Przecież każda matka kocha swoje dziecko, ale czy na pewno?

Dodano 14 października 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Ciut długo mnie nie było, ale tak czasem bywa jednak nie zatrzymała mnie praca czy nadmiar obowiązków, a obietnica której musiała dotrzymać, bo taka już jestem jak coś obiecuję to staję na głowie, ale musi być jak powiedziałam i udało mi się na szczęście choć pochłonęło sporo czasu. Jednak wróćmy do tematu, czytając dzisiaj wpis pewnej bardzo młodej mamy http://sercabiciem.blogujaca.pl/ jak pięknie opisywała miłość i oczekiwanie do swojego dziecka przypomniała mi się historia życia mojego obecnego partnera i matki jego dzieci.

Pierwsze jego dziecko to zwyczajna wpadka, choć po czasie można powiedzieć, że został wrobiony w dziecko, gdyż jego partnerka niestety „robiła” sobie dzieci by żyć na ich koszt, ale cóż urodziła się śliczna córeczka którą kochali oboje jednak po półtora roku na świecie zjawił się pierwszy syn tej kobiety, zaraz po urodzeniu nie był ślicznym niemowlakiem i jej pierwsza reakcja była: „Ja nie chcę go oglądać” i niby zajmowała się dzieckiem ale z wielką niechęcią, gdy chłopiec miał 3 miesiące pojechała niby do pracy do Niemiec zostawiając dwójkę maleńkich dzieci i swoją 7 letnią córkę z pierwszego związku pod opieką ojca, zajmował się całą trójką jak umiał najlepiej kochając bezgranicznie każde z tych dzieci.

Mamusia wróciła po roku do Polski i tu niespodzianka „z brzuchem” wpadła do domu rodzinnego ojca jej dzieci i stwierdziła, że zabiera córki, a syna może sobie zatrzymać, która matka tak postępuje? No cóż, sprawa sądowa na której kobieta wyrzeka się syna, po prostu stwierdza, że ona go nie chce i nigdy nie chciała, oraz że nigdy go nie pokocha. Z przyczyn niezawinionych przez ojca był moment kiedy nie mógł się zająć chłopcem, musiał zarabiać na jego utrzymanie, chwilami maluchem opiekowała się babcia.

Kobieta urodziła kolejnego syna, który tym razem był dla niej wszystkim, jakimś nie wyjaśnionym sposobem (mój partner nie umie mi tego wyjaśnić, sprzeczki rodzinne jej zdolność przekonywania) znowu zamieszkali razem i kolejne dziecko, tym razem córka, jego syn miał wtedy 5 lat. Kobieta rodzi córkę i rejestruje w USC na swoje nazwisko, a ojciec „nieznany” bo tak dostanie więcej kasy na dziecko. Ojciec dzieci pracuje poza domem, bywa w nim 2 razy w miesiącu po 2 dni, jednak gdy najmłodsza córeczka kończy 3 latka dochodzi do niego, że pracuje ciężko na dzieci, a „jego kobieta” co i rusz spotyka się z innymi facetami więc wyprowadza się do domu swojej matki, nie ma tam warunków do zabrania syna, który w domu matki jest niechcianym złem, wszystko co się zdarzy to jego wina, dziecko jest traktowane jak popychadło i jak to dziecko na swój sposób próbuje się bronić, matka nie interesuje się wynikami ani zachowaniem dziecka w szkole, po prostu jest to jest i tyle. I po pól roku od jego rozstania z matką swoich dzieci mój obecny partner wiąże się ze mną, zamieszkujemy razem jednak cały czas pracuje w delegacjach.

Kilka miesięcy później dostają zlecenie w naszym mieście więc przynajmniej pół roku będzie na miejscu i co się dziej, gdy matka jego dzieci orientuje się w sytuacji, pakuje syna i bez zbędnych ceregieli każe mu iść mieszkać sobie do tatusia, co miałam zrobić zgodziłam się bo przecież nie zostawię dziecka na ulicy. Starałam się jak mogłam, traktowałam go na równi z moimi dziećmi, jednak to był strasznie zbuntowany mały chłopiec, który w obronie zawsze kłamał, starałam się to zrozumieć i tłumaczyć dziecku, choć niestety odbierał to inaczej.

Wyjechał z nami za granicę. Był z nami 5 lat choć miał bardzo trudny charakter starałam się zawsze go zrozumieć i pomóc, niestety przekonywania „mamusi” były silniejsze obiecała mu złote góry i nie wrócił z wakacji w Polsce, miał wtedy 15lat, zamieszkał ponownie z matką, ale szczęście trwało krótko bo zaledwie pół roku i mamusia ponownie wyrzuciła go z domu bo nie było z niego żadnych korzyści materialnych, w międzyczasie „zrobiła” sobie kolejne dziecko z 18latkiem (39letnia kobieta). Chłopak poszedł mieszkać do cioci, która starała się aby jakoś dotrwać do ukończenia przez niego 18 lat, aby nie trafił do żadnego ośrodka, do ojca miał żal, nie wiadomo za co, obrażał i ubliżał, mnie obwiniał o rozpad jego rodziny, o to że zabrałam im ojca, nie będę już przytaczać słów jakimi określił mnie i swojego ojca bo każdy jest w stanie wyobrazić sobie do jakich słów jest zdolny obecny nastolatek.

Dopiero gdy chłopak skończył 18lat odezwał się do ojca normalnie jednak z jego ust nie padło słowo „przepraszam”, cóż ojciec mu wybaczył całe zło, ja nie umiem niestety bo jeśli on nie umie przeprosić za swoje czyny ja nie jestem w stanie ich wybaczyć, mój partner o tym wie i nie ma do mnie za to żalu, rozumie moje podejście do sprawy, obecnie chłopak ma 19 lat i mieszka w Anglii chce przyjechać do ojca na święta, ja powiedziałam wyraźnie, nie chcę go widzieć dopóki nie przeprosi, co będzie zobaczymy, czas pokaże, ale jak sami widzicie nie każda matka kocha swoje dziecko.

Otagowane:  

Niespełniona miłość…..

Dodano 28 września 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Historia ta jest prawdziwa jednak opisana okiem obserwatora, więc być może niektóre uczucia mogą być wyrażone bardziej albo mniej, jeśli komuś z moich czytelników, tych którzy znają mnie osobiście wpadnie do głowy kto to może być proszę pozostawić tą informację dla siebie, nie chciałabym zrobić nikomu przykrości publikując ten wpis, nawet jeśli obie z przedstawionych par już dawno nie są razem.

Więc zacznijmy od początku, przedstawię Wam dwie teoretycznie kochające się pary:

1. Pierwsza para to Ania i Jacek. Ona to rozwódka z dwójką dzieci po wielu przejściach, On to młody kawaler. Żyli ze sobą razem, ale jednak osobno, wiele czasu spędzali wspólnie, jednak łączył ich tylko namiętny seks, bo raczej nie miłość po tym co wynikło później. Był czas, że mieszkali wspólnie w jej domu, układało się dobrze, jednak czegoś w tym związku przez cały czas brakowało i żadne z nich nie było tak naprawdę szczęsliwe.

2. Druga para to Beata i Andrzej, para z długoletnim stażem małżeńskim, z dziećmi i niby szczęśliwym życiem. Była to para żyjąca pod jednym dachem od wielu lat, wspólnie wychowywali dzieci, jednak zarazem zyli obok siebie. Dla otoczenia i przyjaciól byli szczęśliwym, udanym małżeństwem, swoje problemy pozostawiali w zaciszu domowym tak aby nigdy nie ujrzały światła dziennego, jednak oboje byli nieszczęśliwi w tym związku.

 

Po krótce przedstawiłam Wam bohaterów mojej opowieści, a teraz zaczynamy. Andrzej był długoletnim znajomym Ani, a nawet więcej jej pierwszą dziecięca miłością, nie widzieli się wiele lat i pewnego razu wpadli na siebie przypadkiem i od tego czasu odnowili swoja znajomość. Bardzo często spotykali się w czwórkę, a także razem z dziećmi Ani i Andrzeja. Razem bywali na imprezach, gościli jedni u drugich i dobrze się wspólnie bawili. Ania była bardzo bystrą osobą i od razu zauważyła, że małżeństwo Andrzeja to jedna wielka farsa, on tego przed nia nie ukrywał gdyż Ania również była dla niego kimś więcej niż tylko zwykłą szkolną znajomością. Beata i Jacek pozostawali z boku nie zauważając jak rozwija sie romans Anki i Andrzeja, którzy skrzętnie ukrywali swoje spotkania. Tak ta dwójka spotykała się po kryjomu, nikt nie poznał ich tajemnicy, gdyż oboje byli bardzo dyskretni i zarazem nie chcieli ranić swoich współpartnerów, każde z nich miało w pewien sposób poukładane życie i ani jedno, ani drugie nie chciało z niego rezygnować. Kochali się bezgranicznie, ale ważniejsze dla nich było życie ich dzieci, nie mogli ogłosić wszem i wobec, ze się kochają, że bardzo chcieliby być razem, gdyż zapewne nie ucierpiałaby za bardzo na tym druga połowa związku, ale ich dzieci. Tak więc przez kilka lat spotykali się sporadycznie w róznych miejscach i sytuacjach. Ta sytuacja ciążyła obojgu, gdyż oboje bardzo dbali o swoje dobre imię i dzieci i wszystko co robili, aby ukryć swój romans robili dla dzieci. Ich romans umarł śmiercią naturalną w momencie gdy Anka rozstała się definitywnie z Jackiem, nie chciała wtedy spotykać się z nikim, chciała poświęcić cały swój wolny czas dzieciom i tak też zrobiła, choć przez czas gdy była sama miała nadzieję że Andrzej podejmie ważną decyzję o rozwodzie i będą razem jednak tak się nie stało. Po kilku latach poznała mężczyznę z którym chciał ułożyć sobie życie, wtedy powiedziała Andrzejowi, że owszem mogą się widywać, ale tylko jako przyjaciele, jeśli on nie był w stanie podjąć tej ważnej decyzji ona tez nie będzie wiecznie czekać, na cos co może nigdy się nie spełni.

Od tamtej pory Ania i Andrzej są dobrymi przyjaciółmi, którzy mogą rozmawiać ze sobą o wszystkim jednak nic więcej ich nie łączy, natomiast Jacek cóz ułożył sobie życie jak chciał z inną kobietą. Żona Andrzeja była tak pewna swego, że nie spodziewała się tego co stało się w momencie gdy najmłodsze z ich dzieci ukończyło 18lat. Andrzej zmęczony, znudzony małżeństwem które przez x lat było dla niego koszmarem złozył pozew o rozwód,. jednak dla niego i Ani to było już za późno. Jednak Andrzej uwolnił się z toksycznego związku i mógł poswięcić swój czas pracy, znajomym temu co lubi, jednak przez jego brak zdecydowania, poprzez brak odwagi jak sam przyznał stracił miłość swojego życia.

No cóż jak widzicie różne są historie życia i czasami warto zawalczyć o to co kochamy inaczej stracimy to bezpowrotnie. A skąd znam tak dobrze ich historię, to już niestety tajemnica, gdyż ich związek był ukrywany latami i żadne z nich nie chce aby w tej chwili nawet po latach ujrzał światło dzienne, dlatego też imiona zostały zmienione i może niektóre fakty pominięte.

Napiszcie swoje refleksje na ten temat, co Wy myślicie.

Otagowane:  

Imigranci, temat ostatnich dni..

Dodano 3 września 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Ja już nie mogę słuchać tego głupiego gadania, jednak czasem nie unikną słuchania wiadomości w polskiej telewizji i prawie za każdym razem temat imigrantów, portale społecznościowe też o nich huczą, a z dnia na dzień w całej Europie jest ich coraz więcej i coraz więcej problemów. Generalnie trzymam się z dala od polityki, to nie moja bajka i mnie nie interesuje, jednak sprawa imigrantów mnie bulwersuje, że zmuszają Polskę do ich przyjmowania. W Polsce przeciętny emeryt ma około 1000zł emerytury, a większość mniej, przeciętni Polacy zarabiają ciężko pracują i zarabiają mizerną najniższą krajową, a tu się słyszy, ze nie dość że ich się przyjmie to jeszcze dostaną od państwa po 1000zł zasiłku, za co się pytam? Jestem całkowicie przeciwna imigrantom spoza Europy, w większości są to islamiści a wiadomo co się działo przez lata z ludźmi tego wyznania, nie muszę chyba tego wszystkiego opisywać ile złego zrobili na całym swiecie, a teraz mamy ich przyjmowac w cywilizowanych krajach, mieszkając w Hiszpanii widziałam wielu imigrantów z Maroco którzy starali się o karty pobytu i do jakiegoś czasu były im wydawane i mogli więcej niż my europejczycy, później gdy zauważono że jest ich zbyt wielu i rozmnażają się na potęgę trochę przystopowano, nie wiem dokładnie jak jest na Teneryfie z przyznawaniem statusu rezydenta dla tych spoza Europy, wiem jedynie że procedura jest dość długa, ale jakie wymagania to nie wiem, jednak wymagania dla UE to 5100 euro na koncie, lub praca, do tego zameldowanie i prywatne ubezpieczenie dopiero wtedy otrzymamy status rezydenta Wysp Kanaryjskich, ograniczenia te zostały wprowadzone dlatego iz wielu turystów wykorzystywało łatwość otrzymania karty rezydenta, aby potem korzystać z 50% zniżki na wszystkie parki rozrywki i przeloty do Hiszpanii. Więc nie dziwię się że tak to zostało zrobione, aby ukrócić proceder oszustw i wykorzystywania państwa. Zapewne Hiszpania też będzie zmuszana do przyjmowania imigrantów jednak mam nadzieję, że nie będą ich pchać na Wyspy, tutaj każda Wyspa ma swoją autonomię i sama decyduje o swoich przepisach wewnetrznych. Jednak nie chciałabym też aby fala imigrantów zalała Polskę gdzie i tak jest bardzo ciężko żyć na jakimś poziomie, moi trzej synowie mieszkają w Polsce więc dobrze wiem za jakie marne pieniądze pracują i jak jest im cięzko utrzymać rodziny, pułap przyznawania pomocy od państwa (np głupi zasiłek rodzinny) jest dosłownie głodowy, a jak się przekroczy o parę złotych to można się z pomocą pożegnać. Jestem z zasady człowiekiem o dobrym sercu, ktory stara się pomagać innym jednak nie własnym kosztem, a tak zrobi Polska zgadzając się na ich przyjęcie. Takie jest moje zdanie, a Wasze??

Otagowane:  

Kamień z napisem LOVE Enej…

Dodano 26 sierpnia 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Nie wiem jak Wam, ale mnie ta melodia tak wpadła w ucho gdy byłam w Polsce choć słowa są banalnie proste i nie jest to zespół spiewający discopolo, to ciut tak brzmi jednak mnie się bardzo spodobał więc prezentuję…

 

Otagowane:  

Ja, kochanka męża i moja teściowa….

Dodano 9 sierpnia 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

No taki właśnie temat przyszedł mi do głowy, wczoraj cały dzień spędzilismy nad wodą więc nawet nie chciało się juz wieczorem zaglądać do komputera, ale dzisiaj troszeczkę chłodniej więc jestem. Otóż jak wszystkim moim czytelnikom wiadome jest z poprzednich wpisów, mój ex małżonek miał kochankę a w sumie to nie jedną, ale ta jedna została jego zona i ta jedna najbardziej napsuła krwi i w sumie stała się przyczyną mojego rozwodu. Gdy wspomniałam teściowej o tym ze jej synek mnie zdradza to mnie wyśmiała, gdzie przecieżby nie mógł, pewnego dnia nie wiem skąd i dlaczego zjawił się u mamusi ze swoją kochanicą, ale pech chciał że ja tam byłam i teściowa pokazała co potrafi, nakrzyczała na nią, na niego i praktycznie wyrzuciła na zbity pysk, w tamtym momencie podobała mi się jej postawa, ale oczywiście jak zwykle były to tylko pozory. Ja nie miałam zwyczaju siedzieć długo u teściowej z wiadomych powodów, chodziłam tam tylko ze względu na moje dzieci, a jej wnuki, więc spakowałam chłopaków i do domu. jak sie tego spodziewałam mój kochany męzuś nie dotarł do domu, dzwoniłam do teściów tam też niby go nie ma, ale ja nie odpuściłam i juz nie pamiętam o której godzinie, ale jakoś tak gdy w sumie wszyscy powinni juz spać, poszłam do mieszkania mojej teściowej, nie było daleko, pukam do drzwi no niechętnie mi je otworzono, a dlaczego? Bo mój kochany małzonek spał sobie w najlepsze z kochanką w domu mojej teściowej, a ona próbowała coś tam gadać ale dla mnie było wszystko jasne, zawinęłam się na pięcie i wyszłam. Tak właśnie podchodziła moja teściowa do mojego małżeństwa, do mnie słodko że tak nie można itp, do niej równie słodko, że jaka ja zołza, zw w końcu jej synuś znalazł porządną kobietę. Fałszu i zakłamania nie było granic, a ja wtedy jeszcze starałam się coś uratować bo dzieci, myslałam że robię to dla ich dobra, na szczęście moje i chłopaków ocknęłam się i zaczęłam szanować siebie, a moi synowie w tej chwili nie chcą nawet słyszeć o swoim ojcu, o swojej babci i praktycznie o prawie całej jego rodzinie, na tak wielkim wydarzeniu jak wesele, obecny ze strony ojca był jeden kuzyn chłopaków, jedna siostra męza ze swoimi dziećmi i co mnie bardzo zaskoczyło żona mojego ex ze swoimi dziećmi, ale nie wszystkimi, był jej najstarszy syn z którym mój sie przyjaźni i siostra moich chłopaków, najmłodszy wtedy chyba 9letni został z tatusiem w domu, tak mój syn nie zaprosił własnego ojca na wesele, a na złość zaprosił jego żone z dzieciakami. No to tyle na dzisiaj i pozdrowienia dla wszystkich!!

Otagowane:  

Czy z normalnego dziecka można zrobić idiotę??

Dodano 7 sierpnia 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Chciałabym Wam przedstawić totalną nieodpowiedzialność, aby nie powiedziec głupotę mojej teściowej. otóż jak się orientujecie wśród jej dzieci jest o 5 lat młodsza siostra mojego męża upośledzona w jakis tam sposób, nie chodziła do zadnej szkoły, wykorzystywano ja do chodzenia po zakupy, a nawet żebrania na ulicy, no ale to za mało najlepiej byłoby pozbyc się jej z domu tylko jak to zrobić? A może znajdzie sie ktoś kto ja poslubi? Dziewczyna ze względu na chorobę urodą nie grzeszyła, niestety inteligencji za grosz, gdyż umysł dziecka, a ciało dorosłej kobiety, ale moja teściowa potrafi postawić na swoim. Znalazł się kandydat na męza, wpuściła go do domu, pozwoliła zrobić niepełnosprawnej córce dziecko więc szybko ślub, a potem problemy nikt z tą dziewczyną nie mógł zyć, ona nie nadawała się do samodzielnego wychowywania dziecka, więc oczywiście teściowa bierze dziecko pod swoje skrzydła (rodzina zastepcza), po 3 latach jakimś sposobem córka znowu spotyka się ze swoim męzem i bach kolejna ciąza, więc kolejne dziecko na barkach teściowej, starszy syn był traktowany normalnie, jeśli mozna by tak to nazwać natomiast z młodszego zrobili kompletnego idiotę i tak jest do tej pory. W tej chwili chłopcy mają 25 i 22 lata, starszy zrozumiał kilka lat temu jaka jest babcia i uciekł z tego koszmaru, natomiast młodszy wykorzystywany i sterowany w całym swoim zyciu siedzi tam i robi co babcia karze, aby tylko babcia miała na niego pieniądze. Skończył szkołę specjalną z bardzo dobrymi wynikami, ale co z tego? To całkiem normalny chłopak, a u lekarzy musi grać idiotę, co ten chłopak będzie miał z życia no raczej nic ciekawego to ja nie widze. A gdzie tu ja w tej całej sytuacji, otóż teściowa mając dwóch wnuków pod swoimi skrzydłami nie omieszkała skrzywdzić moich synów, bardzo rzadko zaglądał do nas ale gdy juz była za każdym razem coś ginęło, nawet ciuchy moich chłopaków, zabawki i inne rzeczy, była taka chwila gdzie potrzebowaliśmy pomocy, wystarczył tydzień pobytu mojej teściowej w moim domu, a już w zamrażalce brakowało połowy tego co było, środki chemiczne wszystko się pokończyło, no wolałam już więcej nie korzystać z jej pomocy, bo wychodzi na to że moje dzieci nie potrzebują nic, ale te wnuki które są z nią muszą mieć jak najlepiej kosztem innych. Nie wiem jak tak można, ale tak jest cały czas, dowiedziałam się kilka dni temu, że matka tych chłopców dlatego jest taka bo jak była mała spadła ze schodów i wtedy jej się coś poprzestawiało w głowie, tak babcia powiedziała jej synom ja znam inną wersję i bardziej prawdopodobną, ale cóz jak ktoś non stop kłamie gubi się w tym co mówi…

Otagowane:  

W poszukiwaniu ojca….

Dodano 6 sierpnia 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Wracając do mojej teściowej od momentu kiedy sie od niej wyprowadzilismy starałam się jak mogłam aby ograniczyć wszelkie kontakty, jednak nie było to łatwe ponieważ mój małzonek nie rozumiał, a może nie chciał zrozumieć jaka jest jego matka. W dwa lata po ślubie postanowił odszukać swojego biologicznego ojca, więc zaczęlismy swoje poszukiwania od USC, tam w akcie urodzenia zupełnym dowiedzielismy się, że mój mąż został uznany przez ojca w kilka lat po jego urodzeniu, to dało nam do myslenia, dlaczego przecież z tego co opowiadała moja teściowa to tata bardzo kochał syna, ale nie mógł byc w Polsce i że jego siostra to przecież też jego dziecko, stało się to dla nas bardzo dziwne (wtedy jeszcze nie wiedzielismy nic o dziecku przebywającym w zakładzie dla dzieci upośledzonych). Poszlismy więc tym tropem do sądu, tam urzędnicy udostepnili nam akta sprawy do wglądu i co się okazało, owszem ojciec uznał syna na sprawie, ale jego siostra to juz inna sprawa to nie jego dziecko, a dlaczego nie został w Polsce, dlaczego zostawił młodą dziewczynę z małym dzieckiem? Otóż fakt gdy była w ciązy z synem musiał wyjechać, wrócił później do Polski chciał zająć się synem i jego matką, ale niestety zaraził się od niej chorobą weneryczną, dowiedział się że już urodziła kolejne dziecko, które gdzieś oddała, dla mojego męża to był szok, przecież mama mówiła zupełnie co innego, jednak nie poruszył tego tematu z matką, a ja nie miałam takiego zamiaru. Po jakimś czasie postanowiliśmy odszukać jego ojca na terenie Niemiec jednak bez skutku, szukając po znajomych dowiadywaliśmy się coraz to nowych rzeczy, ale faktem było że mimo tego wszystkiego co zrobiła moja teściowa on bardzo kochał syna, ale nie mógł się z nim skontaktować bo ona na to nie pozwalała i niestety zmarł bez mozliwości kontaktu z synem. Wtedy mój ex poruszył temat z matką cos tam wymyslała, przyznała się że miała dziecko które oddała bo było chore i ze jego siostra jest innego męzczyzny, choć później i tak wiedzieliśmy że wiele zmysliła z tego wszystkiego, juz nawet nie pamiętam wszystkich szczegółów bo wszystko się mieszało i w sumie co było prawdą tego wtedy nikt nie wiedział. No to może tyle na dzisiaj nastepnym razem przedstawie kolejną sytuację, gdzie moja teściowa dała mi sie dobrze we znaki. Pozdrawiam wszystkich serdecznie.

Otagowane:  

Powoli czas do domu…

Dodano 5 sierpnia 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Dzisiaj tak tylko szybciutko bez ciekawej historii, ale jutro postaram sie napisać ciag dalszy przygód z moja teściową bo to jeszcze nie koniec jej wyczynów, które zaskakiwały wszystkich. Ale do tematu, tak więc dnia 20.08 wracam juz do domu i bedę miała czas aby nadrobic wszystkie zaległości w czytaniu blogów, bo teraz nie mam na to czasu starałam się choć odrobinę aby choć napisać i odpowiadać na komentarze, ale obiecuję wszystkim że jak tylko wrócę do domu zabieram się za nadrabianie zaległości, zapewne 1 dzień będę musiała poświęcić na sprzątanie w domu, bo jak to chłop sam w domu ponad miesiąc to nie wiadomo czego sie mozna spodziewać, ale i tak bedę miała zdecydowanie więcej czasu niż tutaj. Pozdrawiam wszystkich serdecznie!!!

Otagowane:  

Mamy problem, synek narozrabiał…..

Dodano 3 sierpnia 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Ot tak tutaj w sumie zaczyna sie moja wielka przygoda z tą kobietą, ale jeszcze wtedy do mnie nie docierało co to za kobieta, choc moja rodzina wyczuła ją od razu, no w końcu to byli dorośli ludzie, a ja 18 letnia gówniara. I stało się, synek narozrabiał więc do mamy, moja dziewczyna jest w ciązy, nie martw się synek wszystko załatwimy jak nalezy. Pierwsze spotkanie tej kobiety z moim ojcem, rany ile bajek ( teraz to wiem), że ona zrobi piekne wesele, że kupi to i tamto i w ogóle, koniec końców kupiła tylko alkohol i kwiaty, garnitur dla syna pożyczony, obrączki wtedy po moich rodzicach bo ona chwilowo nie ma, ale zaraz po ślubie nam kupi. Po co to było obiecywać złote góry skory nie miała nic i tylko tyle mogła dać od siebie. Dopiero po ślubie powoli zaczynało do mnie docierać kim jest ta kobieta, kim jest mój mąż, rany w co ja się wpakowałam, gdybym to wtedy wiedziała, nigdy bym tego nie powtórzyła.

Otagowane:  

Podobno pierwsze wrażenie jest najważniejsze?

Dodano 31 lipca 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

No to zapraszam na ciag dalszy z życia mojej teściowej…..

 

Z pozoru bardzo miła, poukładana kobieta dbająca o dom, o dzieci jednak to tylko pozory. Dla każdego człowieka, który nie pozna jej bliżej jest tak grzeczna, miła, oddałaby wszystko co może dać i wygląda, że szczera do bólu. Przy bliższym poznaniu okazuje się być zazdrosną jędzą, osobą która zabierze Ci wszystko co masz tak byś tego nie zauważył, osobą która mówi prawdę jak się pomyli, co za obłuda, jak tak można, tego nie rozumiem i właśnie dlatego postanowiłam opisać tę historię, aby nie ufać ludziom tak od razu, aby później nie cierpieć z tego powodu, bo czasem nie można się już cofnąć, czasem na taki krok jest już za późno. Gdy poznałam tą kobietę  z zaciekawieniem słuchałam historyjek, mówiła tak przekonująco że wierzyłam w każde jej słowo, jednak z czasem zaczęłam wątpić, zaczęłam zauważać wady, ale dla mnie było już za późno, gdy dotarło do mnie kim ona jest, jaka jest. W tym momencie była już moją teściową…..

Otagowane:  

Niechciane dziecko, w bardzo trudnych czasach….

Dodano 29 lipca 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Brak mi czasu w tej chwili, aby pisać i czytać, czytanie nadrobię po powrocie do domu, a teraz może Was zainteresuje historia mojej ex teściowej, chciałam ja opisać w całkiem odrębnym blogu, ale niestety nie dam rady, czas mi na to nie pozwala, jednak mam juz kilka gotowych tekstów, więc mam nadzieję że Was to zainteresuje, bo kobieta jest nie do podrobienia, na szczęście juz od dawna nie mam z nią nic wspólnego, a własne wnuki nie chcą znać babci, tak jak ojca. Historia jest opisana z boku i nie jestem pewna czy wszystko jest prawdą bo są tu fakty zasłyszane, w nastepnych tekstach będą zasłyszane i przeżyte przeze mnie scenki, ale postaram sie pisać tak aby było jasne co jest prawdą, a co moze nią nie być. No to zapraszam na pierwszą część, czyli tak jak w tytule…

 

Koniec roku 1946 czyli czas powojenny, wojska rosyjskie wycofują się z Polski czyniąc po drodze zło, pewna młoda wdowa z dwójką jeszcze małych dzieci, zostaje zgwałcona czego owocem okazuje się być niechciana ciąża, cóż miała robić?? Postanowiła urodzić to dziecko i tak 12 lipca 1947 roku przychodzi na świat bohaterka mojej opowieści Grażyna, w dokumentach widnieje nazwisko panieńskie matki, a ojciec nieznany. Pomimo okoliczności poczęcia dziewczynka jest całym światem dla matki, która wkłada całe swoje serce w jej wychowanie, jednak dziewczyna chyba odziedziczyła charakter ojca, jest nie usłuchana, nie chce się uczyć, kłamie, oszukuje wszystkich wokół siebie, a jak wiadomo takie zachowanie wiąże się z konsekwencjami. W wieku 13 lat trafia do domu opieki dla trudnych dzieci, matka nie dawała sobie rady z niepokorna nastolatką, może tam sobie poradzą, może tam nauczą ją jak żyć, ale niestety płonne nadzieje, ta dziewczyna jest chyba nie reformowalna,  niczego nie rozumie. Jako 17latka poznaje pewnego przystojnego mężczyzną, który przyjechał z Niemiec w ważnych sprawach do Polski, jako ze sama była ładną dziewczyną, coś się między mini nawiązuje, jakiś romans, a może coś więcej. W wyniku tej znajomości przychodzi na świat kolejne niechciane dziecko, w sierpniu 1965 roku Grażyna rodzi syna, który staje się dla niej ( choć chyba tylko teoretycznie) najważniejszym celem w życiu. 18letnia dziewczyna musi sobie radzić z wychowanie małego dziecka z pracą, gdyż ojciec małego Gerarda nie chce jej pomóc, musiał wracać do Niemiec….

 

Otagowane:  

No to ruszamy na wakacje…

Dodano 2 lipca 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Ostatnie kilka dni nie pozwoliło mi na dłuższe siedzenie przed komputerem, no niestety czasami trzeba popracować lub zrobic coś co należy. Otóż dzisiaj rano moi znajomi zmuszeni byli wrócic do Polski juz na stałe (moze kiedys opiszę ich historie pobytu na Teneryfie), więc o 6.00 rano wystartowali promem do Huelva w Hiszpanii, a później samochodem do Polski. Trzeba było pomóc zapakować samochód, ale też nie mogli zabrać wszystkiego co tutaj zgromadzili ze soba z powrotem, co udało im się sprzedać sprzedali, a reszta przypadła mi w „spadku”, ale nie o samą pomoc chodziło trzeba było też się pożegnać, w końcu juz tu nie wrócą, a ja jadąc do Polski jadę do dzieci i wnuczki i nie będzie czasu na podróże po Polsce. Muszę też powiedzieć, ze już mam kupione bilety na samolot i 9.07 lecę z synkiem do Polski, mam tylko nadzieję ze pogoda nie będzie nam za bardzo dokuczała. Trzeba przygotować bagaże, wszystkie prezenty i w ogóle, a trochę się nazbierało przez pół roku, bo ja mam w zwyczaju kupować co mi wpadnie w ręce ciekawego na długo przed planowanym wylotem, a dlaczego to już wyjaśniam, otóż zaraz obok mojego domu jest tzw pchli targ, czynny tylko w niedzielę na którym można kupić dosłownie wszystko za grosze, rzeczy nowe i uzywane, co kto chce, choć fakt że jak się czegoś szuka to najczęściej tego nie ma, dlatego jeśli widzę coś ciekawego to kupuje. W ostatnią niedzielę np. udał mi się kupić za całe 1 euro komplet jeansowy na roczek, spodenki i kurteczka z ocieplaczem odpinanym i całkiem nowe z metką, a ile takie coś kosztuje w Polsce w sklepie? No tego nie wiem bo mnie tam nie ma, ale raczej za 4zł się tego nie kupi, tak więc troszkę mi się wszystkiego nazbierało na szczeście mogę zabrać 2 duże torby po 116kg więc się zabiorę, kiedy wracam? A tego to jeszcze nie wiem, w sumie wszystko zależy od ceny biletów teraz udało mi się kupić bilet w jedną stronę za 375zł na osobę, a standardowa cena to od 700zł w górę za osobę w jedną stronę jednak na krótko przed wylotem często się zdarza, że cena bardzo mocno spada, być może taka informacja Was zainteresuje.

I tak na marginesie w nawiązaniu do wczorajszego wpisu, nie byłam dłużna mojemu partnerowi za tą przepiękną piosenkę i zadedykowałam mu inną, może mniej znaną ale równie piękną, przynajmniej dla mnie

Otagowane:  

Zabiorę Cię właśnie tam…

Dodano 1 lipca 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Brak czasu nie pozwala mi chwilowo na dłuższe siedzenie na blogu, ale chce Wam pokazać moją piosenke, którą zadedykował mi mój obecny partner i nawet wtedy nie mysleliśmy, gdzie tam nie marzyliśmy o mieszkaniu w takim miejscu w jakim mieszkamy, a jednak zrobił wszystko co był w stanie zrobić i zabrał mnie właśnie w takie miejsce.

Otagowane:  

Po raz kolejny pomaganie innym wychodzi mi bokiem….

Dodano 19 czerwca 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Coraz częściej zastanawiam się czy warto pomagać innym, tak po prostu z dobrego serca i sama nie wiem czy warto. Ale zacznę od początku, już tutaj na Teneryfie poznaliśmy pewną pare, nie byli małżeństwem, ale dziewczyna była w ciązy, na samym początku i bardzo się bała, ponieważ kilka razy już miała problem z donoszeniem przez te pierwsze tygodnie, miała też wtedy 13 letnią córkę z innym mężczyzną, który nie interesował się losem córki, więc obecny partner jakby zastępował jej ojca. Tym razem sie udało po kilku miesiącach urodziła im się śliczna coreczka, która zarówno dla mamy jak i dla taty jest całym swiatem, tata zrobiłby dla niej wszystko, jest jego jedynym ukochanym skarbem. Jednak sielanka tej pary nie trwała długo, dochodziło do różnych nieporozumień, których najczęstszym powodem była starsza córka dziewczyny. Nie wiem dokładnie co i jak bo nigdy nie interesuję się cudzym życiem jeśli ktoś mnie o to nie prosi i sam nic nie mówi. Jakieś dwa miesiące temu wszystko pękło i zostałam wmieszana w ich życie. Pewnego ranka zadzwoniła do mnie zapłakana koleżanka z prośbą o pomoc, przez telefon powiedziała mi tylko tyle, że jej partner dostał wyrok, dwa lata zakazu zbliżania się do niej i jej starszej corki i czy mogłabym pośredniczyć w przekazywaniu ich wspólnego dziecka na spotkania z tatą, prosiła bo nie ma tu nikogo innego komu mogłaby zaufać, aby zostawić dziecko choćby na 5 minut, zaszokowana cała sytuacją zgodziłam się i jak się domyslacie teraz ja za to płacę. Znam dwie wersje całej historii, a prawda zapewne leży gdzieś po środku, ale nie o to w tym chodzi. Na początku było wszystko dobrze, choć tata małej jest furiatem i ma totalnego bzika na punkcie córki, wyzwiska pod adresem byłej partnerki wpadały mi jednym uchem, a drugim wylatywały nie chciałam się mieszać w ich konflikt, po prostu przekazywałam wiadomości, ponieważ nawet nie kontaktują się przez telefon. tatuś małej miał pretensje, że matka pomimo że ma wykupiony karnet do parku rozrywki nie jeździ z dzieckiem przynajmniej raz w tygodniu, jemu cięzko zrozumieć że kobieta nie ma pieniędzy na paliwo aby robić tyle kilometrów, być może nie jest to aż tak daleko, a paliwo tutaj jest tanie, ale każda taka podróż to około 5 euro w obie strony, dla jednych to nic dla innych już sporo. Aby dziecko mogło jeździć z mamą do parku obiecał mi, nie jej prosząc o przekazanie informacji że co tydzień będzie dawal te 5 euro, aby pojechała i co drugi tydzień kolejne 5 na to aby przywiozła córkę, bo choć w wyroku było zapisane, że prawo do zabierania córki ma co 2 tygodnie na weekend, dogadali się oczywiście za moim pośrednictwem że będzie zabierał córkę w każdy piątek do niedzieli. Tydzień temu w niedzielę miał zostawić pieniążki za wyjazd w poprzednim tygodniu, otrzymał zdjęcia ze dziecko było, nie wiem czy zapomniał czy co, w sumie nie powinno mnie to interesować jednak dziewczyna faktycznie nie ma aż tyle kasy by jeździć i w tym tygodniu nie pojechała nigdzie z dzieckiem. Dzisiaj kolejny piątek, tata miał odebrać córkę ode mnie o 13tej, tak uzgodniłam między nimi i żartem przypomniałam mu o jego obietnicy, którą złożył mnie odnośnie kasy, jednak wszystkowiedzący Pan z ironią w tekście, że mam się nie wtrącać w jego życie tylko zająć się własnym. Napisałam mu, że chyba powinien zauważyć że żartuję, bo tak formułowałam tekst, aby nikogo nie urazić i by było widać żartobliwy ton, on to wziął tak poważnie, że dosłownie zrobił mi awanturę, że wpierdalam się dosłownie w jego życie i mam sie odczepić, mimo wszystko próbowałam załagodzić sytuacje pisząc, że jeśli w jakikolwiek sposób go uraziłam to przepraszam, bo na pewno tego nie chciałam, a to że mu przypomniałam to tylko dlatego że mnie to obiecał i sam prosił aby mu przypomnieć gdyby zapomniał, w odpowiedzi dostałam tylko jedno zdanie: „Obiecać coś to nie znaczy to spełnić…” Odpisałam mu że jeśli tak podchodzi do tego to jego sprawa ja już więcej nie będę się odzywać jedynie przekazywać wiadomości odnośnie kiedy ma zabrać lub oddać córkę. Przyjechał po małą z półgodzinnym opóźnieniem i od razu próbował mi zrobić jakąś awanturę, powiedziałam mu że nie chce z nim rozmawiać na ten temat, dopiero wtedy sie oburzył, mój partner próbował mu wytłumaczyć, aby przestał bo mnie boli głowa, to wychodząc tylko rzucił, a chuj mnie to obchodzi, że ja boli głowa i coś tam jeszcze ale już nie słuchałam, miałam dość. Czy ludzie nie potrafią docenić pomocy innych, widocznie tak już musi być, a dla mnie jeśli człowiek nie dotrzymuje własnych obietnic już nie wiele znaczy, nie obiecuje się niczego jeśli nie chcemy, czy nie możemy spełnić danej obietnicy. Dla mnie po raz kolejny pomoc innym wychodzi bokiem, najgorszy problem jest w tym że nie mogę się wycofać, tylko moja osoba podana jest w sądzie i we wszystkich innych instytucjach, no cóż bedę pomagac dalej, ale z mojej strony to już będzie pomoc tylko matce, ojciec niech zapomni, nie pozwole aby ktoś mnie upokarzał i wyżywał się na mnie bo ma zły humor albo cokolwiek innego, więc jeśli urażony pan zechce sobie pokrzyczeć, powyzywać itp niech znajdzie sobie innego kozła ofiarnego, ja już tego nie będę słuchać, a tym bardziej w jakikolwiek sposób temu panu pomagać.

Otagowane: