Otagowane:  

El Teide, najwyższy szczyt Hiszpanii.

Dodano 14 stycznia 2016, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Dzisiaj przybliżę Wam odrobinę piękne widoki na najwyższy szczyt Hiszpanii El Teide, czyli fotki z wyprawy do podnóży wulkanu. Na zdjęciach można również zobaczyć 3 pozostałe wyspy należące do prowincji Santa Cruz de Tenerife czyli La Palma, La Gomera i El Hierro. Widok na którym widzimy dwa wzgórza to La Palma, najbliżej położona wyspa to La Gomera a tuż za nią widoczna jest najmniejsza z wysp kanaryjskich El Hierro, którą bardzo rzadko można zobaczyć gdyż musi sprzyjać temu pogoda, a zazwyczaj coś blokuje ten widok. Może zdjęcia nie są  najlepszej jakości, jednak mam nadzieję, że spodoba Wam się ta króciutka wycieczka.

11140029_941800895868003_341342886593126880_n 12295497_941800872534672_5967695487647657032_n 12299185_941801469201279_1522912996891387381_n 12299311_941801515867941_3775729234808663604_n 12301584_941801492534610_2945209412291308035_n 12308418_941801449201281_4655852753714903330_n 12310625_941800765868016_6007757791260955950_n 12316519_941801185867974_8493175284318802327_n 12341207_941801425867950_2807643924012978774_n 12342284_941800845868008_9015374670077781051_n 12342422_941801045867988_7074176864111406974_n 12342508_941800815868011_1585263550993025781_n 12342541_941801402534619_1792193594457802030_n 12346486_941801535867939_2428977291527183196_n 12348126_941800785868014_1990654404361100378_n DSCN0383 DSCN0385 DSCN0400 DSCN0407 DSCN0409 DSCN0410 DSCN0413 DSCN0415 DSCN0416 DSCN0417 DSCN0418 DSCN0419 DSCN0422 DSCN0425 DSCN0429 DSCN0430 DSCN0431 DSCN0432 DSCN0433 DSCN0434

Otagowane:  

Szkocja, kilka fotek z mojej wyprawy…

Dodano 13 stycznia 2016, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Ostatnimi czasy jakoś nie mam natchnienia do pisania, ostatnie wydarzenia i problemy zbytnio mnie przytłoczyły, być może zbiorę się i opisze mój obecny problem jednak dzisiaj chciałabym Wam pokazać przepiękne widoki Szkocji

DSCN0586 DSCN0579

DSCN0570 DSCN0568 DSCN0565 DSCN0552 DSCN0551 DSCN0550 DSCN0549 DSCN0541 DSCN0536 DSCN0533 DSCN0531 DSCN0530 DSCN0528 DSCN0525 DSCN0507 DSCN0495

Otagowane:  

Kilka chwil wspomnień z grudniowych wojaży…..

Dodano 4 stycznia 2016, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Witam serdecznie po długiej przerwie, zaniedbałam bloga przez ostatni miesiąc jednak miałam bardzo ważne powody. Tak jak pisałam w przedostatnim moim wpisie grudzień miał być bardzo intensywnym miesiącem w moim życiu i oczywiście był.

Pierwsze dni tego miesiąca spędziłam z jednym z moich starszych synów na zwiedzaniu tego pięknego miejsca w którym mieszkam czyli Teneryfy, którą niby znam jednak każda wycieczka daje nowe wrażenia gdyż jest to cudowne miejsce i na każdym kroku odkrywa swoje uroki bez względu na porę roku. Między innymi odwiedziliśmy podnóża najwyższego szczytu w Hiszpanii, wulkanu Teide, a że trafiliśmy na piękna pogodę nie musieliśmy ubierać się jak z zimowej scenerii, wystarczyła jakaś bluza z długim rękawem. Przepiękne widoki, miejsca w których nakręcane były sceny do różnych filmów, gdyż momentami jest to sceneria pustynna jak z innej planety, skały, pagórki i szczyty. Z punktów widokowych mogliśmy podziwiać z daleka zarysy pozostałych wysp czyli La Palmy, La Gomery i El Hierro były wyjątkowo wyraźne co nie zdarza się zbyt często.

Czas wizyty mojego syna szybko zleciał i niestety musiał wracać do Polski, a my wybraliśmy się w planowaną podróż do Szkocji, gdzie spędziliśmy całe 7 dni, ale to bardzo mało by można było docenić piękno tego miejsca. Mój partner zakochał się w krajobrazie pięknej i zielonej Szkocji, mnie również bardzo spodobały się widoki i historyczne miejsca które udało nam się odwiedzić.

Nie mieliśmy zbyt wiele czasu na zwiedzanie, bo co to jest 7 dni z czego 2 spędziliśmy na podróży, jednak udało nam się obejść Edynburg, zobaczyć zamek i pałac królowej, górę Króla Artura i kilka innych cudownych miejsc. Największą atrakcją, którą zobaczyliśmy na żywo była przeprawa w Falkirk, o której wiedzieliśmy i widzieliśmy tylko w telewizji. Odwiedziliśmy też monument Williama Wallace i jego okolice. Pogoda wyjątkowo nam sprzyjała, jak na tę porę roku było wyjątkowo ciepło i słonecznie, choć i deszczowa aura nas nie ominęła.

Jednak wszystko co dobre szybko się kończy i czas było wracać do domu, gdzie czekała już na nas rodzina, czyli mój drugi syn z żoną i moją jedyną ukochaną wnusią, ale o tym następnym razem.

