Witam serdecznie po bardzo długiej przerwie, jakoś nie miałam czasu ani nastroju na pisanie bo życie toczyło się spokojnym torem i w sumie nie było za bardzo co pisać. Jednak w ostatnim czasie sporo sie wydarzyło w moim życiu zarówno dobrego jak i złego.

Tak jak napisałam w tytule wpisu Teneryfa jest przepięknym i spokojnym miejscem dożycia, ale nie jest to miejsce gdzie w krótkim czasie można się dorobić, niestety nie do wszystkich to dociera. Zacznę więc od początku, jakoś pod koniec zeszłego roku mój małżonek poznał pewnego człowieka, który chciał otworzyć z nim biznes i zaczęliśmy rozmowy, poszukiwania miejsca itd. Wkładając całą moją wiedzę i serce udało mi się znaleźć duży lokal za niewielkie pieniądze, aby otworzyć warsztat elektryczno-mechaniczny. Człowiek z którym rozmawiałam przez skypa wydawał się bardzo rozsądnym i inteligentnym człowiekiem, zakreśliłam mu wszystkie możliwości pracy tutaj i jak to mniej więcej wygląda. Mój mąż w tamtej chwili miał jeszcze własną działalność, ogromną bazę klientów, jednak koszty utrzymania firmy są tutaj bardzo wysokie i bez dobrego, oficjalnie otwartego lokalu nie bardzo się da na to wszystko zarobić, więc rozmowy potoczyły sie w tym kierunku. Pan X (tak go nazwę) zaproponował mi na wstepie umowę o pracę, abym prowadziła całą dokumentację firmy, obsługę klienta i tłumaczenie, zgodziłam się ponieważ widziałam w tym przyszłość zarówno dla mnie jak i dla mojego męża. Nie bardzo było nas stać na samodzielne otwarcie takiego warsztatu, więc jeśli ktoś się zaoferował do współpracy, że wyloży kasę i będziemy pracować aby spokojnie żyć i powoli odrabiac to co włożył nam to pasowało. Mąż zrezygnował z autonomo, gdyż miał zostać zatrudniony jako mechanik w nowo otwartym warsztacie, pod nieobecność (jeszcze był w PL) Pana X załatwiłam wynajęcie lokalu, znalazłam bardzo taniego inżyniera, który przygotuje cały projekt i wszystkie inne sprawy związane z licencjami i otwarciem. Tak dla porównania, znajomy za projekt i licencje za lokal około 60-70 metrów zapłacił inżynierowi około 3500 euro, ja znalazłam takiego który za to samo tyle że lokal 500 metrów chciał tylko 2000 euro.

Oprócz lokalu załatwiłam Panu X mieszkanie z 3 sypialniami, nad samym warsztatem (ok 120 metrów) za zaledwie 500 euro w tym wliczone wszystkie opłaty (prąd i woda), ponadto załatwiłam drugie mieszkanie z dwoma sypialniami za 410 euro dla pracownika bo miał przyjechac z super elektrykiem samochodowym. Wszystko było gotowe, lokal, mieszkania a nawet na poczatek dałam im od siebie, kubki, talerzyki i inne rzeczy do kuchni niezbędne na początek. Wiadomo, że odnośnie lokalu nie mogłam zrobić nic więcej oprócz wynajęcia bo aby zacząć działać potrzebna jest na miejscu osoba za to odpowiedzialna i oczywiście otwarta firma.

No i na początku marca zjawił się Pan X razem z żona i dzieckiem, na początku wszystko było super, jeździłam z nimi, załatwialiśmy sprawy związane z otwarciem firmy, dokumenty, konto bankowe itd. Według projektu trzeba było troszkę zmodyfikować lokal bo inaczej byłby bardzo wysokie koszty pociągnięcia instalacji przeciwpożarowej, ale wszystko zostało uzgodnione , co i jak i inżynier pracował nad projektem, mój mąż razem z nowo przybyłym elektrykiem zajowali się naprawą samochodów, niestety okazłao się że nie jest to żaden super elektryk ale samouk i praktycznie z czasem wszystkie auta, których się dotknął wróciły na poprawkę, a człowiek pieniądze skasował, ale niestety w momencie gdy auta zaczęły wracać jego już na wyspie nie było, nie wytrzymał nawet miesiąca, bo miał obiecane przez Pana ZX, że zarobi na początku minimum 1500 a nawet 2000 euro, a tutaj niestety to nie realne nawet przy najlepszych wiatrach.

Pan X chciał się pokazać z jak najlepszej strony i oczywiście na początku szastał pieniędzmi na prawo i lewo kupując do warsztatu kompletnie nie potrzebne rzeczy, które kosztowały sporo, ale się dublowały gdyż mój mąż to wszystko już miał. Właścicielką firmy jest żona Pana X, ale jak wyszło z czasem nie ma nic do powiedzenia widnieje tylko na papierze. Mieliśmy mieć z męzem umowy o pracę już w marcu, ale wszystkie sprawy z otwarciem firmy trochę się przeciągały jak to na Teneryfie bywa i zostało uzgodnione, że umowy bedą o kwietnia, nie widzieliśmy w tym żadnego problemu w końcu chodziło nam bardziej o spokojną pracę a nie o sam papier, który choć ważny to jednak nie najważniejszy.

Cały styczeń, luty i marzec stawałam na głowie, aby wszystko było jak najlepiej, nie upomniałam się o zapłatę bo wiadomo początek itp, Pan X zapłacił za marzec i kwiecień za moje mieszkanie (po 500 euro za mc) więc jakoś tam się dogadamy. Od kwietnia zaczęliśmy w miarę normalną pracę ale przy drzwiach zamkniętych ponieważ przygotowanie lokalu do otwarcia tutaj nie jest zbyt prostą i szybką sprawą, trzeba było położyć całkowicie nową instalację elektryczną, elektryk którego polecił Pan X zaśpiewał sobie za tę usługę 7000 euro, no bardzo dużo niestety znalazłam takiego, który zrobił dokładnie to samo za zaledwie 2300 euro, jednak jak się potem okazało ja wszystko robiłam źle. Pierwsze problemy zaczęły się już na  początku maja, już zaczęły się gadki że on nie będzie wykładał ze swojej kasy na wynajęcie lokalu i mieszkań. Pytając się o moją wypłatę za kwiecień Pan X juz miał wielki problem, aby cokolwiek wypłacić bo musi zapłacić za lokal, mieszkanie itp ale jeszcze było w miarę poszłam na ugodę że za kwiecień moją wypłatą będzie 500 euro za mieszkanie i opłata tutejszego ZUS od umów o pracę ponieważ warsztat jeszcze zamknięty a my z mężem mamy już umowy. Oczywiście co do umów już na początku kwietnia były kłótnie, gdyz Pan X stwierdził, że to ja sama się zatrudniłam bo on o tym nic nie wiedział, ale mojego męża to już zatrudnił, stale miał jakieś pretensje tylko do mnie bo moja praca niestety nie przynosiła mu żadnego zysku. Kupując cześci w sklepach uzyskał na dzień dobry bardzo wysokie upusty jakby to powiedzieć w spadku po moim męzu, ale dla niego to wszystko było za mało, on chciał na częściach zarabiać minimum 50% a to jest jawne oszukiwanie klientów, tak samo za pracę chciał kasować nie wiadomo ile, bo niestety pieniądze mu się skończyły, a opłaty trzeba robić.

Cały maj minął praktycznie w bardzo nerwowej atmosferze, ale pracowałam robiąc wszystko jak najlepiej umiem aby wszystko było czytelne i jasne do zrozumienia, oczywiście Panu X nic nie pasowało, wszystko robię źle, nic nie umiem, nie znam języka, nie umiem tłumaczyć ot nie umiem nic i na początku czerwca stwierdził, że nie zapłaci mi za moją pracę ani centa i jeśli chcę pracować to mam pracować za darmo, tylko za to że mam umowę o pracę, więc nie wiele się zastanawiając zabrałam wszystkie moje rzeczy i się wyniosłam, mało brakowało aby mnie uderzył chcąc wyrwać mi klucze i moje notatki, ale miał szczęście że się wywinęłam,  był to piatek w poniedziałek poszłam do lekarza i dostałam zwolnienie lekarskie, tego samego dnia żona Pana X pytała mnie co może zrobić abym nie zgłaszała sprawy do żadnych inspekcji, powiedziałam jej wyraźnie że oczekuję wypłaty za maj i kontynuację kontraktu przez miesiąc aby mieć prawo do pomocy, której mnie w tym momencie pozbawili zawierając ze mną umowę o pracę, niestety następnego dnia Pan X zaciągnął swoją żonę z jakimś tłumaczem do księgowego i z wielkim zadowoleniem po powrocie do warsztatu zakomunikował mojemu męzowi, że zostałam zwolniona i nie musi mi nic płacić, oj tutaj się bardzo pomylił albo miał tak wspaniałego tłumacza. Tego samego dnia na szczęście poszłam do księgowej i dostałam wszystkie dokumenty dotyczące mojego zwolnienia, które podpisałam z adnotację że się z tym nie zgadzam ponieważ nie zostały mi wypłacone pieniądze. Panu X w tym momencie oprócz wypłaty za maj doszło jeszcze do wypłacenia około 500 euro, za 5 dni czerwca, 5 dni urlopu i odszkodowanie za rozwiązanie kontraktu na stałe, ale niestety nie poczuwa się do tego że trzeba to zapłacić. Mój małżonek też jest bardzo już zmęczony całą sytuacją i tylko czeka aż Pan X go zwolni, przez tydzień czerwca nie pracował i w tym czasie do warsztatu przyjechał aż jeden klient ponieważ wszyscy klienci przyjeżdżają do mojego męza a nie do warsztatu, a to Pana X bardzo denerwuje, ściągnął drugiego mechanika z PL któremu również obiecywał 2000 euro wiedząc dobrze, że to nie możliwe, do dnia dzisiejszego nie wypłacił mojemu mężowi całej pensji, twierdząc że nie ma kasy. Ja nie zastanawiając się wiele złożyłam doniesienie do inspekcji pracy i w tym wypadku Pan X ma dwa wyjścia, albo dobrowolnie zapłaci mi wszystko co mi się należy, albo w przeciwnym wypadku sprawa przeciwko jego żonie trafi do sądu. Do dnia dzisiejszego nie otworzył jeszcze drzwi warsztatu, bo wszystko nie jest załatwione, nikt nie umie obsługiwać programu do fakturowania, jeden wielki bałagan ale mnie to już nie interesuje. niech robi co chce, żal mi tylko że mój mąż musi się jeszcze z nim użerać,

Przepraszam za chaotyczny wpis, ale chcialam to wyrzucić z siebie, jutro napiszę co dobrego wydarzyło się w tym czasie w moim życiu :)

The following two tabs change content below.
Otagowane:  

Jedna odpowiedź na Teneryfa, spokojne miejsce do życia, a nie miejsce na zbijanie milionów….

  1. ~Monika pisze:

    widac ,że oszustów i dorobkiewiczów nie brakuje… wspołczuję, znam to z autopsjii. Szkoda zszarpanych nerwów i kolejnego zawodu , straty zaufania do ludzi

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>