To może przydażyć się każdemu z nas – rodziców!

Dodano 3 lutego 2016, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

     Bardzo długo zastanawiałam się czy dodać ten wpis czy nie, jednak w końcu zdecydowałam że napiszę dlaczego tak długo nie dodawałam nic konkretnego, dlaczego nie czytałam innych blogów.

Otóż wszystko zaczęło się jakieś dwa miesiące temu, zaczęły do mnie dochodzić słuchy, że coś złego dzieje się z jednym z moich synów, że rozstał się z dziewczyną z którą mieszkał od 4 lat, że wyprowadził się nie wiadomo gdzie i że wpadł w nieciekawe towarzystwo. Nie bardzo chciało mi się w to wierzyć, gdyż zawsze uważałam chłopaka za bardzo rozsądnego i myślącego realnie.

     Pewnego wieczoru jednak okazało się, że to wszystko prawda, a co gorsze to najprawdopodobniej oprócz tych wszystkich złych wiadomości to nie dość, że wyprowadził się do jednej z najgorszych i najniebezpieczniejszych dzielnic Torunia to jeszcze zaczął brać narkotyki. To ostatnie to jednak było tylko podejrzenie, a nie sprawdzony fakt, szczerze ciężko mi było w to wszystko uwierzyć. Dziewczyna mojego syna była załamana, nie wiedziała co robić, jak mu pomóc wydostać się z tej sytuacji, poprosiła mnie o pomoc. Jednak w sumie cóż ja mogę na odległość?

      Rozmawiając z synem poprzez Facebooka wyczuwałam w jego głosie dziwne zachowanie, również podczas pisania jego wypowiedzi były niespójne, chaotyczne i czasami pozbawione sensu. Na każdą moją, nawet najmniejszą krytykę zaraz się obrażał.

Postanowiłam zafundować mu wycieczkę do mamy, na Teneryfę. Jak postanowiłam tak i zrobiłam kupiłam bilet w obie strony na 10 dni, aby go rozgryźć, aby się czegoś dowiedzieć, aby w jakikolwiek sposób pomóc.

Przyleciał, po pewnych problemach z dotarciem na lotnisko ale to mało ważne, najważniejsze że był. Ucieszyłam się bardzo choć na dzień dobry o mało nie poznałam syna, wychudzony, zakatarzony dosłownie cień człowieka, jednak on twierdził że wszystko jest w porządku i że przed wyjazdem pogodził się ze swoją dziewczyną, że wszystko już zrozumiał i teraz już będzie tylko dobrze. Zbił mnie tymi słowami z tropu, więc nie drążyła tematu ponieważ każdego wieczoru bardzo długo i  normalnie rozmawiał ze swoją dziewczyną za pomocą skypa, byłam zadowolona, że wszystko wróciło do normy. Widać było, że jest szczęśliwy i nie może doczekać się powrotu do ukochanej, ale jak się później okazało to wszystko było chyba tylko na pokaz, aby mama nie marudziła, aby nie drążyła tematu.

Po 10 dniach chłopak wrócił do Polski przez jeden dzień wszystko było super, jednak następnego dnia pojechał niby po swoje rzeczy i już nie wrócił, łaskawie napisał tylko smsa do dziewczyny, że to koniec. W tym czasie ja z moim partnerem i najmłodszym synkiem byliśmy w Szkocji i w sumie niewiele mogłam zrobić, na dniach mój starszy syn z żoną i córeczką mieli wyruszyć do nas na Teneryfę więc też nic nie mógł poradzić na zachowanie młodszego brata.

Wróciliśmy z wycieczki do domu gdzie czekała już na mnie rodzina, cieszyła się bardzo z nadchodzących świąt i z tego że spędzę je razem z wnusią i jej rodzicami, ale jednak nie przestawałam się martwić o młodszego chłopaka. Co będzie robił na święta? Czy się ogarnie i wróci do mimo wszystko czekającej  na niego dziewczyny? Pytania i brak odpowiedzi nie dawały mi spokoju, tym bardziej że z Polski wcale nie było ciekawych wiadomości.

Nadeszły święta, mój syn obrażony na cały świat, nie zauważał życzeń mu składanych twierdząc, że wszyscy o nim zapomnieli. Doniesienia o tym, że bierze narkotyki stawały się coraz bardziej pewne, a ja popadałam w coraz większą nostalgię i taką jakby niemoc, przecież nie mogłam nic zrobić, w żaden sposób pomóc.

  Nadszedł czas kiedy dzieciaki musiały już wracać do domu czyli ostatni dzień starego roku, mój młodszy syn informuje mnie że tę noc ma zamiar spędzić ze swoją dziewczyną, ale co się jednak okazuje tak się nie stało. Po raz kolejny mnie okłamał, choć przedtem nigdy tego nie robił, zawsze był szczery i uczciwy.

Nowy rok przynosi tragiczne wiadomości, podobno został złapany w sklepie na kradzieży choć oczywiście wszystkiego się wypiera, na domiar tego wszystkiego dostaję wiadomość że rozbił samochód, gdzie za miastem dachował i wylądował w rowie. Jedyną dobrą w tym wszystkim wiadomości to było to, że nikomu nic się nie stało podczas tego wypadku. Po tym wypadku wrócił mieszkać do swojej dziewczyny, jednak jego zachowanie wymagało wiele do życzenia, znikał gdzieś na całe dnie, dom traktował jak stołówkę i hotel mimo to jego dziewczyna miała anielską cierpliwość, aby to wszystko znosić gdyż bała się o niego, aby nie zrobił nic głupiego.

     Pewnego dnia pojechał do „kolegów” najprawdopodobniej po pieniądze na ratę w banku (gdyż był na tyle głupi iż pobrał coś dla kolegów na raty) i co się okazało to nie dość, że nie dadzą mu żadnych pieniędzy, że sam ma się martwić o swoje kredyty to jeszcze go pobili i zniszczyli auto, który na dodatek wracając do domu (za zbite lusterka i światła) dostał mandat jakby mało miał na głowie. Jednak jakby to większość powiedziała „ma czego chciał” albo „a nie mówiłam”.

Po tej nauczce, którą otrzymał od swoich pseudo kolegów chyba coś dotarło do tej opustoszałej głowy, zaczął myśleć jednak powoli, przestał jeździć nie wiadomo gdzie, przestał brać jakiekolwiek narkotyki (przynajmniej na to wskazuje zachowanie i wygląd), w ciągu tygodnie znalazł pracę na razie na umowę 3 miesięczną, a czy przedłużą to zależy już tylko od niego. Od tygodnia pracuje i widać, że próbuje naprawić swoje błędy, jednak mimo wszystko twierdzi że był zbyt dobry, nie widzi w sobie winy, a to źle niestety. Mam jednak nadzieję, że z czasem wróci ten kochany i rozsądny chłopak który wyjechał z Teneryfy, aby zamieszkać z dziewczyną w Polsce.

Tak w wielkim skrócie opisałam problem który mnie dotknął, a nigdy nie przypuszczałam że właśnie mnie może spotkać coś takiego, teraz jednak myślę że każdego może to spotkać nawet jak się najbardziej dba o dzieci.

The following two tabs change content below.
Otagowane:  

22 Responses to To może przydażyć się każdemu z nas – rodziców!

  1. ~jotka pisze:

    Nie dziwię się, że nie miałaś głowy do blogowania… i masz rację, że nie możemy być niczego pewni , bo nawet jeśli jesteśmy pewni naszych dzieci, to już inna sprawa z ich znajomymi.
    Mam nadzieję, ze twój syn się ogarnie i odetchniesz z ulgą .
    Pozdrawiam serdecznie :-)

  2. Ja też mam taką nadzieję, że teraz to już będzie tylko lepiej…

  3. ~Alenka pisze:

    Jestem przekonana Mario, ze chlopak powroci do rownowagi, ze zrozumie, iz takim sposobem niszczy siebie i swoje zycie. To tylko potkniecie, kazdego moze to spotkac. Jest dobrym czlowiekiem, bo go wspaniale wychowalas, a to doswiadczenie wiele go nauczy. Trzeba sie mocno poturbowac przy swoich potknieciach, aby pozniej umiec omijac te przeszkode. Wycisz serduszko Marys, Twoj synek ma dwie wspaniale kobiety, ktore go kochaja i dla ktorych warto normalnie zyc. On to rozumie i niebawem podniesie sie. Uwierz w niego Mario :)
    Zycze dla Ciebie i dla tych dwojga dzieciakow
    wszystkiego najlepszego :)

  4. ~frytka pisze:

    bardzo mi przykro Mario, po tym, co przeczytałam… każda z nas, matek, wierzy, że jej dziecka to nie spotka, ze takie rzeczy, to tylko innym, nie nam… teraz nie pozostaje nic innego,jak wierzyć, że będzie lepiej… tego Ci życzę…

  5. ~szarabajka pisze:

    Napisanie tej notki wymagało dużo odwagi, co bardzo podziwiam. Sama pewnie nigdy bym się na nią nie zdobyła.
    Pozdrawiam Cię ciepło.

  6. ~Puszkowa pisze:

    Jak wiesz, życzliwa Tobie jestem niesłychanie. Sama wiem jak to jest mieć problemy z dziećmi, zwlaszcza z dorosłymi które już wszystkie rozumy zjadły i oczywiście wszystko wiedzą lepiej od Ciebie. Problem z narkotykami to wielkie zmartwienie ale facet musi wziać za siebie odpowiedizalność. Tak to tylko Ty i jego dziewczyna będziecie sie zamartwiać a ten u siebie żadnej winy nie znajdzie. Trzymam kciuki za pomyslne zakończenie tej głupoty a Ty pomyśl o sobie…

  7. ~Aisab pisze:

    Fakt, że jesteś bezsilna i nie możesz nad nim czuwać, bo jesteś daleko ma prawo Cię zasmucać, czy dołować, ale pomyśl- gdybyś była tutaj, to czy mogłabyś cokolwiek zmienić? to on sam musi dojrzeć i dorosnąć do odpowiedzialności za siebie i swoje życie. Jak sobie pościele w życiu, tak się wyśpi. Podziwiam jego dziewczynę, że potrafi wybaczać i pozwalać na takie powroty. Wiesz, ja bym chyba nie była do tego zdolna. Współczuję Ci jako matka, lecz niektórzy muszą sami pójść po rozum do głowy; nie potrafią wyciągać wniosków z cudzych błędów, muszą się uczyć życia na własnych błędach, a potem ponosić ich konsekwencje. Naiwnych nie sieją, oni sami się rodzą; pozdrawiam :)

  8. Witaj :) Mam nadzieje , że wszystko się ułoży. Życzę tego bardzo szczerze, bo jestem matką i wiem jak to jest……Jaki to ból patrzeć na upadek swojego dziecka i w dodatku nie mogąc nic zrobić…..Mam nadziej , że Twój syn się ogarnął i ma już najgorsze za sobą ….
    Ja z moim synem od ponad dwóch lat nie mam kontaktu i choć bardzo za nim tęsknię to jednak nie szukam do niego drogi. Ktoś może pomyśleć , że jakaż ze mnie matka….? Być może i wyrodna ale proszę mi wierzyć, że każdego dnia czuje ból , który nie da sie przyrównać do żadnego fizycznego bólu. Mój syn miał nie całe dwadzieścia lat kiedy kazałam mu się wyprowadzić……To bardzo inteligenty człowiek…..i pewnie bardzo wrażliwy w swej niewrażliwości……..Wszystko co robił wobec mnie rozumiem tylko nie jestem pewna dlaczego tak robił………..Proszę mi wierzyć , że mocno sobie zasłużył na to by wyrzucić go z domu. Zresztą to była jedyna rzecz jaką mogłam zrobić nim znienawidzilibyśmy siebie nie mówiąc już o jakiejś tragedii ……….Nic nie mogę zrobić, ani się gniewać, ani przeprosić….by to zrozumieć trzeba znaleźć sie w podobnym położeniu……….

    • Mimo wszystko mój chyba szybko się sparzył na tzw koglegach i cos tam zrozumiał wytrzymał bez kontaktu ze mna 2 tygodnie i sam się odezwał ale dopiero z dobrą wiadomości, ze znalazł pracę choć wiedział że o tym wiem, ja sama sie nie odzywałam czekałam aż sam do tego dojdzie.

      • Cieszę się że wszystko jest już dobrze. Wiadomo że nasze dzieci przecierają właśnie własne ścieżki życia . My często patrząc na to z boku nie możemy pojąć po co robią pewne rzeczy ale tak musi być . Muszą się sparzyć i wyciągać z tego wnioski ,bo że z naszego doświadczenia nie chcą skorzystać to już wiemy. Każdy chce przeżyć swoje życie samodzielnie :) Szkoda , że to takie trudne dla nas rodziców , którzy musimy patrzeć na poczynania naszych dzieci, a te czasem stawiają nam na głowie włosy dęba

  9. ~Ultra pisze:

    Tak osobistej notki nie czytałam jeszcze. Rozumiem Twój ból i troskę. Musisz być jednak świadoma tego, że bez pomocy, dobrej i długotrwałej terapii wcześniej czy później się wraca do nałogu. To jest choroba, którą się leczy. Jeśli syn zrozumiał, to jest nadzieja, ale leczyć się musi. Wsparcie ma, więc będzie mu łatwiej. Serdeczności zasyłam.

  10. ~Ruda Blondynka pisze:

    Kochana bardzo Ci współczuję przez co przechodziłaś ostatnimi czasy. Mam nadzieję ,że syn się opamięta i wróci na drogę rozsądku.
    Najważniejsze że pierwsze kroki już poczynił. Teraz powinno być już tylko lepiej.
    Trzymam kciuki :).
    Pozdrawiam

  11. ~lunka1969 pisze:

    Zmartwilas mnie,Mario Alejandro.Napewno warto byloby rozejrzeć sie za jakas formą specjalitycznejpomocy.Przykro mi ale trzyma. Kciuki

  12. No cóż jak widać zycie nie oszczędza nikogo, najważniejsze ze jest lepiej i aby tak dalej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>