Nie umiem zbyt pięknie opisywać widoków i krajobrazu, ale mam nadzieję że choć odrobinkę udało mi się przekazać. Tymczasem pozdrawiam wszystkich i obiecuję od tej pory już systematyczne zaglądanie tutaj i na wasze blogi kochani.

Otagowane:  

Szczęśliwego Nowego Roku!!!!!

Dodano 28 grudnia 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Tak bardzo szybko tylko życząc szampańskiej zabawy sylwestrowej choć już po świętach i pewnie wszyscy szczęśliwi i zadowoleni. Wracam zaraz w Nowym Roku i życzę wszystkim aby ten nowy 2016 był lepszy od mijającego!!

Otagowane:  

Szykują się pewne zmiany i nowości…

Dodano 21 października 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

No to zaczynam przygotowania do uruchomienia wpisów audio na www.audioexpress.pl czyli prostymi słowami mówiąc audioblog, strona FB https://www.facebook.com/pages/Audio-blog/628483760603929?fref=ts to tak na początek, aby wszyscy mogli się zorientować o co chodzi. Oczywiście kilku z moich gości już ma zamieszczone tam swoje wpisy, Dotarłam tam przez przypadek, a może to nie przypadek zaprosiła mnie https://www.facebook.com/jola.zdolskagurgul?fref=ts w momencie gdy założyłam profil blogowy na FB, szczerze mnie to zainteresowało przez info na stronie http://konwenanse.blog.pl dotarłam do aplikacji i zainstalowałam ją na swoim smartfonie i zaczęłam słuchać różnych blogerów i okazało się super ciekawe, ot tak sobie wysłałam swoje zgłoszenie i kilka minut później nieświadoma tego Jola zaprosiła mnie do udziału w tworzeniu audiobloga jako jeden z autorów, zaczęły się konwersacje, co i jak, po co, na co i dlaczego. Zanim pokaże się w wersji audio pewnie minie trochę czasu, ale trzeba się przygotować, coś dodać na stronie i pomyśleć jak to zrobić, jestem raczej starej daty i nie jestem omnibusem w komputerach choć co nie co się znam, więc myślę że dam radę ze wszystkim.

Tak mniej więcej w ciągu dwóch tygodni pojawią się moje pierwsze wpisy audio, ale o tym na pewno Was poinformuję.

Trzymajcie za mnie kciuki, aby wszystko poszło dobrze!!!

Otagowane:  

Co się dziś dzieje na moim blogu?

Dodano 18 października 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

W sumie chciałam napisać coś zupełnie innego, zupełnie w innym temacie, jednak trafiłam na stronę główną ONETU – Styl życia i nie dość, że mój licznik zaczął wariować to jeszcze co niektórzy zaczęli mnie opluwać, nazywać patologią itp Być może wpis, który trafił na tę stronę był chaotyczny i jakby wyrzucony z siebie, nie zastanawiałam się głębiej nad tym , piszę przede wszystkim dla siebie i dla tych którzy mnie czytają, nikogo nie zmuszam do odwiedzania mojego bloga, a tym bardziej do komentowania wpisów, jednak jeśli już ktoś komentuje to raczej wymagam odrobiny szacunku dla siebie, być może nie umiem pisać tak pięknie jak inni blogerzy, ale trudno nie jest to książka do wydania, za którą się płaci, jest to tylko życie i różne rzeczy się ludziom przytrafiają w tym życiu. Ktoś kto przeczyta tylko jeden wpis z mojego życia i od razu ocenia PATOLOGIA, niech najpierw zastanowi się nad własnym życiem czy było takie piękne i bez błędów, a dopiero potem ocenia moje. Niech najpierw założy moje buty i przejdzie w nich tyle co ja przeszłam we własnym. Zatwierdzam wszystkie komentarze, nawet te najgorsze, bo na tym polega uczciwość blogera, nie wybiórczo tylko te co mi pasują, ale wszystkie, również na każdy z nich odpowiadam zgodnie z własnymi myślami i sumieniem.  Taka krótka notka na temat tego co dzisiaj dzieje się na moim blogu. Pozdrawiam wszystkich serdecznie!!

Otagowane:  

Zna ktoś może ten wiersz, a może i autora…

Dodano 15 października 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Kiedyś jak byłam jeszcze nastolatką miałam takie różne zeszyty z wierszami, a bo to jakieś miłostki się zdarzały, a to jakiś chłopak rzucił albo i nie rzucił bo nic nie było, ale tak się wydawało jak to u nastolatek bywa. Ale nie o tym chciałam, pamiętam dobrze jeden z tych wierszy i w sieci jakoś nie udało mi się nic znaleźć na ten temat, może ktoś, coś pamięta. A oto i wierszyk.

Koniec już teraz z nami
Otulmy się więc wspomnieniami
Co prawda cierpię tylko ja
Historia miłości swój koniec ma
Ale ma tylko dla Ciebie
Mam coś jeszcze od siebie
Coś co przetrzyma czasu szmat
I co nie zginie jako kwiat
Eukaliptus, róża, gerbery
Bo musisz odczytać pierwsze litery
I wtedy zrozumiesz tylko TY
Eukaliptus, fiołek, bzy…

Otagowane:  

Z serdecznym podziękowaniem dla Jotki!!!

Dodano 5 października 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Nie umiem pisać tak pięknie jak nasza Pani od Biblioteki czyli skromnymi słowami nazwijmy ja dalej Jotką jak sama się przedstawia. Wpis, który napisała na temat mojego bloga skłonił mnie do napisania tego właśnie wpisu w podziękowaniu za jej ciężką pracę i wielki talent,

 

 Sama postanowiłam cos wykombinować,

aby Pięknie Jotce podziękować.

Jednak nie umiem tak pięknie naskrobać,

choć muszę coś wykombinować.

 

 

Wiersze to nie moja codzienność

i przyprawiają mnie o senność.

Rymowanki to nie moja bajka,

ale może za tą dostanę choć jednego lajka.

 

 
Dziękuję Ci Jotko z całego serducha

jak bije mocno, wie ten kto go słucha.

Z samego rana pełna radości

zaczęłam czytać blogowe nowości.

 

Tak wpadłam na tę piękną notkę

o którą oskarżyć można tylko Jotkę.

Tak pięknie to napisała,

że aż licznik mi rozbujała.

 

 

Więc nic innego mi nie pozostało

jak podziękować jak tylko się dało.

Wiec jak umiałam tak naskrobałam

a co napisałam to napisałam

 

 

Nie wiem jak mi wyszło to skrobanie, bo nie umiem pisać wierszy, jednak mam nadzieje że choć odrobinkę udał mi się wyrazić swoje podziękowanie za reklamę mojego bloga i ocenę mojej skromnej osoby.
Dziękuję bardzo!!!

 

Otagowane:  

Pozwoliłam sobie skopiować bez pytania….

Dodano 4 października 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Tak jak zawarte w tytule pozwolę sobie dzisiaj na skopiowanie wpisu Pani od biblioteki, bo ujęła moje serce swoim wpisem na mój temat, wiem moi czytelnicy mnie znają więc dla nich to nie nowość, ale mimo wszystko, wklejam i czuję się zaszczycona takim wyroznieniem i z całego serca dziękuje, a jednocześnie zapraszam na blog: http://paniodbiblioteki.blogspot.com gdyz nie tylko na mój temat tak pieknie pisze, ale również i o innych blogerach, których warto poznać.

 

Rozmowy z Marią

Korzeniami moja sąsiadka, pochodzi z Torunia, ja mam blisko i studiowałam w Toruniu, mam nadzieję, że nie zdradzam żadnej tajemnicy… I chociaż pewnie wielu z Was Marii nie trzeba przedstawiać, pozwólcie, że zamieszczę moje trzy grosze o Jej blogu, bo jeśli ktoś nie zna, to może się skusi…na smutek i szczęście :-)

Smutek i Szczęście…

Imienia nie zdradzi nikomu
pod nickiem śpiewnym ukryta,
życie bogato przeżyte -
za serce bloggerów chwyta.

Gdyś ciekaw, co niesie życie
w szczęśliwe i smutne dni -
u Marii Alejandry
wszystko prawdziwie brzmi.

I chociaż zasmakowała
barw życia jak w tęczy palecie,
pogodnie i zawsze śmiało
opowie o swoim świecie.

Los rzucił Ją daleko
z Polski w hiszpańskie strony,
by radość, nadzieję dawać
wszystkim ciepła spragnionym.

Co chwilę nowy temat
znajdzie, na blog swój wrzuci,
pogadać lubi z każdym,
z Marią przestaniesz się smucić.

Otagowane:  

Coś dla wielbicieli telenowel… i języka hiszpańskiego.

Dodano 23 września 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Witam i wiem, że ten wpis nie będzie dla wszystkich, dlatego tak jak napisałam w tytule jest to wpis dla tych którzy lubią telenowele, nie mówię o wszystkich telenowelach, mam na myśli meksykańskie produkcje, według mnie są one najlepsze, choć często mają wspólne wątki i tych samych aktorów. Jest na onecie pewien blog, który widnieje w moim spisie „Tutaj zaglądam” na którym znajdziecie wszystkie emitowane w TV4 telenowele, blog sam w sobie nie potrzebuje żadnej promocji gdyż ma świetną oglądalność, ale co mnie w nim urzekło? To ile pracy wkłada w ten blog autorka tego bloga, jaką rzetelną pracę wykonuje i za to należą się jej wielkie brawa. Wpadłam na jej blog przypadkiem szukając streszczeń pewnej noweli, która mnie bardzo zainteresowała i chciałam się dowiedzieć czegoś więcej, a akurat w tamtym momencie nie miałam zbyt wiele czasu na oglądanie odcinków po hiszpańsku, czyli do przodu, zanim pokaże się w polskiej telewizji. Na tym właśnie blogu znalazłam wszystko co mnie interesowało i tak śledziłam dodawane wpisy, nowe odcinki, nowe streszczenia. aż w pewnym momencie autorka zamieściła ogłoszenie, że potrzebuje lektora do tłumaczenia streszczeń jednej z telenowel, która jeszcze jest emitowana w TV4 pt „Dzikie serce”, zgłosiłam się i takim to sposobem w maleńkim stopniu przyczyniłam się do tworzenia tego wspaniałego bloga. Ta telenowela w Polskiej TV dobiega końca jednak około 3 tygodni temu rozpoczęto emisję kolejnej pod tytułem „Kotka”, dla mnie jest to bardzo ciekawa telenowela, nie zbyt długa z ciekawą historią. Również do tej telenoweli przygotowuję streszczenia więc jestem ciut do przodu z jej treścią, zapraszam wszystkich którzy lubią takie klimaty na blog http://telenovel.blog.pl/ oraz oglądanie w telewizji. Jak już wspomniałam blog nie wymaga żadnej promocji, ale mimo wszystko polecam, warto tam zajrzeć i samemu się przekonać ile pracy wkłada jego autorka.

A tak na marginesie właśnie oglądanie tych telenowel nauczyło mnie dużo jeśli chodzi o język hiszpański, poprawnego wysławiania się, składania zdań itp. To dla tych którzy uczą się języka w szkole czy gdziekolwiek i chcą go lepiej opanować, warto się wsłuchać w język, obejrzeć tłumaczony odcinek i oryginał, sprawdźcie sami, jednak coś z tego języka trzeba znać aby móc zrozumieć.

Otagowane:  

Gril i spotkanie po latach…..

Dodano 21 września 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Zorganizowanie grilla, czy to coś trudnego? No zapewne nie, jednak wszystko zależy od ekipy. Tak więc gdy spędzałam wakacje w Polsce w pewne słoneczne popołudnie z moją najukochańszą przyjaciółką postanowiłyśmy zorganizować grilla, oczywiście u niej w domu gdyż ma na to odpowiednie warunki, piękny ogród, ogromny stół osłonięty od słońca, jak to się mówi, żyć i nie umierać. Zaczęły się przygotowania, a więc pierwsze kto będzie? I tak oprócz mnie i mojej przyjaciółki będzie jej mąż, ma być druga moja najlepsza psiapsiółka i jeden z naszych wspólnych kolegów z podstawówki z żoną. umówiliśmy się mniej więcej na godzinę 16.00 jednak dom do którego jechałam jest kilka kilometrów poza miastem więc z Torunia zabieram moją druga przyjaciółkę i jeden z moich chłopaków zawozi nas na imprezę. Przyjechałyśmy kilka minut po 16tej, nasz wspólny kolega z podstawówki i jego żona już byli na miejscu. On jak on nie zmienił się za bardzo, wesoły jak zawsze, a jego żona no cóż jakaś dziwna, nie mogła się doczekać kiedy będzie ten grill (bo ona nic nie jadła), no ludzie jeśli umawiamy się popołudniu więc chyba należałoby coś zjeść z rana, a nie czekac cały dzień i poganiać właściciela, ale cóż różni są ludzie. W domu nie mogła wysiedzieć , bo dym z papierosów jej przeszkadza, ale nikt jej nie trzyma w domu, wszystko na zewnątrz już gotowe, więc zrobiła sobie drinka i wyszła na zewnątrz, zanim moja psiapsiółka przygotowała surówkę, abyśmy wyszli na dwór zdązyła wrócić i zrobić sobie kolejnego, a z tego c się dowiedziałyśmy od drugiej naszej przyjaciółki to siedziała na dworze i płakała, bo niby coś ją rozbolało, zjadła suchą bułkę z surówką bo była strasznie głodna, mięso na grillu dopiero się robiło, nikomu innemu to nie przeszkadzało tylko jej. W końcu wszyscy usiedliśmy przy stole, gospodarz domu serwował same smakołyki, była super atmosfera wśród nas przyjaciół jednak żona naszego kolegi chyba udawała bo marudziła, że chce wracać do domu itp Dyskutowaliśmy na różne tematy, było wesoło, gdy zrobiło się szaro nasz kolega z żoną pożegnali się i zapraszali nas na niedzielę do siebie, umówiliśmy się na telefon. My pozostali bawiliśmy się do białego rana, dyskutując i wspominając stare czasy. W niedzielę musiałam rano wyjechać gdyż dzieci postanowiły zabrać mnie nad jezioro. Więc pojechałam. Nasz kolega całą niedzielę nie zadzwonił, aby ponowić zaproszenie na basen, który ma w ogródku, ale nikt nie żałował iż się nie odezwał po tym co stało się w poniedziałek. Otóż nasz kolega przyjechał do właścicieli domu niby z towarzyską wizytą i pada pytanie: To jak się rozliczamy za tego grilla? Ja wydałem 40zł. (na jakieś 15 szaszłyków z czego zjedzonych zostało 6, reszte zabrali do domu i jakąś surówkę, którą jedli tylko oni i pewnie też na butelkę wódki grejfrutowej która piła tylko jego żona) Na to zbulwersowany pytaniem właściciel domu odpowiada, a ja wydałem 60zł na same mięso, a było tego sporo, bo karkówka, boczek, kiełbasa, kaszanka nie licząc surówki, dodatków typu musztarda, itp i alkohole, więc niby jak mamy się rozliczać, z resztą towarzystwa było uzgodnione że się składamy a Pan domu kupuje tylko oni chcieli sami coś przygotować więc to już ich sprawa. Niby normalnie wyszedł od nich z domu, moja psiapsiólka wręczyła mu jeszcze niedopitą wódkę żony i sok który pozostał, obiecał że zadzwoni ale niestety jakoś później już się nie odzywał. Na całe szczęście nie pojechaliśmy do niego do domu bo po takim numerze jaki wywinęli sami nie wiemy czego moglibyśmy się spodziewać. Ja jestem w stanie zrozumieć, że żona naszego kolegi (którego w sumie nie widzieliśmy XX lat) mogła czuć się obco w naszym towarzystwie, ale chyba zawsze można dostosować się do grupy, przecież grupa nie będzie dostosowywać się do jednej osoby. Co o tym wszystkim myślicie? Ja samą imprezkę wspominam bardzo miło, a cały incydent z rozliczeniem, my zamieniliśmy w śmiech w końcu nie musimy widywać się z ludźmi którym nie odpowiada nasze towarzystwo.

Otagowane:  

Wyprowadziłam się na „koniec świata”…

Dodano 16 września 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Czasami tak właśnie myślę, że wyprowadziłam się na koniec świata, tak bardzo daleko od bliskich, bo nie powiem od domu, iż dom to nie cztery ściany, a miejsce w którym mieszkamy, żyjemy i czujemy się szczęśliwi, spełnieni. Więc mój dom jest tutaj na Teneryfie, razem z moim partnerem i synkiem, choć bardzo brak mi moich starszych synów, za którymi bardzo tęsknię i tak bardzo chciałabym im pomóc, dać im wszystko na co zasługują, a sama muszę „walczyć o przetrwanie”. Może to tak dziwnie powiedziane, ale tak muszę żyć normalnie, a nie jest to łatwe gdyż z pracą ciężko, nie powiem aby mi czegoś brakowało, na życie wystarcza, jednak czuję jakiś niedosyt, brak możliwości pomocy dzieciom, już nie mówię tylko o stronie finansowej, ale również o swojej obecności. Mamy dobry kontakt, jednak czasem to za mało. tak mi brak moich synów, oni są częścią mojego życia i gdybym tylko mogła oddałabym wszystko, aby oni byli szczęśliwi. Bardzo się cieszę z każdego ich sukcesu, a czasami mnie zaskakują, jeden właśnie awansował w pracy, drugi zrobił kurs, aby znaleźć lepszą pracę i jeszcze robi 2 dodatkowe. sami doskonale dają sobie radę i za każdą moją pomoc serdeczne dziękują, nigdy o nic nie proszą bo wiedzą, że nam też nie jest lekko. Ja jednak gdy tylko mogę staram się im pomóc, wesprzeć radą i uśmiechem. Dla moich dzieciaków najważniejsze jest, abym zawsze była uśmiechnięta i szczęśliwa i dla nich będę, choćby na końcu świata, ale będę szczęśliwa, może kiedyś nadejdzie czas że nie będę się musiała martwić każdym dniem, czy wystarczy na wszystko i będę mogła wspomóc moje ukochane dzieciaki. Tutaj w miejscu tak odległym od rodzinnego miasta jestem szczęśliwa mimo tęsknoty za najbliższymi, żyje dniem dzisiejszym i nie zamartwiam się tym co będzie, jak na razie jest dobrze i aby tak dalej.

Otagowane:  

Mówię „Jo” bo jestem z Torunia!!

Dodano 14 września 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Dzisiaj tak troszeczkę obrazowo chcę Wam coś przedstawić abyście łatwiej zrozumieli, bo czasem ludzie z innych rejonów niż Pomorze, Kujawsko-Pomorskie zastanawiali się co to słowo oznacza, w Języku hiszpańskim z tą sama wymową, ale inną pisownią (Yo) oznacza po prostu Ja, w polskim słowniku raczej tego słowa brak, tak samo jest w moich rejonach z używaniem słówka „no”, gdyż też bardzo często jest używane w różnych momentach, a tu w języku hiszpańskim oznacza „nie” więc czasem gdy rozmawiamy po polsku nadużywając tego słowa to ludzie hiszpańsko języczni są z lekka zdziwieni dlaczego stale powtarzamy, nie, znajomym akurat udało się wytłumaczyć i teraz już wiedzą, że gdy dzwoni telefon i słyszą co chwila, no, no, no itd wiedzą że rozmawiamy z polakiem, ot i tyle celem wyjaśnienia.

 

 

Gwara toruńska różni się od języka polskiego przede wszystkim niezwykle częstym występowaniem wyrazu „jo”.

W różnych formach intonacyjnych.

Wyrażają one odpowiednio:

Aprobatę – jo!

Zdziwienie – jooo?

Prośbę o potwierdzenie faktu – jo?

Potwierdzenie faktu – no jo.

Przypływ pożądania – niech no jo….

Olśnienie – A jooo!

Rozczarowanie – no jooo…

Niedowierzanie – jo, jo….

Ekstra zabawkę na sznurku – jojo

Gruntowne potwierdzenie – jak ni jak jo

 

Jak sami widzicie gwara toruńska jest bardzo prosta i zrozumiała.

Otagowane:  
Otagowane:  

Pierwszy dzień w nowej szkole!!

Dodano 9 września 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

No i nareszcie spokój w domu, dziecko poszło do szkoły więc na spokojnie mozna usiąść do komputera, nikt nie marudzi że ja też chcę. Bez tego małego łobuziaka w domu choc przez kilka godzin można odpocząć, spokojnie posprzątać i w ogóle. Tak więc moje najmłodsze dziecko dzisiaj po raz pierwszy poszło do nowej szkoły, ma dopiero 8 lat a to już jego trzecia szkoła nie licząc polskiej. Rok chodził w Hiszpanii do grupy 3 latków, później po przeprowadzce na Teneryfę 4 lata chodził do jednej szkoły jednak gdy zmienilismy miejsce zamieszkania również synek był zmuszony do zmiany szkoły, nie bardzo był zadowolony na poczatku jednak podczas wakacji się przekonał, a dzisiaj był bardzo zadowolony, a gdy dotarł do szkoły cieszył się jeszcze bardziej gdyż razem z nim szkołę zmieniła jego koleżanka z klasy i trafiła do tej samej klasy co mój łobuziak. Usiedli razem w ławce i to na dodatek pierwszej zaraz przy wychowawczyni, mam nadzieję, że równiez wychowawczyni mu się spodoba, na pierwszy rzut oka jest bardzo miła, ale jak jest faktycznie to sie okaże. Również po raz pierwszy będzie dzisiaj sam wracał ze szkoły ponieważ w poprzednim naszym miejscu zamieszkania dojeżdżał do szkoły szkolnym autobusem gdyż było dość daleko i sam nie mógł chodzić choć bardzo chciał.Teraz też nie ma szkoły pod domem, bo piechotką jakieś 15 minut ale z kolegami zawsze raźniej, a ma kilku kolegów mieszkających obok nas. Refleksje z pierwszych dni szkoły mogę opisać później jeśli w ogóle moje dziecko coś więcej powie oprócz słowa „dobrze”, bo to u niego standard, nawet po egzaminie w Polsce gdy spytałam się jak było i co robił to skwitował że było dobrze, a co robił to nie muszę wiedzieć. Nikomu nie powiedział o co go pytali i w ogóle. Taka krótka notka choć długo mnie nie było, ale teraz muszę się zabrać za sprzątnięcie pokoju tego małego łobuziaka bo z nim się nie da, a trzeba wykorzystać jego nieobecność. Pozdrawiam wszystkich moich czytelników serdecznie!

Otagowane:  

Rozpoczęcie roku szkolnego, ale nie wszędzie….

Dodano 2 września 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Tak właśnie wczoraj rozpoczął się nowy rok szkolny w Polsce, dzieci w Szkocji chodzą do szkoły już tydzień albo i dwa, a w Hiszpanii te najmłodsze rozpoczynaja dopiero 9 września, a starsze 14, taki system i w sumie co roku inaczej. Tak więc mojemu synkowi pozostał jeszcze tydzień wakacji choć już nie może się doczekać kiedy pójdzie do szkoły, a że od tego roku szkolnego idzie do nowej więc jest bardzo ciekawy , co i jak będzie. Jak zapewne większość z Was się orientuje mój synek ma 8 lat i w tym roku idzie do 3 klasy, a do szkoły chodzi już 5 lat, teraz będzie 6 rok szkolny. Może wielu z Was to zdziwi, ale tutaj przedszkole jest dla dzieci do 3go roku zycia i za to się płaci, choć i w tych instytucjach państwo wiele pomaga, zasiłki rodzinne choć są bardzo niskie, na dziecko do 3 lat wynoszą 500 euro rocznie (płatne w 2 ratach w lipcu i styczniu) natomiast na starsze dzieci to tylko 290 euro wypłacane tak samo, każda matka podejmująca pracę i mająca na utrzymaniu dziecko do 3 lat otrzymuje od państwa 100 euro miesięcznie, aby mogła umieścić malucha w przedszkolu, no fakt że czasem to za mało ale zawsze jakaś pomoc.. Natomiast dzieci od 3go roku życia idą do szkoły, do grupy „Infantil| czyli krótko tłumacząc dziecięcej, gdzie od pierwszego roku otrzymują książki i podstawowe przybory szkolne (oczywiście rodzice muszą je zakupić), tak więc już 3 latki rozpoczynają naukę. Jest bardzo podobny system jak w polskich przedszkolach (nauka nie jest obowiązkowa, jednak 90% dzieci idzie do szkoly) z tą róznicą że te małe dzieciaczki oprócz zabawy i integracji z innymi dziećmi uczą się również powolutku pisać, liczyć i czytać, po pierwszym roku każde z nich potrafi napisać swoje imię, zna kilka literek i umie liczyć do 3 i zna te cyferki, aby je napisać. Uogólniając, dzieciaki przez 3 lata uczą się tego wszystkiego co polskie dzieci w zerówce, wiekszość z nich kończąc Infantil umie czytać i pisać, choć nie wszystkie. Na koniec szkoły otrzymują piękne dyplomy i wiedzą, że od następnego roku idą już tam gdzie są starsze dzieci czyli zazwyczaj budynek obok, jednak na terenie tej samej szkoły, niektore po prostu tylko zmieniają piętro w szkole, przez 3 lata miały jedną nauczycielkę i jedną klasę teraz zmieni się Pani i dostaną nową salę. Tak więc wszystkie 6latki idą do szkoły zadowolone bez żadnych obaw, gdyż 3 lata przygotowań do tego momentu daje swoje efekty. Edukacja szkoły podstawowej trwa 6 lat i zazwyczaj tak jak w PL 3 lata jedna wychowawczyni, potem inna, jednak maluchy mają swoją salę przeznaczoną tylko dla jednej klasy, więc wszystkie książki, przybory szkolne zostają w szkole, dziecko zabiera z domu tylko śniadanie i odrobione zadanie domowe, a jeśli chodzi o zadania domowe to w Infantil 3 i 4 latki dostają na weekend cos do zrobienia w domu, a 5 latki 2,3 razy w tygodniu, tak aby już w 1 klasie praktycznie codziennie odrabiać zadania w domu. Część podręczników kupuje szkoła dla każdego ucznia, rodzice muszą kupić wszystkie przybory szkolne i część podręczników, w starszych klasach gdzie nauka jest bardziej zróżnicowana większość podręczników finansuje szkoła. Tak więc 12latki kończą szkołę podstawową i idą do gimnazjum (jak to się mówi w PL, tutaj jest to 2 stopień nauczania). Obowiązek nauki jest tutaj do ukończenia 16 lat (i to błąd) czyli do momentu ukończenia gimnazjum ktore tutaj trwa 4 lata, jednak jeśli znajdują się uczniowie którzy nie ukończyli jakiejkolwiek klasy są starsi i nie muszą kończyc tego gimnazjum, więc wielu tutaj rezygnuje bez ukończenia tej szkoły, a dalej no cóż idą nieliczni, Ci bardziej utalentowani, albo pchani ambicjami rodziców, choć takich to raczej mało w Hiszpanii bo większość ze starszych ludzi kończąc 16 lat zaczynała pracować, bądź samemu bądź u rodziców, choć z roku na rok coraz wiecej uczniów decyduje się kontynuować naukę idą z postepem. Jak myslicie czy gdyby w Polsce został wprowadzony taki system nauczania, czy dalej większość polaków byłaby przeciwko posyłaniu 6 latków do szkoły?? Pozdrawiam serdecznie!!

Otagowane:  

Odrobinka humoru a dzisiaj!!!

Dodano 2 września 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Otagowane:  

LBA kolejna nominacja, zapraszam do zabawy!

Dodano 28 sierpnia 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

LiebsterAward-2

No i super! Druga nominacja do LBA w ciągu tygodnia, oczywiście z miła chęcią odpowiem na pytania, a co za tym idzie wezmę udział w zabawie. Jest mi bardzo miło za to uhonorowanie i bardzo dziękuję
http://zagubiona29.blog.pl
. Nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za “dobrze wykonaną robotę”. Więc tym bardziej mnie cieszy, że ktoś docenia moją pracę i starania.

Podstawowe zasady zabawy to: Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.

Pytania od Flowers28:

1. Co napędza Cię do pisania?

Jak zapewne zauważyliście to w moim przypadku to codzienność i nadmiar czasu wolnego, ale również chęć podzielenia się z innymi swoimi przeżyciami.

2. Gdzie chcesz być za 10 lat?

Szczerze, dobrze mi tu gdzie jestem i nie mam zamiaru zmieniać miejsca zamieszkania.

3. Szklanka do połowy pełna czy do połowy pusta?

No raczej do połowy pełna, a od połowy pusta.

4. Czy podoba Ci się polska pod kątem krajobrazu?

Oj bardzo! Polska to piękny kraj z pięknym krajobrazem.

5. Czy facet to świnia Biorąc pod uwagę wszystkie za i przeciw..

Biorąc pod uwagę wszystkie aspekty to przydatne „zwierzątko” i czasem można sobie bez niego poradzić, jednak są momenty gdzie bez niego ani rusz!

6. Jesteś szczęśliwa w tym momencie?

Tak jestem szczęśliwa!

7. Jest coś co byś zmieniła w swoim życiu?

Chciałabym mieć moje dzieci bliżej.

8. Ulubione danie?

Moje ulubione danie to golonka po bawarsku z pieczonymi ziemniaczkami.

9. Film na którym się poryczałaś ze śmiechu ?

Oj, kilka ich było choć dawno, dawno jeszcze w kinie na serii „Żandarma”

10. Masz dystans do samej siebie?

Gdybym go nie miała pewnie już dawno bym „popłynęła”

11. Pierwsza myśl po przebudzeniu?

Nie chce mi się wstawać!

 

No wiec teraz kolej na moje pytania do Was moi mili, choć nie będzie to łatwe gdyż już w poprzedniej nominacji miałam z tym problem, jednak coś wymyślę.

1.      Czy sprawia Ci przyjemność pisanie bloga?

2.      Jak spędziliście tegoroczne wakacje?

3.      Jaki sport jest dla Was najbardziej interesujący?

4.      Jaki kanał TV najbardziej lubicie oglądać?

5.      Jak oceniacie facebook?

6.      Kogo lub co zabralibyście na bezludną wyspę?

7.      Piwo, wino czy mocniejsze trunki?

8.      Czy gdybyście mogli przeżyć życie od nowa coś byście zmienili?

9.      Czy waszym zdaniem pomoc państwa dla Polaków jest wystarczająca?

10.  Co byście zmienili będąc na miejscu prezydenta RP?

11.  Czy wyobrażacie sobie życie bez własnych dzieci?

 

No troszkę musiałam się wysilić, aby wymyślić te pytania, ale są, a teraz do kogo je kieruję, czyli moje nominacje.

1.     
https://kasinyswiat.blogspot.com

2.     
https://blaskicodziennosci.wordpress.com

3.     
https://jagatoja.blogspot.com

4.     
http://sama-mama.blog.onet.pl

5.     
http://zzyciawziete2.blogujacy.pl

6.     
http://boja.blog.pl

7.     
http://itakotojestemtu.blog.pl

8.     
http://ooszukanaprzezzycie.blog.pl

9.     
http://jestemnajsilniejsza.blog.pl

10. 
http://wrzosy.blog.pl

11. 
http://annakobieta.blog.onet.pl

 

Oczywiście jak wszyscy zapewne wiecie udział w zabawie nie jest obowiązkowy, ale mile widziany. Zapraszam więc do wspólnej zabawy.

Otagowane:  

Moje wakacje w telegraficznym skrócie…

Dodano 25 sierpnia 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Siedzę i myślę, co by tu napisać i nic mi nie przychodzi do głowy, nawet nie wiem jaki temat miałabym ruszyć. Może coś o moim pobycie w Polsce, ale czy był aż tak ciekawy aby pisać, sama nie wiem. Wyruszyłam do Polski 09.072015 roku wychodząc z domu o 10tej rano, samolot do Gdańska mieliśmy o 12,35 więc gdy dotarlismy na lotnisko mozna było sie odprawić, a kolejka była ogromna, a oczywiście mój synuś nie mógł się już doczekać lotu, jednak sprawnie to poszło i idziemy do samolotu, przed nami 5  i pół godziny lotu, czyli totalnej nudy. Moje dziecko niecierpliwie czekało na lądowanie a czas sie dłużył, ale jakoś wytrzymał szczęśliwie wylądowalismy w Gdańsku o 19.05 czasu polskiego, a autobus do Torunia dopiero o 23.15 więc spokojnie komunikacją miejską docieramy na dworzec autobusowy, pogoda byle jaka z nieba siąpi deszcz, a my musimy czekać. Jakoś wytrzymał ten mój synuś choć nie obyło się bez ciagłego marudzenia, a długo jeszcze? W autobusie zasnął od razu więc podróż do Torunia przebiegła wyjątkowo szybko, na dworcu czekała już moja synowa i do domu, szybko jednak położylismy się spać i od następnego dnia już z dziećmi i wnusią rozpoczęły się moje wakacje w Polsce. Warto było przemęczyć się cały dzień aby zobaczyć i uściskać dzieci i moją maleńką ukochaną wnusie, na szczęście nie boi się nikogo więc szybciutko przyzwyczaiła się do obecności babci i nowego wujka w domu. Niestety pierwsze dni pobytu nie dopisały pogodą i więcej czasu spedziliśmy w domu lub na odwiedzaniu rodziny i znajomych. Jak zapewne wszyscy wiecie dość szybko dotarły do Polski upały, a wtedy to juz nawet spacerek z dzieckiem do południa nie był możliwy, tak źle i tak nie dobrze, jednak gdy tylko się dało korzystaliśmy z uroków słońca nad jeziorem, bądź na działeczce w cieniu. Czas zleciał tak szybko, że nawet się nie obejrzeliśmy a czas było wracać do domu, kilka wypadów nad jezioro, kilka wizyt u przyjaciół, odwiedziny dzieciaków i mojego taty, wszystko w jakimś normalnym tonie bez żadnych rewelacji. Synek kilkakrotnie próbował wyjść na podwórko jednak za każdym razem szybko wracał, bo nikogo nie ma, no cóz wszyscy na wakacjach, jednak udało mu się zaliczyć kilka treningów hokeja starszego brata, ślizgawkę na lodowisku, nawet latem się dało pojeździć na łyżwach, ale najlepszą zabawą były odwiedziny u mojej najlepszej przyjaciółki, tam miał kolegę i super zabawę, a ja potrafiłam siedzieć do białego rana i wspominać stare czasy i prowadzić dyskusję na temat obecnych. Super były wypady nad jeziorko podczas pieknej pogody, gdzie wszyscy byli zadowoleni. Oczywiście nie obyło się też bez wizyty na toruńskiej „Motoarenie” stadionie żużlowym i meczu mojej ukochanej druzyny, w jednym z postów opisałam jak to nas burza przywitała na meczu, ale mimo wszystko było super. Ogólne wrażenie w pobytu w Polsce, było super i żal było wracać, zostawiać dzieci i wnuczkę, ale cóż tak to już jest, że wszystko się kiedyś kończy i trzeba było wracać do domu, oczywiście pełne walizy zakupów, w wiekszości artykuły spożywcze, gdyż tutaj nie ma wielu rzeczy, które bardzo lubimy. Tak więc 2 walizy po 20 kg do tego dwie mniejsze o wadze około 10kg moja torebka, laptop i tylko ja i mój 8 letni synek, któremu każda torba ciązyła, na dworzec PKP odwoził mnie mój 21 letni syn, synowa i wnusia i moja super synowa wpadła na pomysł, że może jednak mój syn wsiądzie z nami do pociągu i pomoze mamie dotrzeć na lotnisko przecież te bagaże tyle ważą, no więc chciał czy nie chciał musiał sobie zafundować wycieczkę do Poznania, bo tym razem stamtąd startowaliśmy, oj gdyby nie to moje kochane dziecko to faktycznie bym się zadźwigała z tym wszystkim, bidulek pociąg powrotny miał dopiero około 20tej czyli do domu dotarł około 23 a ja dotarłam na Teneryfę o 22.45 tutejszego czasu (23.45 polskiego) więc tylko godzinę prędzej był w domu niż jak, a przecież on nie opuścił Polski, no ba ale tak to już jest. Gdybym wiedziała, że zechce ze mną jechać pojechalibysmy samochodem i byłoby szybciej, ale cóz wyszło jak wyszło. Na szczęscie wszyscy dotarliśmy do siebie cali i zdrowi, oczywiście najbardziej z naszego przylotu cieszył się mój mały synuś i oczywiście jego tata, czekał już na nas na lotnisku, a z lotniska rzut beretem, bo zaledwie 15km i w domu. Ot tak przebiegły w skrócie moje wakacje w Polsce, może jeszcze opiszę jakieś poszczególne wydarzenia jak mi się cos w głowie ułozy, na dzisiaj już chyba dość. Pozdrawiam wszystkich serdecznie!!

Otagowane: