Czyja to wina? Druga strona medalu.

Dodano 12 października 2016, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Cofam się o 30 lat. Jako 19latka jestem w ciąży, niechcianej, nieplanowanej ale cóż jestem. Pisałam już o tym prędzej, teraz jednak postanowiłam napisać o tym z innego punktu widzenia, z innej perspektywy, na zimno bez emocji które wtedy mną targały.

Był rok 1985 w domu mam małe dziecko i kolejne w drodze. Z jednej strony byłam przerażona z drugiej zaś cieszyłam się choć bałam się bardzo, moja rodzina nie licząc męża nic nie wiedziała, było mi wstyd, jednak w tamtych czasach środki antykoncepcyjne były słabo dostępne, a prezerwatywa była dla mojego męża czymś czego się nie używa, ale nie o to mi chodzi, dotrwałam do 32 tygodnia ciąży, nie było wtedy jeszcze żadnych specjalistycznych badań, nie było USG i niby wszystko było w porządku. Jadę z bólami do szpitala, na izbie przyjęć wołają aby się spieszyć ale wszystko dobrze, ciekawostka no ale każdy ma prawo się pomylić. Na sali porodowej dosłownie wypluwam maleńką dziewczynkę, niestety nie słychać płaczu, położna z bardzo smutną miną informuje mnie, że córka nie żyje. Był to dla mnie ogromny szok, gdyż zawsze moim pragnieniem była córeczka. Z sali porodowej trafiam na oddział izolacyjny, gdzieś tam usłyszałam że dziecko nie zyje od tygodnia i miałam szczęście że akcja rozpoczęła się sama, bo inaczej mogłoby to się źle dla mnie skończyć.

Jakie z tego mozna wyciągnąć wnioski? Teraz całkiem na chłodno i po wielu doświadczeniach różnie się to odbiera. Wtedy nie zrobili nawet sekcji, nie można było stwierdzić powodu śmierci dziecka, jedyn fakt to było to że nie żyje, a może tak właśnie musiało być, może była tak bardzo chora że zmarła w łonie, mnóstwo pytań i brak odpowiedzi, być może gdyby była możliwość zrobienia wszystkich badań jakie w tej chwili są przeprowadzana możnaby było stwierdzić wcześniej że dziecko nie ma szans na przeżycie, że jest poważnie chore czy cokolwiek innego, gdybym wiedziała prędzej na pewno bym usunęła ciążę, byłby to dla mnie zdecydowanie mniejszy ból, gdybym nie znała płci dziecka, nie męczyłabym się tyle czasu, bo wbrew pozorom ciąża męczy choć cieszy i zdrowe silne dziecko rekompensuje cały ten ból, całe to zmęczenie.

Kolejną córkę urodziłam poprzez CC w rok i 2 mce później i tu też nie dane mi było cieszyć się zdrowym dzieckiem, być może nie byłam nigdy w stanie urodzić zdrowej, silnej córki jednak tego nie wiem. Moja maleńka córeczka zmarła w 3 dobie, tym razem jednak podobno zrobili sekcję i stwierdzili bardzo poważną wadę serca, która nie pozwoliłaby dziecku żyć, więc mimo wszystkich innych okoliczności i tak ta maleńka istotka byłaby skazana na śmierć, wtedy wyparłam z siebie te słowa, nie chciałam o nich pamiętać, bo strata kolejne córki bolała dużo bardziej.

Tak jak napisałam już wyżej gdybym miała możliwość i wiedziała na początku ciąży o tym że moje dziecko nie ma szans na życie usunęłabym, ale nie miałam takich możliwości, urodziłam i cierpiałam bardzo.

Bardzo mnie cieszy obecna technika i możliwości sprawdzenia jak rozwija się płód, czy ma szanse na normalne życie, czy ma szansę na to by cieszyć się tym życiem. Zdecydowanie większą traumą dla matki jest urodzić i zaraz stracić, niż podjąć decyzję o usunięciu rozwijającego się płodu, który nie ma szans na życie i szczęście, bywa że ma szanse na życie tylko pytanie jakie? Czy leżenie całe życie na łóżku, bez możliwości bycia samodzielnym to jest to czego byśmy chcieli dla swojego dziecka, raczej nie, raczej nikt nie chce takiego życia.

The following two tabs change content below.
Otagowane:  

9 Responses to Czyja to wina? Druga strona medalu.

  1. ~Jaskółka pisze:

    Kochana, w dzisiejszych czasach trzeba umieć i mieć odwagę by wyznać światu, że ma się wątpliwości czy noszenie ciąży które z góry jest skazane na niepowodzenie ma sens . Niejeden powie że ,,wyrodna z ciebie matka” , skoro tak to postrzegasz, że większą traumą jest strata dziecka po porodzie niż możliwość zakończenia tego dużo wcześniej ( aborcja ) .
    Ale moim zdaniem, każdy powinien mieć prawo do decydowania o sobie i życiu tego dziecka … To nasze sumienie i to my sami będziemy z tym żyć .
    Czy chcemy takiego życia dla naszego dziecka, które cały życie spędzi w łóżku ? Są kobiety które nie zastanawiają się ani przez chwilę, to jej dziecko i jakie by ono nie było- troszczą się o nie, pielęgnują je i nie opuszczają. To był ich wybór, brawo dla nich, szacunek. Ale nie każdego stać na taką siłę wewnętrzną by to przejść . Pozdrawiam gorąco :)

  2. ~Pojedyncza pisze:

    Właśnie o to chodzi w tych całych aborcyjnych awanturach – żeby kobieta miała prawo wyboru. Wiele i tak nie skorzysta z możliwości usunięcia ciąży, niezależnie od uwarunkowań – ale to też będzie ich decyzja. A każdy przypadek jest inny…
    Gratuluję odwagi, by podjąć ten temat opowiadając własną historię.

  3. ~kloszard pisze:

    …a gdyby Pani usunęła dziecko ze względu na diagnozę o chorobie a po fakcie okazało się ,że lekarz się pomylił…
    Spróbował bym wejść z Panią w polemikę ale obawiam się ,że moje zaangażowanie skwitowane zostanie …cóż facet może wiedzieć dlatego daruję sobie.

    • Maria Alejandra pisze:

      Nigdy nie usunęłam ciąży i nie wiem czy bym to zrobiła, ostatnie dziecko rodziłam w momencie gdy były juz dostepne badania prenatalne i ich nie robiłam, zdecydowałam się bez tego urodzić dziecko w wieku 41 lat gdzie ryzyko choroby było juz duzo wyższe niz w tamtych czasach, a jeśli chce Pan znać moje zdanie na temat tego co myslałam w tym temacie przez całe moje życie proszę przeczytac wpis; „Czyja to wina? Nie raczej nie moja” I nie uważam, że męzczyzna nic nie wie w tym temacie, ten wpis powstał po wielu latach od sytuacji i szczerze nie wiem jak bym postapiła choć znając siebie gdyby lekarz stwierdził że dziecko posiada rączki, nogi i wszystkie inne części ciała zdecydowałabym się urodzić.

      • ~kloszard pisze:

        Tak jak Pani sugerowała przeczytałem część sugerowaną. Wie Pani doskonale, że każde słowo komentarza jest nie na miejscu więc komentować nie spróbuję jednak wyrażę swój pogląd w temacie aborcji. Zakazać się nie da. Pozwolenie jest przyłożeniem ręki do zabójstwa jednak to drugi , może nawet trzeci plan. Pierwszym winno być stworzenie takich warunków by nawet ktoś dla kogo dziecko nie jest dzieckiem a płodem, wolała urodzić i oddać, bez najmniejszych konsekwencji otoczona opieką a jeśli trzeba odizolowana od ludzi z którymi nie chce mieć do czynienia. Zrobić dokładnie wszystko co możliwe by kobieta nie zabiła i nie chciała tego zrobić lecz jeśli jednak ….nie kłapać dziobem.Karę już poniosła i nie jest w stanie się jej pozbyć.

  4. ~teksanka pisze:

    Witaj!

    Nie bylo mnie tu wieki, Ciebie zreszta tez! ;)

    To bardzo ciezki wybor kobiety i tylko niej bo to ona zmaga sie ze wszystkim po niezaleznie od decyzji.
    Nietstety czesto badania prenatalne nie wykrywaja schorzen i dziecko tak czy siak rodzi sie chore. W tym wypadku wiekszosc rodzicow takiego malucha go „nie wyrzuca” tylko wychowuje i walczy. Z drugiej strony urodzic dziecko ktore bedzie cierpialo, nie bedzie moglo samo nigdy samo funkcjonowac lub ktore wiadomo ze odejdzie; jest posunieciem troche egoistycznym.

    Nie wiem co bym zrobila. Mam nadzieje ze nigdy nie bede w takiej sytuacji! Jestem (juz co prawda w koncowce) wciaz w wieku rozrodczym ;)

    pzdr z teksasu!!!

  5. ~Puszkowa pisze:

    Kochana moja. Tak mi przykro że musiałaś przejść tyle tragedii. Bądź szczęśliwa już teraz zawsze. Pozdrawiamy z Futrzatym i Przyjaciółką.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>