Czyja to wina? Nie, raczej nie moja….

Dodano 4 czerwca 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Zastanawiałam się nad tematem tego wpisu, ale nic nie przychodziło mi do głowy, wiedziałam o czym chce napisać tylko brakowało mi tematu i tak to postawiłam pytanie, może ktos z Was wyciągnie odpowiedź z mojej historii. Otóż mając 6 miesięczne dziecko zorientowałam się, że znowu jestem w ciąży, byłam przerażona, z jednym jest ciężko a co dopiero z dwójką, ale cóż nigdy nie pozbyłabym się dziecka. Było cieżko, ale nie źle jakos dawalismy radę, ciaza przebiegała prawidłowo, byłam już w 7 miesiącu, dzieciatko było tak żywe, ze nie dawało spokoju i nagle znalazłam się w nieodpowiednim miejscu o nie odpowiedniej porze w samym centrum pijackiej awantury w domu moich teściów, gdy mój teść zaczął obrażać mojego ojca nie wytrzymałam i odezwałam się, nie bacząc na to iz jestem w ciąży teść popchnął mnie na ciezką platę węglową, uderzyłam plecami i przerażający ból, który minął jednak ruchy dziecka były od tego momentu jakieś dziwne, niby czułam że sie rusza jednak nie wystawiało juz ani rączek, ani nóżek, czuła sie bardzo dziwnie. Po tygodniu zaczęłam krwawić i zaczęła się bardzo intensywna akcja porodowa, trafiłam do szpitala, niby na izbie przyjęć wszystko było Ok, tętno dziecka wyczuwalne więc szybko na porodówkę, tam dosłownie po kilku minutach „wyplułam” maleńką córeczkę (900 gram), ale nie słychać płaczu, nie słychać nic. No i porażająca wiadomość, dziecko nie żyje mniej więcej od tygodnia. Czyja to wina? Mnie nasuwała się tylko jedna odpowiedź, ale nic nie mogłam zrobić, nic powiedzieć, nic udowodnić pozostało pochować maleństwo i żyć dalej. Minęło kilka kolejnych miesięcy i znowu niespodzianka, kolejna ciąza, tym razem juz bardziej kontrolowana, uważałam na wszystko w koło, starałam sie aby nic złego mi się nie przytrafiło i tak w ostatnim miesiącu ciązy trafiłam do szpitala na patologie ciąży, w badaniach wszystko dobrze, tylko dziecko jak na wiek ciąży bardzo malutkie, być może jakaś pomyłka w obliczeniach, nie wiem. Codzienne badania i czekanie, nie puszczą mnie do domu bo trzeba monitorować, no dobrze w szpitalu czuję się bezpieczniej, pewnego poranka obecny ordynator oddziału położniczego przeprowadza badanie i kątem oka udaje mi się zobaczyć moją kartę wyraźnie widzę na niej 9 czyli ułozenie odwrotne, lekarz delikatnie kręcił moim brzuchem to w jedna to w drugą stronę i po chwili wpisuje w kartę 6, czyżby udało mu się przekręcic dziecko? Najbliżej nocy połozna ma jakieś wątpliwości co do rytmu tętna dziecka, podłącza pod aparat KTG rytm jest nierówny, wzywa lekarza który chyba jest już zmeczony została mu godzina dyżuru więc decyduje że zostawiamy tak jak jest i czekamy na rozwój wypadków. Jakoś w południe pojawiają się pierwsze skórcze zapowiadające poród, decyzja lekarza, zatrzymujemy gdyż dziecko jest zbyt małe i tak do wieczornej wizyty, kroplówka i zastrzyki a akcja jedynie osłabła, ale nie ustała. Na wieczornej wizycie lekarz nakazuje podłączenie aparatu KTG, nie znam się na tym nie wiedziałam co się dzieje, z ust lekarza pada pytanie : „Czy zgadza się Pani na cięcie?” A jakie niby wtedy miałam wyjście, zmęczona a wręcz wykończona pod wpływem środków hamujących poród sama nie urodzę, zgodziłam się. Urodziłam córeczkę 1800 i 41cm dokładnie tak jak ja gdy się urodziłam, 9 na 10 możliwych punktów, tylko trudności z oddychaniem, dziecko było tak pozwijane pępowiną, że ta zaczynała ją dusić. Trafiam na oddział połozniczy, dziecko do inkubatora, jestem szczęśliwa, mam w końcu upragnioną córkę, jednak moja radość nie trwała zbyt długo, w 3 dobie (to wiem z opowiadania starszej pielęgniarki) mała została odłączona od podawanego tlenu, młoda pielęgniarka miała stać i pilnować aby dziecko nie zasnęło, a ta co poszła sobie, fakt wróciła po kilku minutach, ale dziecko już spało i niestety nie udało się już jej wybudzić, po kilku godzinach zmarła. Była to dla mnie wielka tragedia, cięzko nawet dzisiaj jest to pisać i znów pytanie, czyja to była wina? Przecież nie moja, ja się starałam, dałam z siebie wszystko aby było dobrze, ale od tej pory dorosłam na tyle aby zadbać o to by nie przytrafiła mi się kolejna „nie chciana” ciąża. Nie chciałam po raz kolejny przezywać tego co przeżyłam na przełomie 2 lat, a gdybym tak usunęła pierwszą ciąże, nawet nie chcę myśleć wtedy mogłabym winić tylko siebie, nawet gdyby nie była to moja wina… Na szczęście ja nie czułam się winna, na szczeście w domu miałam syna, który w tamtym momencie był moim jedynym pocieszeniem, całym moim zyciem.

 

P.S. Mam ogromną prośbę do czytających ten wpis, proszę napiszcie mi jak na niego trafiliscie?

The following two tabs change content below.
Otagowane:  

37 Responses to Czyja to wina? Nie, raczej nie moja….

  1. szarabajka pisze:

    Ja bym tu w ogóle nie mówiła o winie. Raczej o przyczynie. Być może z jakichś powodów dziewczynki mają u Ciebie genetycznie mniejsze szanse na zdrowy rozwój. Kiedy czytałam o Twojej ostatniej ciąży i pragnieniu córki, pomyślałam: „och, żeby to był chłopak, bo bo inaczej nieszczęście gotowe”. Na szczęście, tak myślę i jestem o tym przekonana, urodził się Maciuś.

  2. Tak własnie też może być, ale tego nikt nie wie bo kolejne ciaże to była 3 zdrowych chłopaków, choc już wszystkie były traktowane przez lekarzy jako zagrożone od samego poczatku a zwłaszcza przy końcówce i przy dwóch ostatnich od połowy było wiadome że chłopak.

  3. a.filochowska pisze:

    Nie wyobrażam sobie stracić dwójki dzieci, poddałabym się już na pewno. Ale fakt faktem masz dla kogo żyć, Twój syn Cię potrzebuje i wiem jak to trzyma, żeby dalej jakoś funkcjonować. Ja w swojej sytuacji tłumacze sobie że nic nie dzieje się bez przyczyny. Wszystko ma jakiś cel. Sama powiedz: 10000 razy bardziej doceniasz swojego syna po stracie tych maleństw. On będzie miał najpiękniejsze życie jakie sobie może wymarzyć-to pewne, bo jego Mama kocha go najbardziej na świecie. Obwiniać się nie możesz ale z własnego doświadczenia wiem że warto wyciągnąć konsekwencje w stosunku lekarzy którzy zaniedbali swoją pracę. Pomyśleć trochę nad tym, że kolejna kobieta może przeżyć to samo, bo wiem ze przychodzi taka myśl że „nit nie zwróci ci życia Twoich dzieci więc nie ma co”. Ale Ja zdecydowałam się na walkę z lekarzem prowadzącym w sądzie, teraz jestem pewna, że to było jej zaniedbanie.

    • Maria Alejandra pisze:

      No Ty masz mozliwość walki ja w tamtych czasach nie mogłam zrobic kompletnie nic, jeśli znajdziesz czas i ochotę przeczytaj moją historie od samego początku, a dowiesz sie o wiele więcej. Pozdrawiam i życzę powodzenia.

  4. ~plucazycia pisze:

    Przed chwilą przeczytałam o porodzie syna, wiele trudów, ale szczęśliwe zakończenie. A tutaj tyle smutku :( Współczuje ogromnie, nie wiem jakie musiały towarzyszyć wtedy uczucia i ciężkie chwile, ale wiem że teraz synowie są i to daje siłę. Pozdrawiam.

  5. To fakt, nie wiem co by sie stało gdyby kolejna ciąza się tak zakończyła, pewnie już bym zrezygnowała, ale wszystko potoczyło sie dobrze więc na dzień dzisiejszy mam 4 wspaniałych synów, choć moje marzenie o posiadaniu córki się nigdy nie spełniło, ale za to życie dało mi cudowną wnusie.

    • ~Beata pisze:

      Ma Pani 2 córki i 4 synów, 6 dzieci:) Pomyślności Pani życzę! Sama jestem matką córeczki i z wdzięcznością myślę o lekarce, która w porę przeprowadziła cesarkę.

      • Maria Alejandra pisze:

        No małe sprostowanie bo chyba nieuważnie przeczytała Pani wpis, mam tylko 4 synów niestety obie córki zmarły co jest własnie opisane we wpisie w jaki sposób.

  6. gabunia76 pisze:

    Bardzo Ci współczuję bo to musiało być straszne uczucie. Dobrze jednak, że miałaś przy sobie malutkiego synka, który był Twoim pocieszaczem i dzięki niemu nie załamałaś się tak do końca.

    Czytając Twoją historię też zwróciłam uwagę tak jak szarabajka, że ciąże żeńskie były na tyle słabe u Ciebie, iż nie miały szansy przetrwania i rozwinięcia się.
    Super, ze doczekałaś się wnusi tylko szkoda, że mieszkasz tak daleko od niej i nie możesz jej w pełni rozpieszczać.

    • Stało się i czasu nie cofnę, synek wtedy dodawał mi sił do życia, a co do tego że nie moge mieć córki, być może taki jest powód, ale tego to się nigdy nie dowiem, sama też tak momentami myślałam.

  7. ~Luiza pisze:

    Ale tego teścia to jakiś smakowitym muchomorkiem do wódeczki trzeba było, żeby jakaś sprawiedliwość na świecie była…

    • Maria Alejandra pisze:

      No na dzień dzisiejszy juz nie żyje, ostatnie lata swojego zycia spędził bez kontaktu ze światem, krótko jakby oszalał.

  8. ~Ewa pisze:

    Jak by to się zdarzyło u mnie, to mój mąż chyba zabiłby teścia a ja tą lekarkę. Strasznie Ci współczuję. 2 tygodnie temu urodziłam drugiego dzidziusia i nie wyobrażam sobie takiej tragedii. Już sama nie wiem co gorsze, czy gdyby przyczyny były nieznane i to się po prostu stało, czy właśnie taka sytuacja, że masz kogo obwiniać. Oczywiście mogło być tak, że bez względu na Twojego teścia i tą lekarkę i tak by się to stało, ale jednak chyba zawsze gdzieś w podświadomości zostanie już w Tobie pytanie „A co gdyby jednak on Cię nie popchnął a ta lekarka została przy drugiej córce”? Dobrze, że masz synka, dla którego warto żyć. Życzę Ci aby wszystko się ułożyło w Twoim życiu.

    • Maria Alejandra pisze:

      Gratuluje maluszka! Watpliwości męcza mnie juz blisko 30 lat, co by było gdyby… ale teraz jestem sczesliwą mamą 4 synów i nawet doczekałam się wnuczki więc mimo tylu cierpień się ułozyło.

  9. ~mammamija pisze:

    „nagle znalazłam się w nieodpowiednim miejscu o nie odpowiedniej porze w samym centrum pijackiej awantury w domu moich teściów” nie bardzo tylko rozumiem po co w ogóle tam bywałaś? Przecież jak łatwo się domyśleć to po prostu było takie środowisko.

  10. Teraz to już wiem, ale wtedy to do mnie jeszcze nie docierało, byłam młoda, głupia i pełna wiary w ludzi.

  11. ~MłodaMama pisze:

    Bardzo Ci współczuję. Niewyobrażalny ból.
    Może powinnaś zrobić jakieś badania genetyczne ?? Znam podobny przypadek. Moja kuzynka nie mogła utrzymać ciąży z dziewczynką (niby okaz zdrowia a po dokładnej diagnostyce wyszedł konflikt ) Ma dwóch synów i ciąże przebiegały bez żadnego problemu.
    Życzę Ci siły !

    • Maria Alejandra pisze:

      Tak bardzo trudne przezycia, ale na szczeście mam juz teraz dorosle dzieci tamte chwile zostały wspomnieniem choc bardzo bolesnym.

  12. ~kłos pisze:

    Przykra historia. Mnie jednak zastanawia gdzie w tym wszystkim był partner/ mąż skoro to synek był jedynym pocieszeniem i całym życiem. Mężczyzna powinien wspierać kobietę w takich momentach i to on przede wszystkim powinien być pocieszaniem i dawać jej siłę. Ostatecznie to mąż jest najważniejszy w życiu, a dziecko to tylko owoc miłości.

    • Maria Alejandra pisze:

      No tak może to byc zastanawiające, gdzie był mąż? Aby dowiedzieć sie czegos więcej trzeba by było przeczytać moją historie od poczatku tam jest opisane krok po kroku, co, gdzie i jak. Pozdrawiam!!

  13. ~Elai pisze:

    Weź zacznij kobieto stosować antykoncepcję. Jak mozna zajść w ciążę przypadkiem? Przypadkiem się bzyknęłaś z chłopem?
    PATOLOGIA

    • Maria Alejandra pisze:

      Najmądrzejsza się znalazła, żyjesz w innych czasach niż wtedy, a gdybys przeczytała inne wpisy wiedziałabyś że wychowywałam się bez matki a w szkołach i telewizji nie było mowy o antykoncepcji i innych rzeczach, w tamtych latach to był jeszcze temat TABU i nie ładnie jest nazywać kogos od razu PATOLOGIA nie znając jego historii, a tylko jednego wyrwanego z kontekstu słowa.

    • ~Jaga pisze:

      A Ciebie ~Elai to chyba w lesie chowali i jedyne czego Cię nauczyli to stosować antykoncepcji. Ale to i dobrze – bo strach pomyśleć jak by takie jak TY się rozmnażały

      • Maria Alejandra pisze:

        Super riposta!!!

      • ~Jaga pisze:

        No sory .ale jak czytam mądrości takich pustaków to naprawdę się cieszę, że one tak duzo wiedzą o antykoncepcji :)) i że się nie rozmnażają – wyobraź sobie świat opanowany przez takie ~Elai – brrrrrr…. oj przestanę bo koszmary mieć będę. A poza tym jak się wchodzi do kogoś na bloga to prawie jak do domu – więc pewne zasady obowiązują

  14. ~Gaja pisze:

    życie czasami nie szczędzi nam problemów… cóż teraz, po wszystkim należałoby powiedzieć… tylko tyle, że stało się, było… i będzie inaczej. Mam nadzieję, że syn będzie pociechą. I pamiętaj, że na każdego z nas, zawsze coś miłego, gdzieś tam w życiu czeka… :) co do następnych ciąż, to sama wiesz najlepiej na co cię stać… to co zadecydujesz na pewno będzie właściwe.

    • Maria Alejandra pisze:

      Tak wtedy juz trochę dorosłam i zdecydowałam jeśli przeczytasz inne wpisy a chociażby o mnie dowiesz się, że porócz tego jednego mam jeszcze 4 synów z czego 3 juz dorosłych. Pozdrawiam!

  15. ~NOSTRADAMUS pisze:

    Teść nie trafił za kratki za morderstwo? Nie wiem dlaczego ludzie nie reagują na takie rzeczy i udają, że nic się nie stało…

    (z głównej onetu)

  16. ~Loonei pisze:

    Jednak człowiek jest silny! potrafi znieść bardzo wiele, a nadal cieszyć się życiem..

    Trafiłam tu po komentarzu u Frytki:)

    • Maria Alejandra pisze:

      Dzięki serdeczne za odwiedzinki i zapraszam ponownie, dziekuje za info. No człowiek jest tylko człowiekiem, ale mimo wszystko potrafi wiele wycierpieć i żyć dalej. Pozdrawiam!

  17. ~t.vik pisze:

    Nie wydaje mi się, żeby tamto spotkanie z teściem było przyczyną w pierwszym przypadku, tak jak na pewno nie było przyczyną w drugim. Tu stawiam raczej na zbieg okoliczności, choć mogę się mylić… co nie zmienia faktu, że teść człowiekiem przestał być już wcześniej, zanim to się stało. Domysły, że Twoje dziewczynki to spotkało, bo były dziewczynkami, też mi nie pasuje. Ale że to była Twoja wina… nie zgadzam się z tym całkowicie.
    Czytam ten wpis nie pierwszy raz. Tylko w ostatnim czasie przeczytałem go trzy razy, a czytając go teraz za pierwszym razem, uświadomiłem sobie, że przecież czytałem o tym wcześniej i wtedy chciałem skomentować, ale nie zrobiłem tego odrazu, a później gdzieś mi to przepadło. Serdecznie współczuję. My też straciliśmy syna krótko po porodzie, więc wiem jak to jest. Przykro mi bardzo.

    • Przyczyny mogą być różne i tego nie da się wyjaśnić w żaden logiczny sposób, szukając wyjaśnienia dlaczego tak się stało, starałam się znaleźć jakieś logiczne wyjaśnienie i jedynie tak jak to opisałam wydawało mi się słuszne, choć może powód był zupełnie inny w obydwu przypadkach, ale tego juz nigdy się nie dowiem.

  18. ~Ultra pisze:

    Współczuję, poczytałam trochę i stwierdzam, że łatwego życia to Ty nie miałaś. Mam nadzieję, że teraz odpoczniesz i będziesz miała spokojniejsze życie bez stresu i większych kłopotów. Pozdrawiam serdecznie i życzę dużo siły.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>