Może się zdarzyć i taka sytuacja, że nagle nasze maleńkie dziecko dostanie wysokiej gorączki, a tu środek nocy i w domu nie ma nic aby zbić niemowlakowi gorączkę (np wywołaną przez ząbkowanie) bo tak było w moim przypadku. Otóż opowiem Wam jak to było w moim przypadku.
Pierwsze dni na obczyźnie, zatrzymaliśmy się w domu mojej koleżanki, totalne „zadupie” do najbliższego miasteczka 30km, późny wieczór więc nawet jeśli pojedziemy apteka może być zamknięta, gdzieś pewnie jakaś działa tylko nikt nie wie gdzie, co robić? ^ miesięczne dziecko ma ponad 39 stopni gorączki, ale tylko to nic innego, żadnych innych niepokojących objawów. Troszeczkę się przeraziłam, ale zachowując spokój i zdrowy rozsądek złapałam za telefon (nota bene musiałam wyjść na podwórko aby złapać zasięg) i dzwonię do Polski do mojej koleżanki, a zarazem super pediatry prosząc o ratunek, co zrobić gdy mamy w domu tylko Eferalgan do rozpuszczenia dla dorosłych. Wypytała o wszystko, pomyślała i dała odpowiedź, nie łamać tabletki, nie kombinować po prostu rozpuścić tabletkę tak jak trzeba dla dorosłego i podać małemu 1/10 do wypicia i powinno pomóc (ważył wtedy około 7kg, bo dawka zależna od wagi) tak jak radziła, tak zrobiłam temperatura spadła, a następnego dnia było już wszystko OK, jednak od tamtej pory zawsze staram się mieć coś na takie ewentualne sytuacje, czyli syropek dla dzieci. Jednak jeśli zdarzy mi się taka sytuacja gdzieś u znajomych na odludziu przynajmniej wiem co robić bez paniki. Być może i Wam przyda się taka rada, bo raczej nikt z nas jadąc w gości gdzieś na wieś daleko od apteki do domu ludzi gdzie nie ma małych dzieci nie zabiera profilaktycznie ze sobą syropu na zbicie gorączki, ale jak widać z każdej sytuacji jest wyjście.

Otagowane:  

„Jaka ta dzisiejsza młodzież jest bezczelna!”

Dodano 6 października 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Jak dzisiaj oglądam telewizję i patrzę co wyprawia dzisiejsza młodzież to momentami, aż mnie ciarki przechodzą, ale cóż takie czasy. Jednak nie o tym chciałam pisać, patrząc na zachowanie dzisiejszej młodzieży przypomniała mi sie pewna moja przygoda sprzed lat. Miałam wtedy 28 lat więc jeszcze byłam młoda, a ze ponoć i teraz nie wyglądam na swoją 50tkę, więc wtedy tez nie wyglądałam na tyle ile miałam. Byłam wtedy w ostatnim miesiącu ciązy, była zima więc na sobie wiadomo kupa ciuchów, a nie zawsze na siedząco widać, że kobieta jest w ciązy. Tak więc musiałam gdzieś jechać środkami komunikacji miejskiej, wsiadłam spokojnie do tramwaju, a wręcz się wkulałam, bo ledwo już chodziłam, było wolne jedno, jedyne miejsce więc oczywiście usiadłam. Na następnym przystanku wsiadły dwie Panie w wieku około 50 lat, tak mi sie wydawało, nie były to staruszki, które nie mogły sobie postać, a ja szczerze nie mogłam stać, ale nie o to w tym chodzi. Tramwaj ruszył, Panie zatrzymały się przy mnie i byłam jedyną młodą osobą która spokojnie sobie siedziała z torebką na kolanach. Panie dyskutowały o różnych rzeczach, nagle jedna z nich niby mimochodem, oczywiście nie patrząc w moją stronę rzuciła:

„Jaka ta dzisiejsza młodzież jest bezczelna!”

Długo się nie zastanawiałam, podniosłam się z siedzenia i powiedziałam, bardzo grzecznie: „Proszę bardzo, niech Pani usiądzie”, kobieta spojrzała najpierw na moja twarz, potem zniżyła wzrok i zamurowało ją tak, ze z ledwością zdołała wybąkać: „Ale, ale to nie było do Pani”. Nie chciałam tego w żaden sposób komentować, bo nie było sensu, mam tylko nadzieje ze do kobieciny dotarło wtedy, że nie można tak ogólnikowo oceniać kogokolwiek, teraz jest to dla mnie śmieszna anegdota gdy przypomnę sobie minę starszej nie starszej Pani, to teraz mi się tylko śmiać chce.

Osobiście, nawet teraz gdy spędzałam wakacje w Polsce i byłam zmuszona do korzystania z komunikacji miejskiej zawsze starałam się ustąpić miejsca osobie, która wyglądala na taką, która musi usiąść z jakiegokolwiek powodu, choć sama mam problemu, aby stac dłużej w jednym miejscu, czasami znajdzie się człowiek który bardziej tego potrzebuje, ja w końcu nie jestem jeszcze taka stara, czasami i bardzo młody człowiek nie może stać na własnych nogach, gdy siedzi tego nie jesteśmy w stanie stwierdzić, więc czasem lepiej dwa razy się zastanowić, zanim palniemy jakieś głupstwo.

Otagowane:  

# Get Well Darcy # 43 Darcy jesteśmy z Tobą!

Dodano 27 sierpnia 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Dzisiaj raczej nie na wesoło chciałam ten temat ruszyć już wcześniej, ale tak jakoś zeszło, nie wiem ilu z moich czytelników jest fanami czarnego sportu, ale wiem że wszyscy jesteście ludźmi, dobrymi ludźmi i wierzę że będziecie z nami w tym bardzo trudnym momencie dla tego sportu. Na poczatek przedstawię Wam obraz pewnego młodego i bardzo utalentowanego sportowca, nie będą to moje słowa lecz cytaty najtrafniej opisujące tego chłopaka.

Darcy Ward

635728143095280241

„To geniusz, wysłannik niebios. Urodził się, aby ścigać się na motocyklach. To także wspaniały człowiek”

O umiejętnościach…

 

Darcy Ward jest geniuszem. Urodził się po to, aby ścigać się na motocyklu. Wielu zawodników, którzy spędzili lata w szkółkach pod okiem świetnych trenerów, nie potrafi zrobić naparstka tego, co potrafi Australijczyk. On ma wielką lekkość w jeździe, w pojmowaniu aspektów mechaniki. Ma tchnienie Boga, coś jak Ayrton Senna. Kiedy Warda podpatrują wielcy mistrzowie, którzy mają więcej tytułów niż on, nie są w stanie pojąć, jak on balansuje ciałem, jak się ustawia, jak puszcza sprzęgło. Wszystko jest spoza tej galaktyki. Nie można tego objąć umysłem.

O charakterze…

 

To człowiek o gołębim sercu, który nawet w trudnych chwilach – a przecież był zawieszony na 10 miesięcy – potrafił znaleźć jasny odcień życia. Kiedy ktoś mu mówił, że we Wrocławiu zginął Lee Richardson, to on szukał sensu tej śmierci. To człowiek, który ma niespożyte siły, odporność, energię, jest skory do żartów. To gość, który wciąż chce coś robić. Kiedy mówiliśmy mu, żeby posiedział spokojnie w hotelu i zrobił barbecue odpowiedział, że może to zrobić, ale jeżdżąc na deskorolce! To jest twórczy umysł; tym obarczeni są ludzie o niewyobrażalnej dla nas, śmiertelników, skali talentu. Darcy w każdej sytuacji potrafił dostrzec coś niezwykłego.

 

O mistrzostwach świata juniorów…

 

Dwa mistrzostwa świata, które Darcy zdobył, jakby przed chwilą wstał od stołu zjadłszy kromkę chleba z masłem, pokazują skalę jego talentu.

 

O żużlu…

 

Speedway to sport ekstremalny, który niemal 100 lat temu wymyślili Australijczycy… A żużlowcy kochają żużel ponad życie. Ward to wysłannik niebios, ale jak to z nimi bywa są także naznaczeni, podatni, wrażliwi na kaprysy losu. Przesuwają też granicę, jak Marco Simoncelli, który zginął na torze MotoGP pod kołami motocyklu swojego przyjaciela Valentino Rossiego. Sporty ekstremalne udowadniają, że nie ma żartów – takiemu Travisowi Pastranie kręgosłup oderwał się od miednicy! Geniusze pokazują nam jednak rozwój dyscypliny. Ktoś, kto ma dar od Boga i umiejętności nabyte w drodze rozwoju, jest postacią epokową, taką jak Darcy Ward.

 

A teraz może wyjaśnie dlaczego przedstawiłam jego sylwetkę, również słowani innych bo chcąc pisać swoimi słowami i tak musiałabym wszystko powtórzyć.



Darcy Ward doznał urazu kręgosłupa wskutek wypadku, do którego doszło w niedzielnym meczu PGE Ekstraligi pomiędzy SPAR Falubazem Zielona Góra a MRGARDEN GKM Grudziądz. Australijczyk jest przytomny i samodzielnie oddycha.

Niewykluczone, że już w środę Ward zostanie przetransportowany ze szpitala w Zielonej Górze do Wielkiej Brytanii. – Współpracujemy z firmami ubezpieczeniowymi z Australii, aby sprowadzić Darcy’ego jak najszybciej do Wielkiej Brytanii. Darcy jest już po operacji nadgarstka i miejmy nadzieję, że będziemy mogli go przetransportować. Jego stan jest stabilny i pozwala na to – powiedział Mark Lemon, menedżer reprezentacji Australii.

Lemon nie ukrywa, że w Wielkiej Brytanii Ward mógłby liczyć na wsparcie najbliższych. – Chcemy tylko, by był blisko domu. To pomaga, jeśli jesteś w anglojęzycznym kraju. Wiemy, że polskie szpitale są dobre, ale chcemy go z powrotem w Wielkiej Brytanii, aby przebywał w znajomym otoczeniu. Jeśli będzie miał wsparcie bliskich, to wszystko będzie łatwiejsze - dodał menedżer australijskiej reprezentacji.

Lemon nawiązał również współpracę z fundacją „Wings for Life”, która mieści się w Salzburgu. Niewykluczone, że pomoże ona w leczeniu Warda. – Pracujemy z nimi od poniedziałkowego poranka. Byli bardzo pomocni od początku i mają dużą wiedzę w kwestii medycyny. Staraliśmy się znaleźć jakąś pomoc i tak trafiliśmy do nich. Oni pomagają sportowcom z czołówki i są na bieżąco z wszelkimi badaniami i technikami, jeśli chodzi o urazy kręgosłupa – poinformował Lemon.

Nie mogę zebrać myśli, pracować, funkcjonować. Wciąż nie dociera do mnie to co stało się z Darcym Wardem. Jednak nie tylko ja tak silnie to przeżywam. Czytam i wiem, jak bardzo ta tragedia przeniknęła i poruszyła ludzi. Tysiące ciepłych i otwartych serc pełnych wrażliwości, człowieczeństwa, przyzwoitości. Tego, czego w momencie wypadku Darcy’ego zabrakło grupie psycholi, którzy krzycząc obraźliwe słowa pod adresem zawodnika pokazali swój upadek moralny, prymitywizm i brak godności. Ważne, że odwrócił się od nich cały stadion, odwrócili się wszyscy!!!
Darcy jesteśmy przy tobie zjednoczeni bez podziału na kibiców z Zielonej Góry, Torunia czy Leszna. Jest z tobą cała sportowa Polska, cały sportowy świat. Jest z tobą ciepła i szczera energia przekazywana przez młodych i starych, kibiców i zwykłych ludzi, którzy z szacunku do Ciebie wyrażają swój ból, dowody wsparcia okazują przez internet, media czy przychodząc na poniedziałkowe spontaniczne spotkanie pod oknami szpitala, w którym przebywasz.
To ciężkie chwile dla całego środowiska, ale przede wszystkim dla samego żużlowca. Wspaniałego człowieka i niesamowitego talentu. Młodego chłopaka, który za sportową ambicję i chęć bycia najlepszym zapłacił bardzo wysoką cenę.
Jesteś jednym z nas, cząstką każdego sportowca, kibica i zwykłego człowieka. Nie zostawimy cię tak samo, jak ty nie zostawiłeś nas do końca ostatniego biegu. Jesteśmy i będziemy z tobą zawsze.
Głęboko wierzę w to, że medycyna tak bardzo poszła do przodu, że to co niedawno było niemożliwe (przeszczep twarzy czy serca) dziś będzie do zrobienia. Wierzę, że takim ludziom jak Darcy będzie można pomóc.

Otagowane:  

Ciąża urojona….

Dodano 10 sierpnia 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Dzisiaj chciałabym Wam opowiedzieć historię mojej chrześnicy, a co za tym idzie najmłodszej córki mojej teściowej. Mamy maj roku 2005 zostaję zaproszona na ślub, nie miałam pojęcia że w ogóle panna ma jakiegoś chłopaka, gdyż po rozwodzie już prawie nie utrzymywałam kontaktów z moja teściową, jedynie na urodziny mojej chrześnicy, a to było w sierpniu zeszłego roku, a wtedy to jeszcze o niczym nie było wiadomo. Ślub cywilny jak ślub potem małe przyjęcie, o dziwo w mieszkaniu chłopaka, a w sumie jego rodziców i była to jedna wielka pomyłka, bo nawet na święta w prawie każdym polskim domu jest więcej na stole, zero alkoholu (choć ja nie piję), atmosfera nijaka i dość szybko opuściliśmy  to przyjęcie, jednak kilka chwil rozmawialiśmy no i jakoś tak pochwaliłam się, ze jestem w ciąży. Panna młoda wtedy stwierdziła, że też już planują dziecko, ale jeszcze nie jest w ciąży. Normalne jak się zawiera małżeństwo myśli się o dziecku, ja niestety miesiąc później poroniłam i życie toczyło się dalej. Na początku następnego roku doszły mnie słuchy że moja chrześnica jest w ciąży i jakoś w październiku będzie rodzić, ucieszyłam się jednak sama zajęta własnym życiem nie bardzo miałam czasu aby ich odwiedzić, zbliżał się sierpień i urodziny Doroty i jak co roku chciałam się do niej wybrać, dowiedziałam się że jej małżeństwo się rozpadło, a ona uciekła do mamusi podobno mąż ją bił i znęcał się nad nią, więc chciał czy nie chciał poszłam do domu mojej teściowej. Przyszła matka wyglądała na kobietę w 7-8 miesiącu ciąży, nic nie wskazywało tragedii, mijał czas, mieliśmy już listopad a ona dalej w ciąży, zaniepokojona pytam się teściowej co mówi lekarz, w odpowiedzi słyszę ze się pomylił i termin jest na grudzień. Ja wtedy byłam już w ciąży z moim najmłodszym synkiem, ale nic im nie mówiłam, bo w końcu co ich to obchodzi. Nie odwiedzałam teściowej jednak wiedziałam co się tam dzieje bo jeszcze wtedy moi chłopcy odwiedzali babcię, mijają kolejne miesiące a Dorota dalej w ciąży, spuchnięta, z ogromnym brzuchem, a dziecka nie widać. Zdenerwowana całą sytuacją już w widocznej ciąży udałam się do domu teściowej, w sumie spędziłam tam parę minut bo to co usłyszałam po prostu mnie powaliło z nóg, na moje pytanie czy Dorota w ogóle była u lekarza usłyszałam ależ oczywiście i wszystko jest w jak najlepszym porządku, ale lekarz się pomylił. Ile razy i o ile miesięcy może pomylić się lekarz. Gdy w czerwcu 2007 urodził się mój synuś, a moja chrześnica dalej była w ciąży, nie miałam już żadnych wątpliwości, że to ciąża urojona, już prędzej pytałam się mojego lekarza co zrobić z tym fantem, powiedział mi że tutaj tylko psycholog jest w stanie pomóc, więc nawet nie przekazałam tego mojej byłej teściowej wiedząc, że to i tak do niej nie dotrze. Było mi bardzo żal Doroty, ale nic nie mogłam dla niej zrobić, ostatni raz widziałam ją w sierpniu 2007 ciągle w zaawansowanej ciąży, ona sama nie chciała o tym rozmawiać, według niej wszystko było w porządku. Wyjechałam z Polski, od moich synów dowiedziałam się, że w święta 2007 już nie była w ciąży, że dziecko urodziła się martwe, po 2 latach ciąży, a dziewczyna no niestety pozostała zdecydowanie gruba już do dzisiaj z tego co mi wiadomo. Przez ostatnie 8 lat widziałam ją raz jeden 4 lata temu i z tego co wiem to wiąże się z różnymi facetami, niestety zbyt często zagląda do kieliszka, zaniedbała swój wygląd i wygląda na zdecydowanie więcej lat niż ma, no cóż ja nie umiałam jej pomóc, matka miała ostatnie zdanie i w końcu dziewczyna też była już dorosłą kobietą. Nie mam pojęcia w jaki sposób rozwiązała się ta ciąża urojona, ale wiem jedno na pewno bardzo odbiło się to na psychice i wyglądzie młodej dziewczyny. I takim to sposobem moja „kochana” teściowa zniszczyła życie kolejnemu dziecku.

Otagowane:  

Dziecko w szpitalu, to nic dobrego.

Dodano 16 czerwca 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

No niestety gdy maluszek trafi do szpitala nigdy nie wiadomo co może się satać, moja mała wnusia (ma 6mcy) jakieś dwa tygodnie temu trafiła do szpitala z jakimś wirusem, po prostu nie chciała nic jeść, dostała jakieś kroplówki i leki i po kilku dniach wypisali do domu, ale nie cieszyła się długo, gdyż w sobotę zaczęła gorączkować bez wyraźnego powodu, nie kaszlała, nie miała innych objawów jakiejkolwiek choroby, jednak dmuchając na zimne dzieciaki udały się do lekarza i… Znowu szpital, tym razem obustronne zapalenie płuc, skąd to się wzieło, nie wiem może po poprzednim pobycie w szpitalu, tego nikt nie wie. Na szczęście od soboty dostaje antybiotyk i jest już dużo lepiej, ale jeszcze kilka dni i tak spędzi w szpitalu, ale na szczęście mama cały czas jest przy niej więc taki maluszek za bardzo nie odczuje tego pobytu. Jedyny problem to to że na sali ma kolegę, który nie daje jej spać, cały dzień płacze i nie można uspokoić maluszka, biedne maleństwo jedno i drugie w takiej sytuacji. Mam nadzieję, że do końca tygodnia obie moje panny zdrowe, wrócą do domu bo tatus na pewno tęskni, ale musi pracować. U każdego najważniejsze jest zdrowie, gdy jesteśmy zdrowi powinniśmy się cieszyć, gdy to jest najwyższa wartość naszego życia, zdrowia nie kupimy za pieniądze jedynie leki, które nie każdemu są w stanie pomóc. A na zakończenie doceńcie to, że jesteście zdrowi, bo nigdy nie wiadomo gdzie, kiedy i w jaki sposób każdego z nas może dopaść jakieś choróbsko.

Otagowane:  

Migrena, paskudztwo które może sie przyplątać do każdego i nigdy nie wiesz gdzie i kiedy Cie dopadnie i meczy tak, ze masz dość wszystkiego i wszystkich. Jak z nia walczyć? Nie ma skutecznych sposobów na pokonanie migreny jedynie środki przeciwbólowe, cisza i spokój, a co najważniejsze szybka reakcja. Mnie po raz pierwszy dopadła jakieś 15 lat temu i początki były najgorsze, wtedy nie wiedziałam co zrobić, jak unknąc kilku dni potwornego bólu głowy, nic nie pomagało gdy ból był juz zbyt silny, praktycznie za każdym razem lądowałam na szpitalnej izbie przyjęć, gdzie podawano mi w zastrzykach środki uśmierzające ból. Rzadko zdarzało się, że wezwane pogotowie zostawiało mnie w domu, gdyż wystarczyło im zmierzenie ciśnienia, a tam 60/40 albo niżej więc to juz jest źle, najczęsciej po podaniu srodków wszystko mijało, jednak nie zawsze. Pewnego razu było juz bardzo źle wezwany lekarz bez zastanowienia zabiera mnie do szpitala, tam jak zawsze zastrzyki, ale nic zero jakiejkolwiek reakcji, głowa jak bolała tak boli, to były chyba najgorsze dni w moim zyciu, 30 dni potwornego bólu głowy, dzień w dzień kroplówki, zastrzyki a ból nie ustępuje, wszystkie mozliwe badania, bo być może jest inny powód tego bólu, ale nie, nic nie znaleźli, wszystko jest w normie, a mnie boli głowa. Po 30 dniach męczarni odeszło samo tak jak przyszło, w końcu ulga i do domu z rozpoznaniem migreny i zapasem leków oraz zaleceniami, aby odstawić to i tamto, odstawiiłam wszystko o co prosili, starałam się, brałam wszystkie zapisane leki i co? Po miesiącu z powrotem pogotowie, nie ja mam juz tego dość, cos z tym trzeba zrobić, gdy boli głowa nie mogę nic zrobić, nawet wypić szklanki wody, bo zaraz zwracam, a przeciez robiłam wszystko co mi kazali, same wyrzeczenia i wszystko na nic. W końcu stwierdziłam, że muszę żyć normalnie, zrobić coś, aby te bóle nie wracały i jakos mi się udało, może to głupie, ale żadne leki nie pomagały, zadne wyrzeczenia. Podstawowym składnikiem w mojej torebce stały się tabletki przeciwbólowe i udało się, gdy tylko zaczynałam odczuwać choć minimalny ból głowy lub jakiekolwiek inne symptomy migreny łykałam tabletkę i ból nie wystapił, problem występował tylko wtedy gdy w porę nie zareagowałam bo zabrakło tabletki, bo ból obudził mnie w środku nocy. Najczęściej taka 2-3 dniówka dopada mnie do tej pory, ale tylko wtedy gdy w środku nocy obudzi mnie ból, przerażający ból, a ja nie mogę już zareagować, nie mogę zrobić nic co by pomogło tak od razu, na szczęscie lekarz przepisał mi czopki, które uśmierzają ból i nie muszę wzywać lekarza, ale co mnie pomęczy to mnie pomęczy. Nie lubię patrzeć na cudze cierpienie i zawsze staram się pomóc, ale sama też nie lubię cierpieć ale na to nie mam wpływu. Nie życze tej choroby nikomu nawet wrogom, choć nie wiem czy ich mam, ale każdy gdzieś ma jakiegoś wroga…..

Otagowane: