Ślub na Teneryfie….

Dodano 22 czerwca 2017, w miłość, rodzina, przez Maria Alejandra

Jak napisałam wczoraj w moim życiu wydarzyły się w ostatnim czasie, złe ale również dobre rzeczy. W poprzednim wpisie troszkę chaotycznie opisałam to co było złe, było to też w wielkim skrócie bo gdybym chciała opisać wszystkie sytuacje to wpis byłby znacznie dłuższy, jednak postaram się wpisywać różne sytuacje w osobnych wpisach.

Tak jak to ujęłam w tytule, to właśnie ta dobra rzecz która wydarzyła sie w moim życiu. Od grudnia przygotowywałam wszystko na ten piękny dzień, gdyż na początku grudnia poznałam datę I Komunii mojego synka i postanowiliśmy w tym samym czasie wziąć ślub i połączyć dwie imprezy. Zaprosiliśmy całą rodzinę z Polski, wiadomo był to dla nich dość wysoki koszt jednak staraliśmy się aby tutaj na miejscu już nie ponieśli żadnych kosztów związanych z pobytem na wyspie. Najważniejszym gościom czyli rodzicom zafundowaliśmy zarówno podróż jak i zakwaterowanie, na szczęście nasze mieszkanie jest na tyle duże byśmy pomieścili sporo osób. Goście zaczęli się zjeżdżać od 5.06, tego dnia odebrałam z lotniska jednego z moich starszych synów razem z żoną i moją ukochaną wnusią, 7.06 na wyspie wylądował mój drugi syn razem z narzeczoną i moim tatą (83lata) a godzinę później syn mojego męża (pisałam o nim w jednym z wpisów, jednak chłopak dorósł i zmądrzał i to bardzo więc teraz już między nami jest wszystko w jak najlepszym porządku). 07.06 wylądował również chrzestny mojego najmłodszego synka, a 08.06 przylecieli ostatni goście z Polski, rodzice męża, siostra z rodziną i starszy brat. Rodzinka była już w komplecie. Udało nam się tak pozałatwiać wszystko, że ślub w Urzędzie Stanu Cywilnego został wyznaczony na 09.06, oczywiście nie obyło się bez niespodzianek, moja świadkowa mówiąc skromnie zaniemogła (niestety bardzo dobra , miła kobieta ale alkoholiczka, nie piła od roku i na tydzień przed ślubem zaskoczyła i chyba pije do tej pory, bo się nie odzywa), na dzień przed ślubem szybko udało mi się zmienić świadka na jednego z moich synów bo musiał to być ktoś kto mówi i rozumie język hiszpański. Tak więc 09.06.2017 o godzinie 12.30 przed Sędzią Pokoju wzięliśmy ślub cywilny w Registro Civil w miasteczku San Miguel de Abona na Teneryfie.

Następnego dnia czyli 10.06 o godzinie 11.00 rozpoczęła się uroczystość I Komunii mojego syna, wszyscy byli zachwyceni jego wyglądem, a ubrany był w śnieżno biały garnitur z super fryzurką wykonana przez brata, a opalone ciało dodawało mu tylko wielkiego uroku. Po uroczystości w kościele wszyscy goście, którzy przybyli udali się na finkę (krótko mówiąc, domek na wsi) gdzie już wszystko na nich czekało i rozpoczęliśmy świętowanie, najpierw I Komunii a potem weselisko.

dcs (219)

Takim oto tortem zakończyliśmy imprezę dziecka i zaczęła się zabawa dorosłych. Było to bardzo nietypowe wesele, owszem tańce, muzyka śpiew, ale największą atrakcją dla wszystkich był basen w którym koniec końców wylądowali wszyscy goście (oprócz dziadków oczywiście) w swoich wyjściowych strojach, nie oszczędzili nawet Panny Młodej, ale najważniejsze że wszyscy byli zadowoleni z imprezy.

Otagowane:  

Czytając pewien artykuł na FB przypomniała mi sie pewna historyjka z mojego życia. Niby śmieszna, ale w tamtym momencie to raczej nie było nikomu do śmiechu, wszyscy stali jak osłupieni i nikt nie był w stanie przez pierwszą chwile powiedzieć ani słowa.

O ile dobrze pamiętam to był 1988, w sklepach było niewiele, artykuły takie jak kawa, czekolada czy alkohol sprzedawana w sklepach w danych godzinach, aby ludzie wiedzieli kiedy mogą ustawić się w kolejkach.

Pewnego dnia byłam u mojej teściowej, a że mieszkała w dość nieciekawej okolicy więc i różni ludzie tam mieszkali. W domku obok mieszkała pewna kobieta, która wychowywała swojego wnuka, córka urodziła go mając 17 lat i gdzieś uciekła, dzieciak miał wtedy jakieś 5 lat i ile się nie mylę.

Wybrałam się do najbliższego sklepu gdzie właśnie mieli zacząć sprzedawać kawę i czekoladę no i oczywiście alkohol, ja miałam zamiar kupić kawę i czekoladę dla synka więc spokojnie ustawiłam się w kolejce. Kilka osób przede mną stała sąsiadka mojej teściowej ze swoim wnukiem. W pewnym momencie dziecko bardzo grzecznie prosi : „Babciu kupisz mi czekoladkę?” , a babcia na to to „niestety dziecko nie mam pieniążków” i tak kilka razy chłopczyk nalegał ale babcia stanowczo odmawiała tłumacząc się brakiem pieniędzy. No cóż wiadomo nie wszyscy wtedy mieli dużo pieniędzy, zresztą teraz też wielu ma problemy, ale nie o to chodzi. W pewnym momencie wyraźnie już zdenerwowany chłopczyk wychodzi z kolejki staje na przeciwko babci i krzyczy na cały głos:

” Ty stara kurwo, na chlanie to masz, a dla mnie na kawałek czekolady żałujesz!!!”

Ja osobiście osłupiałam, jak zresztą cała reszta ludzi w kolejce, odrobinę chyba zawstydzona babcia złapała wnuka za rękę i wyprowadziła ze sklepu.

Żal mi osobiście dzieci wychowywanych w takich rodzinach, ale niestety to było, jest i będzie.

Otagowane:  

Na szczęście skończyło się na strachu….

Dodano 7 lutego 2016, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

     Dzień jak co dzień, nic się w sumie nie działo do wieczora. wybraliśmy się na zakupy, gdy byliśmy już w ostatnim sklepie nagle zadzwonił telefon, koleżanka szuka swojej mamy. Przerażona od kilku godzin nie ma z nią kontaktu, mówiła że idzie do pracy, gdzie nie dotarła, prosi nas o pomoc w dostaniu się do mieszkania swojej mamy bo nie wiadomo czy przypadkiem nie ma jej w środku.

           Wsiadamy w samochód i jedziemy do miejsca gdzie mieszka (również nasza znajoma) mama mojej koleżanki, na miejscu mąż dziewczyny już rozmawia ze strażą pożarną, z policją. No cóż moim zdanie troszeczkę się pospieszyli, ale wiadomo każdy by się martwił, piesek sam w domu, gdzie nigdy nie zostawiała go na długo samego, telefon dzwoni w domu, a drugi telefon nie odpowiada, obdzwonili już wszystkich znajomych i nikt nic nie wie.

          Po kilku minutach przyjeżdża straż pożarna i policja, rozpoczyna się akcja dostania się do mieszkania zaginionej. Na ośrodku (zamknięty ośrodek z mieszkaniami prywatnymi) zbiegowisko, wszyscy ciekawi co mogło się stać, gdyż jakieś dwa tygodnie temu na tymże ośrodku w pożarze zginęła matka z córką. Straż próbuje wyciąć kratę z okienka prowadzącego do łazienki, policja spisuje dane, po chwili zjawia się również karetka w razie czego. Zbiegowisko na całego, a w sumie nie wiadomo co się stało i czy coś w ogóle się stało.

          Moja koleżanka ciągle jeszcze próbuje dodzwonić się do jednej znajomej swojej mamy, która do tej pory nie odbierała telefonu jak i również na drugi telefon swojej mamy i w pewnym momencie ktoś odbiera telefon. Nie wiemy o czym rozmawia i z kim, ale mój partner podsłuchał, że ponoć była z nią 5 minut temu, szybka przybiega pod drzwi gdzie strażacy przecinają śruby od krat, aby poinformować ich by przestali, bo jest, znalazła się!

          Akcja ratownicza przerwana wszyscy rozchodzą się do domu, a my czekamy na winowajczynię tego całego zamieszania, po 20 minutach dociera do swojego domu i jakby jeszcze miała pretensje do wszystkich, po prostu zapomniała telefonu, a drugi pożyczyła koleżance i nie chciało jej się wracać do domu, do pracy nie dotarła bo gościa nie było w domu (sprząta w mieszkaniach), a ze spotkała znajomą to sobie poszły do baru na kawkę i spokojnie siedziały kilka godzin, nie zdając sobie sprawy co się dzieje.

          Teraz wspominając tą chwilę wszyscy się z niej śmiejemy, ale ile strachu wszystkim napędziła tego się nie da opisać, gdyż nie jest już najlepszego zdrowia, ma problemy z sercem i nawet tego dnia nie czuła się najlepiej. Po tej całej akcji dała już drugie klucze do mieszkania córce, tak na wszelki wypadek.

Otagowane:  
Otagowane:  

El Teide, najwyższy szczyt Hiszpanii.

Dodano 14 stycznia 2016, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Dzisiaj przybliżę Wam odrobinę piękne widoki na najwyższy szczyt Hiszpanii El Teide, czyli fotki z wyprawy do podnóży wulkanu. Na zdjęciach można również zobaczyć 3 pozostałe wyspy należące do prowincji Santa Cruz de Tenerife czyli La Palma, La Gomera i El Hierro. Widok na którym widzimy dwa wzgórza to La Palma, najbliżej położona wyspa to La Gomera a tuż za nią widoczna jest najmniejsza z wysp kanaryjskich El Hierro, którą bardzo rzadko można zobaczyć gdyż musi sprzyjać temu pogoda, a zazwyczaj coś blokuje ten widok. Może zdjęcia nie są  najlepszej jakości, jednak mam nadzieję, że spodoba Wam się ta króciutka wycieczka.

11140029_941800895868003_341342886593126880_n 12295497_941800872534672_5967695487647657032_n 12299185_941801469201279_1522912996891387381_n 12299311_941801515867941_3775729234808663604_n 12301584_941801492534610_2945209412291308035_n 12308418_941801449201281_4655852753714903330_n 12310625_941800765868016_6007757791260955950_n 12316519_941801185867974_8493175284318802327_n 12341207_941801425867950_2807643924012978774_n 12342284_941800845868008_9015374670077781051_n 12342422_941801045867988_7074176864111406974_n 12342508_941800815868011_1585263550993025781_n 12342541_941801402534619_1792193594457802030_n 12346486_941801535867939_2428977291527183196_n 12348126_941800785868014_1990654404361100378_n DSCN0383 DSCN0385 DSCN0400 DSCN0407 DSCN0409 DSCN0410 DSCN0413 DSCN0415 DSCN0416 DSCN0417 DSCN0418 DSCN0419 DSCN0422 DSCN0425 DSCN0429 DSCN0430 DSCN0431 DSCN0432 DSCN0433 DSCN0434

Otagowane:  

Kilka chwil wspomnień z grudniowych wojaży…..

Dodano 4 stycznia 2016, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Witam serdecznie po długiej przerwie, zaniedbałam bloga przez ostatni miesiąc jednak miałam bardzo ważne powody. Tak jak pisałam w przedostatnim moim wpisie grudzień miał być bardzo intensywnym miesiącem w moim życiu i oczywiście był.

Pierwsze dni tego miesiąca spędziłam z jednym z moich starszych synów na zwiedzaniu tego pięknego miejsca w którym mieszkam czyli Teneryfy, którą niby znam jednak każda wycieczka daje nowe wrażenia gdyż jest to cudowne miejsce i na każdym kroku odkrywa swoje uroki bez względu na porę roku. Między innymi odwiedziliśmy podnóża najwyższego szczytu w Hiszpanii, wulkanu Teide, a że trafiliśmy na piękna pogodę nie musieliśmy ubierać się jak z zimowej scenerii, wystarczyła jakaś bluza z długim rękawem. Przepiękne widoki, miejsca w których nakręcane były sceny do różnych filmów, gdyż momentami jest to sceneria pustynna jak z innej planety, skały, pagórki i szczyty. Z punktów widokowych mogliśmy podziwiać z daleka zarysy pozostałych wysp czyli La Palmy, La Gomery i El Hierro były wyjątkowo wyraźne co nie zdarza się zbyt często.

Czas wizyty mojego syna szybko zleciał i niestety musiał wracać do Polski, a my wybraliśmy się w planowaną podróż do Szkocji, gdzie spędziliśmy całe 7 dni, ale to bardzo mało by można było docenić piękno tego miejsca. Mój partner zakochał się w krajobrazie pięknej i zielonej Szkocji, mnie również bardzo spodobały się widoki i historyczne miejsca które udało nam się odwiedzić.

Nie mieliśmy zbyt wiele czasu na zwiedzanie, bo co to jest 7 dni z czego 2 spędziliśmy na podróży, jednak udało nam się obejść Edynburg, zobaczyć zamek i pałac królowej, górę Króla Artura i kilka innych cudownych miejsc. Największą atrakcją, którą zobaczyliśmy na żywo była przeprawa w Falkirk, o której wiedzieliśmy i widzieliśmy tylko w telewizji. Odwiedziliśmy też monument Williama Wallace i jego okolice. Pogoda wyjątkowo nam sprzyjała, jak na tę porę roku było wyjątkowo ciepło i słonecznie, choć i deszczowa aura nas nie ominęła.

Jednak wszystko co dobre szybko się kończy i czas było wracać do domu, gdzie czekała już na nas rodzina, czyli mój drugi syn z żoną i moją jedyną ukochaną wnusią, ale o tym następnym razem.

Nie umiem zbyt pięknie opisywać widoków i krajobrazu, ale mam nadzieję że choć odrobinkę udało mi się przekazać. Tymczasem pozdrawiam wszystkich i obiecuję od tej pory już systematyczne zaglądanie tutaj i na wasze blogi kochani.

Otagowane:  

Działo się wiele, a będzie się dopiero działo….

Dodano 25 listopada 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Troszeczkę długo mnie nie było, zaniedbałam wszystko, ale cóż czasami i tak bywa, że sie nie ma czasu na nic. Działo się wiele, goście nie byli długo, ale czas spędzaliśmy intensywnie na krótkim zwiedzaniu i plażowaniu bo pogoda mimo że mamy listopad to jest piękna, 23 stopnie w cieniu a o słońcu to już nie wspominam, wieczory spędzaliśmy oczywiście na dyskusjach i popijawie jak to bywa przy takich wizytach, a że ze mnie taki wielki pijak, że jak wypije jedno piwo to mam dość więc nawet nie mogłam im dotrzymać tępa, ale jak to faceci potrafią w siebie wlać sporo. Goście się wygościli i pojechali.

Po ich wyjeździe niestety dopadła mnie jakaś choroba i chciał czy nie chciał musiałam iść do lekarza, ale na szczęście już jest dobrze. Na domiar złego nagromadziło się mnóstwo pracy, którą musiałam ogarnąć i dopiero dzisiaj znalazłam chwilkę, aby na spokojnie usiąść do komputera.

Natomiast grudzień, oj będzie się działo i nie wiem czy uda mi się wygospodarować choć jeden dzień na jakiś wpis, może taki szybki z życzeniami świątecznymi, bo zaplanowany jest praktycznie calusieńki.

Tak więc 3 grudnia przylatuje do mnie z Polski najmłodszy z moich starszych synów i będzie z nami do 12 grudnia. 13 grudnia mamy chwilkę spokoju, ale już 14 grudnia całą naszą trójką ruszamy do Szkocji na krótkie wakacje przedświąteczne i wracamy 21 grudnia. Jednak to nie wszystko, w czasie gdy będziemy w Szkocji, dnia 17go grudnia przylatuje na Teneryfe, mój kolejny syn z żoną i moją wnusią i zostaną z nami do końca roku, niestety tak wyszło, że 4 dni będą musieli się ugościć sami, ale na szczęście mam tu kilka zaufanych osób, które się nimi zajmą w tym czasie.

Tak więc, w tym roku święta spędzę razem y wnusią i jej rodzicami i wierzę, że będą wesołe i szczęśliwe!!

Pozdrawiam wszystkich serdecznie!!

Otagowane:  

Hallowen na Teneryfie.

Dodano 31 października 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Witam wszystkich serdecznie w ostatnim dniu października, jutro 1 listopada jednak dzisiaj w większości państw na świecie wielka zabawa. Hallowen to przede wszystkim zabawa dla dzieci choć w Polsce to raczej jeszcze ciężko się adoptuje, choć szczerze nie wiem, gdyż od lat mnie tam nie ma.

Ale chciałam Wam napisać jak ten dzień spędza się na Teneryfie. Z tego powodu, iż w tym roku ten dzień przypada w sobotę, dzieciaki zaczęły już świętować od wczoraj. W jednym z wielkich Centrów dla dzieci – King Park – została zorganizowana zabawa specjalnie dla dzieci, dzieciaki zjawiły się tłumnie i wszyscy super poprzebierani jak na to święto wypada, zabawa trwała do późnego wieczora, tańce pokazy i mnóstwo słodyczy. jednak prawdziwa zabawa zacznie się dopiero dzisiaj, gdy prawie wszystkie dzieci wieczorem wyjdą na ulice swoich miasteczek, poprzebierane, wymalowane i będą biegać od sklepu do sklepu, od baru do baru i prosić o cukierki. Na ulicach jest kolorowo, głośno i wesoło.

Pogoda sprzyja zabawom na świeżym powietrzu gdyż jeszcze w ciągu dnia temperatury są równomierne w granicach 23 -26 stopni, owszem jeśli w ciągu dnia będziemy chcieli spacerować w pełnym słońcu to temperatura jest zdecydowanie wyższa, ale na Teneryfie życie zaczyna się wieczorami gdy słońce już lżej grzeje, a największy tłok robi się po zachodzie słońca, wtedy zapełniają się wszelkie bary i ulice, dzisiejszy dzień będzie wyjątkowy i pełen dziecięcego śmiechu.

Pamiętam z poprzednich lat jak było wesoło i zabawa trwała do późnych godzin nocnych, bawiły się dzieci i dorośli przy muzyce i śpiewach. Osobiście również wybieramy się do miasteczka obok naszego, ponieważ tam zawsze jest większe skupisko dzieci, gdyż jest to miasteczko turystyczne choć nie tak jak lata temu, gdy było ono centrum turystycznym Teneryfy Południowej. synek ma przygotowany strój wampira i już nie może się doczekać kiedy pobiegnie na ulicę i ile to cukierków uda mu się uzbierać.

Jutro na wyspie normalny dzień, nikt tutaj nie jeździ na cmentarz bo w sumie takowych tutaj nie ma, bo niby jak chować ludzi na gruncie powulkanicznym i ograniczonej powierzchni, nikt tutaj nie wspomina o Święcie Zmarłych, choć 1 listopada zawsze jest dniem wolnym, w tym roku w związku z tym że 1 listopada przypada w niedzielę wolny od pracy i zajęć szkolnych jest poniedziałek, gdyż generalnie w Hiszpanii jeżeli ustawowy dzień wolny przypada w sobotę bądź niedzielę to wolnym od pracy jest następny dzień.

Hiszpanie bardzo lubią świętować i bawić się, więc dzisiaj dzień wielkiego świętowania i zabawy. Mam nadzieję, że tym wpisem choć odrobinkę pokazałam Wam jak obchodzi się Hallowen na Teneryfie. Pozdrawiam wszystkich serdecznie i życzę spokojnego dnia Wszystkich Świętych.

Otagowane:  

Niedzielne popołudnie wśród pijanych facetów….

Dodano 28 października 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Zaczęłam ten wpis już w poniedziałek jednak jak sami mogliście zobaczyć zabrakło mi czasu i zdecydowałam się opublikować coś innego. natomiast wczorajszy dzień spędziłam przed komputerem, jednak nie znalazłam nawet chwili na napisanie czegokolwiek czy nawet czytanie, a wieczorem po porostu padłam.

Tak więc to co zaplanowałam sobie w poniedziałek pisze dopiero dzisiaj i nawiązując do tematu chcę Wam napisać jak spędziłam niedzielne popołudnie.

Plany mieliśmy zupełnie inne, gdy nagle zadzwonił telefon mojego partnera i prośba, aby kupić pizzę (gdyż akurat obok naszego domu jest najtańsza i chyba najlepsza pizzeria w okolicy). No cóż jak to facet, ok kupię i przyjedziemy. Mój synuś już prędzej pojechał w miejsce do którego my mieliśmy jechać, do kolegi więc pojechaliśmy we dwoje. Miałam od razu iść do koleżanki gdzie miał być mój synek jednak ona jeszcze gdzieś pojechała z dziećmi i zmuszona (w skutek okoliczności) byłam, aby iść odwiedzić towarzystwo, które za bardzo mi nie pasowało, jednak umiem się zachować nawet tam gdzie mi się nie podoba. Było tam już 3 podchmielonych facetów na temat jednego pisałam w poniższych linkach, a pozostałych dwóch nie znałam.


http://smutek21.blog.pl/2015/06/19/po-raz-kolejny-pomaganie-innym-wychodzi-mi-bokiem/ 
i
http://smutek21.blog.pl/2015/06/22/jestem-falszywa-wredna-jedza/

Nie pasował mi właśnie ten człowiek, którego opisywałam, ale cóż miałam zrobić stać godzinę pod drzwiami koleżanki, grzecznie usiadłam z nimi przy stoliku i przyjęłam postawione mi piwo. Raczej słuchałam głupiej gadaniny niż się udzielałam w dyskusji, bo raczej nie chciałam się wypowiadać. Ten, którego znałam przez ostatnie trzy miesiące był w miarę dobrych stosunkach ze swoją Panią, jakoś się dogadywali osobiście, na moje szczęście gdyż nie miałam ochoty mieszać się w nie swoje sprawy.

Panowie siedzieli i pili od trzech dni, a dlaczego? Pan na temat którego pisałam wcześniej dzień przed swoimi urodzinami gościł w swoim domu swoją Panią i własnego brata, oczywiście nie obyło się bez alkoholu, zmęczony położył się niby spać jednak słyszał całą rozmowę, która odbywała się w sąsiednim pokoju pomiędzy jego Panią i jego bratem. Jednak gdy „weszli” na jego temat i ona zaczęła się żalić nie wytrzymał, wstał zrobił karczemną awanturę i nawet uderzył kobietę i o 4 nad ranem wyrzucił oboje ze swojego domu. Taki był powód do picia tychże Panów.

Jednak to nie wszystko, jednym z nich nowo poznany przeze mnie człowiek (nota bene wolę nie mieć z nim nic wspólnego) okazał się „typowym samcem”, opowiadał o swoich podbojach łóżkowych, bez względu na to czy był w jednym związku, czy nie i tak miał zawsze kilka panienek na boku, ale broń Boże aby któraś spojrzała na innego. Jemu wolno wszystko, a kobiecie już nic tylko służyć w domu i w łóżku, jak ja nie cierpię takich ludzi. Możecie sobie wyobrazić co mówił, bo mówił bez ogródek i podsumować go można jednym zdaniem: „Pieprzy wszystko, co się rusza!”

Na moje szczęście koleżanka wróciła i dała mi znać, że już jest w domu i mogłam opuścić to towarzystwo, bo wcale miło się tam nie czułam. Mój Pan został z nimi jak to facet, a niech tam się rozerwie przecież ja mu nie zabraniam. Gdy już skończyli balować, panowie udali się gdzieś na „wyrywanie” panienek, a ja razem z moim partnerem i synkiem wróciliśmy do domu i oczywiście ja musiałam prowadzić auto, gdyż mój Pan niestety już nie był w stanie usiąść za kierownicę, na szczęście jest rozsądny i nie ma problemu, abym prowadziła jego ukochane auto.

Ot to tyle na temat mojej niedzieli. Serdecznie pozdrawiam!!

Otagowane:  

Mamo, przepraszam śmietana się zbiła!

Dodano 24 października 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Dzisiaj postanowiłam podzielić się z Wami pewną historyjką sprzed wielu, wielu lat gdy miałam jakieś 6-7 lat, a pamiętam ją jakby to było wczoraj.

Do napisania tego wpisu zainspirowała mnie pewna fotka zamieszczona na FB nosząca tytuł: „Przysmaki mojego dzieciństwa”, ale nie o przysmakach chcę napisać gdyż zapewne każdy miał jakieś swoje ulubione.

No to zaczynam opowiadanie. Od najmłodszych lat jak pamiętam zawsze lubiłam chodzić sama do sklepu spożywczego, który znajdował się zaraz przy wyjściu z mojego bloku i dlatego, że był tak blisko rodzice wysyłali mnie po różne drobnostki, których akurat zabrakło w danym momencie. W tamtych czasach jak zapewne wielu z Was pamięta śmietana była sprzedawana w małych szklanych butelkach i nie można było kupować na zapas, więc pewnego dnia mama poprosiła soją małą córeczkę, aby pobiegła do sklepu i zakupiła ten niezbędny specyfik. Bardzo chętnie szybko pobiegłam do sklepu, kupiłam co miałam kupić i zadowolona wracałam do domu i tutaj stała się tragedia, tuż przed samymi drzwiami potknęłam się  i usłyszałam tylko jeden wielki huk i nagle na podłodze klatki schodowej zrobiło się narodowo, czyli biało-czerwono.

Moja mam, która w tym czasie przygotowywała w domu spokojnie jakiś obiad też usłyszała ten huk i zaraz wybiegła na klatkę i z przerażeniem w oczach zapytała: „Dziecko kochane, co się stało?” A ja ze łzami w oczach odpowiedziałam: ” Przepraszam, ale śmietana się zbiła.” Brzmiało to śmiesznie z dzisiejszej perspektywy, gdyż na podłodze było coraz więcej czerwonego niż białego, a ja się martwiłam tylko tym, ze się śmietana zbiła, a nie tym że z mojego nadgarstka wystawał kawał szkła i krew się lała na całego, oczywiście moja mama nie straciła swojego opanowania i szybciutko opatrzyła moją skaleczoną rękę, a ja płakałam mówiąc, że nie chciałam zbić tej śmietany.

Teraz to mogę się sama pośmiać z tej historyjki, ale naprawdę było niebezpiecznie, a przypomina mi o tym blizna na nadgarstku, która wygląda tak jakbym sobie żyły podcinała, na szczęście jednak nie było to tak poważne skaleczenie, gdyż nawet nie trzeba było szyć, choć ślad po przecięciu ma jakieś 2 cm lecz rana nie była głęboka.

Pozdrawiam serdecznie z ciągle słonecznej Teneryfy, mimo wczorajszego wpisu i alarmów ciągle świeci słońce.

Otagowane:  

Może się zdarzyć i taka sytuacja, że nagle nasze maleńkie dziecko dostanie wysokiej gorączki, a tu środek nocy i w domu nie ma nic aby zbić niemowlakowi gorączkę (np wywołaną przez ząbkowanie) bo tak było w moim przypadku. Otóż opowiem Wam jak to było w moim przypadku.
Pierwsze dni na obczyźnie, zatrzymaliśmy się w domu mojej koleżanki, totalne „zadupie” do najbliższego miasteczka 30km, późny wieczór więc nawet jeśli pojedziemy apteka może być zamknięta, gdzieś pewnie jakaś działa tylko nikt nie wie gdzie, co robić? ^ miesięczne dziecko ma ponad 39 stopni gorączki, ale tylko to nic innego, żadnych innych niepokojących objawów. Troszeczkę się przeraziłam, ale zachowując spokój i zdrowy rozsądek złapałam za telefon (nota bene musiałam wyjść na podwórko aby złapać zasięg) i dzwonię do Polski do mojej koleżanki, a zarazem super pediatry prosząc o ratunek, co zrobić gdy mamy w domu tylko Eferalgan do rozpuszczenia dla dorosłych. Wypytała o wszystko, pomyślała i dała odpowiedź, nie łamać tabletki, nie kombinować po prostu rozpuścić tabletkę tak jak trzeba dla dorosłego i podać małemu 1/10 do wypicia i powinno pomóc (ważył wtedy około 7kg, bo dawka zależna od wagi) tak jak radziła, tak zrobiłam temperatura spadła, a następnego dnia było już wszystko OK, jednak od tamtej pory zawsze staram się mieć coś na takie ewentualne sytuacje, czyli syropek dla dzieci. Jednak jeśli zdarzy mi się taka sytuacja gdzieś u znajomych na odludziu przynajmniej wiem co robić bez paniki. Być może i Wam przyda się taka rada, bo raczej nikt z nas jadąc w gości gdzieś na wieś daleko od apteki do domu ludzi gdzie nie ma małych dzieci nie zabiera profilaktycznie ze sobą syropu na zbicie gorączki, ale jak widać z każdej sytuacji jest wyjście.

Otagowane:  

Moje cudowne miasto – Toruń

Dodano 19 października 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra
Taka krótka wycieczka po pięknym mieście Toruniu i najpiękniejszych zabytkach. Pozdrawiam serdecznie!
Otagowane:  

„Jaka ta dzisiejsza młodzież jest bezczelna!”

Dodano 6 października 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Jak dzisiaj oglądam telewizję i patrzę co wyprawia dzisiejsza młodzież to momentami, aż mnie ciarki przechodzą, ale cóż takie czasy. Jednak nie o tym chciałam pisać, patrząc na zachowanie dzisiejszej młodzieży przypomniała mi sie pewna moja przygoda sprzed lat. Miałam wtedy 28 lat więc jeszcze byłam młoda, a ze ponoć i teraz nie wyglądam na swoją 50tkę, więc wtedy tez nie wyglądałam na tyle ile miałam. Byłam wtedy w ostatnim miesiącu ciązy, była zima więc na sobie wiadomo kupa ciuchów, a nie zawsze na siedząco widać, że kobieta jest w ciązy. Tak więc musiałam gdzieś jechać środkami komunikacji miejskiej, wsiadłam spokojnie do tramwaju, a wręcz się wkulałam, bo ledwo już chodziłam, było wolne jedno, jedyne miejsce więc oczywiście usiadłam. Na następnym przystanku wsiadły dwie Panie w wieku około 50 lat, tak mi sie wydawało, nie były to staruszki, które nie mogły sobie postać, a ja szczerze nie mogłam stać, ale nie o to w tym chodzi. Tramwaj ruszył, Panie zatrzymały się przy mnie i byłam jedyną młodą osobą która spokojnie sobie siedziała z torebką na kolanach. Panie dyskutowały o różnych rzeczach, nagle jedna z nich niby mimochodem, oczywiście nie patrząc w moją stronę rzuciła:

„Jaka ta dzisiejsza młodzież jest bezczelna!”

Długo się nie zastanawiałam, podniosłam się z siedzenia i powiedziałam, bardzo grzecznie: „Proszę bardzo, niech Pani usiądzie”, kobieta spojrzała najpierw na moja twarz, potem zniżyła wzrok i zamurowało ją tak, ze z ledwością zdołała wybąkać: „Ale, ale to nie było do Pani”. Nie chciałam tego w żaden sposób komentować, bo nie było sensu, mam tylko nadzieje ze do kobieciny dotarło wtedy, że nie można tak ogólnikowo oceniać kogokolwiek, teraz jest to dla mnie śmieszna anegdota gdy przypomnę sobie minę starszej nie starszej Pani, to teraz mi się tylko śmiać chce.

Osobiście, nawet teraz gdy spędzałam wakacje w Polsce i byłam zmuszona do korzystania z komunikacji miejskiej zawsze starałam się ustąpić miejsca osobie, która wyglądala na taką, która musi usiąść z jakiegokolwiek powodu, choć sama mam problemu, aby stac dłużej w jednym miejscu, czasami znajdzie się człowiek który bardziej tego potrzebuje, ja w końcu nie jestem jeszcze taka stara, czasami i bardzo młody człowiek nie może stać na własnych nogach, gdy siedzi tego nie jesteśmy w stanie stwierdzić, więc czasem lepiej dwa razy się zastanowić, zanim palniemy jakieś głupstwo.

Otagowane:  

Brak kontroli nad tonem własnego głosu i nadmierne gadulstwo.

Dodano 1 października 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Zacznę od pytania, czy jest możliwy brak kontroli nad tonem własnego głosu? Moim zdaniem tak, bo sama mam z tym problem i nie tylko ja, ale również jeden z moich synów. Ja osobiście staram się kontrolować swój ton głosu, jednak czasami nieświadomie zdarza mi się najczęściej gdy opowiadam jakąś historię podnosić ton głosu, zazwyczaj nikt nie zwraca na to uwagi, jedynie mój tata który ze względu na swój wiek musi nosić aparat słuchowy zawsze zwraca mi uwagę, czy mogłabym trochę ciszej bo jemu aż w uszach huczy i nic nie rozumie. Jednak nie o mnie chciałam pisać, chciałam Wam opowiedzieć jaki to był jeden z moich synów, tak więc zaczął płynnie mówić w wieku 2 lat, co mnie bardzo cieszyło gdyż starsi raczej późno zaczynali mówić, a ten był inny i gadał bez przerwy od najmłodszych lat zadając 100 pytań do… Jakieś 4 miesiące przed ukończeniem 3 lat przyszedł do mnie z pytaniem: „Mama kupisz mi na gwiazdkę rower?” Stałam i patrzyłam na niego z niedowierzaniem, ale nie dlatego że chce rower, tylko ze sposobu w jaki to powiedział wymawiając bardzo wyraźnie literkę „r” z którą jak wiemy większość dzieci ma problemy, oczywiście dostał ten rowerek. Ten mały łobuz był bardzo zdolny, ale strasznie leniwy, wiedziałam że potrafi wymawiać dwuznaki, ale po co wolał mówić scotka, safa itp zamiast poprawnie, jedynym sposobem było przedrzeźnianie malucha, gdy coś takiego mówił ja powtarzałam za nim, a on zdając sobie sprawę z tego ze tak się nie mówi wchodził pod stół i mówił głośno i wyraźnie np „szczotka”, więc potrafił. Gdy poszedł do szkoły Pani od najmłodszych klas skarżyły się, ze dziecko na nią krzyczy, na początku wynikały z tego małe problemy jednak z czasem ja sama i nauczyciele zrozumieli, że ten jego krzyk nie wynika ze złej woli, ale z tego że nie kontroluje tonu swojego głosu. Nauczyciele starali się podchodzić do niego w taki sposób, aby nauczył sie nad tym panować było to ciężkie, bo nie dość że często krzyczał to jeszcze buzia mu się nie zamykała, tak jak w szkole tak i w domu. Pytał o wszystko, nawet o to co wiedział, o każdy drobiazg, non stop słyszałam tylko: po co? na co? dlaczego? itp. Gdy miał jakieś 10 lat wybraliśmy się na kilka dni nad Polski Bałtyk, kawałek drogi przed nami i z 3 godziny jazdy samochodem, jechaliśmy w siedem osób busem, więc było nas sporo, ale to nie miało znaczenia gdyż w samochodzie mój ukochany synuś non stop coś gadał, non stop o cos pytał, nie mogłam powiedzieć prosto z mostu : „zamknij się” bo to nie wypada tak mówić dziecku więc za pierwszym razem zwróciłam uwagę, ej młody weź sobie poczytaj reklamy a nie gadasz bez sensu, tak mijamy pierwszą reklamę a co robi moje dziecko? A i owszem, czyta ale na głos, wszyscy zaczęliśmy się śmiać i mówię, ale miałeś czytać sam dla siebie po cichu, dobra jedziemy dalej a on nadaje i nadaje, juz mi bark siły na ta gadułę i mówię, aby przestał mówić choć przez 5 minut bo aż głowa boli. Cóż wytrzymał zaledwie minutkę i od początku, a co to za miejscowość? A dlaczego się tak nazywa? A ilu może mieć mieszkańców ? I tak całą drogę. W tej chwili chłopak ma 21 lat, co do kontroli swojego tonu głosu, owszem stara się go kontrolować tak jak ja to robię, a do nadmiernego gadulstwa, no cóż mówi ciut mniej, od jakichś 4 lat zadaje mniej pytań, więc jakby się wszystko unormowało, ale co przeżyliśmy to nasze i miło wspomina się te wszystkie sytuacje z uśmiechem na twarzy.

No to na dzisiaj koniec serdecznie pozdrawiam moich czytelników i stałych gości!!

Otagowane:  

Zakazane słowa, jak na nie reagować?

Dodano 29 września 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Czytając notkę na http://blogrodzinny.blog.pl/ pt; „Oczami dziecka -z zakazane słowa” przypomniał mi się pewien epizod z mojego życia, który po krótce postaram się Wam teraz opisać.
Gdy mój najmłodszy z dorosłych synów miał około 3-4 lat dokładnie nie pamiętam momentu, jego siostra, a córka mojego byłego męża miała o 10 miesięcy mniej, często ze swoją matką odwiedzała moją teściową, ja raczej rzadko tam zaglądałam, ale tego dnia były to chyba urodziny mojej teściowej, a ze nigdy nie byłam wredna to choć w ten dzień starałam się do niej zaglądać bo mimo wszystko czasami zdarzało się, że potrzebowałam jej pomocy w opiece nad dziećmi, ale wróćmy do tematu. Otóż impreza w domu, śmiech i zabawa, dzieci się bawią, w pewnym momencie obecna zona mojego byłego męza woła po coś swoją córeczkę, ta nie chce przyjść, gdy zdenerwowana matka próbuje ją wyciągnąć spod stołu ta mała istotka odzywa się do niej takimi słowami: „zostaw mnie ty kulwo!”, a co na to mamusia, a więc totalnie nic, a może jednak dużo więcej bo zaczęła się smiać, a za nią wszyscy zgromadzeni, mnie zatkało jednak nie było sensu komentować takiego zachowania posiedziałam trochę, zabrałam dzieci i wyszłam. Po jakimś czasie, gdy byłam zmuszona zostawić moje dziecko na jakieś dwie, trzy godziny u mojej teściowej idąc z synkiem do babci, już nie pamiętam dokładnie dlaczego, ale mój synek nie chciał iść do babci choć nie wiedział że bedzie musiał tam zostać sam przez jakiś czas i gdy się z nim przekomarzałam, że musimy iścć moje własne dziecko wyskakuje do mnie ze słowami: „Ty jesteś kulwa”, a że w tym czasie doskonale wymawiał „r” więc zabrzmiało to zupełnie inaczej, spojrzałam się na niego dosyć groźnym wzrokiem i powiedziałam, że teraz to idzie do babci i zostanie już tam na zawsze, że ja nie chcę dziecka, które tak brzydko mówi na swoją mamę, że jest to bardzo obraźliwe słowo. Synek spojrzał się na mnie zapłakanymi oczami, ale nic nie powiedział gdyż wchodziliśmy już do domu mojej teściowej, weszliśmy powiedziałam tylko zostawiam go i wyszłam bez słowa. Gdy wróciłam mniej więcej po dwóch godzinach od teściowej dowiedziałam się, ze mój synek przez cały ten czas siedział w kącie i płakał, strasznie mi się żal go zrobiło, podeszłam do niego i gdy mnie zobaczył rzucił mi się na szyję i przepraszał obiecując, że nigdy więcej tak nie powie, ja wiedziałam gdzie i w jakich okolicznościach to usłyszał, jednak w jakiś sposób musiałam zareagować. Jakiś czas potem, nie pamiętam dokładnie ile czasu minęło oglądaliśmy wspólnie film : „koszmar z ulicy wiązów” był to odcinek w którym była pokazana matka Frediego i gdy był obok niej rzucił do niej słowa: dziwka, a mój synek na to: mamusiu, ale on tak nie może mówić przecież to jest jego mama. Tak to właśnie utkwiło mojemu synkowi w głowie, to że nie można obrażać nikogo takimi słowami, a tym bardziej mamy, do tej pory (a ma 21 lat) w stosunku co do mnie w zasadzie nie używa słowa: mama, zawsze jest mamusia albo mamuś. Teraz oboje potrafimy się śmiać z tej historii, choć wtedy ani jemu, ani mnie nie było do śmiechu.

Otagowane:  

Niespełniona miłość…..

Dodano 28 września 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Historia ta jest prawdziwa jednak opisana okiem obserwatora, więc być może niektóre uczucia mogą być wyrażone bardziej albo mniej, jeśli komuś z moich czytelników, tych którzy znają mnie osobiście wpadnie do głowy kto to może być proszę pozostawić tą informację dla siebie, nie chciałabym zrobić nikomu przykrości publikując ten wpis, nawet jeśli obie z przedstawionych par już dawno nie są razem.

Więc zacznijmy od początku, przedstawię Wam dwie teoretycznie kochające się pary:

1. Pierwsza para to Ania i Jacek. Ona to rozwódka z dwójką dzieci po wielu przejściach, On to młody kawaler. Żyli ze sobą razem, ale jednak osobno, wiele czasu spędzali wspólnie, jednak łączył ich tylko namiętny seks, bo raczej nie miłość po tym co wynikło później. Był czas, że mieszkali wspólnie w jej domu, układało się dobrze, jednak czegoś w tym związku przez cały czas brakowało i żadne z nich nie było tak naprawdę szczęsliwe.

2. Druga para to Beata i Andrzej, para z długoletnim stażem małżeńskim, z dziećmi i niby szczęśliwym życiem. Była to para żyjąca pod jednym dachem od wielu lat, wspólnie wychowywali dzieci, jednak zarazem zyli obok siebie. Dla otoczenia i przyjaciól byli szczęśliwym, udanym małżeństwem, swoje problemy pozostawiali w zaciszu domowym tak aby nigdy nie ujrzały światła dziennego, jednak oboje byli nieszczęśliwi w tym związku.

 

Po krótce przedstawiłam Wam bohaterów mojej opowieści, a teraz zaczynamy. Andrzej był długoletnim znajomym Ani, a nawet więcej jej pierwszą dziecięca miłością, nie widzieli się wiele lat i pewnego razu wpadli na siebie przypadkiem i od tego czasu odnowili swoja znajomość. Bardzo często spotykali się w czwórkę, a także razem z dziećmi Ani i Andrzeja. Razem bywali na imprezach, gościli jedni u drugich i dobrze się wspólnie bawili. Ania była bardzo bystrą osobą i od razu zauważyła, że małżeństwo Andrzeja to jedna wielka farsa, on tego przed nia nie ukrywał gdyż Ania również była dla niego kimś więcej niż tylko zwykłą szkolną znajomością. Beata i Jacek pozostawali z boku nie zauważając jak rozwija sie romans Anki i Andrzeja, którzy skrzętnie ukrywali swoje spotkania. Tak ta dwójka spotykała się po kryjomu, nikt nie poznał ich tajemnicy, gdyż oboje byli bardzo dyskretni i zarazem nie chcieli ranić swoich współpartnerów, każde z nich miało w pewien sposób poukładane życie i ani jedno, ani drugie nie chciało z niego rezygnować. Kochali się bezgranicznie, ale ważniejsze dla nich było życie ich dzieci, nie mogli ogłosić wszem i wobec, ze się kochają, że bardzo chcieliby być razem, gdyż zapewne nie ucierpiałaby za bardzo na tym druga połowa związku, ale ich dzieci. Tak więc przez kilka lat spotykali się sporadycznie w róznych miejscach i sytuacjach. Ta sytuacja ciążyła obojgu, gdyż oboje bardzo dbali o swoje dobre imię i dzieci i wszystko co robili, aby ukryć swój romans robili dla dzieci. Ich romans umarł śmiercią naturalną w momencie gdy Anka rozstała się definitywnie z Jackiem, nie chciała wtedy spotykać się z nikim, chciała poświęcić cały swój wolny czas dzieciom i tak też zrobiła, choć przez czas gdy była sama miała nadzieję że Andrzej podejmie ważną decyzję o rozwodzie i będą razem jednak tak się nie stało. Po kilku latach poznała mężczyznę z którym chciał ułożyć sobie życie, wtedy powiedziała Andrzejowi, że owszem mogą się widywać, ale tylko jako przyjaciele, jeśli on nie był w stanie podjąć tej ważnej decyzji ona tez nie będzie wiecznie czekać, na cos co może nigdy się nie spełni.

Od tamtej pory Ania i Andrzej są dobrymi przyjaciółmi, którzy mogą rozmawiać ze sobą o wszystkim jednak nic więcej ich nie łączy, natomiast Jacek cóz ułożył sobie życie jak chciał z inną kobietą. Żona Andrzeja była tak pewna swego, że nie spodziewała się tego co stało się w momencie gdy najmłodsze z ich dzieci ukończyło 18lat. Andrzej zmęczony, znudzony małżeństwem które przez x lat było dla niego koszmarem złozył pozew o rozwód,. jednak dla niego i Ani to było już za późno. Jednak Andrzej uwolnił się z toksycznego związku i mógł poswięcić swój czas pracy, znajomym temu co lubi, jednak przez jego brak zdecydowania, poprzez brak odwagi jak sam przyznał stracił miłość swojego życia.

No cóż jak widzicie różne są historie życia i czasami warto zawalczyć o to co kochamy inaczej stracimy to bezpowrotnie. A skąd znam tak dobrze ich historię, to już niestety tajemnica, gdyż ich związek był ukrywany latami i żadne z nich nie chce aby w tej chwili nawet po latach ujrzał światło dzienne, dlatego też imiona zostały zmienione i może niektóre fakty pominięte.

Napiszcie swoje refleksje na ten temat, co Wy myślicie.

Otagowane:  

Taka to refleksja wpadła mi po opublikowaniu ostatniego mojego wpisu i moim zdaniem nie możemy mierzyć każdego jedną miarą. Każdy facet jest inny i wbrew pozorom jak mówi przysłowie” Okazja czyni złodzieja” nie każdy z mężczyzn od razu zdradzi swoją ukochaną jeśli tylko trafi się okazja. Otóż będąc jeszcze w Polsce udzielałam się w Klubie Sportowym, wspominałam o tym we wpisie o żużlu, ale nie o tym chciałam pisać. Więc w grupie było wiele osób, mężczyźni, kobiety, pary i małżeństwa. Razem organizowaliśmy przeróżne spotkania związane z meczami, ale też towarzyskie na grilu czy tańcach i tak na pewnej z imprez dotarły do mnie słuchy, że jedna z koleżanek nota bene ponoć szczęśliwa mężatka bywająca na wszystkich spotkaniach razem ze swoim mężem uwodzi innych facetów. Nie bardzo chciałam wierzyć, aby była do tego zdolna, jednak po wszystkich moich przejściach wiem, że wszystko jest możliwe. Bawiliśmy się super, ja i mój partner, jednak w pewnym momencie wybuchła awantura bo ktoś doniósł mężowi owej Pani, że zachowuje się niestosownie i wtedy się dowiedziałam od mojego partnera, ze jemu tez robiła dwuznaczne propozycję jednak ją zbył, w to że spuścił ją na drzewo to wierzę, jednak zastanawia mnie czy powiedziałaby mi wtedy o tym gdyby nie wybuchła ta awantura, być może bo raczej nie ma przede mną tajemnic, jednak czasem nie mówi o wszystkim, ale wiem że nie wynika to ze złej woli ale z nadmiaru pracy i tego, że o takich błahostkach szybko zapomina i czasem przy jakiejś okazji to wychodzi, bo właśnie często dowiaduje się czegoś po czasie i jego zdziwienie wtedy jest najzabawniejsze, a co nie mówiłem Ci o tym, a myślałem że mówiłem, a czasem faktycznie mi powie, a ja wysłucham i zapomnę to będzie tak długo drążył temat, aż sobie przypomnę kiedy i gdzie mi o tym mówił. Ot taka refleksja.

Otagowane:  

Gril i spotkanie po latach…..

Dodano 21 września 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Zorganizowanie grilla, czy to coś trudnego? No zapewne nie, jednak wszystko zależy od ekipy. Tak więc gdy spędzałam wakacje w Polsce w pewne słoneczne popołudnie z moją najukochańszą przyjaciółką postanowiłyśmy zorganizować grilla, oczywiście u niej w domu gdyż ma na to odpowiednie warunki, piękny ogród, ogromny stół osłonięty od słońca, jak to się mówi, żyć i nie umierać. Zaczęły się przygotowania, a więc pierwsze kto będzie? I tak oprócz mnie i mojej przyjaciółki będzie jej mąż, ma być druga moja najlepsza psiapsiółka i jeden z naszych wspólnych kolegów z podstawówki z żoną. umówiliśmy się mniej więcej na godzinę 16.00 jednak dom do którego jechałam jest kilka kilometrów poza miastem więc z Torunia zabieram moją druga przyjaciółkę i jeden z moich chłopaków zawozi nas na imprezę. Przyjechałyśmy kilka minut po 16tej, nasz wspólny kolega z podstawówki i jego żona już byli na miejscu. On jak on nie zmienił się za bardzo, wesoły jak zawsze, a jego żona no cóż jakaś dziwna, nie mogła się doczekać kiedy będzie ten grill (bo ona nic nie jadła), no ludzie jeśli umawiamy się popołudniu więc chyba należałoby coś zjeść z rana, a nie czekac cały dzień i poganiać właściciela, ale cóż różni są ludzie. W domu nie mogła wysiedzieć , bo dym z papierosów jej przeszkadza, ale nikt jej nie trzyma w domu, wszystko na zewnątrz już gotowe, więc zrobiła sobie drinka i wyszła na zewnątrz, zanim moja psiapsiółka przygotowała surówkę, abyśmy wyszli na dwór zdązyła wrócić i zrobić sobie kolejnego, a z tego c się dowiedziałyśmy od drugiej naszej przyjaciółki to siedziała na dworze i płakała, bo niby coś ją rozbolało, zjadła suchą bułkę z surówką bo była strasznie głodna, mięso na grillu dopiero się robiło, nikomu innemu to nie przeszkadzało tylko jej. W końcu wszyscy usiedliśmy przy stole, gospodarz domu serwował same smakołyki, była super atmosfera wśród nas przyjaciół jednak żona naszego kolegi chyba udawała bo marudziła, że chce wracać do domu itp Dyskutowaliśmy na różne tematy, było wesoło, gdy zrobiło się szaro nasz kolega z żoną pożegnali się i zapraszali nas na niedzielę do siebie, umówiliśmy się na telefon. My pozostali bawiliśmy się do białego rana, dyskutując i wspominając stare czasy. W niedzielę musiałam rano wyjechać gdyż dzieci postanowiły zabrać mnie nad jezioro. Więc pojechałam. Nasz kolega całą niedzielę nie zadzwonił, aby ponowić zaproszenie na basen, który ma w ogródku, ale nikt nie żałował iż się nie odezwał po tym co stało się w poniedziałek. Otóż nasz kolega przyjechał do właścicieli domu niby z towarzyską wizytą i pada pytanie: To jak się rozliczamy za tego grilla? Ja wydałem 40zł. (na jakieś 15 szaszłyków z czego zjedzonych zostało 6, reszte zabrali do domu i jakąś surówkę, którą jedli tylko oni i pewnie też na butelkę wódki grejfrutowej która piła tylko jego żona) Na to zbulwersowany pytaniem właściciel domu odpowiada, a ja wydałem 60zł na same mięso, a było tego sporo, bo karkówka, boczek, kiełbasa, kaszanka nie licząc surówki, dodatków typu musztarda, itp i alkohole, więc niby jak mamy się rozliczać, z resztą towarzystwa było uzgodnione że się składamy a Pan domu kupuje tylko oni chcieli sami coś przygotować więc to już ich sprawa. Niby normalnie wyszedł od nich z domu, moja psiapsiólka wręczyła mu jeszcze niedopitą wódkę żony i sok który pozostał, obiecał że zadzwoni ale niestety jakoś później już się nie odzywał. Na całe szczęście nie pojechaliśmy do niego do domu bo po takim numerze jaki wywinęli sami nie wiemy czego moglibyśmy się spodziewać. Ja jestem w stanie zrozumieć, że żona naszego kolegi (którego w sumie nie widzieliśmy XX lat) mogła czuć się obco w naszym towarzystwie, ale chyba zawsze można dostosować się do grupy, przecież grupa nie będzie dostosowywać się do jednej osoby. Co o tym wszystkim myślicie? Ja samą imprezkę wspominam bardzo miło, a cały incydent z rozliczeniem, my zamieniliśmy w śmiech w końcu nie musimy widywać się z ludźmi którym nie odpowiada nasze towarzystwo.

Otagowane:  
Otagowane:  

Strach ma wielkie oczy….

Dodano 10 września 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Oj tak i to w większości przypadków, strach ma wielkie oczy jak to się popularnie mówi, wspomnę króciutko jak to moje dziecko sobie poradziło w szkole, otóż jedyne co od niego usłyszałam to było standardowe dobrze, dopiero po jakimś czasie przyszedł i powiedział że Pani zabrała mu z ławki koleżankę z poprzedniej klasy i posadziła inna dziewczynkę, a on chciał siedzieć z Estrella, no cóż tak bywa podejrzewam ze Pani kierowała się tym, iż jego koleżanka jest bardzo wysoka i nie może siedzieć w pierwszej ławce, jednak zapewne gdy Pani pozna dzieci z powrotem posadzi te pannę blisko siebie, gdyż jest to bardzo pracowita dziewczynka jednak potrzebuje pomocy nauczyciela, gdyż sama sobie nie za bardzo radzi, ale to zobaczymy, jak zawsze czas pokaże.

Nawiązując do tematu, otóż wczoraj musiałam pojechać w jedno miejsce, moje autko stało kilka dni nie uzywane, mój partner powiadomił mnie tylko że trzeba podjechać na stację bo w jednym kole jest ciut mało powietrza, więc spokojnie wsiadłam z synkiem do auta i ruszamy. Pojechaliśmy, nie wiem ile udało nam się przejechac spokojnie może z 500 metrów i nagle trzaski, stuki i jakieś dziwne odgłosy dochodzące z dołu auta mnie przeraziły, miałam miejsce zjechałam na pobocze, synek wysiadł i mówi: „mama to koło” no co miałam zrobić, musiałam dzwonić po mojego ukochanego, gdyż w czasie gdy byłam w Polsce ktoś próbował włamać się do auta i zamek na „kipę” został zablokowany i trzeba go wymienić, więc sama nie byłam w stanie nic zrobić. Wiedziałam, że mój partner za chwilę dojedzie, aby mi pomóc wysiadłam z auta i patrząc na tą oponę stwierdziłam, że nic się nie stało, fakt brak powietrza ale do stacji by dojechał, ale kilka metrów za autem zauważyłam 5 litrową plastikową butelkę po wodzie i domyśliłam się że to ona powodowała ten rumor pod autem, sama z siebie się śmiałam, a mój partner gdy podjechał miał jeszcze większy ubaw i jak zwykle skwitował: „baba za kółkiem”, jednak to ten mój mały „mechanik” powiedział mi że to koło i sama w tamtym momencie byłam przekonana że złapałam „gumę”. Mały też się wtedy smiał, ale razem stwierdziliśmy, że ten hałas nas wystraszył i to całkiem na poważnie, nic podjechaliśmy ze 200 metrów dalej na stację, dopompowaliśmy powietrza i ruszyliśmy załatwiać sprawy. Teraz widzę, że jednak chyba lepiej samemu wysiąść i sprawdzić co się dzieje, niz od razu panikować. Ot taka przygoda z butelką po wodzie.

Pozdrawiam!!

Otagowane: