4 ciąża, 3 porody, a jedno dziecko w domu….

Dodano 6 czerwca 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Tak, tak to właśnie wyglądało do tej pory przeżyłam 3 ciąże i 3 porody, a w domu miałam tylko jedno dziecko. Gdy mój synek skończył 3 lata, jego tato dostał wezwanie do wojska, no trudno trzeba będzie dac radę samemu przez te dwa lata. Znalazłam prace, dziecko do przedszkola i jakos sie kulało, po pół roku postanowiliśmy z męzem, ze spróbujemy miec następne dziecko, nigdy nie chciałam mieć jedynaka, bałam się okropnie co bedzie? Mijał czas, dni, tygodnie, miesiące i nic… Dopiero po 7 miesiącach, jest! Jestem w ciązy! Tylko zamartwianie się, czy będzie dobrze, od razu do lekarza i oczywiście na zwolnienie lekarskie i od samego początku kontrola co 2 tygodnie, wszystko szło dobrze, termin miałam na 21 września i pech chciał, że mój lekarz (a chodziłam prywatnie) na początku sierpnia wyjechał na stypendium do USA, a zwolnienie miałam do ostatniego sierpnia, wiec zmuszona sytuacją poszłam do przychodni, tam gbur a nie normalny lekarz karze mi iść do pracy, nie widzi żadnych przeciwwskazań do tego abym pracowała, 3 tygodnie do terminu, a ja po 7 miesiącach zwolnienia mam iść do pracy. Tak mnie zdenerwował, że udało mi się tylko dojść do domu i od razu trzeba było wzywać karetkę, gdyz zaczęły się skurcze, ale gdy dotarłam do szpitala skurcze ustały samoistnie, jednak z tak bardzo obciązoną historia zostaje w szpitalu, po 7 dniach a na 2 tygodnie przed planowanym terminem lekarze decydują się na wywołanie akcji porodowej, nie chcą już ryzykować. Podłączają mnie pod kroplówkę, mija pół godziny i nic tylko jakieś dziwne drętwienie rąk i nóg, wołam położną i mówię jej co się dzieje, ona zmniejsza tylko przepływ kroplówki, mrowienie ustaje, jednak gdy minęło kolejne pół godziny mrowienie wróciło jednak dużo silniejsze, krzyczę, wołam połozną że to jest nie do wytrzymania, ona podchodzi do mojego łózka, podnosi prześcieradło którym byłam przykryta i słysze okropny krzyk: „Biegiem z tym łóżkiem na porodówkę, bo głowa na wierzchu” Po drodze na salę porodową znajoma pielegniarka podaje mi jakiś lek i biegną ze mną jakby się paliło, szybko przekładają mnie na „samolot” i dosłownie chwilę trwało i słyszę krzyk maleństwa i śmiech pielęgniarek i takie słowa: „No to mamy małą małpkę” Nie bardzo wiedziała o co chodzi, ale gdy sama zobaczyłam mojego synka zaczełam się śmiać, no faktycznie gąszcz włosów na głowie i na całym ciele, rączki, nóżki, plecy wszystko we włosach. (Wytarły się wszystkie, oprócz tych na głowie). Synus był malutki (2500 i 50cm), ale silny i zdrowy, musiałam jeszcze urodzić łozysko, poszło, ale problem kawałek został i trzeba wyczyścić (Nie pękłam ani na milimetr) więc lekarz prosi pielęgniarkę, aby podała mi „Dolargan”, pielęgniarka ciut zażenowana, odpowiada „pacjentka już dostała”, lekarz spojrzał na nią nic nie mówiąc i po chwili zastanowienia odpowiedział:”to w takim razie relanium”. W sumie po 3 godzinach od momentu, gdy wyszłam z sali na patologi, bedąc już na oddziale obok wstaję i idę sobie swobodnie po swoje rzeczy, koleżanki z sali ze zdziwieniem pytaja gdzie tak długo byłam a ja ze śmiechem jak to gdzie, na porodówce. Wszystkie były w szoku że już biegam, ja zreszta też, ale czuła się bardzo dobrze. Na połozniczym dzieci przywożone co 3 godziny, mój maluszek co 6, pytam się dlaczego? Jednak panie mnie uspokajają mówiąc, że jest malutki i dokarmiają go na oddziale. Mijają 4 dni i nagdle słyszę na końcu korytarza: „Pani .. proszona na oddział noworodków do lekarza”, nogi miałam jak z waty miałam do przejścia cały długi korytarz, szłam jak w jakimś amoku, nie wiedziałam co mam mysleć, co czuć, nic, jakimś cudem udało mi się dotrzeć do lekarza, Pani doktor gdy mnie zobaczyła sama zbladła i szybko rzuciła:” Pani się nie denerwuje, nic się nie stało złego”. Odetchnełam z ulgą, a Pani doktor chciała tylko zapytać jakie mam warunki w domu, czy może już wypisać dziecko, bo jest małe i musi mieć dobre warunki, aby się rozwijać, jaka wtedy byłam zła, to tak cięzko było jej podejść na salę i się spytać, no najwidoczniej, ale ile nerwów mnie to kosztowało tego to nikt nie wie. Na szczescie mogłam wrócić do domu razem z synkiem.

The following two tabs change content below.
Otagowane:  

35 Responses to 4 ciąża, 3 porody, a jedno dziecko w domu….

  1. a.filochowska pisze:

    Współczuje, że dopiero przy trzecim porodzie mogłaś przytulić i zabrac do domu swoje dziecka, ze dopiero wtedy byłaś szczesliwa. Ale mam pytanie? jak przebiegało potem zycie z takim wyczekiwanym maluchem o którego na pewno strasznie się bałaś. Napisz coś o tym ;)

  2. Bardzo się bałam o to i każde następne, ale na szczeście synek chował sie zdrowo praktycznie wcale nie chorował i na wadze przybierał bardzo szybko, niestety najstarszy syn stał się strasznie zazdrosny, a miał już 5 lat bo prawie cała moja uwaga skupiona była na małym zwłaszcza przez pierwsze pół roku, a później to już samo jakoś się potoczyło i wyrósł na wspaniałego człowieka.

  3. szarabajka pisze:

    Zamiast „Opowieści z krypty” powinien powstać film „Opowieści z sali porodowej”. Tam się dopiero rozgrywają horrory!

    • Oj dzieja się dzieja i to przeróżne, czasem nawet przerażające, a zwłaszcza w tych dawnych latach, gdzie w sumie na jedej ogromnej sali przedzielonej murkami rodziło na raz kilka kobiet.

    • oj tak, masz rację.
      Opowieści z krypy to nic wobec tego jakie przeżycia zostawiają na porodówkach matki.
      Najbardziej mnie wkurza taka wyczuwalna znieczulica i rutyna tych którzy tam pracują.
      Nie mogę do dziś zapomnieć historii opowiadanych na patologii ciąży gdy ja tam trafiłam (a byłam tam kilka dni) – nawet uciekanie przed tymi opowieściami na korytarz nie pomagało. Istny koszmar.
      Zazdrościłam dziewczynom, które ledwie przyjechały do szpitala a już były po porodzie. Na szczęście i mój szczęśliwie się w końcu odbył.

      Bardzo Ci współczuję tych przeżyć.
      Nie ma się co dziwić, że nadmierną troską otaczasz dziecko.
      Ale dzieci dorosną i wszystko będzie dobrze.
      Pozdrawiam i życzę spokoju ducha :)

      • Maria Alejandra pisze:

        jeśli zdecydujesz się przeczytać więcej wpisów to będziesz wiedziała, że maluch opisywany w tym poście ma w tej chwili juz własne dziecko, a ja oprócz niego jeszcze dwóch młodszych chłopców. dziekuję za miłe słowa i pozdrawiam!!

  4. ~a1b3.blog.pl pisze:

    Myślę, że opisałaś jeżeli chodzi o poród taką, codzienną sytuację jakie bywają na oddziałach położniczych. Ważne jest zakończenie. Co do lekarza odmawiajacego dalszego zwolnienia, to też mnie nie ździwiło, bo jest takich wielu, do nich się nie chodzi tylko z kartą pacjenta. Pozdrawiam i dziekuję za komentarze

    • No niestety nie chodziłam do przychodni, bo tam przyjmował lekarz, który tylko prywatnie był podobno miły i uprzejmy, a w przychodni to lepiej nie mówić.. A przy kazdym porodzie najwazniejszy jest finał, szczesliwy finał…

  5. ~ferdydurke pisze:

    żadnego porodu nie wspominam dobrze … to były horrory . Mam trzech synów :)

  6. pluca.zycia pisze:

    Dobrze, że to wszystko się dobrze skończyło!

  7. gabunia76 pisze:

    Nacierpiałaś się kochana bardzo, ale jesteś dzielną i mocna kobietą, dlatego się pozbierałaś.

    Ja mam tylko jedno dziecko, bo na więcej nie pozwoliły mi moje obciążenia chorobami. Cieszę się, że jest zdrowy i dorodny synalek. Cesarkę wspominam do dziś, bo bardzo ciężko ją zniosłam,
    ale mój maleńki skarb wynagrodził mi wszystko :)

  8. ~Gosia pisze:

    A ja mam tylko 1 dziecko.moja siostra też! pytacie dlaczego? nnnnigggdyyy więcejjjjjj poroduuu w tymmm kraaajuuu! to był horror! nie przez ból ,tylko przez to co wyprawia personel szpitala. pielęgniary i konowały które pokończyły studia za moje podatki!
    zero szacunku do kobiety. KOBIETA TEZ CZŁOWIEK!

  9. ~Ania pisze:

    podziwiam, jaj jestem po jednej ciąży, porodzie i bez dziecka. i zastanawiam się jak to będzie gdy uda mi się kiedyś znów zajść w ciążę i urodzić dziecko.

    • Maria Alejandra pisze:

      No to trudne, ale nie niemozliwe. fakt ze miałam jedno dziecko był pocieszeniem. zawsze trzeba być dobrej mysli!!

  10. ~Beata pisze:

    Nie wiem co tu opisywać … poród jakich tysiące… w ogóle nie rozumiem co ma tytuł do tekstu bo wg mnie mija się z prawd, albo nie jest zawarte żadne wyjaśnienie.
    Kolejnych wpisów nie czytam bo ten mnie wystarczająco zniechęcił.

    • Maria Alejandra pisze:

      Ależ oczywiście poród jakich tysiące, to fakt nie musisz czytac ani kolejnych, ani poprzednich wpisów nikt Cię do tego nie zmusi, a temat mija się z prawdą? Może gdybyś przeczytała poprzednie wpisy tak byś nie stwierdziła, ponieważ rodziłam po raz czwarty, po raz czwarty byłam w ciązy, a w domu miałam w tym momencie tylko jedno dziecko, ponieważ dwie córki niestety zmarły, nie można oceniac zawartości całego bloga po jednym wpisie, ale jeśli taka Twoja wola trudno, każdy ma swój wybór.

  11. ~never again pisze:

    Za każdym razem gdy czytam podobne historie, zastanawiam się, dlaczego olewa się w tym wszystkim ojców? Myślicie, że my nie mamy uczuć? W ubiegłym roku przechodziliśmy z żoną utratę płodu. Bardzo mnie to dobiło, nie mniej niż żonę … Starałem się nie poznać po sobie, jak bardzo cierpię, żeby być silnym wsparciem dla żony. Płakałem w drodze do i z pracy, bo tylko wtedy byłem sam. Do dziś na samą myśl o tamtych dniach zbiera mi się na płacz, choć wokoło twierdzą, że jestem typem twardo stąpającego człowieka.

    • Maria Alejandra pisze:

      Wiadomo, że ojciec cierpi i nie każdy to po sobie pokazuje, ja tego wpisu dokonałam po 26 latach od narodzin mojego syna a jego ojciec no cóż, opisany w poprzednich wpisach i byc może właśnie z tego powodu pominięty całkowicie, ale fakt faktem w momencie gdy wtedy rodził się mój syn mój ex był we wojsku i nie uczestniczył przy ciązy, nie było go wtedy obok mnie.

    • ~tofog pisze:

      Może właśnie dlatego, że udajecie, że nie cierpicie?
      Dlaczego uważasz, że wsparciem dla żony jesteś wtedy, gdy udajesz, że nie cierpisz?
      Ja też straciłam dwie ciążę. Dopiero za trzecim razem udało mi się urodzić syna. Wolałabym, żeby mój mąż płakał i rozpaczał razem ze mną. Do dziś się zastanawiam, czy ta strata dotknęła go tak samo jak mnie, czy nie.

      • Maria Alejandra pisze:

        Podejżewam ze równie mocno dotknęła go strata dzieci, jednak nie każdy męzczyzna potrafi pokazac swoje cierpienie, smutek i żal. Choc zapewne my kobiety bysmy wolały aby choć tej jednej jedynej ten ukochany facet pokazał co naprawdę czuje..

  12. ~tss pisze:

    Dla dobra mam i dzieci – http://www.stachurska.eu/?p=5829 .

  13. ~Esther pisze:

    Ja jestem po 2ciazach i 1porodzie-bez dzidzi/ale myśle,ze Pan Bóg da mi jeszcze to szczęście/W tym wielkim nieszczęściu po stracie dziecka i w chorobie(jeszcze wtedy niezdiagnozowane hashimoto)zostawił mnie partner-ojciec dziecka-który szybko pocieszyła sie i wszedł w związek z była dziewczyna swojego przyjaciela.Podnosilam sie z tego 7 lat ale stanęłam na nogi….

    • Maria Alejandra pisze:

      Życze wszystkiego Najlepszego i aby Ci się udało, zawsze trzeba byc dobrej mysli, nie można tracić nadziei to najważniejsze bo dobrze wiem jak cięzko podnieść się po takich przezyciach.

  14. ~mammamija pisze:

    Ja zrozumiałam, że mając 3 latka w domu zaszłaś w kolejną ciąże i rodziłaś szczęśliwie czyli masz 2 dzieci, sama byłam w ciąży 4 razy a dziecko mam jedno.

  15. ~justyna pisze:

    a ja nie mam dzieci i nie będę mieć. Mam 30 lat i nie mam już jajników…

  16. ~justyna pisze:

    ja nie mam dzieci i nie będę ich mieć. Mam 30 lat i w listopadzie lekarz musiał mi usunąć mój ostatni jajnik.

    • Maria Alejandra pisze:

      Bardzo mi przykro z tego powodu, bo to naprawde nie jest miłe, osobiście bardzo współczuję tym którzy z jakichkolwiek powodów nie mogą mieć dzieci a chcą, a nigdy nie zrozumiem tych co sie ich pozbywają, a już w ogóle tych co zabijają nowo narodzone dzieci czy tez je katują.

  17. To się najadłaś strachu i nerwów. Współczuje. Ja przy drugim porodzie o mało nie straciłam córki. Najpierw dostałam pierwszych skórczy o 22 w nocy. Potem patrze a ja zaczynam krwawić. Pojechałam zaraz na izbe i okazało się że to łożysko zaczęło się odklejać. Położyli mnie na sali porodowej pod ścisłą kontrolą. Wkrótce okazało się że trzeba szybko zrobić cesarkę bo mała owinięta jest pępowiną która ją dosłownie dusi. Całe szczęście nic jej nie było. Żadnych powikłań. Urodziła się zdrowa a mimo to ten drugi poród był jednym wielkim horrorem. Przykro mi że musiałas tyle przejsć zeby w koncu doczekać się malucha. To zawsze straszne przeżycie stracić dzieci.

  18. ~ewa pisze:

    Witam. Jest w czwartej ciazy. I moje pytanie brzmi
    Cxy czwarty porod jest dluzszy czy krotszy i jak to wyglada.

    • Maria Alejandra pisze:

      Szczerze, każdy porod jest inny, nie wazne czy pierwszy czy też kolejny, jak z pierwszym sie meczyłam kolejne poszlo bardzo szybko, a ostatni 6 poród skonczył się cesarka po 4 godzinach męczarni bo mały był uparty i nie chciał wyjść, przy bólach partych sie cofał zamiast pchać sie do przodu, a wszystko bylo gotowe aby wyszedł, więc nie mozna porównywać porodów własnych a tym bardziej innych kobiet pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>