Pierwsza ciąża, pierwszy poród….

Dodano 3 czerwca 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Ta wiadomość spadła na mnie jak grom z jasnego nieba, no ale oczywiscie mozna sie było tego spodziewać, jako młoda zaledwie 17letnia dziewczyna, byłam zrozpaczona, nie wiedziałam co mam robić. Do ukończenia 18 lat brakowało mi zaledwie miesiąc, ale co z tego? Mieszkałam sama z ojcem i nie mialam pojęcia jak to wszystko się może potoczyć. Jakoś sie udało, szybki ślub i czekanie na narodziny dziecka, ciaza przebiegała normalnie bez żadnych komplikacji choć przybrałam na wadze tylko 9 kg i brzuszek miałam bardzo malutki. 30 października 1984 roku dostałam pierwsze bóle, panika w domu, szybko do szpitala, tam połozne patrzą na termin wszystko OK (1.11.1984) ale ze śmiechem pytają z czym ja przyjechałam, taki maleńki brzuszek, no ale co jedziemy na porodówkę, leze tam w dziwnych skurczach przez 2-3 godziny, rozwarcie minimalne, aż tu nagle cisza, bóle ustały, odsyłają mnie na salę przedporodową, ile mam tu leżeć? No ale nie mogę zajmowac miejsca na porodówce jeśli nic sie nie dzieje, tak sobie poleżałam aż do rana 1 listopada, super data na urodzenie dziecka, ale czy na to mamy jakiś wpływ? No niestety raczej nie, jakos nad ranem trafiam na porodówkę, bóle stają się coraz silniejsze, a rozwarcia jak nie było tak nie ma, mijaja godziny, a maluch jak nie wyszedł tak nie wyszedł, po godzinie 19tej zmiana lekarza na sali porodowej jednak mój lekarz zostaje i chce mi pomóc, ja w sumie już prawie nie mam sił, a to małe coś co siedzi we mnie uparte i nie chce wyjść. Podali mi już chyba wszystkie możliwe środki, aby mi pomóc, bóle są tak silne ze nie do wytrzymania i słysze głos lekarza: „do cholery wyjdziesz, czy nie?” Byłam przestraszona, lekarz połozył się swoim całym wielkim ciałem na mój brzuch i nagle poczułam ulgę i jest udało się!!! O 21.55 urodził się mój pierworodny, nie był wielki, ale tez nie za malutki (2900 i 51cm), byłam bardzo zmęczona ale zarazem bardzo szczęśliwa, mam syna, choc moim marzeniem była dziewczynka, ale to nic jest piękny, silny i zdrowy chłopak. Ja trafiam na salę poporodową, a maluszek na noworodki, jednak zanim dotarł na swój oddział trafił do kuchni na oddziale połozniczym, sąsiadującej z wejściem na oddział noworodków, tam czekał młody tata na informacje. Pielęgniarka wchodzi do kuchni, aby pokazać dziecko i mówi do niego : „Ma Pan syna!” A ten zamiast się ucieszyć odpowiada z pretensją w głosie: „Ja nie chcę syna, ja chcę córkę.” Co za wstyd, jak się o tym dowiedziałam byłam przerażona, zdziwiona jak można tak zareagować. Po dwóch godzinach od porodu, trafiam na oddział połozniczy, o 6 rano zwalaja mnie z łóżka i każą pochodzić i mała niespodzianka, zamiast normalnie zareagować ja podam jak długa na podłogę, no i z powrotem do łóżka, dopiero po południu byłam w stanie wstać i zrobić kilka kroków, ale byłam bardzo bardzo słaba i obolała, popękałam, miałam założone ze 20 szwów. Po 4 dniach pobytu w szpitalu pojechaliśmy do domu, ja byłam szcześliwa, a mój małżonek chyba bardziej udawał to szczęście, sądząc po jego reakcji w szpitalu, jednak z czasem chyba się pogodził, że jego pierwsze dziecko to syn. Ot tak właśnie wspominam swoje pierwsze doświadczenia w roli matki, bo matką stajesz się już w momencie poczęcia, gdy dziecko rośnie w twoim łonie, zaczyna się ruszać, a później przychodzi na świat i zaczynają się prawdziwe obowiązki matki.

The following two tabs change content below.
Otagowane:  

7 Responses to Pierwsza ciąża, pierwszy poród….

  1. ~a1b3.blog.pl pisze:

    Bycie matką, to jest Boski dar i tu wiek nie ma żadnego znaczenia, to tylko ludzki kalendarz. Ja w swoim życiu też odebrałem ileś tam porodów i muszę powedzieć, że właśnie takie młode z pierwszym porodem jeszcze dziewczyny były bardzo interesujacymi pacjetami, ja emocjonalnie przeżywałem taki poród razem z rodzącą, nawiązywała się między nami jakaś trudna do wytłumaczenia więź. Całe szczęście, że miałem szczęśliwą rękę, bo porody miałem nawet już w karetce. Takich wspomnień się nigdy nie zapomina. Pozdrawiam Tadeusz

  2. No nie przypuszczałam, że mamy tu „Pana doktora” ale to fakt, że bycie mamą to cos pięknego, nie tylko dla takiego maluszka, dobra mama otrzyma zapłatę za swoje poświęcenie i oddanie, za trud wychowania.

  3. ~plucazycia pisze:

    Wspaniałe przeżycie to musi być, zobaczyć swojego małego człowieczka na świecie. To jeszcze przede mną, dlatego cieszę się mogąc przeczytać takie autentyczne doznania z tej chwili. Smutna reakcja męża, ale to chyba szok był. Podziwiam cały ten trud od tak młodego wieku. Pozdrawiam serdecznie.

  4. gabunia76 pisze:

    Reakcji męża nie będę komentować, bo czytam Twoją historię od początku i wiem jakim jest człowiekiem.

    Bycie mamą to piękny i wyjątkowy dar. Tak często się teraz słyszy, jak wiele par pragnie mieć dziecko i niestety z różnych przyczyn nie jest im to dane. To smutne, a zarazem prawdziwe.

    Pamiętam jak pierwszy raz zobaczyłam swojego syna. Tego co czułam nie da się opisać słowami. Byłam tak wzruszona, że się popłakałam i nie dowierzałam, że to właśnie ja urodziłam takiego smoka (3650g i 57cm). Z powodu choroby byłam bardzo drobniutka dlatego wszyscy się dziwili jak taki duży bobas zmieścił się w moim brzuchu :)

  5. gabunia76 pisze:

    I już mu tak zostało, bo chłopisko z niego, że hej.
    Była taka piosenka kiedyś: „a ja rosnę i rosnę i niedługo przerosnę mamę, tatę i sosnę” :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>