie miała pewnie już dawno bym „popłynęła”

11. Pierwsza myśl po przebudzeniu?

Nie chce mi się wstawać!

 

No wiec teraz kolej na moje pytania do Was moi mili, choć nie będzie to łatwe gdyż już w poprzedniej nominacji miałam z tym problem, jednak coś wymyślę.

1.      Czy sprawia Ci przyjemność pisanie bloga?

2.      Jak spędziliście tegoroczne wakacje?

3.      Jaki sport jest dla Was najbardziej interesujący?

4.      Jaki kanał TV najbardziej lubicie oglądać?

5.      Jak oceniacie facebook?

6.      Kogo lub co zabralibyście na bezludną wyspę?

7.      Piwo, wino czy mocniejsze trunki?

8.      Czy gdybyście mogli przeżyć życie od nowa coś byście zmienili?

9.      Czy waszym zdaniem pomoc państwa dla Polaków jest wystarczająca?

10.  Co byście zmienili będąc na miejscu prezydenta RP?

11.  Czy wyobrażacie sobie życie bez własnych dzieci?

 

No troszkę musiałam się wysilić, aby wymyślić te pytania, ale są, a teraz do kogo je kieruję, czyli moje nominacje.

1.     
https://kasinyswiat.blogspot.com

2.     
https://blaskicodziennosci.wordpress.com

3.     
https://jagatoja.blogspot.com

4.     
http://sama-mama.blog.onet.pl

5.     
http://zzyciawziete2.blogujacy.pl

6.     
http://boja.blog.pl

7.     
http://itakotojestemtu.blog.pl

8.     
http://ooszukanaprzezzycie.blog.pl

9.     
http://jestemnajsilniejsza.blog.pl

10. 
http://wrzosy.blog.pl

11. 
http://annakobieta.blog.onet.pl

 

Oczywiście jak wszyscy zapewne wiecie udział w zabawie nie jest obowiązkowy, ale mile widziany. Zapraszam więc do wspólnej zabawy.

Otagowane:  

Kamień z napisem LOVE Enej…

Dodano 26 sierpnia 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Nie wiem jak Wam, ale mnie ta melodia tak wpadła w ucho gdy byłam w Polsce choć słowa są banalnie proste i nie jest to zespół spiewający discopolo, to ciut tak brzmi jednak mnie się bardzo spodobał więc prezentuję…

 

Otagowane: