Hallowen na Teneryfie.

Dodano 31 października 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Witam wszystkich serdecznie w ostatnim dniu października, jutro 1 listopada jednak dzisiaj w większości państw na świecie wielka zabawa. Hallowen to przede wszystkim zabawa dla dzieci choć w Polsce to raczej jeszcze ciężko się adoptuje, choć szczerze nie wiem, gdyż od lat mnie tam nie ma.

Ale chciałam Wam napisać jak ten dzień spędza się na Teneryfie. Z tego powodu, iż w tym roku ten dzień przypada w sobotę, dzieciaki zaczęły już świętować od wczoraj. W jednym z wielkich Centrów dla dzieci – King Park – została zorganizowana zabawa specjalnie dla dzieci, dzieciaki zjawiły się tłumnie i wszyscy super poprzebierani jak na to święto wypada, zabawa trwała do późnego wieczora, tańce pokazy i mnóstwo słodyczy. jednak prawdziwa zabawa zacznie się dopiero dzisiaj, gdy prawie wszystkie dzieci wieczorem wyjdą na ulice swoich miasteczek, poprzebierane, wymalowane i będą biegać od sklepu do sklepu, od baru do baru i prosić o cukierki. Na ulicach jest kolorowo, głośno i wesoło.

Pogoda sprzyja zabawom na świeżym powietrzu gdyż jeszcze w ciągu dnia temperatury są równomierne w granicach 23 -26 stopni, owszem jeśli w ciągu dnia będziemy chcieli spacerować w pełnym słońcu to temperatura jest zdecydowanie wyższa, ale na Teneryfie życie zaczyna się wieczorami gdy słońce już lżej grzeje, a największy tłok robi się po zachodzie słońca, wtedy zapełniają się wszelkie bary i ulice, dzisiejszy dzień będzie wyjątkowy i pełen dziecięcego śmiechu.

Pamiętam z poprzednich lat jak było wesoło i zabawa trwała do późnych godzin nocnych, bawiły się dzieci i dorośli przy muzyce i śpiewach. Osobiście również wybieramy się do miasteczka obok naszego, ponieważ tam zawsze jest większe skupisko dzieci, gdyż jest to miasteczko turystyczne choć nie tak jak lata temu, gdy było ono centrum turystycznym Teneryfy Południowej. synek ma przygotowany strój wampira i już nie może się doczekać kiedy pobiegnie na ulicę i ile to cukierków uda mu się uzbierać.

Jutro na wyspie normalny dzień, nikt tutaj nie jeździ na cmentarz bo w sumie takowych tutaj nie ma, bo niby jak chować ludzi na gruncie powulkanicznym i ograniczonej powierzchni, nikt tutaj nie wspomina o Święcie Zmarłych, choć 1 listopada zawsze jest dniem wolnym, w tym roku w związku z tym że 1 listopada przypada w niedzielę wolny od pracy i zajęć szkolnych jest poniedziałek, gdyż generalnie w Hiszpanii jeżeli ustawowy dzień wolny przypada w sobotę bądź niedzielę to wolnym od pracy jest następny dzień.

Hiszpanie bardzo lubią świętować i bawić się, więc dzisiaj dzień wielkiego świętowania i zabawy. Mam nadzieję, że tym wpisem choć odrobinkę pokazałam Wam jak obchodzi się Hallowen na Teneryfie. Pozdrawiam wszystkich serdecznie i życzę spokojnego dnia Wszystkich Świętych.

Otagowane:  

Niedzielne popołudnie wśród pijanych facetów….

Dodano 28 października 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Zaczęłam ten wpis już w poniedziałek jednak jak sami mogliście zobaczyć zabrakło mi czasu i zdecydowałam się opublikować coś innego. natomiast wczorajszy dzień spędziłam przed komputerem, jednak nie znalazłam nawet chwili na napisanie czegokolwiek czy nawet czytanie, a wieczorem po porostu padłam.

Tak więc to co zaplanowałam sobie w poniedziałek pisze dopiero dzisiaj i nawiązując do tematu chcę Wam napisać jak spędziłam niedzielne popołudnie.

Plany mieliśmy zupełnie inne, gdy nagle zadzwonił telefon mojego partnera i prośba, aby kupić pizzę (gdyż akurat obok naszego domu jest najtańsza i chyba najlepsza pizzeria w okolicy). No cóż jak to facet, ok kupię i przyjedziemy. Mój synuś już prędzej pojechał w miejsce do którego my mieliśmy jechać, do kolegi więc pojechaliśmy we dwoje. Miałam od razu iść do koleżanki gdzie miał być mój synek jednak ona jeszcze gdzieś pojechała z dziećmi i zmuszona (w skutek okoliczności) byłam, aby iść odwiedzić towarzystwo, które za bardzo mi nie pasowało, jednak umiem się zachować nawet tam gdzie mi się nie podoba. Było tam już 3 podchmielonych facetów na temat jednego pisałam w poniższych linkach, a pozostałych dwóch nie znałam.


http://smutek21.blog.pl/2015/06/19/po-raz-kolejny-pomaganie-innym-wychodzi-mi-bokiem/ 
i
http://smutek21.blog.pl/2015/06/22/jestem-falszywa-wredna-jedza/

Nie pasował mi właśnie ten człowiek, którego opisywałam, ale cóż miałam zrobić stać godzinę pod drzwiami koleżanki, grzecznie usiadłam z nimi przy stoliku i przyjęłam postawione mi piwo. Raczej słuchałam głupiej gadaniny niż się udzielałam w dyskusji, bo raczej nie chciałam się wypowiadać. Ten, którego znałam przez ostatnie trzy miesiące był w miarę dobrych stosunkach ze swoją Panią, jakoś się dogadywali osobiście, na moje szczęście gdyż nie miałam ochoty mieszać się w nie swoje sprawy.

Panowie siedzieli i pili od trzech dni, a dlaczego? Pan na temat którego pisałam wcześniej dzień przed swoimi urodzinami gościł w swoim domu swoją Panią i własnego brata, oczywiście nie obyło się bez alkoholu, zmęczony położył się niby spać jednak słyszał całą rozmowę, która odbywała się w sąsiednim pokoju pomiędzy jego Panią i jego bratem. Jednak gdy „weszli” na jego temat i ona zaczęła się żalić nie wytrzymał, wstał zrobił karczemną awanturę i nawet uderzył kobietę i o 4 nad ranem wyrzucił oboje ze swojego domu. Taki był powód do picia tychże Panów.

Jednak to nie wszystko, jednym z nich nowo poznany przeze mnie człowiek (nota bene wolę nie mieć z nim nic wspólnego) okazał się „typowym samcem”, opowiadał o swoich podbojach łóżkowych, bez względu na to czy był w jednym związku, czy nie i tak miał zawsze kilka panienek na boku, ale broń Boże aby któraś spojrzała na innego. Jemu wolno wszystko, a kobiecie już nic tylko służyć w domu i w łóżku, jak ja nie cierpię takich ludzi. Możecie sobie wyobrazić co mówił, bo mówił bez ogródek i podsumować go można jednym zdaniem: „Pieprzy wszystko, co się rusza!”

Na moje szczęście koleżanka wróciła i dała mi znać, że już jest w domu i mogłam opuścić to towarzystwo, bo wcale miło się tam nie czułam. Mój Pan został z nimi jak to facet, a niech tam się rozerwie przecież ja mu nie zabraniam. Gdy już skończyli balować, panowie udali się gdzieś na „wyrywanie” panienek, a ja razem z moim partnerem i synkiem wróciliśmy do domu i oczywiście ja musiałam prowadzić auto, gdyż mój Pan niestety już nie był w stanie usiąść za kierownicę, na szczęście jest rozsądny i nie ma problemu, abym prowadziła jego ukochane auto.

Ot to tyle na temat mojej niedzieli. Serdecznie pozdrawiam!!

Otagowane:  

Poniedziałkowe urwanie głowy…

Dodano 26 października 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Witam wieczorową porą  w pierwszy dzień tygodnia, a jeśli cały tydzień ma być taki jak dzisiejszy poniedziałek to ja dziękuję bardzo, rezygnuję na samym początku.

Co mi po zmianie czasu jak i tak obudziłam się godzinę przed budzikiem i koniec spania, zanim się człowiek dostosuje to cały tydzień minie. Wczoraj dzień pełen śmiechu, ale o tym napisze innym razem bo to długa bajka. A dzisiaj jak zwykle rano przygotowałam i wysłałam dziecko do szkoły, dzień zapowiadał się normalnie czyli spokojnie, bez gonitwy i braku czasu, jednak wyszło inaczej.

Zanim się zdążyłam pozbierać pierwszy telefon, a za nim spotkanie z szefem, no cóż przyleciał kilka dni temu na Teneryfę więc trzeba się spotkać pogadać, a najlepsze jest to że w knajpce przy kawie więc zero jakiegokolwiek stresu. Jednak nie było mi chyba dane spokojnie porozmawiać, bo telefon mi dzwonił co chwila, a że szef wyrozumiały nic nie mówił tylko spokojnie czekał. Co z tego jak skończyłam rozmowę prywatną dzwoni służbowy, no nie mam wyjście muszę odebrać, chwila i sprawa załatwiona. Jednak rozmowa służbowa zamiast trwać godzinkę trwała trzy, mimo wszystko załatwiliśmy wszystko co było do załatwienia i spokojnie wróciłam do domu.

Zdążyłam szybko przygotować jakiś posiłek dla moich chłopaków i kolejne spotkanie tym razem prywatno – służbowe jeśli mogę tak to nazwać, bo kobitkę widziałam po raz pierwszy, polecona przez moją serdeczną przyjaciółkę Pani miała kilka pytań. Dobrze mi się z nią rozmawiało i wydaje mi się, że osoba godna zaufania więc jeśli prosi o pomoc, pomogę na tyle na ile umiem, ale znowu telefon dzwonił kilkakrotnie, bo to ktoś coś i wyszło na to, że wszyscy dzisiaj czegoś chcą, o coś się pytają, a ja tylko grzecznie udzielam informacji.

Ogólnie jest w tej chwili 19.55 i mam nadzieję, że to już koniec telefonów na dzisiaj i że pomaganie innym kolejny raz nie wyjdzie mi bokiem, ale co mam zrobić że taka już moja natura, pomagam jeśli mogę…

Otagowane:  

Mamo, przepraszam śmietana się zbiła!

Dodano 24 października 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Dzisiaj postanowiłam podzielić się z Wami pewną historyjką sprzed wielu, wielu lat gdy miałam jakieś 6-7 lat, a pamiętam ją jakby to było wczoraj.

Do napisania tego wpisu zainspirowała mnie pewna fotka zamieszczona na FB nosząca tytuł: „Przysmaki mojego dzieciństwa”, ale nie o przysmakach chcę napisać gdyż zapewne każdy miał jakieś swoje ulubione.

No to zaczynam opowiadanie. Od najmłodszych lat jak pamiętam zawsze lubiłam chodzić sama do sklepu spożywczego, który znajdował się zaraz przy wyjściu z mojego bloku i dlatego, że był tak blisko rodzice wysyłali mnie po różne drobnostki, których akurat zabrakło w danym momencie. W tamtych czasach jak zapewne wielu z Was pamięta śmietana była sprzedawana w małych szklanych butelkach i nie można było kupować na zapas, więc pewnego dnia mama poprosiła soją małą córeczkę, aby pobiegła do sklepu i zakupiła ten niezbędny specyfik. Bardzo chętnie szybko pobiegłam do sklepu, kupiłam co miałam kupić i zadowolona wracałam do domu i tutaj stała się tragedia, tuż przed samymi drzwiami potknęłam się  i usłyszałam tylko jeden wielki huk i nagle na podłodze klatki schodowej zrobiło się narodowo, czyli biało-czerwono.

Moja mam, która w tym czasie przygotowywała w domu spokojnie jakiś obiad też usłyszała ten huk i zaraz wybiegła na klatkę i z przerażeniem w oczach zapytała: „Dziecko kochane, co się stało?” A ja ze łzami w oczach odpowiedziałam: ” Przepraszam, ale śmietana się zbiła.” Brzmiało to śmiesznie z dzisiejszej perspektywy, gdyż na podłodze było coraz więcej czerwonego niż białego, a ja się martwiłam tylko tym, ze się śmietana zbiła, a nie tym że z mojego nadgarstka wystawał kawał szkła i krew się lała na całego, oczywiście moja mama nie straciła swojego opanowania i szybciutko opatrzyła moją skaleczoną rękę, a ja płakałam mówiąc, że nie chciałam zbić tej śmietany.

Teraz to mogę się sama pośmiać z tej historyjki, ale naprawdę było niebezpiecznie, a przypomina mi o tym blizna na nadgarstku, która wygląda tak jakbym sobie żyły podcinała, na szczęście jednak nie było to tak poważne skaleczenie, gdyż nawet nie trzeba było szyć, choć ślad po przecięciu ma jakieś 2 cm lecz rana nie była głęboka.

Pozdrawiam serdecznie z ciągle słonecznej Teneryfy, mimo wczorajszego wpisu i alarmów ciągle świeci słońce.

Otagowane:  

Teneryfa skąpana w deszczu!!!

Dodano 23 października 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Wszyscy myślą, że na Teneryfie wiecznie świeci słońce i wiele w tym prawdy bo podobno wiatr wieje na Teneryfie 296 dni, a słońce świeci 360 dni w roku. Jednak zdarzają się takie dni jak wczorajszy gdzie deszcz się z nieba leje.

12112512_10153210514092473_5682253952171643180_n

Tak wczoraj w pewnym momencie dnia wyglądało niebo zaledwie 15km od miejsca mojego zamieszkania. Tu gdzie mieszkam tez padało, w ciągu godziny tej ulewy zalane zostały niektóre ulice do tego stopnia, że musiały zostać zamknięte.

Popołudniu w internetowej prasie zaczęły się pokazywać informację odnośnie alarmu przeciwdeszczowego, odwołane zostały zajęcia pozalekcyjne we wszystkich szkołach na wyspie, informowano że w dniu dzisiejszy, 3 szkoły na Gran Canarii i 2 na południu Teneryfy dzisiaj nie mają lekcji, im później tym więcej było informacji. Około 20.00 poinformowano, że wszystkie szkoły w Las Palmas de Gran Canaria nie mają zajęć, pół godziny później kolejna wiadomość: Zamykają wszystkie szkoły oprócz szkół średnich i wyższych na całym archipelagu (czyli na wszystkich wyspach), po kolejnych 15 minutach informacja, że wliczone już są szkoły średnie i wyższe.

Zastanawiam się co to może się dzisiaj zdarzyć, jeśli podjęli takie kroki ostrożności, zazwyczaj w takich sytuacjach od rana już padało i tak cały dzień, a dzisiaj jak do tej pory słońce świeci całą swoją pełnią, ani jednej chmurki na niebie, podobno gdzieś w połowie dnia mają nadejść czarne chmury i ulewy, ale zobaczymy co to będzie.

Pozdrawiam serdecznie z jak na razie słonecznej Teneryfy!!

Otagowane:  

Na kogo głosować?

Dodano 22 października 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Wielkimi krokami zbliżają się wybory (chciałam już pisać słowo wybory i jakimś cudem nacisnęłam sama nie wiem na co i wyłączyłam sobie przeglądarkę, chyba coś nie chce abym się mieszała w wybory), pełno tego wszędzie gdzie się nie obejrzymy, internet szaleje, prasa i telewizja też i dylematy na kogo głosować, a dlaczego na tą właśnie partię, pewnie gdybym była w Polsce miałabym ten sam problem, bo daleko mi do polityki. Jednak na moje szczęście na wyspie nie zorganizowano żadnego lokalu wyborczego dla Polaków, a przecież nie będę specjalnie lecieć 3000km do Madrytu, aby oddać swój głos, nie dość że bym straciła cały dzień, to jeszcze kupę kasy i na kogo? Jak tu nawet nie wiadomo na kogo głosować, przekrzykują się, obiecują „gruszki na wierzbie” a potem z tych obietnic nici i pokażą nam:

Więc na kogo głosować? Szczerze, nie mam pojęcia, ale tez nie mam problemu….

Otagowane:  

Szykują się pewne zmiany i nowości…

Dodano 21 października 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

No to zaczynam przygotowania do uruchomienia wpisów audio na www.audioexpress.pl czyli prostymi słowami mówiąc audioblog, strona FB https://www.facebook.com/pages/Audio-blog/628483760603929?fref=ts to tak na początek, aby wszyscy mogli się zorientować o co chodzi. Oczywiście kilku z moich gości już ma zamieszczone tam swoje wpisy, Dotarłam tam przez przypadek, a może to nie przypadek zaprosiła mnie https://www.facebook.com/jola.zdolskagurgul?fref=ts w momencie gdy założyłam profil blogowy na FB, szczerze mnie to zainteresowało przez info na stronie http://konwenanse.blog.pl dotarłam do aplikacji i zainstalowałam ją na swoim smartfonie i zaczęłam słuchać różnych blogerów i okazało się super ciekawe, ot tak sobie wysłałam swoje zgłoszenie i kilka minut później nieświadoma tego Jola zaprosiła mnie do udziału w tworzeniu audiobloga jako jeden z autorów, zaczęły się konwersacje, co i jak, po co, na co i dlaczego. Zanim pokaże się w wersji audio pewnie minie trochę czasu, ale trzeba się przygotować, coś dodać na stronie i pomyśleć jak to zrobić, jestem raczej starej daty i nie jestem omnibusem w komputerach choć co nie co się znam, więc myślę że dam radę ze wszystkim.

Tak mniej więcej w ciągu dwóch tygodni pojawią się moje pierwsze wpisy audio, ale o tym na pewno Was poinformuję.

Trzymajcie za mnie kciuki, aby wszystko poszło dobrze!!!

Otagowane:  

Może się zdarzyć i taka sytuacja, że nagle nasze maleńkie dziecko dostanie wysokiej gorączki, a tu środek nocy i w domu nie ma nic aby zbić niemowlakowi gorączkę (np wywołaną przez ząbkowanie) bo tak było w moim przypadku. Otóż opowiem Wam jak to było w moim przypadku.
Pierwsze dni na obczyźnie, zatrzymaliśmy się w domu mojej koleżanki, totalne „zadupie” do najbliższego miasteczka 30km, późny wieczór więc nawet jeśli pojedziemy apteka może być zamknięta, gdzieś pewnie jakaś działa tylko nikt nie wie gdzie, co robić? ^ miesięczne dziecko ma ponad 39 stopni gorączki, ale tylko to nic innego, żadnych innych niepokojących objawów. Troszeczkę się przeraziłam, ale zachowując spokój i zdrowy rozsądek złapałam za telefon (nota bene musiałam wyjść na podwórko aby złapać zasięg) i dzwonię do Polski do mojej koleżanki, a zarazem super pediatry prosząc o ratunek, co zrobić gdy mamy w domu tylko Eferalgan do rozpuszczenia dla dorosłych. Wypytała o wszystko, pomyślała i dała odpowiedź, nie łamać tabletki, nie kombinować po prostu rozpuścić tabletkę tak jak trzeba dla dorosłego i podać małemu 1/10 do wypicia i powinno pomóc (ważył wtedy około 7kg, bo dawka zależna od wagi) tak jak radziła, tak zrobiłam temperatura spadła, a następnego dnia było już wszystko OK, jednak od tamtej pory zawsze staram się mieć coś na takie ewentualne sytuacje, czyli syropek dla dzieci. Jednak jeśli zdarzy mi się taka sytuacja gdzieś u znajomych na odludziu przynajmniej wiem co robić bez paniki. Być może i Wam przyda się taka rada, bo raczej nikt z nas jadąc w gości gdzieś na wieś daleko od apteki do domu ludzi gdzie nie ma małych dzieci nie zabiera profilaktycznie ze sobą syropu na zbicie gorączki, ale jak widać z każdej sytuacji jest wyjście.

Otagowane:  

Moje cudowne miasto – Toruń

Dodano 19 października 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra
Taka krótka wycieczka po pięknym mieście Toruniu i najpiękniejszych zabytkach. Pozdrawiam serdecznie!
Otagowane:  

Co się dziś dzieje na moim blogu?

Dodano 18 października 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

W sumie chciałam napisać coś zupełnie innego, zupełnie w innym temacie, jednak trafiłam na stronę główną ONETU – Styl życia i nie dość, że mój licznik zaczął wariować to jeszcze co niektórzy zaczęli mnie opluwać, nazywać patologią itp Być może wpis, który trafił na tę stronę był chaotyczny i jakby wyrzucony z siebie, nie zastanawiałam się głębiej nad tym , piszę przede wszystkim dla siebie i dla tych którzy mnie czytają, nikogo nie zmuszam do odwiedzania mojego bloga, a tym bardziej do komentowania wpisów, jednak jeśli już ktoś komentuje to raczej wymagam odrobiny szacunku dla siebie, być może nie umiem pisać tak pięknie jak inni blogerzy, ale trudno nie jest to książka do wydania, za którą się płaci, jest to tylko życie i różne rzeczy się ludziom przytrafiają w tym życiu. Ktoś kto przeczyta tylko jeden wpis z mojego życia i od razu ocenia PATOLOGIA, niech najpierw zastanowi się nad własnym życiem czy było takie piękne i bez błędów, a dopiero potem ocenia moje. Niech najpierw założy moje buty i przejdzie w nich tyle co ja przeszłam we własnym. Zatwierdzam wszystkie komentarze, nawet te najgorsze, bo na tym polega uczciwość blogera, nie wybiórczo tylko te co mi pasują, ale wszystkie, również na każdy z nich odpowiadam zgodnie z własnymi myślami i sumieniem.  Taka krótka notka na temat tego co dzisiaj dzieje się na moim blogu. Pozdrawiam wszystkich serdecznie!!

Otagowane:  

Wspomnienie czarnego krążka…

Dodano 17 października 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Lata temu miałam w domu mnóstwo „czarnych krążków” czyli płyt winylowych, które można było odtworzyć na adapterze i chyba większość z moich rówieśników posiadało takie cudo w domu. Jednym takim krążkiem była składanka przeznaczona najprawdopodobniej na wesela, stare piękne nagrania, które prezentuję poniżej. Wszystkiego Najlepszego! mam nadzieję, że Wam również spodobają się te stare piosenki, choć tak stare ale zawsze aktualne.

 

I czwarta Mieczysława Fogga ” Niech bija wszystkie dzwony” (jednak nie udał mi się jej znaleźć.)

A poniżej słowa jednej z tych piosenek, która najbardziej wpadła mi w ucho.

 

Ożeniło się chłopisko,
szkoda chłopa, mimo wszystko…

Był swobodny jak motylek,
miał wspaniałych przygód tyle,
wszystko, co najradośniejsze,
wszystko, co najprzyjemniejsze,
z życia brał.
Brakowało mu zwierzchnika,
kontrolera, kierownika
– no i ma czego chciał,
no i ma czego chciał,
no i ma, no i ma, czego chciał.
No i ma, czego chciał,
no i ma, czego chciał,
no i ma, no i ma, czego chciał.

Jak zarobił, to zarobił,
pojadł sobie, popił sobie,
szedł na tańce z kociakami
lub całymi wieczorami
w karty grał.
Brakowało mu kasjera,
co pieniądze by zabierał
– no i ma czego chciał,
no i ma czego chciał,
no i ma, no i ma, czego chciał.
No i ma, czego chciał,
no i ma, czego chciał,
no i ma, no i ma, czego chciał.

Palił bez opamiętania
– nikt mu tego nie zabraniał,
mógł w swym domu palić wszędzie:
gdzie się ruszył,
gęste kłęby dymu słał.
Dziś go zaczną bez wątpienia
odzwyczajać od palenia
– no i ma czego chciał,
no i ma czego chciał,
no i ma, no i ma, czego chciał.
No i ma, czego chciał,
no i ma, czego chciał,
no i ma, no i ma, czego chciał.

Lubił w butach i ubraniu
legnąć sobie na tapczanie,
co dzień robił to z lubością,
teraz już by się z pewnością
trochę bał.
Teraz musi, trudna rada,
w przedpokoju kapcie wkładać
– no i ma czego chciał,
no i ma czego chciał,
no i ma, no i ma, czego chciał.

Cha, cha, cha, cha, cha, cha, cha, cha, cha, cha…

Ale szkoda gadać więcej,
gdy ktoś oczy ma cielęce,
gdy za jedną tylko lata
– jakby wszystkie skarby świata
los mu dał.
Taki jest rozanielony,
zapatrzony, zachwycony
– widać ma, czego chciał.,
widać ma czego chciał,
widać ma, widać ma, czego chciał.
Widać ma, czego chciał,
widać ma, czego chciał,
widać ma, widać ma, czego chciał.

Otagowane:  

Nigdy nie mów dziecku że tata/mama jest zły/a…..

Dodano 16 października 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Według mojego skromnego zdania to chyba najgorsza krzywda jaką możemy wyrządzić własnemu dziecku oczerniając przed nim jedno z rodziców, przyjmijmy że jako kobieta będę pisać o tym, aby nie niszczyć reputacji ich ojca, ale i swojej własnej wzorując się własnym przykładem.
Tak mój ex małżonek nigdy nie był super tatą, ale też nie powiem aby był jakimś tyranem w stosunku do swoich dzieci, zawsze powtarzał że są dla niego wszystkim itp jednak gdy w innym związku urodziła mu się córka już nie dbał o synów, coraz mniej się nimi interesował, a gdy koniec końców wyprowadził się z domu całkiem przestał do nich się odzywać. Dzieci jak to dzieci często pytały o tatę, zawsze starałam się jakoś go usprawiedliwiać, ale nigdy nie kłamałam na jego korzyść czy niekorzyść, zawsze starałam się unikać krępujących pytań, a jeśli już padały to odpowiadałam zgodnie z prawdą, że tata nie jest zły i że to ja mu się znudziłam dlatego postanowił założyć drugą rodzinę, a nie że oni są czemukolwiek winni i zawsze gdy pytanie już było zbyt trudne i nie mogłam powiedzieć prawdy mówiłam, że jak sami będą dorośli to wtedy zrozumieją, bo teraz nie umiem im wytłumaczyć. Zrobiłam wszystko co w mojej mocy, aby dzieci szanowały mnie i nienawidziły własnego ojca, ale on sam się o to postarał bo gdy synowie dorośli zamiast im pomóc on ich oszukiwał, tak całkowicie dzieci straciły do niego zaufanie.
Wiem, że gdybym mówiła im całą prawdę nie ukrywając niczego to pewnie nawet nie chcieliby mu dać tej szansy, jednak dla mnie było ważniejsze to by dzieci poznały same prawdę o ojcu, aby pokazał im jaki jest naprawdę, uważam że gdybym wbijała dzieciom kłamstwa do głowy, a po latach zorientowaliby się jaka jest prawda, że tata nie jest taki zły jak go opisywałam, to tylko ja bym na tym straciła w oczach własnych dzieci, gdybym zabraniała im czy jemu się z nimi widywać jako dorośli mieliby pretensje do mnie, ze to moja wina.
Uważam ,że matki zabraniając kontaktów ojca z dzieckiem robią krzywdę temu dziecku, ale jeszcze większą krzywdę robią samej sobie, bo te małe dzieci kiedyś dorosną, kiedyś zechcą poznać prawdę z drugiej strony i co wtedy?
Moje dzieci nie chcą znać własnego ojca, bo jest krótko mówiąc kanalią, ale to nie moja zasługa, ze tak myślą sam na to zasłużył, bo gdyby był dobrym ojcem jak sam twierdził dzieci nie odwróciłyby się od niego, nie znienawidziły własnego ojca, ale to te dzieci muszą same zdecydować jaki jest ojciec, a nie ktoś inny.

Otagowane:  

Zna ktoś może ten wiersz, a może i autora…

Dodano 15 października 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Kiedyś jak byłam jeszcze nastolatką miałam takie różne zeszyty z wierszami, a bo to jakieś miłostki się zdarzały, a to jakiś chłopak rzucił albo i nie rzucił bo nic nie było, ale tak się wydawało jak to u nastolatek bywa. Ale nie o tym chciałam, pamiętam dobrze jeden z tych wierszy i w sieci jakoś nie udało mi się nic znaleźć na ten temat, może ktoś, coś pamięta. A oto i wierszyk.

Koniec już teraz z nami
Otulmy się więc wspomnieniami
Co prawda cierpię tylko ja
Historia miłości swój koniec ma
Ale ma tylko dla Ciebie
Mam coś jeszcze od siebie
Coś co przetrzyma czasu szmat
I co nie zginie jako kwiat
Eukaliptus, róża, gerbery
Bo musisz odczytać pierwsze litery
I wtedy zrozumiesz tylko TY
Eukaliptus, fiołek, bzy…

Otagowane:  

Przecież każda matka kocha swoje dziecko, ale czy na pewno?

Dodano 14 października 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Ciut długo mnie nie było, ale tak czasem bywa jednak nie zatrzymała mnie praca czy nadmiar obowiązków, a obietnica której musiała dotrzymać, bo taka już jestem jak coś obiecuję to staję na głowie, ale musi być jak powiedziałam i udało mi się na szczęście choć pochłonęło sporo czasu. Jednak wróćmy do tematu, czytając dzisiaj wpis pewnej bardzo młodej mamy http://sercabiciem.blogujaca.pl/ jak pięknie opisywała miłość i oczekiwanie do swojego dziecka przypomniała mi się historia życia mojego obecnego partnera i matki jego dzieci.

Pierwsze jego dziecko to zwyczajna wpadka, choć po czasie można powiedzieć, że został wrobiony w dziecko, gdyż jego partnerka niestety „robiła” sobie dzieci by żyć na ich koszt, ale cóż urodziła się śliczna córeczka którą kochali oboje jednak po półtora roku na świecie zjawił się pierwszy syn tej kobiety, zaraz po urodzeniu nie był ślicznym niemowlakiem i jej pierwsza reakcja była: „Ja nie chcę go oglądać” i niby zajmowała się dzieckiem ale z wielką niechęcią, gdy chłopiec miał 3 miesiące pojechała niby do pracy do Niemiec zostawiając dwójkę maleńkich dzieci i swoją 7 letnią córkę z pierwszego związku pod opieką ojca, zajmował się całą trójką jak umiał najlepiej kochając bezgranicznie każde z tych dzieci.

Mamusia wróciła po roku do Polski i tu niespodzianka „z brzuchem” wpadła do domu rodzinnego ojca jej dzieci i stwierdziła, że zabiera córki, a syna może sobie zatrzymać, która matka tak postępuje? No cóż, sprawa sądowa na której kobieta wyrzeka się syna, po prostu stwierdza, że ona go nie chce i nigdy nie chciała, oraz że nigdy go nie pokocha. Z przyczyn niezawinionych przez ojca był moment kiedy nie mógł się zająć chłopcem, musiał zarabiać na jego utrzymanie, chwilami maluchem opiekowała się babcia.

Kobieta urodziła kolejnego syna, który tym razem był dla niej wszystkim, jakimś nie wyjaśnionym sposobem (mój partner nie umie mi tego wyjaśnić, sprzeczki rodzinne jej zdolność przekonywania) znowu zamieszkali razem i kolejne dziecko, tym razem córka, jego syn miał wtedy 5 lat. Kobieta rodzi córkę i rejestruje w USC na swoje nazwisko, a ojciec „nieznany” bo tak dostanie więcej kasy na dziecko. Ojciec dzieci pracuje poza domem, bywa w nim 2 razy w miesiącu po 2 dni, jednak gdy najmłodsza córeczka kończy 3 latka dochodzi do niego, że pracuje ciężko na dzieci, a „jego kobieta” co i rusz spotyka się z innymi facetami więc wyprowadza się do domu swojej matki, nie ma tam warunków do zabrania syna, który w domu matki jest niechcianym złem, wszystko co się zdarzy to jego wina, dziecko jest traktowane jak popychadło i jak to dziecko na swój sposób próbuje się bronić, matka nie interesuje się wynikami ani zachowaniem dziecka w szkole, po prostu jest to jest i tyle. I po pól roku od jego rozstania z matką swoich dzieci mój obecny partner wiąże się ze mną, zamieszkujemy razem jednak cały czas pracuje w delegacjach.

Kilka miesięcy później dostają zlecenie w naszym mieście więc przynajmniej pół roku będzie na miejscu i co się dziej, gdy matka jego dzieci orientuje się w sytuacji, pakuje syna i bez zbędnych ceregieli każe mu iść mieszkać sobie do tatusia, co miałam zrobić zgodziłam się bo przecież nie zostawię dziecka na ulicy. Starałam się jak mogłam, traktowałam go na równi z moimi dziećmi, jednak to był strasznie zbuntowany mały chłopiec, który w obronie zawsze kłamał, starałam się to zrozumieć i tłumaczyć dziecku, choć niestety odbierał to inaczej.

Wyjechał z nami za granicę. Był z nami 5 lat choć miał bardzo trudny charakter starałam się zawsze go zrozumieć i pomóc, niestety przekonywania „mamusi” były silniejsze obiecała mu złote góry i nie wrócił z wakacji w Polsce, miał wtedy 15lat, zamieszkał ponownie z matką, ale szczęście trwało krótko bo zaledwie pół roku i mamusia ponownie wyrzuciła go z domu bo nie było z niego żadnych korzyści materialnych, w międzyczasie „zrobiła” sobie kolejne dziecko z 18latkiem (39letnia kobieta). Chłopak poszedł mieszkać do cioci, która starała się aby jakoś dotrwać do ukończenia przez niego 18 lat, aby nie trafił do żadnego ośrodka, do ojca miał żal, nie wiadomo za co, obrażał i ubliżał, mnie obwiniał o rozpad jego rodziny, o to że zabrałam im ojca, nie będę już przytaczać słów jakimi określił mnie i swojego ojca bo każdy jest w stanie wyobrazić sobie do jakich słów jest zdolny obecny nastolatek.

Dopiero gdy chłopak skończył 18lat odezwał się do ojca normalnie jednak z jego ust nie padło słowo „przepraszam”, cóż ojciec mu wybaczył całe zło, ja nie umiem niestety bo jeśli on nie umie przeprosić za swoje czyny ja nie jestem w stanie ich wybaczyć, mój partner o tym wie i nie ma do mnie za to żalu, rozumie moje podejście do sprawy, obecnie chłopak ma 19 lat i mieszka w Anglii chce przyjechać do ojca na święta, ja powiedziałam wyraźnie, nie chcę go widzieć dopóki nie przeprosi, co będzie zobaczymy, czas pokaże, ale jak sami widzicie nie każda matka kocha swoje dziecko.

Otagowane:  

18 latka z trójką dzieci i to nie trojaczki….

Dodano 7 października 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Dzisiaj opowiem wam historię prawdziwą, choć coś tam sama widziałam, coś tam usłyszałam, jednak tak się zaczęło: Leżałam właśnie w szpitale po narodzinach mojego drugiego syna, byłam wtedy jeszcze młoda, bo miałam zaledwie 23 lata, gdy nagle na oddziale zrobił się straszny rumor i nagle ucichło, położna szybko uciszyła głośno gadające „baby”, jednak zaciekawiło mnie co tam się dzieje i wyszłam z sali zobaczyć o czym tak te kobitki plotkują, od razu mnie zagadały, a słyszała Pani że 13 latka właśnie urodziła córkę? Co to dzisiaj za czasy, że dzieci rodzą dzieci? No fakt, 13 lat to jeszcze dziecko, traf chciał że dziewczyna trafiła na moją salę więc co nie co udało mi się dowiedzieć. Otóż jej chłopak miał 16 lat, a dzieckiem gdy wyjdzie zaopiekuje się jej mama, bo oni nie mogą przecież są jeszcze za młodzi, a że ona bardzo go kocha to będą razem. Ja następnego dnia wychodziłam już do domu, a panna musiała zostać ciut dłużej więc tyle na temat pierwszego dziecka, szczerze myślałam że więcej o niej nie usłyszę, ani jej nie zobaczę jednak po 5 latach przez przypadek spotkałam ją w domu mojej znajomej, ot koleżanka jej córki, miała w tym momencie 18 lat i chodziła z brzuchem, zapytałam się więc znajomej co i jak u tej dziewczyny, gdyż pamiętam ją z porodówki, ona mnie nie poznała i oto czego się dowiedziałam: W wieku 15 lat ponownie trafiła do szpitale tym razem jej chłopak(ciągle ten sam) zawiózł ją do szpitala z atakiem wyrostka robaczkowego, gdy później dowiadywał się co i jak został połączony z izbą porodową i tam dowiedział się, ze ten wyrostek to chłopczyk i ważył 3410g, chłopak był zdziwiony, to może mało ale zszokowany, nikt w domu nie miała pojęcia, że dziewczyna jest w ciąży tak sprytnie to ukrywała. gdy wróciła do domu kolejnym dzieckiem musiała zająć się jej mama, a chłopak rzucił jej jedno zdanie: „Wszystko bym Ci wybaczył, ale nie to że ja do końca gumy używałem” , no cóż i tak bywa, byli za sobą może jeszcze z miesiąc, ale chłopak już nie umiał się z nią dogadać i odszedł. Po raz trzeci zaszła w ciąże mając 17 lat i to już z innym, ale sama nie wie z kim co się stało z trzecim dzieckiem nie wiem, bo straciłam kontakt ze znajomą, czy podrzuciła je matce czy wychowuje je sama tego nie jestem w stanie powiedzieć, a być może dorobiła się większej gromadki, niestety później już o niej nie słyszałam.

Otagowane:  

„Jaka ta dzisiejsza młodzież jest bezczelna!”

Dodano 6 października 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Jak dzisiaj oglądam telewizję i patrzę co wyprawia dzisiejsza młodzież to momentami, aż mnie ciarki przechodzą, ale cóż takie czasy. Jednak nie o tym chciałam pisać, patrząc na zachowanie dzisiejszej młodzieży przypomniała mi sie pewna moja przygoda sprzed lat. Miałam wtedy 28 lat więc jeszcze byłam młoda, a ze ponoć i teraz nie wyglądam na swoją 50tkę, więc wtedy tez nie wyglądałam na tyle ile miałam. Byłam wtedy w ostatnim miesiącu ciązy, była zima więc na sobie wiadomo kupa ciuchów, a nie zawsze na siedząco widać, że kobieta jest w ciązy. Tak więc musiałam gdzieś jechać środkami komunikacji miejskiej, wsiadłam spokojnie do tramwaju, a wręcz się wkulałam, bo ledwo już chodziłam, było wolne jedno, jedyne miejsce więc oczywiście usiadłam. Na następnym przystanku wsiadły dwie Panie w wieku około 50 lat, tak mi sie wydawało, nie były to staruszki, które nie mogły sobie postać, a ja szczerze nie mogłam stać, ale nie o to w tym chodzi. Tramwaj ruszył, Panie zatrzymały się przy mnie i byłam jedyną młodą osobą która spokojnie sobie siedziała z torebką na kolanach. Panie dyskutowały o różnych rzeczach, nagle jedna z nich niby mimochodem, oczywiście nie patrząc w moją stronę rzuciła:

„Jaka ta dzisiejsza młodzież jest bezczelna!”

Długo się nie zastanawiałam, podniosłam się z siedzenia i powiedziałam, bardzo grzecznie: „Proszę bardzo, niech Pani usiądzie”, kobieta spojrzała najpierw na moja twarz, potem zniżyła wzrok i zamurowało ją tak, ze z ledwością zdołała wybąkać: „Ale, ale to nie było do Pani”. Nie chciałam tego w żaden sposób komentować, bo nie było sensu, mam tylko nadzieje ze do kobieciny dotarło wtedy, że nie można tak ogólnikowo oceniać kogokolwiek, teraz jest to dla mnie śmieszna anegdota gdy przypomnę sobie minę starszej nie starszej Pani, to teraz mi się tylko śmiać chce.

Osobiście, nawet teraz gdy spędzałam wakacje w Polsce i byłam zmuszona do korzystania z komunikacji miejskiej zawsze starałam się ustąpić miejsca osobie, która wyglądala na taką, która musi usiąść z jakiegokolwiek powodu, choć sama mam problemu, aby stac dłużej w jednym miejscu, czasami znajdzie się człowiek który bardziej tego potrzebuje, ja w końcu nie jestem jeszcze taka stara, czasami i bardzo młody człowiek nie może stać na własnych nogach, gdy siedzi tego nie jesteśmy w stanie stwierdzić, więc czasem lepiej dwa razy się zastanowić, zanim palniemy jakieś głupstwo.

Otagowane:  

Z serdecznym podziękowaniem dla Jotki!!!

Dodano 5 października 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Nie umiem pisać tak pięknie jak nasza Pani od Biblioteki czyli skromnymi słowami nazwijmy ja dalej Jotką jak sama się przedstawia. Wpis, który napisała na temat mojego bloga skłonił mnie do napisania tego właśnie wpisu w podziękowaniu za jej ciężką pracę i wielki talent,

 

 Sama postanowiłam cos wykombinować,

aby Pięknie Jotce podziękować.

Jednak nie umiem tak pięknie naskrobać,

choć muszę coś wykombinować.

 

 

Wiersze to nie moja codzienność

i przyprawiają mnie o senność.

Rymowanki to nie moja bajka,

ale może za tą dostanę choć jednego lajka.

 

 
Dziękuję Ci Jotko z całego serducha

jak bije mocno, wie ten kto go słucha.

Z samego rana pełna radości

zaczęłam czytać blogowe nowości.

 

Tak wpadłam na tę piękną notkę

o którą oskarżyć można tylko Jotkę.

Tak pięknie to napisała,

że aż licznik mi rozbujała.

 

 

Więc nic innego mi nie pozostało

jak podziękować jak tylko się dało.

Wiec jak umiałam tak naskrobałam

a co napisałam to napisałam

 

 

Nie wiem jak mi wyszło to skrobanie, bo nie umiem pisać wierszy, jednak mam nadzieje że choć odrobinkę udał mi się wyrazić swoje podziękowanie za reklamę mojego bloga i ocenę mojej skromnej osoby.
Dziękuję bardzo!!!

 

Otagowane:  

Pozwoliłam sobie skopiować bez pytania….

Dodano 4 października 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Tak jak zawarte w tytule pozwolę sobie dzisiaj na skopiowanie wpisu Pani od biblioteki, bo ujęła moje serce swoim wpisem na mój temat, wiem moi czytelnicy mnie znają więc dla nich to nie nowość, ale mimo wszystko, wklejam i czuję się zaszczycona takim wyroznieniem i z całego serca dziękuje, a jednocześnie zapraszam na blog: http://paniodbiblioteki.blogspot.com gdyz nie tylko na mój temat tak pieknie pisze, ale również i o innych blogerach, których warto poznać.

 

Rozmowy z Marią

Korzeniami moja sąsiadka, pochodzi z Torunia, ja mam blisko i studiowałam w Toruniu, mam nadzieję, że nie zdradzam żadnej tajemnicy… I chociaż pewnie wielu z Was Marii nie trzeba przedstawiać, pozwólcie, że zamieszczę moje trzy grosze o Jej blogu, bo jeśli ktoś nie zna, to może się skusi…na smutek i szczęście :-)

Smutek i Szczęście…

Imienia nie zdradzi nikomu
pod nickiem śpiewnym ukryta,
życie bogato przeżyte -
za serce bloggerów chwyta.

Gdyś ciekaw, co niesie życie
w szczęśliwe i smutne dni -
u Marii Alejandry
wszystko prawdziwie brzmi.

I chociaż zasmakowała
barw życia jak w tęczy palecie,
pogodnie i zawsze śmiało
opowie o swoim świecie.

Los rzucił Ją daleko
z Polski w hiszpańskie strony,
by radość, nadzieję dawać
wszystkim ciepła spragnionym.

Co chwilę nowy temat
znajdzie, na blog swój wrzuci,
pogadać lubi z każdym,
z Marią przestaniesz się smucić.

Otagowane:  

Czasem mam już dość tych upałów….

Dodano 2 października 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Lubię ciepło, słońce jednak czasami mam dość upałów i kilka chmur na niebie bardzo cieszy choc i wtedy temperatura jest wysoka, ale jeszcze z miesiąc i troszeczkę odsapniemy bo temperatura spadnie o kilka stopni, w nocy już chłodno bo około 20 stopni, a nad ranem gdzies koło 16. Dzisiaj mam właśnie taki dzień gdy wolałabym, aby było chłodniej, mam trochę pracy choć siedze w domu przed komputerem, ale momentami nic mi się nie chce, w domu 27 stopni, wiatrak nad głową mi się kręci, a na dworze no cóż 26 w cieniu, a nie wspomną ile w słońcu, a świeci dzisiaj pełnią siebie, zero chmurek i pot sie po mnie leje. Choć nie wiem, czy wolalabym się zamienić na 3 stopnie nad ranem jak widziałam dzisiaj w TV, chyba zdecydowanie już lepsza to moja pogoda tutaj niz zakładanie na siebie tej całej tony ubrań zanim się wyjdzie z domu, ja z zasady też muszę się przebierać zanim wyjdę z domu bo przecież nie wyjdę na ulicę w domowych łaszkach, tych najwygodniejszych, ale to tylko mała zmiana. No nic muszę zabierać się do pracy, na dzisiaj taka więc krótka refleksja pogodowa. Pozdrawiam serdecznie!!

Otagowane:  

Brak kontroli nad tonem własnego głosu i nadmierne gadulstwo.

Dodano 1 października 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Zacznę od pytania, czy jest możliwy brak kontroli nad tonem własnego głosu? Moim zdaniem tak, bo sama mam z tym problem i nie tylko ja, ale również jeden z moich synów. Ja osobiście staram się kontrolować swój ton głosu, jednak czasami nieświadomie zdarza mi się najczęściej gdy opowiadam jakąś historię podnosić ton głosu, zazwyczaj nikt nie zwraca na to uwagi, jedynie mój tata który ze względu na swój wiek musi nosić aparat słuchowy zawsze zwraca mi uwagę, czy mogłabym trochę ciszej bo jemu aż w uszach huczy i nic nie rozumie. Jednak nie o mnie chciałam pisać, chciałam Wam opowiedzieć jaki to był jeden z moich synów, tak więc zaczął płynnie mówić w wieku 2 lat, co mnie bardzo cieszyło gdyż starsi raczej późno zaczynali mówić, a ten był inny i gadał bez przerwy od najmłodszych lat zadając 100 pytań do… Jakieś 4 miesiące przed ukończeniem 3 lat przyszedł do mnie z pytaniem: „Mama kupisz mi na gwiazdkę rower?” Stałam i patrzyłam na niego z niedowierzaniem, ale nie dlatego że chce rower, tylko ze sposobu w jaki to powiedział wymawiając bardzo wyraźnie literkę „r” z którą jak wiemy większość dzieci ma problemy, oczywiście dostał ten rowerek. Ten mały łobuz był bardzo zdolny, ale strasznie leniwy, wiedziałam że potrafi wymawiać dwuznaki, ale po co wolał mówić scotka, safa itp zamiast poprawnie, jedynym sposobem było przedrzeźnianie malucha, gdy coś takiego mówił ja powtarzałam za nim, a on zdając sobie sprawę z tego ze tak się nie mówi wchodził pod stół i mówił głośno i wyraźnie np „szczotka”, więc potrafił. Gdy poszedł do szkoły Pani od najmłodszych klas skarżyły się, ze dziecko na nią krzyczy, na początku wynikały z tego małe problemy jednak z czasem ja sama i nauczyciele zrozumieli, że ten jego krzyk nie wynika ze złej woli, ale z tego że nie kontroluje tonu swojego głosu. Nauczyciele starali się podchodzić do niego w taki sposób, aby nauczył sie nad tym panować było to ciężkie, bo nie dość że często krzyczał to jeszcze buzia mu się nie zamykała, tak jak w szkole tak i w domu. Pytał o wszystko, nawet o to co wiedział, o każdy drobiazg, non stop słyszałam tylko: po co? na co? dlaczego? itp. Gdy miał jakieś 10 lat wybraliśmy się na kilka dni nad Polski Bałtyk, kawałek drogi przed nami i z 3 godziny jazdy samochodem, jechaliśmy w siedem osób busem, więc było nas sporo, ale to nie miało znaczenia gdyż w samochodzie mój ukochany synuś non stop coś gadał, non stop o cos pytał, nie mogłam powiedzieć prosto z mostu : „zamknij się” bo to nie wypada tak mówić dziecku więc za pierwszym razem zwróciłam uwagę, ej młody weź sobie poczytaj reklamy a nie gadasz bez sensu, tak mijamy pierwszą reklamę a co robi moje dziecko? A i owszem, czyta ale na głos, wszyscy zaczęliśmy się śmiać i mówię, ale miałeś czytać sam dla siebie po cichu, dobra jedziemy dalej a on nadaje i nadaje, juz mi bark siły na ta gadułę i mówię, aby przestał mówić choć przez 5 minut bo aż głowa boli. Cóż wytrzymał zaledwie minutkę i od początku, a co to za miejscowość? A dlaczego się tak nazywa? A ilu może mieć mieszkańców ? I tak całą drogę. W tej chwili chłopak ma 21 lat, co do kontroli swojego tonu głosu, owszem stara się go kontrolować tak jak ja to robię, a do nadmiernego gadulstwa, no cóż mówi ciut mniej, od jakichś 4 lat zadaje mniej pytań, więc jakby się wszystko unormowało, ale co przeżyliśmy to nasze i miło wspomina się te wszystkie sytuacje z uśmiechem na twarzy.

No to na dzisiaj koniec serdecznie pozdrawiam moich czytelników i stałych gości!!

Otagowane: