Czytając pewien artykuł na FB przypomniała mi sie pewna historyjka z mojego życia. Niby śmieszna, ale w tamtym momencie to raczej nie było nikomu do śmiechu, wszyscy stali jak osłupieni i nikt nie był w stanie przez pierwszą chwile powiedzieć ani słowa.

O ile dobrze pamiętam to był 1988, w sklepach było niewiele, artykuły takie jak kawa, czekolada czy alkohol sprzedawana w sklepach w danych godzinach, aby ludzie wiedzieli kiedy mogą ustawić się w kolejkach.

Pewnego dnia byłam u mojej teściowej, a że mieszkała w dość nieciekawej okolicy więc i różni ludzie tam mieszkali. W domku obok mieszkała pewna kobieta, która wychowywała swojego wnuka, córka urodziła go mając 17 lat i gdzieś uciekła, dzieciak miał wtedy jakieś 5 lat i ile się nie mylę.

Wybrałam się do najbliższego sklepu gdzie właśnie mieli zacząć sprzedawać kawę i czekoladę no i oczywiście alkohol, ja miałam zamiar kupić kawę i czekoladę dla synka więc spokojnie ustawiłam się w kolejce. Kilka osób przede mną stała sąsiadka mojej teściowej ze swoim wnukiem. W pewnym momencie dziecko bardzo grzecznie prosi : „Babciu kupisz mi czekoladkę?” , a babcia na to to „niestety dziecko nie mam pieniążków” i tak kilka razy chłopczyk nalegał ale babcia stanowczo odmawiała tłumacząc się brakiem pieniędzy. No cóż wiadomo nie wszyscy wtedy mieli dużo pieniędzy, zresztą teraz też wielu ma problemy, ale nie o to chodzi. W pewnym momencie wyraźnie już zdenerwowany chłopczyk wychodzi z kolejki staje na przeciwko babci i krzyczy na cały głos:

” Ty stara kurwo, na chlanie to masz, a dla mnie na kawałek czekolady żałujesz!!!”

Ja osobiście osłupiałam, jak zresztą cała reszta ludzi w kolejce, odrobinę chyba zawstydzona babcia złapała wnuka za rękę i wyprowadziła ze sklepu.

Żal mi osobiście dzieci wychowywanych w takich rodzinach, ale niestety to było, jest i będzie.

Otagowane:  

6 latki w szkole – dobrze czy źle? Moje doświadczenia.

Dodano 23 lutego 2016, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Temat z którym borykają się rodzice dzieciaczków, które w zeszłym roku skończył 6 lat i musiały iść do 1 klasy jak również tych co w tym roku dopiero ukończą 6 lat. Co zrobić? Zostawić dziecko kolejny rok w 1 klasie? Wysłać swojego 6latka do szkoły? Takie pytanie zapewne zadaje sobie wielu rodziców. Postaram się na podstawie moich doświadczeń podsunąć kilka podpowiedzi, a może rad, jeśli ktoś zechce może skorzystać lub też nie. Wiadomo i tak każdy zrobi to co uzna za najlepsze dla swojego dziecka.

Sięgając daleko do tyłu mój najstarszy syn rozpoczął naukę w szkole podstawowej od tzw „zerówki” w wieku 6 lat, do 1 klasy poszedł mając 7 lat i chodził jeszcze całe 8 lat według starego systemu. Zanim poszedł do „zerówki” w szkole od momentu ukończenia 3 lat uczęszczał do przedszkola, więc jakoś sobie radził z nauką.

Kolejny z moich chłopaków niestety do przedszkola nie chodził, bo mama była w domu a on miał totalne uczulenie na przedszkole. Jak każde dziecko w wieku 6 lat poszedł do „:zerówki” po jej ukończeniu bez najmniejszych problemów poszedł do 1 klasy i tutaj zaczął się problem. Dziecko nie znało literek, nie umiało ani czytać, ani liczyć. Generalnie chłopak od urodzenia robił wszystko z niewielkim opóźnieniem. Pod koniec 1 klasy wychowawczyni wysyła dziecko do psychologa, czy może dać promocję do 2 klasy? Opinią psychologa dziecko powinno powtarzać 1 klasę, w wyjaśnieniu czytamy że dziecko nie zostało dobrze przygotowane przez klasę „0″ i nie powinno trafić do klasy 1. Zgodnie z zaleceniami syn powtarza 1 klasę, ale już w innej szkole, ponieważ sama dobrze pamiętam jak jako dzieci śmialiśmy się z taki co powtarzali rok, a co dopiero 1 klasę. Zaliczył spokojnie całą podstawówkę, gimnazjum, szkołę zawodową i średnią teraz wybiera się na studia, ma rodzinę i pracuje.

Trzeci mój syn urodzony w lutym od momentu ukończenia 3 lat uczęszczał do przedszkola, do września w grupie 3 letnie i od września razem ze swoim rocznikiem również w grupie 3 letniej, następny rok normalnie z 4 latkami. Ostatni rok w przedszkolu syn jest w grupie 5  i 6 latków idących programem 6 latka, dziecko wyjątkowo zdolne i bardzo szybko przyswaja podstawowy program zerówki. Chciałam, aby poszedł do szkoły jako 6 latek jednak do tego potrzebna opinia psychologa, więc udajemy się do poradni i tam niestety odmowa. Pani psycholog stwierdza, że dziecko pod względem nauki oczywiście poradzi sobie bez najmniejszych problemów, jednak jest zbyt ruchliwy i nie wysiedzi 45 minut w ławce, więc chciał czy nie chciał syn trafia po raz kolejny do klasy „0″. W szkole więcej problemów niż to warte, Pani nauczycielka mówi, że on nie ma się czego uczyć, ponieważ wszystko już wie i tylko przeszkadza w prowadzeniu zajęć bo jest bardzo ruchliwy, a ona przecież ma gromadkę dzieci do nauczenia. Poszedł do 1 klasy jako 7 latek i radził sobie bardzo dobrze zawsze wyprzedzając inne dzieciaki do czasu kiedy miał ochotę, później trochę „usiadł na laurach” i trzeba było nadrabiać, ale nigdy nie musiał powtarzać klasy.

No i dotarłam do historii mojej najmłodszej pociechy, która przygodę ze szkołą rozpoczęła w wieku 3 lat. Tak właśnie w wieku 3 lat, gdyż taki system nauczania jest w Hiszpanii. Obowiązek nauki jest tu od 6 do 16go roku życia i są to dwa etapy 6 letnia szkoła podstawowa i 4 letnie gimnazjum. Nauka w najmłodszej grupie 3-5 lat nie jest obowiązkowa jednak korzysta z niej 90% dzieci. Pierwszą przygodę rozpoczynają dzieci które w danym roku kończą 3 latka i idą do szkoły, gdzie uczą się współpracy z innymi dziećmi, pierwszych cyferek i literek, oczywiście wszystko czego uczą się te dzieci jest w formie zabawy, ale te maluszki wiedzą, że aby się uczyć należy siedzieć przy stoliku i słuchać swojej Pani. Kończąc tą grupę każde dziecko potrafi napisać swoje imię, zna cyferki 1-3 i samogłoski. Następnie jest grupa 4 i 5 latków które się bawią i uczą tego wszystkiego co dzieci w Polsce w klasie zero. Cały program nauki jest rozłożony na 3 lata, dzieciaczki mają swoje książki i zeszyty dostosowane do wieku. 90% dzieci opuszczających „Infantil” czyli najmłodszą grupę nauczania umie czytać i pisać. Dodam jeszcze, że nauka jest na terenie szkoły podstawowej i jest bezpłatna, dzieci przebywają w szkole tak samo jak i uczniowie szkoły podstawowej od 9.00 do 14.00. Rozpoczynając obowiązkowy etap nauki wszystkie dzieciaki mają 6 lat jednak bardzo dużym plusem jest to, że cała grupa dzieci razem rozpoczyna naukę w podstawówce zmienia się tylko nauczyciel.

Moim zdaniem Polska nie jest gotowa na naukę tak małych dzieci w szkołach, gdyż niestety większość z tych dzieci nie ma możliwości uczęszczania do przedszkoli. 3 latek szybciej poradzi sobie z rozstaniem z mamą niż takie dziecko 5-6 lat pozostawione nagle i zmuszone do nauki ogromnej ilości materiału. Wiem ile w tej chwili dzieci w Polsce muszą opanować materiału gdyż mój syn oprócz tego, że tutaj uczęszcza do 3 klasy uczy się również w Polskiej Szkole Internetowe, udało mu się zdać egzamin z 1 klasy, ale szczerze wątpię aby zaliczył drugą gdyż to już jest dla niego zbyt trudne jeśli nie posługuje się tym językiem przez cały czas, sama rozmowa z mamą i tatą w domu to zdecydowanie za mało. Pomimo moich starań w nauczaniu go języka polskiego widzę, że ma z tym ogromny problem choć się bardzo stara.

Mam nadzieję, że tym wpisem pomogę podjąć niektórym rodzicom rozsądną decyzję odnośnie swojego dziecka.

Otagowane:  

Wynajęć mieszkanie na Teneryfie, czy to łatwe?

Dodano 13 lutego 2016, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Wczoraj na stronie FB została poruszona kwestia wynajęcia mieszkania na Teneryfie i oczywiście jak zawsze zdania są podzielone do tego jak, gdzie za ile itp. Chciałabym odrobinkę przybliżyć Wam te kwestię jak to wygląda od wewnątrz, gdyż są ludzie którzy twierdzą iż nie ma z tym problemu, a sprawa wygląda zupełnie inaczej.

Jeżeli wybieramy się na wakacyjny pobyt na Wyspie faktycznie nie ma żadnego problemu z wynajęciem apartamentu czy pokoju w Hotelu, jednak ceny są dla turystów i kształtują się mniej więcej od 25 euro w górę nawet do 100 euro za dobę w zależności od tego gdzie, co jest wliczone w cenę pokoju czy apartamentu, a przede wszystkim od regionu.

W północnej części wyspy łatwiej znaleźć w miarę tanie lokum, jednak w okresie zimowym tamten rejon jest zdecydowanie zimniejszy niż południe. Istnieją portale internetowe, gdzie można szukać lokali do wynajęcia w języku polski jak i hiszpańskim, można oczywiście zarezerwować sobie pobyt w Hotelu jednak jest to najdroższa opcja choć nie zawsze istnieją hotele oferujące tanie pokoje, bez innych udogodnień, bez wyżywienia, mogą oferować dostęp do wifi i basenu bo takie atrakcje są zazwyczaj w każdym z hoteli bądź apartamentowcach.

Problem z wynajęciem mieszkania pojawia się, gdy chcemy wynająć taniej na dłuższy okres czyli po prostu zamieszkać na wyspie. jeżeli nasz pobyt ma trwać tylko kilka miesięcy i potraktujemy go jako wypoczynek wiadomo jesteśmy wtedy w stanie zapłacić od razu za cały okres wynajmu mieszkania, w takiej sytuacji nie napotkamy większych wymogów wystarczy nasz dokument tożsamości i pieniądze. Będzie to wtedy cena trochę niższa niż wynajmowanie na kilka czy kilkanaście dni, ale zapewne nie będzie to kwota niższa niż 500 euro miesięcznie.

Natomiast jeśli zamierzamy zamieszkać na wyspie, żyć i pracować nie posiadając większej ilości gotówki niestety znalezienie mieszkania graniczy z cudem, gdyż w tym momencie właściciele mieszkań czy też agencje pośrednictwa wymagają od najemcy: numeru NIE (Numer Identyfikujący Obcokrajowca), kontraktu o pracę, 3 wsteczne nominy (czyli kwitki z wypłaty), minimum jednomiesięcznej kaucji i coraz częściej 6 -12 miesięcznej gwarancji bankowej bez spełnienia tych wymogów znalezienie mieszkania jest prawie niemożliwe.

Ja osobiście chcąc zmienić mieszkanie szukałam go przez blisko 2 lata, gdyż w tamtym momencie, ani ja ani mój partner nie posiadaliśmy umowy o pracę, co od razu blokowało wynajęcie jakiegokolwiek mieszkania, po wielu poszukiwaniach przez przypadek udało mi się znaleźć interesujące nas mieszkanie w cenie która nam odpowiadała. Dlaczego piszę przypadkiem, otóż w mieszkaniu w którym mieszkam od roku mieszkała pewna Pani, która ukradkiem opuściła je wstawiając ogłoszenie o wynajęciu mieszkania na portal z ogłoszeniami, właściciel mieszkania był bardzo zdziwiony tym że jego własne mieszkanie jest do wynajęcia, gdyż uważał że jest zajęte, owa Pani była mu winna za ostatnie 3 miesiące wynajmu i wbrew wszystkiemu ucieszył się, że od razu znalazł kogoś na jej miejsce. Człowiek uczciwy zgodził się na nasze zamieszkanie od zaraz bez wymagania żadnych dokumentów choć troszeczkę kosztowało to trudu, aby przedstawić mu naszą sytuację, którą mimo wszystko zrozumiał i zaufał na słowo, jak do tej pory nie ma z nami problemów gdyż dla mnie zapłacenie rachunków jest najważniejsze. Jedyną rzeczą, która mnie bardzo zastanowiła w ogłoszeniu opublikowanym przez ową Panią było to, że właściciel nie żąda kaucji, ja jednak byłam przygotowana na to że tak czy inaczej trzeba ją wpłacić. Mieszkam już rok, płacę tylko 360 euro miesięcznie za wszystko (prąd i woda wliczone w cenę), a jest to wyjątkowo mało za mieszkanie składające się z dwóch sypialni, salonu z kuchnią , łazienki, balkonu, komórki na dachu (w której znajduje się pralka, miejsce do suszenia prania też na dachu) i miejsca w podziemnym garażu na auto.

Mam nadzieję, że tym wpisem choć odrobinę przybliżyłam Wam możliwości wynajęcia mieszkania na Teneryfie.

Otagowane:  

Legenda legendą, a fakty faktami…

Dodano 11 lutego 2016, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Każdy kraj, każe miejsce ma związaną ze sobą jakąś legendę, Teneryfa ma ich sporo jedną z takich legend jest to ,że najwyższy szczyt w całej Hiszpanii znajdujący się właśnie na Teneryfie – wulkan Teide wybucha raz na 100 lat. Ostatnia erupcja wulkanu miała miejsce w 1909 roku więc czas najwyższy, aby się uaktywnił i właśnie w dniu dzisiejszym został ogłoszony Czerwony alarm (czyli najwyższy) zagrożeniem wybuchu wulkanu.

Jeszcze nie ogłoszono ewakuacji żadnego miejsca na wyspie, na razie to jedynie ostrzeżenia, choć już tydzień temu ludzie czuli zapach siarki na północnej stronie wyspy. Jak się sprawa potoczy to czas pokaże, ja osobiście mam nadzieję, że nie dojdzie do silnej erupcji i żadne z miasteczek nie ucierpi bo zapewne jak wszystkim wiadomo erupcji wulkanu towarzyszy trzęsienie ziemi, więc nikt nie wie czego możemy się spodziewać.

Teneryfa jest piękną, malowniczą wyspą, ale fakt faktem jest to wyspa powulkaniczna i znajduje się na niej największy wulkan Hiszpanii, widoki gór stworzonych po erupcji wulkanu są cudowne, ale…. zawsze jest jakieś ale.

Oto kilka faktów zaczerpniętych z bloga wulkanyswiata.blogspot.com

 






Z racji tego, że w grudniu wybieram się na Teneryfę by wspiąć się na Pico del Teide i porobić nieco fotek co nieco o aktywności wulkanu rzucającego największy cień na świecie.

Nazwy aktywnych otworów erupcyjnych Teide w czasie jego erupcji:

Boca Cangrejo 1492
Siete Fuentes i Fasnia w 1704 i 1705
Montaña Negras 1706
Narices del Teide bądź Chahorra 1798
El Chinyero 1909

Trwająca 9 dni erupcja w 1706 roku z otworu erupcyjnego Montaña Negras doprowadziła do zagłady miasto portowe Garachio i zniszczyła kilka wiosek. W 1798 roku doszło do ostatniej erupcji w kalderze Las Cañadas z otworu erupcyjnego Narices del Teide albo Chahorra na zachodnim zboczu Pico Viejo. Trwała ona od 9 czerwca do 8 września 1798 roku. Lawy z tej erupcji można zobaczyć przy drodze Vilaflor – Chio. Wielka kaldera Las Cañadas o wymiarach 16 x 9 km znajdująca się na wysokości 2000 metrów nad poziomem morza została utworzona w wyniku potężnej erupcji eksplozywnej około 160 000 lat temu. Wierzchołki Teide (3718 m) i Pico Viejo (3134 m) znajdują się w północnej części kaldery. W 2003 roku miał miejsce wzrost aktywności sejsmicznej Pico del Teide, co świadczy o tym, że wulkan ten drzemie. Aktywne fumarole w centralnym kraterze Teide emitują dwutlenek siarki i inne gazy np. siarkowodór. Ostatnia erupcja Pico del Teide miała miejsce w dniach 18-27 listopada 1909 roku z jego północno-zachodniego zbocza – utworzony został 80-metrowy stożek scorii na El Chinyero (1604 m), z którego zaczęła wypływać lawa.

Tyle na temat erupcji, przedstawię Wam jeszcze krótki opis wikipedii, bo choć mogłabym pisać sama ale musiałabym napisać to samo.

Pico del Teide – szczyt wulkaniczny położony na wyspie Teneryfie (Wyspy Kanaryjskie). Szczyt ten o wysokości 3718 m n.p.m. i wysokości od dna morza około 7500 metrów jest najwyższym szczytem w Hiszpanii i najwyższym szczytem na jakiejkolwiek atlantyckiej wyspie. Jest to typowy stratowulkan. Na wysokości około 2000 m n.p.m. rozłożone są równiny zwane cañadas. Teren ten ukształtowany jest przez działalność wulkanu – pokrywają go bazaltowe, pumeksowe i obsydianowe formacje skalne, a przez całą długość zbocza wulkanicznego stożka ciągną się zastygłe strumienie lawy. Jest to wulkan czynny. Wulkan wraz z otoczeniem, łącznie z całą kalderą Las Cañadas jest chroniony w Parku Narodowym Teide.

I na koniec jeszcze jedna z legend dotycząca el Teide.

Teide (Echeyde) była świętą górą Guanczów i siedzibą bogów, podobnie jak Olimp dla starożytnych Greków. Według legendy demon Guayota porwał Mageca (boga światła i słońca) i uwięził go pod wulkanem, pogrążając świat w ciemności. Guanczowie błagali najwyższego boga Achamána o pomoc. Achamán zwyciężył Guayotę, zatkał nim wylot krateru i uwolnił Mageca. Od tej pory, kiedy Guayota próbował wydostać się w czasie erupcji wulkanu, Guanczowie palili wielkie ogniska, aby go przestraszyć. Guayota zwykle występował pod postacią czarnego psa, któremu towarzyszyły inne demony. Guanczowie wierzyli, że Teide sięga do nieba. W wielu niedostępnych miejscach znaleziono kamienne narzędzia i ceramikę. Przypuszczalnie były to dary przebłagalne dla złych duchów, które mieszkały na górze.

Otagowane:  

Na szczęście skończyło się na strachu….

Dodano 7 lutego 2016, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

     Dzień jak co dzień, nic się w sumie nie działo do wieczora. wybraliśmy się na zakupy, gdy byliśmy już w ostatnim sklepie nagle zadzwonił telefon, koleżanka szuka swojej mamy. Przerażona od kilku godzin nie ma z nią kontaktu, mówiła że idzie do pracy, gdzie nie dotarła, prosi nas o pomoc w dostaniu się do mieszkania swojej mamy bo nie wiadomo czy przypadkiem nie ma jej w środku.

           Wsiadamy w samochód i jedziemy do miejsca gdzie mieszka (również nasza znajoma) mama mojej koleżanki, na miejscu mąż dziewczyny już rozmawia ze strażą pożarną, z policją. No cóż moim zdanie troszeczkę się pospieszyli, ale wiadomo każdy by się martwił, piesek sam w domu, gdzie nigdy nie zostawiała go na długo samego, telefon dzwoni w domu, a drugi telefon nie odpowiada, obdzwonili już wszystkich znajomych i nikt nic nie wie.

          Po kilku minutach przyjeżdża straż pożarna i policja, rozpoczyna się akcja dostania się do mieszkania zaginionej. Na ośrodku (zamknięty ośrodek z mieszkaniami prywatnymi) zbiegowisko, wszyscy ciekawi co mogło się stać, gdyż jakieś dwa tygodnie temu na tymże ośrodku w pożarze zginęła matka z córką. Straż próbuje wyciąć kratę z okienka prowadzącego do łazienki, policja spisuje dane, po chwili zjawia się również karetka w razie czego. Zbiegowisko na całego, a w sumie nie wiadomo co się stało i czy coś w ogóle się stało.

          Moja koleżanka ciągle jeszcze próbuje dodzwonić się do jednej znajomej swojej mamy, która do tej pory nie odbierała telefonu jak i również na drugi telefon swojej mamy i w pewnym momencie ktoś odbiera telefon. Nie wiemy o czym rozmawia i z kim, ale mój partner podsłuchał, że ponoć była z nią 5 minut temu, szybka przybiega pod drzwi gdzie strażacy przecinają śruby od krat, aby poinformować ich by przestali, bo jest, znalazła się!

          Akcja ratownicza przerwana wszyscy rozchodzą się do domu, a my czekamy na winowajczynię tego całego zamieszania, po 20 minutach dociera do swojego domu i jakby jeszcze miała pretensje do wszystkich, po prostu zapomniała telefonu, a drugi pożyczyła koleżance i nie chciało jej się wracać do domu, do pracy nie dotarła bo gościa nie było w domu (sprząta w mieszkaniach), a ze spotkała znajomą to sobie poszły do baru na kawkę i spokojnie siedziały kilka godzin, nie zdając sobie sprawy co się dzieje.

          Teraz wspominając tą chwilę wszyscy się z niej śmiejemy, ale ile strachu wszystkim napędziła tego się nie da opisać, gdyż nie jest już najlepszego zdrowia, ma problemy z sercem i nawet tego dnia nie czuła się najlepiej. Po tej całej akcji dała już drugie klucze do mieszkania córce, tak na wszelki wypadek.

Otagowane:  

To może przydażyć się każdemu z nas – rodziców!

Dodano 3 lutego 2016, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

     Bardzo długo zastanawiałam się czy dodać ten wpis czy nie, jednak w końcu zdecydowałam że napiszę dlaczego tak długo nie dodawałam nic konkretnego, dlaczego nie czytałam innych blogów.

Otóż wszystko zaczęło się jakieś dwa miesiące temu, zaczęły do mnie dochodzić słuchy, że coś złego dzieje się z jednym z moich synów, że rozstał się z dziewczyną z którą mieszkał od 4 lat, że wyprowadził się nie wiadomo gdzie i że wpadł w nieciekawe towarzystwo. Nie bardzo chciało mi się w to wierzyć, gdyż zawsze uważałam chłopaka za bardzo rozsądnego i myślącego realnie.

     Pewnego wieczoru jednak okazało się, że to wszystko prawda, a co gorsze to najprawdopodobniej oprócz tych wszystkich złych wiadomości to nie dość, że wyprowadził się do jednej z najgorszych i najniebezpieczniejszych dzielnic Torunia to jeszcze zaczął brać narkotyki. To ostatnie to jednak było tylko podejrzenie, a nie sprawdzony fakt, szczerze ciężko mi było w to wszystko uwierzyć. Dziewczyna mojego syna była załamana, nie wiedziała co robić, jak mu pomóc wydostać się z tej sytuacji, poprosiła mnie o pomoc. Jednak w sumie cóż ja mogę na odległość?

      Rozmawiając z synem poprzez Facebooka wyczuwałam w jego głosie dziwne zachowanie, również podczas pisania jego wypowiedzi były niespójne, chaotyczne i czasami pozbawione sensu. Na każdą moją, nawet najmniejszą krytykę zaraz się obrażał.

Postanowiłam zafundować mu wycieczkę do mamy, na Teneryfę. Jak postanowiłam tak i zrobiłam kupiłam bilet w obie strony na 10 dni, aby go rozgryźć, aby się czegoś dowiedzieć, aby w jakikolwiek sposób pomóc.

Przyleciał, po pewnych problemach z dotarciem na lotnisko ale to mało ważne, najważniejsze że był. Ucieszyłam się bardzo choć na dzień dobry o mało nie poznałam syna, wychudzony, zakatarzony dosłownie cień człowieka, jednak on twierdził że wszystko jest w porządku i że przed wyjazdem pogodził się ze swoją dziewczyną, że wszystko już zrozumiał i teraz już będzie tylko dobrze. Zbił mnie tymi słowami z tropu, więc nie drążyła tematu ponieważ każdego wieczoru bardzo długo i  normalnie rozmawiał ze swoją dziewczyną za pomocą skypa, byłam zadowolona, że wszystko wróciło do normy. Widać było, że jest szczęśliwy i nie może doczekać się powrotu do ukochanej, ale jak się później okazało to wszystko było chyba tylko na pokaz, aby mama nie marudziła, aby nie drążyła tematu.

Po 10 dniach chłopak wrócił do Polski przez jeden dzień wszystko było super, jednak następnego dnia pojechał niby po swoje rzeczy i już nie wrócił, łaskawie napisał tylko smsa do dziewczyny, że to koniec. W tym czasie ja z moim partnerem i najmłodszym synkiem byliśmy w Szkocji i w sumie niewiele mogłam zrobić, na dniach mój starszy syn z żoną i córeczką mieli wyruszyć do nas na Teneryfę więc też nic nie mógł poradzić na zachowanie młodszego brata.

Wróciliśmy z wycieczki do domu gdzie czekała już na mnie rodzina, cieszyła się bardzo z nadchodzących świąt i z tego że spędzę je razem z wnusią i jej rodzicami, ale jednak nie przestawałam się martwić o młodszego chłopaka. Co będzie robił na święta? Czy się ogarnie i wróci do mimo wszystko czekającej  na niego dziewczyny? Pytania i brak odpowiedzi nie dawały mi spokoju, tym bardziej że z Polski wcale nie było ciekawych wiadomości.

Nadeszły święta, mój syn obrażony na cały świat, nie zauważał życzeń mu składanych twierdząc, że wszyscy o nim zapomnieli. Doniesienia o tym, że bierze narkotyki stawały się coraz bardziej pewne, a ja popadałam w coraz większą nostalgię i taką jakby niemoc, przecież nie mogłam nic zrobić, w żaden sposób pomóc.

  Nadszedł czas kiedy dzieciaki musiały już wracać do domu czyli ostatni dzień starego roku, mój młodszy syn informuje mnie że tę noc ma zamiar spędzić ze swoją dziewczyną, ale co się jednak okazuje tak się nie stało. Po raz kolejny mnie okłamał, choć przedtem nigdy tego nie robił, zawsze był szczery i uczciwy.

Nowy rok przynosi tragiczne wiadomości, podobno został złapany w sklepie na kradzieży choć oczywiście wszystkiego się wypiera, na domiar tego wszystkiego dostaję wiadomość że rozbił samochód, gdzie za miastem dachował i wylądował w rowie. Jedyną dobrą w tym wszystkim wiadomości to było to, że nikomu nic się nie stało podczas tego wypadku. Po tym wypadku wrócił mieszkać do swojej dziewczyny, jednak jego zachowanie wymagało wiele do życzenia, znikał gdzieś na całe dnie, dom traktował jak stołówkę i hotel mimo to jego dziewczyna miała anielską cierpliwość, aby to wszystko znosić gdyż bała się o niego, aby nie zrobił nic głupiego.

     Pewnego dnia pojechał do „kolegów” najprawdopodobniej po pieniądze na ratę w banku (gdyż był na tyle głupi iż pobrał coś dla kolegów na raty) i co się okazało to nie dość, że nie dadzą mu żadnych pieniędzy, że sam ma się martwić o swoje kredyty to jeszcze go pobili i zniszczyli auto, który na dodatek wracając do domu (za zbite lusterka i światła) dostał mandat jakby mało miał na głowie. Jednak jakby to większość powiedziała „ma czego chciał” albo „a nie mówiłam”.

Po tej nauczce, którą otrzymał od swoich pseudo kolegów chyba coś dotarło do tej opustoszałej głowy, zaczął myśleć jednak powoli, przestał jeździć nie wiadomo gdzie, przestał brać jakiekolwiek narkotyki (przynajmniej na to wskazuje zachowanie i wygląd), w ciągu tygodnie znalazł pracę na razie na umowę 3 miesięczną, a czy przedłużą to zależy już tylko od niego. Od tygodnia pracuje i widać, że próbuje naprawić swoje błędy, jednak mimo wszystko twierdzi że był zbyt dobry, nie widzi w sobie winy, a to źle niestety. Mam jednak nadzieję, że z czasem wróci ten kochany i rozsądny chłopak który wyjechał z Teneryfy, aby zamieszkać z dziewczyną w Polsce.

Tak w wielkim skrócie opisałam problem który mnie dotknął, a nigdy nie przypuszczałam że właśnie mnie może spotkać coś takiego, teraz jednak myślę że każdego może to spotkać nawet jak się najbardziej dba o dzieci.

Otagowane: