Ciąża urojona….

Dodano 10 sierpnia 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Dzisiaj chciałabym Wam opowiedzieć historię mojej chrześnicy, a co za tym idzie najmłodszej córki mojej teściowej. Mamy maj roku 2005 zostaję zaproszona na ślub, nie miałam pojęcia że w ogóle panna ma jakiegoś chłopaka, gdyż po rozwodzie już prawie nie utrzymywałam kontaktów z moja teściową, jedynie na urodziny mojej chrześnicy, a to było w sierpniu zeszłego roku, a wtedy to jeszcze o niczym nie było wiadomo. Ślub cywilny jak ślub potem małe przyjęcie, o dziwo w mieszkaniu chłopaka, a w sumie jego rodziców i była to jedna wielka pomyłka, bo nawet na święta w prawie każdym polskim domu jest więcej na stole, zero alkoholu (choć ja nie piję), atmosfera nijaka i dość szybko opuściliśmy  to przyjęcie, jednak kilka chwil rozmawialiśmy no i jakoś tak pochwaliłam się, ze jestem w ciąży. Panna młoda wtedy stwierdziła, że też już planują dziecko, ale jeszcze nie jest w ciąży. Normalne jak się zawiera małżeństwo myśli się o dziecku, ja niestety miesiąc później poroniłam i życie toczyło się dalej. Na początku następnego roku doszły mnie słuchy że moja chrześnica jest w ciąży i jakoś w październiku będzie rodzić, ucieszyłam się jednak sama zajęta własnym życiem nie bardzo miałam czasu aby ich odwiedzić, zbliżał się sierpień i urodziny Doroty i jak co roku chciałam się do niej wybrać, dowiedziałam się że jej małżeństwo się rozpadło, a ona uciekła do mamusi podobno mąż ją bił i znęcał się nad nią, więc chciał czy nie chciał poszłam do domu mojej teściowej. Przyszła matka wyglądała na kobietę w 7-8 miesiącu ciąży, nic nie wskazywało tragedii, mijał czas, mieliśmy już listopad a ona dalej w ciąży, zaniepokojona pytam się teściowej co mówi lekarz, w odpowiedzi słyszę ze się pomylił i termin jest na grudzień. Ja wtedy byłam już w ciąży z moim najmłodszym synkiem, ale nic im nie mówiłam, bo w końcu co ich to obchodzi. Nie odwiedzałam teściowej jednak wiedziałam co się tam dzieje bo jeszcze wtedy moi chłopcy odwiedzali babcię, mijają kolejne miesiące a Dorota dalej w ciąży, spuchnięta, z ogromnym brzuchem, a dziecka nie widać. Zdenerwowana całą sytuacją już w widocznej ciąży udałam się do domu teściowej, w sumie spędziłam tam parę minut bo to co usłyszałam po prostu mnie powaliło z nóg, na moje pytanie czy Dorota w ogóle była u lekarza usłyszałam ależ oczywiście i wszystko jest w jak najlepszym porządku, ale lekarz się pomylił. Ile razy i o ile miesięcy może pomylić się lekarz. Gdy w czerwcu 2007 urodził się mój synuś, a moja chrześnica dalej była w ciąży, nie miałam już żadnych wątpliwości, że to ciąża urojona, już prędzej pytałam się mojego lekarza co zrobić z tym fantem, powiedział mi że tutaj tylko psycholog jest w stanie pomóc, więc nawet nie przekazałam tego mojej byłej teściowej wiedząc, że to i tak do niej nie dotrze. Było mi bardzo żal Doroty, ale nic nie mogłam dla niej zrobić, ostatni raz widziałam ją w sierpniu 2007 ciągle w zaawansowanej ciąży, ona sama nie chciała o tym rozmawiać, według niej wszystko było w porządku. Wyjechałam z Polski, od moich synów dowiedziałam się, że w święta 2007 już nie była w ciąży, że dziecko urodziła się martwe, po 2 latach ciąży, a dziewczyna no niestety pozostała zdecydowanie gruba już do dzisiaj z tego co mi wiadomo. Przez ostatnie 8 lat widziałam ją raz jeden 4 lata temu i z tego co wiem to wiąże się z różnymi facetami, niestety zbyt często zagląda do kieliszka, zaniedbała swój wygląd i wygląda na zdecydowanie więcej lat niż ma, no cóż ja nie umiałam jej pomóc, matka miała ostatnie zdanie i w końcu dziewczyna też była już dorosłą kobietą. Nie mam pojęcia w jaki sposób rozwiązała się ta ciąża urojona, ale wiem jedno na pewno bardzo odbiło się to na psychice i wyglądzie młodej dziewczyny. I takim to sposobem moja „kochana” teściowa zniszczyła życie kolejnemu dziecku.

Otagowane:  

Problem, gdzie zamieszkają młodzi???

Dodano 4 sierpnia 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Jak to zazwyczaj bywa, odwieczny problem gdzie zamieszkają młodzi po ślubie, przecież dziecko w drodze, muszą mieć odpowiednie warunki. W mieszkaniu  mojej teściowej nie ma miejsca, a u mojego ojca jest więc decyzja zapadła. Tutaj zaczyna się problem, do czasu narodzin dziecka jest w miarę Ok, potem zaczynają się schodki, gdyż mój ojciec się we wszystko wtrąca, zdeterminowana postanawiam zamieszkać u teściowej, błąd, który jednak pokazał mi prawdziwe oblicze tej kobiety. Niby opiekuńcza, pomocna, ale awantury w domu na porządku dziennym, gdy jej mąż wraca z pracy pod wpływem alkoholu ( a zdarzało się to dosyć często), awantura gotowa, wrzaski, krzyki, latające talerze i człowiek w sumie niczego nie winien ląduje za drzwiami, gdyż ten człowiek owszem lubił wypić, ale zawsze był potulny jak baranek, to ona wszczynała awanturę z byle powodu, a sama nie wylewała za kołnierz, minimum raz w tygodniu alkoholowa libacja w domu oczywiście kończąca się awanturą. Jestem w 7 mcu drugiej ciąży, kolejna awantura, tym razem byłam zbyt blisko, mój teść sprowokowany przez wyzwiska zaczyna obrażać mojego ojca, wypominać że mieszkamy z nimi a on sam nawet nie mieszka w dużym mieszkaniu, które stoi puste, nie wytrzymuje i odzywam się w obronie, było nie było mojego taty i….. stała się tragedia, dziecko które nosiłam w łonie zmarło,(pisałam o tej sytuacji dokładniej w jednym z postów) nie wytrzymałam, uprosiłam ojca aby pozwolił mi wrócić do domu. W czasie zamieszkiwania pod jednym dachem z tą kobietą zginęły mi wszystkie kosztowności, ale winny niestety się nie znalazł, straciłam wszystko łącznie z zaufaniem, ale to dało mi do myślenia kim jest ta kobieta, potrafi być aniołem, a z drugiej strony wcielonym diabłem, nigdy nie przyznała mi racji, że winnym śmierci mojego dziecka był jej mąż, zawsze i wszędzie go broniła, a sama jechała po nim jak po psie, wyzywała, biła itp. Tak skończył się dylemat gdzie będą mieszkać młodzi i przygoda z mieszkaniem u teściowej.

Otagowane:  

Po raz kolejny pomaganie innym wychodzi mi bokiem….

Dodano 19 czerwca 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Coraz częściej zastanawiam się czy warto pomagać innym, tak po prostu z dobrego serca i sama nie wiem czy warto. Ale zacznę od początku, już tutaj na Teneryfie poznaliśmy pewną pare, nie byli małżeństwem, ale dziewczyna była w ciązy, na samym początku i bardzo się bała, ponieważ kilka razy już miała problem z donoszeniem przez te pierwsze tygodnie, miała też wtedy 13 letnią córkę z innym mężczyzną, który nie interesował się losem córki, więc obecny partner jakby zastępował jej ojca. Tym razem sie udało po kilku miesiącach urodziła im się śliczna coreczka, która zarówno dla mamy jak i dla taty jest całym swiatem, tata zrobiłby dla niej wszystko, jest jego jedynym ukochanym skarbem. Jednak sielanka tej pary nie trwała długo, dochodziło do różnych nieporozumień, których najczęstszym powodem była starsza córka dziewczyny. Nie wiem dokładnie co i jak bo nigdy nie interesuję się cudzym życiem jeśli ktoś mnie o to nie prosi i sam nic nie mówi. Jakieś dwa miesiące temu wszystko pękło i zostałam wmieszana w ich życie. Pewnego ranka zadzwoniła do mnie zapłakana koleżanka z prośbą o pomoc, przez telefon powiedziała mi tylko tyle, że jej partner dostał wyrok, dwa lata zakazu zbliżania się do niej i jej starszej corki i czy mogłabym pośredniczyć w przekazywaniu ich wspólnego dziecka na spotkania z tatą, prosiła bo nie ma tu nikogo innego komu mogłaby zaufać, aby zostawić dziecko choćby na 5 minut, zaszokowana cała sytuacją zgodziłam się i jak się domyslacie teraz ja za to płacę. Znam dwie wersje całej historii, a prawda zapewne leży gdzieś po środku, ale nie o to w tym chodzi. Na początku było wszystko dobrze, choć tata małej jest furiatem i ma totalnego bzika na punkcie córki, wyzwiska pod adresem byłej partnerki wpadały mi jednym uchem, a drugim wylatywały nie chciałam się mieszać w ich konflikt, po prostu przekazywałam wiadomości, ponieważ nawet nie kontaktują się przez telefon. tatuś małej miał pretensje, że matka pomimo że ma wykupiony karnet do parku rozrywki nie jeździ z dzieckiem przynajmniej raz w tygodniu, jemu cięzko zrozumieć że kobieta nie ma pieniędzy na paliwo aby robić tyle kilometrów, być może nie jest to aż tak daleko, a paliwo tutaj jest tanie, ale każda taka podróż to około 5 euro w obie strony, dla jednych to nic dla innych już sporo. Aby dziecko mogło jeździć z mamą do parku obiecał mi, nie jej prosząc o przekazanie informacji że co tydzień będzie dawal te 5 euro, aby pojechała i co drugi tydzień kolejne 5 na to aby przywiozła córkę, bo choć w wyroku było zapisane, że prawo do zabierania córki ma co 2 tygodnie na weekend, dogadali się oczywiście za moim pośrednictwem że będzie zabierał córkę w każdy piątek do niedzieli. Tydzień temu w niedzielę miał zostawić pieniążki za wyjazd w poprzednim tygodniu, otrzymał zdjęcia ze dziecko było, nie wiem czy zapomniał czy co, w sumie nie powinno mnie to interesować jednak dziewczyna faktycznie nie ma aż tyle kasy by jeździć i w tym tygodniu nie pojechała nigdzie z dzieckiem. Dzisiaj kolejny piątek, tata miał odebrać córkę ode mnie o 13tej, tak uzgodniłam między nimi i żartem przypomniałam mu o jego obietnicy, którą złożył mnie odnośnie kasy, jednak wszystkowiedzący Pan z ironią w tekście, że mam się nie wtrącać w jego życie tylko zająć się własnym. Napisałam mu, że chyba powinien zauważyć że żartuję, bo tak formułowałam tekst, aby nikogo nie urazić i by było widać żartobliwy ton, on to wziął tak poważnie, że dosłownie zrobił mi awanturę, że wpierdalam się dosłownie w jego życie i mam sie odczepić, mimo wszystko próbowałam załagodzić sytuacje pisząc, że jeśli w jakikolwiek sposób go uraziłam to przepraszam, bo na pewno tego nie chciałam, a to że mu przypomniałam to tylko dlatego że mnie to obiecał i sam prosił aby mu przypomnieć gdyby zapomniał, w odpowiedzi dostałam tylko jedno zdanie: „Obiecać coś to nie znaczy to spełnić…” Odpisałam mu że jeśli tak podchodzi do tego to jego sprawa ja już więcej nie będę się odzywać jedynie przekazywać wiadomości odnośnie kiedy ma zabrać lub oddać córkę. Przyjechał po małą z półgodzinnym opóźnieniem i od razu próbował mi zrobić jakąś awanturę, powiedziałam mu że nie chce z nim rozmawiać na ten temat, dopiero wtedy sie oburzył, mój partner próbował mu wytłumaczyć, aby przestał bo mnie boli głowa, to wychodząc tylko rzucił, a chuj mnie to obchodzi, że ja boli głowa i coś tam jeszcze ale już nie słuchałam, miałam dość. Czy ludzie nie potrafią docenić pomocy innych, widocznie tak już musi być, a dla mnie jeśli człowiek nie dotrzymuje własnych obietnic już nie wiele znaczy, nie obiecuje się niczego jeśli nie chcemy, czy nie możemy spełnić danej obietnicy. Dla mnie po raz kolejny pomoc innym wychodzi bokiem, najgorszy problem jest w tym że nie mogę się wycofać, tylko moja osoba podana jest w sądzie i we wszystkich innych instytucjach, no cóż bedę pomagac dalej, ale z mojej strony to już będzie pomoc tylko matce, ojciec niech zapomni, nie pozwole aby ktoś mnie upokarzał i wyżywał się na mnie bo ma zły humor albo cokolwiek innego, więc jeśli urażony pan zechce sobie pokrzyczeć, powyzywać itp niech znajdzie sobie innego kozła ofiarnego, ja już tego nie będę słuchać, a tym bardziej w jakikolwiek sposób temu panu pomagać.

Otagowane: