Tak na dobry początek dnia….

Dodano 29 czerwca 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Otagowane:  

Mini teścik: W ilu % potrzebujesz faceta?

Dodano 27 czerwca 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

W ilu % potrzebujesz faceta? (każde TAK to 10%)

1. Masz trawnik, którzy trzeba kosić.

2. W Twojej piwnicy mieszka pająk.

3. Do sklepu masz więcej niż 300 metrów.

4. Masz samochód, z którym trzeba jeździć do mechanika.

5. Potrzebujesz nowej sukienki.

6. Zepsuł Ci się jakiś sprzęt w domu.

7.Ktoś musi ci otwierać słoiki.

8. Komputery nie są Twoją mocną stroną.

9. Lubisz dostawać kwiaty.

10. Lubisz grilla, ale nie lubisz go rozpalać.

Taki tam mini teścik dla zabawy, ja odpowiem tak”

1. Nie mam trawnika, ale mam ręce. 2, Co tam pająk, wszędzie być może. 3. Ale mam auto, a do auta tyle doniosę. 4. Do mechanika mogę pojechać sama. 5. Sama sobie kupię. 6. Spróbuję naprawić sama, jak nie dam rady wezwę fachowca. 7. I na to jest sposób. 8. To jednak moja mocniejsza strona. 9. No cóż, chyba każda lubi. 10. Gdyby była potrzeba to by się rozpaliło.

I teraz powiedzcie sami według tych kryteriów to chyba mi facet nie potrzebny .

Otagowane:  

Dziecko uczy się mówić…

Dodano 27 czerwca 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Myślałam, mysłam i nic nie mogłam wymysleć, co by tu dzisiaj napisać i tak jakos przypomniały mi się chwile gdy mój najmłodszy synek uczył się mówić, każdy z mojej czwórki zaczynał inaczej i w innym terminie jak to dzieci, każde jest inne, jednak mój najmłodszy miał mały dylemat, a dlaczego? No tak w domu mówiliśmy po polsku, na ulicy, w przedszkolu (polski żłobek) hiszpański i jak tu zacząć mówić? Gdy zaczynał wypowiadać swoje pierwsze słowa zauważyliśmy że ma problem z wypowiedzeniem litery „T” zamiast niej mówił „K” a tutaj to już był maleńki problem, więc od najmłodszego staraliśmy się aby na tatę wołał Papi lub Papa po hiszpańsku, pewnie zdziwi Was dlaczego, otóż w języku hiszpańskim słowo „kaka” to po prostu kupa, więc tak troszeczkę głupio by wygladało to na ulicy, natomiast moje kolezanki miały niezły ubaw i prowokowały małego, aby powiedział tata, a on wtedy kaka. Tak naprawdę to zaczął mówi dopiero gdy poszedł do szkoły (w Polsce to przedszkole) dla najmłodszych i od razu po hiszpańsku, kilka słów polskich zostało mu w pamięci, ale nie chciał w domu powtarzać polskich słów, zawsze było to dla niego za trudne i nie bardzo mu to wychodziło. Podczas mojej wizyty w Polsce razem z nim gdy miał 4 lata ludzie patrzyli ze zdziwieniem ja do dziecka po polsku a ono odpowiada w jakimś innym języku i trwał w swoim przekonaniu bardzo długo. Skończył 7 lat postanowiłam zapisać go do Polskiej szkoły przez internet, no może w końcu nauczy się mówić po Polsku, mozolnie to szło, ale starał się choć ciągle miał opory aby mówić. Wyjechałam do Polski na 2 miesiące, bo miała się urodzić moja wnusia, syn został z tatą i przy małym pomagała moja koleżanka, robiła z nim lekcje polskiego, a że ona sama nie zna hiszpańskiego więc jakoś musieli się dogadać. jakie było moje zdziwienie gdy mój syn z tata przyjechali do Polski na Święta Bożego Narodzenia, tylko na 3 tygodnie, synek bardzo się starał mówic po polsku aby dogadac się z rodzeństwem, choć jeszcze nie było to to. Jednak okazało się wszystko wielkim sukcesem, szkoła 3 tygodniowy pobyt w Polsce tak zmotywowało dziecko, że w tej chwili mówi bardzo dużo w ojczystym języku, w domu stara się wcale nie używac hiszpańskiego, chyba że nie może znaleźc odpowiedniego słowa. Tak więc cel osiągnięty, dziecko mówi po Polsku, teraz tylko pytanie czy uda mu się zdać egzamin w polskiej szkole, aby zdać do drugiej klasy, tego nie wiem bo jeszcze ciagle ma problemy z pisaniem i czytaniem, ale zobaczymy. Egzamin w sierpniu i musimy byc wtedy w Polsce, abyśmy dali radę i aby jemu się udało, jak nie da rady trudno, najważniejsze jest dla mnie to, że już mówi.

Otagowane:  

Ja chyba zgłupiałam, bo już nie wierzę w to co widzę.

Dodano 26 czerwca 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Wiecie co ja dzisiaj to kompletnie zgłupiałam, a może nie ja tylko mój licznik na blogu zwariował, bo od rana do tej chwili 18600 wyswietleń czy to jest w ogóle możliwe? Sama nie wiem, ale ja to widzę i nie dowierzam w to co wyswietliło mi się na stronie, czy Wy widzicie to samo? Nie wiem może coś tu zgłupiało, a może faktycznie tylko ja.

Otagowane:  

Wakacje temat na dzisiaj chyba dla wszystkich…

Dodano 26 czerwca 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Cos dzisiaj wszyscy w wakacyjnym nastroju, na fakt 2 miesiące wolnego od szkoły, dla dzieciaków wielka frajda, dla co niektórych rodziców kłopot bo pracowac trzeba, a urlopu brak a jak już jest to ile, 2 tygodnie no cóz ale tak było zawsze. Mój synuś juz od tygodnia ma wakacje, zadowolony ze nie musi chodzić do szkoły bo nie lubi się uczyc jak większość dzieci ale nie mogę narzekać świadectwo w miarę dobre bo same czwórki jakby to określic po polsku. Teraz to najchętniej siedziałby na basenie, a wieczorami na placu zabaw bo w ciągu dnia place zabaw puste jakby nie było tu dzieci za to wieczorami tetnią zyciem. Pamiętam wakacje w Polsce gdy moi synowie byli jeszcze mali, gdy chodzili do szkoły, wtedy nie mogłam powiedzieć że jestem dumna z moich synów uczyli sie bardzo przeciętnie, aby zdawać z klasy do klasy, w sumie dla mnie to było najważniejsze, zawsze im powtarzałam, że uczą się dla siebie a nie dla mnie i koniec końców jako dorośli ukończyli szkoły średnie z własnego wyboru i radzą sobie jak najlepiej potrafią, każdy z nich zarabia i utrzymuje rodzinę choć tylko jeden jest zonaty i ma własną córkę, ale najstarszy zamieszkał z kobietą która miała dwoje własnych dzieci i od 5 lat wychowuje je jak własne, natomiast najmłodszy mieszka z dziewczyną i jej babcią więc tez nalezy o wszystko zadbać. Teraz mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że jestem z nich dumna. Cała trójka czeka na nasz przyjazd do Polski, a ja jeszcze nie wiem kiedy będę mogła lecieć może za tydzień, albo dwa, ale bardzo chę i stanę na głowie, aby spędzić trochę czasu razem z dziećmi i wnuczką w końcu są wakacje.

Otagowane:  

Całkiem na poważnie….

Dodano 25 czerwca 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Za granicą u Polaków

Nie ma sztamy u rodaków

Polka Polce pozazdrości

Nawet garba i otyłości

Już nie wspomnę o sukcesie

Albo nowym mercedesie

Powie Ci że bardzo rada

Lecz obgada do sąsiada

Zzielenieje aż z zazdrości

Zdepcze z ziemią bez litości

Lecz gdy będzie jej potrzeba

Wie do kogo pukać trzeba

Tak bez wstydu i sumienia

W nieboraczkę się przemienia

Lecz na szczęście są i takie

Co weselą się z rodakiem.

Ot taki tam sobie wierszyk, tylko ogromnie szkoda że tak bardzo prawdziwy i nic na to nie poradzimy.

Otagowane:  

Wigilia Jana Chrzciciela na Teneryfie. San Juan

Dodano 24 czerwca 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

W wigilię Jana Chrzciciela, czyli w nocy z 23 na 24 czerwca zarówno na Teneryfie jak i w Hiszpanii odbywa sie wielkie świętowanie na plażach, jest to jedyny dzień w roku gdy na plaży mozna rozpalać ogniska, rozstawić grile i namioty, tak naprawdę to mozna robic wszystko co jest zabronione przez cały rok. Przez cały dzień ludzie przygotowują się do świętowania San Juan lub inaczej jakby to nazwali swięta wody. Dlaczego swieto wody, ponieważ o północy całe towarzystwo znajdujące się na plaży wchodzi do wody chocby tylko po to, aby się zamoczyć, nie powiem ze jest super gorąco o tej porze, ale nikomu to nie przeszkadza.

17715_960056587380430_3349894043348424110_n

Tak mniej więcej wygląda plaża o północy w tym dniu, może zdjęcie nie jest najlepszej jakości ale jest to moje prywatne foto zrobione telefonem więc przepraszam za jakość.

My również świętowaliśmy na plaży, siedząc ze znajomymi popijając piwko i jedząc smaczne kiełbaski z grilla, muzyczka gdzieś tam grała i było wesoło. My bylismy w malutkim miasteczku na małej plazy więc powiedzmy, że było skromnie jednak w kilku miejscach na wyspie na duzych plażach są organizowane w tym dniu wielkie imprezy gdzie mozna potańczyć i zabawa trwa do białego rana, duzo firm z tego powodu dzisiaj tez nie pracowało.

Akurat my uciekalismy do domu krótko po północy bo dziecko już było zmęczone partner rano do pracy i ja tez dzisiaj miałam sporo pracy więc nie moglismy sobie pozwolić na dłuższe siedzenie,z tego tez powodu wybraliśmy się na najbliższą plażę a nie na wielką imprezę, tutaj dzieci na wszelkiego typu imprezach są razem z rodzicami i nie ważne jest która jest godzina czy 22 czy też 4 nad ranem bo i tak bywa, choć jeśli juz nam się przypadkiem zdarzyło znaleźć się na takiej imprezce to nasz synek wytrzymywał do 2.00 w nocy a potem padał w samochodzie i smacznie spał, jednak wiele dzieciaków biegało do białego rana.

Ot inna kultura wychowania i temperatury, które powoduja że dzieci oprócz basenów w inne miejsca wychodzą dopiero po godzinie 20.00 i wtedy bawią sie do północy albo i dłużej w końcu już są wakacje.

Serdecznie pozdrawiam wszystkich w skąpanej w słońcu Teneryfy.

Otagowane:  

Jestem fałszywą, wredną jędzą…..

Dodano 22 czerwca 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Taki właśnie piękny komentarz na mój temat usłyszałam wczoraj od Pana o którym pisałam w jednym z moich ostatnich wpisów, oczywiście nie powiedział mi tego prosto w oczy tylko do mojego partnera,

chcialam_nie_byc_wredna_2014-11-1

Nagle wszystko zaczęło mu przeszkadzać w mojej osobie, głupie gadki, że przychodził do nas bo tak chciał, ale źle się czuł, ze ja wszystko robię źle i ze tylko szukał pretekstu aby móc się ze mną pokłócić, że znęcam się nad własnym dzieckiem bo wstawiłam na swój profil na FB zdjęcie mojego synka z bardzo śmieszną minką, która robi gdy o cos prosi, wtedy akurat chciał pieniązki na pizze i tak podpisałam, choć to nie było juz ta sama minka jak kotek ze Shreca bo miał takie chochliki w oczach bo nie mógł opanowac śmiechu gdy chciałam zrobić zdjęcie, ale według tego Pana, dziecko miłało łzy w oczach i jak można tak sie znęcać nad dzieckiem.

ja_sie_staram_zyc_z_wszystkimi_w_2015-02-03_23-02-48_middle

Normalnie gdy rozmawiał wczoraj z moim partnerem przez telefon, a był na głośniku więc wszystko słyszałam myślałam że już wybuchne i powiem mu co o nim mysle, ale wolałam ugryźc sie w język, ja mam czyste sumienie i nie mam nic sobie do zarzucenia, a co myslą o mnie inni to mnie za przeproszeniem gówno obchodzi, jak im sie cos nie podoba to z daleka ode mnie, ja wolę ich ignorować, ale to jest właśnie dla takich ludzi najgorsze, bo jak się bedziesz odzywać, tłumaczyć czy cos to maja się na kim wyżyć, ale jak ich zignorujesz to aż się w nich zaczyna gotować.

137253-ed9a05dc286e02486c24564b0aa553ad

Ot i tak właśnie trzeba podchodzić do takich ludzi i spraw niepotrzebnych, bo nie ma się czymś martwic taki człowiek mi do zycia nie jest potrzebny w żaden sposób.

Otagowane:  

Cztery pory roku w jeden dzień…

Dodano 22 czerwca 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Czy mozna zobaczyć 4 pory roku w ciągu jednego dnia? Otóż tak, w okresie zimowym Teneryfa jest dziwna, robiąc koło wokoł całej wyspy jesteśmy w stanie zaobserwować wszystkie 4 pory roku, tak więc przedstawię kilka przykładów, na poczatek mapka, aby choć odrobinkę zapoznać się z Wyspą.mapa_ten

Letnie atrakcje wiadomo to jest najciekawsza zabawa i dostepna przez cały rok…

twister

panoramicas-aqualand-1-460x300

 

1017752_10152443284627473_1705447625993244471_n

 

 

 

Jesień wiadomo jest najpiękniejsza w Polsce, choć tutaj też nie jest żle

10676394_10152453484257473_6568591588372525883_n

 

 

1391884_10152455426272473_1805077473846666097_n10710765_10152443342822473_7613745799053091751_n

 

10730903_10152449892092473_5381897592166764897_n

 

Zima oj potrafi zaskoczyć

1907313_10152476708977473_5241115996898210386_n

 

images

 

10393154_10152497734642473_1033250601308035860_n

 

1384210_10152362274062212_306913504374457993_n

10469410_820719094647514_7820432318125755152_n

 

A i takie cuda się zdarzają….

 

Wiosna zapewne wszędzie jest piekna…

1939938_10152453486317473_3205840739298704236_n4c2ecd39e05191836d642a8b51ff2f8b

 

Mam nadzieje, że spodobała się Wam krótka wycieczka po Teneryfie

Otagowane:  

Humor na niedzielę!!!

Dodano 21 czerwca 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Takie minimum zabawy co mi dziś przyszło do głowy, a na jutro przygotuję coś, aby pokazać Wam blaski i cienie Teneryfy, czyli jak jest latem a jak zimą choc niby cały czas mamy tu lato…

3633156

To tak na zachetę do jutrzejszego wpisu….

11203213_432013520257248_8639804517904289753_n

 

A to takie powiedzonko, które do większości pasuje, hehehe….

 

34944

 

Podstawa, samochodu i zony nikomu się nie pożycza, no czasem nie ma innego wyjścia, ale to tylko tyczy się auta….

 

11156175_812060692180557_1031836645796696578_n

 

A to tak na koniec dzisiejszego wpisu, mam nadzieje że te obrazki wywołały usmiech na Waszych buziach…..

Otagowane:  

Całkiem na wesoło…

Dodano 21 czerwca 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

1005069_377049425740072_968367576_n

Ktoś mi zarzucił, że brak tu szczęścia, no nie mam za bardzo dzisiaj czasu na myslenie nad nowym wpisem więc choc odrobina humoru na dzisiaj!!

11391245_812190688864437_422626403216579128_n

Otagowane:  

Rodzeństwo powinno sie wspierać…..

Dodano 20 czerwca 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Jest piękne, gdy rodzeństwo jest ze sobą blisko, wspierają się i pomagają, a zwłaszcza w dorosłym życiu. Ja osobiście mam brata, ale chyba tylko na papierze bo nie widziałam go jakieś 28 lat, a w tym czasie rozmawiałam z nim jeden, jedyny raz gdy tata w poważnym stanie trafił do szpitala, wtedy szanowny braciszek postanowił porozmawiać ze mną osobiście, a nie przez pośredników, mam na mysli moją bratową. Ale zaczynając od początku nigdy nie miałam wspólnego języka z bratem, jest on starszy ode mnie o równe 7 lat nawet urodziny obchodzimy w tym samym dniu. jako mała dziewczynka wiedziałam, że mam brata który mnie obroni i nie da skrzywdzić, ale gdy rodzice prosili, aby mnie gdzieś zabrał to w głowie utkwiło mi jedno zdanie: „Gdzie ja tę gówniarę będę brał”, ale gdy potrzebował pomocy bo ukradli mu spodnie na basenie (krytym zimą) to wiedział gdzie szukać tej gówniary, która przyniesie nowe. Po smierci mamy wyjechał studiować do innego miasta i już było tak jakbym tego brata nie miała, gdy wychodziłam za mąż przelała się czara goryczy, ponieważ mój brat był całkowicie anty (teraz wiem, że miał rację) nie pojawił się ani w urzędzie, ani w kościele a tym bardziej na weselu. Po studiach zamieszkał z żoną w innym mieście ale na krótko, ponieważ gdy jego córka miała dwa latka wyjechał do Włoch, a stamtąd do Kanady, gdzie mieszka do dzisiaj, z Włoch dostałam jedną paczkę dla synka, z Kanady no cóż 2 razy czek na 200 dolarów, ale to wszystko wysłała bratowa, zyczenia na swięta wysyłała bratowa, na urodziny jak nie wysłałam pierwsza to nie dostałam nic, ale jeśli już dostałam to od bratowej. I przez te wszystkie lata jedna paczka dla mojego najmłodszego syna, a w Polsce nigdy mi sie nie przelewało. Kiedys mój tato mi powiedział, że mój brat chciał mnie ściągnąc do siebie, ale gdy miałam jedno dziecko, sam z synkiem, jednak sam mi tego nie powiedział, bo może wtedy bym się zdecydowała i moje zycie potoczyłoby się zupełnie inaczej. Ile razy dzwoniłam, tyle razy słyszałam od bratowej że zajęty pracą itp. Nigdy nie miał dla mnie chwili czasu, znalazł ją dopiero 2 lata temu, gdy tato by chory, ale cóż od czasu gdy tata wyzdrowiał jest to samo, mam brata, a tak jakbym go wcale nie miała. Dlatego jestem szczesliwa, że moje chłopaki trzymają się razem i wspierają.

Otagowane:  

Wpadłam w sieci na bardzo ciekawy artykuł i chciałabym się z Wami nim podzielić.

Oto rzeczy najczęściej mówione przez osoby umierające, naprawdę otwiera oczy!

Po wielu latach pracy bez satysfakcji, Bronnie Ware postanowiła poszukać czegoś, co byłoby zgodne z jej wartościami. Podjęła się pracy w hospicjum, gdzie przez wiele lat pomagała osobom umierającym. Jakiś czas później spisała listę pięciu rzeczy najczęściej żałowanych przez jej pacjentów.

1. Szkoda, że nie miałem odwagi żyć tak jak naprawdę chciałem, a nie tak jak inni tego ode mnie chcieli.

„To jest rzecz najczęściej żałowana. Gdy ludzie zdają sobie sprawę, że ich życie dobiega końca patrzą wstecz i widzą wyraźnie jak wiele z ich marzeń nigdy się nie spełniło. Większość ludzi nie wypełniła nawet połowy swoich marzeń i umarli z przekonaniem, że było tak przez wybory których dokonali. Zdrowie daje nam wolność, której nie doceniamy dopóki jej nie stracimy.”

2. Żałuje, że tyle pracowałem

„Każdy mężczyzna którym się opiekowałam tego żałował. Ominęło ich dorastanie swoich dzieci czy czas spędzony z partnerką. Kobiety czasem też wyrażały żal, że za dużo pracowały, ale ponieważ większość była ze starszego pokolenia to zwykle zamiast pracować opiekowały się domem. Wszyscy mężczyźni, którymi się opiekowałam żałowali, że spędzili tyle czasu na pracy”

3. Szkoda, że nie miałem odwagi wyrazić prawdziwych uczuć

„Wiele osób chowa prawdziwe uczucia z obawy by nie wywołać konfliktu z innymi. W wyniku tego zgadzają się na średnie życie i nigdy nie osiągają tego co mogliby osiągnąć. Wiele z tych osób rozchorowało się między innymi przez gorycz, którą nosili w sobie. ”

4. Mogłem więcej czasu poświęcić na utrzymanie kontaktu z przyjaciółmi

„Często ludzie nie dostrzegają korzyści jakie dają im starzy przyjaciele, aż do ostatnich chwil życia. Często nie jest nawet możliwe odnalezienie takich przyjaciół. Wiele osób dało się tak porwać wirowi życia, że utracili w międzyczasie swoich przyjaciół. Widziałam wiele żalu o niepoświęcanie przyjaciołom wystarczającej ilości czasu. Każda osoba tęskni za przyjaciółmi gdy odchodzi”

5. Żałuję, że nie pozwoliłem sobie być szczęśliwszym

„To jest zaskakujące częste zdanie. Wiele osób dopiero na końcu życia zdało sobie sprawę, że bycie szczęśliwym to wybór. Tak bardzo trzymali się schematów i nawyków. Tak zwany „komfort” znajomych rzeczy zwyciężył nad emocjami, a także nad ich życiem. Obawa przed zmianą zmusiła ich, by udawali przed innymi, a także przed samymi sobą, że są szczęśliwi, podczas gdy gdzieś głęboko w środku tęsknili do tego by w ich życiu znów pojawiło się beztroskie śmianie się”

Te rady są piękne i prawdziwe. Nawet jeśli trudno nam w tej chwili myśleć o tak ciężkich sprawach jak umieranie, warto przemyśleć te kilka zdań. Ludzie którzy je wypowiadali mieli zupełnie inną perspektywę niż my, zabiegani i zatraceni w codzienności. Nie popełniajmy tych samych błędów.

 

 

I co Wy na to, jakie jest Wasze zdanie, bo ja się zgadzam, gdybym w pewnym momencie mojego życie nie zrobiła wielu, moze i bardzo głupich rzeczy, teraz bym pewnie żałowała, że nie spróbowałam bo na dzień dzisiejszy już bym wielu z tych rzeczy nie zrobiła…

Otagowane:  

Po raz kolejny pomaganie innym wychodzi mi bokiem….

Dodano 19 czerwca 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Coraz częściej zastanawiam się czy warto pomagać innym, tak po prostu z dobrego serca i sama nie wiem czy warto. Ale zacznę od początku, już tutaj na Teneryfie poznaliśmy pewną pare, nie byli małżeństwem, ale dziewczyna była w ciązy, na samym początku i bardzo się bała, ponieważ kilka razy już miała problem z donoszeniem przez te pierwsze tygodnie, miała też wtedy 13 letnią córkę z innym mężczyzną, który nie interesował się losem córki, więc obecny partner jakby zastępował jej ojca. Tym razem sie udało po kilku miesiącach urodziła im się śliczna coreczka, która zarówno dla mamy jak i dla taty jest całym swiatem, tata zrobiłby dla niej wszystko, jest jego jedynym ukochanym skarbem. Jednak sielanka tej pary nie trwała długo, dochodziło do różnych nieporozumień, których najczęstszym powodem była starsza córka dziewczyny. Nie wiem dokładnie co i jak bo nigdy nie interesuję się cudzym życiem jeśli ktoś mnie o to nie prosi i sam nic nie mówi. Jakieś dwa miesiące temu wszystko pękło i zostałam wmieszana w ich życie. Pewnego ranka zadzwoniła do mnie zapłakana koleżanka z prośbą o pomoc, przez telefon powiedziała mi tylko tyle, że jej partner dostał wyrok, dwa lata zakazu zbliżania się do niej i jej starszej corki i czy mogłabym pośredniczyć w przekazywaniu ich wspólnego dziecka na spotkania z tatą, prosiła bo nie ma tu nikogo innego komu mogłaby zaufać, aby zostawić dziecko choćby na 5 minut, zaszokowana cała sytuacją zgodziłam się i jak się domyslacie teraz ja za to płacę. Znam dwie wersje całej historii, a prawda zapewne leży gdzieś po środku, ale nie o to w tym chodzi. Na początku było wszystko dobrze, choć tata małej jest furiatem i ma totalnego bzika na punkcie córki, wyzwiska pod adresem byłej partnerki wpadały mi jednym uchem, a drugim wylatywały nie chciałam się mieszać w ich konflikt, po prostu przekazywałam wiadomości, ponieważ nawet nie kontaktują się przez telefon. tatuś małej miał pretensje, że matka pomimo że ma wykupiony karnet do parku rozrywki nie jeździ z dzieckiem przynajmniej raz w tygodniu, jemu cięzko zrozumieć że kobieta nie ma pieniędzy na paliwo aby robić tyle kilometrów, być może nie jest to aż tak daleko, a paliwo tutaj jest tanie, ale każda taka podróż to około 5 euro w obie strony, dla jednych to nic dla innych już sporo. Aby dziecko mogło jeździć z mamą do parku obiecał mi, nie jej prosząc o przekazanie informacji że co tydzień będzie dawal te 5 euro, aby pojechała i co drugi tydzień kolejne 5 na to aby przywiozła córkę, bo choć w wyroku było zapisane, że prawo do zabierania córki ma co 2 tygodnie na weekend, dogadali się oczywiście za moim pośrednictwem że będzie zabierał córkę w każdy piątek do niedzieli. Tydzień temu w niedzielę miał zostawić pieniążki za wyjazd w poprzednim tygodniu, otrzymał zdjęcia ze dziecko było, nie wiem czy zapomniał czy co, w sumie nie powinno mnie to interesować jednak dziewczyna faktycznie nie ma aż tyle kasy by jeździć i w tym tygodniu nie pojechała nigdzie z dzieckiem. Dzisiaj kolejny piątek, tata miał odebrać córkę ode mnie o 13tej, tak uzgodniłam między nimi i żartem przypomniałam mu o jego obietnicy, którą złożył mnie odnośnie kasy, jednak wszystkowiedzący Pan z ironią w tekście, że mam się nie wtrącać w jego życie tylko zająć się własnym. Napisałam mu, że chyba powinien zauważyć że żartuję, bo tak formułowałam tekst, aby nikogo nie urazić i by było widać żartobliwy ton, on to wziął tak poważnie, że dosłownie zrobił mi awanturę, że wpierdalam się dosłownie w jego życie i mam sie odczepić, mimo wszystko próbowałam załagodzić sytuacje pisząc, że jeśli w jakikolwiek sposób go uraziłam to przepraszam, bo na pewno tego nie chciałam, a to że mu przypomniałam to tylko dlatego że mnie to obiecał i sam prosił aby mu przypomnieć gdyby zapomniał, w odpowiedzi dostałam tylko jedno zdanie: „Obiecać coś to nie znaczy to spełnić…” Odpisałam mu że jeśli tak podchodzi do tego to jego sprawa ja już więcej nie będę się odzywać jedynie przekazywać wiadomości odnośnie kiedy ma zabrać lub oddać córkę. Przyjechał po małą z półgodzinnym opóźnieniem i od razu próbował mi zrobić jakąś awanturę, powiedziałam mu że nie chce z nim rozmawiać na ten temat, dopiero wtedy sie oburzył, mój partner próbował mu wytłumaczyć, aby przestał bo mnie boli głowa, to wychodząc tylko rzucił, a chuj mnie to obchodzi, że ja boli głowa i coś tam jeszcze ale już nie słuchałam, miałam dość. Czy ludzie nie potrafią docenić pomocy innych, widocznie tak już musi być, a dla mnie jeśli człowiek nie dotrzymuje własnych obietnic już nie wiele znaczy, nie obiecuje się niczego jeśli nie chcemy, czy nie możemy spełnić danej obietnicy. Dla mnie po raz kolejny pomoc innym wychodzi bokiem, najgorszy problem jest w tym że nie mogę się wycofać, tylko moja osoba podana jest w sądzie i we wszystkich innych instytucjach, no cóż bedę pomagac dalej, ale z mojej strony to już będzie pomoc tylko matce, ojciec niech zapomni, nie pozwole aby ktoś mnie upokarzał i wyżywał się na mnie bo ma zły humor albo cokolwiek innego, więc jeśli urażony pan zechce sobie pokrzyczeć, powyzywać itp niech znajdzie sobie innego kozła ofiarnego, ja już tego nie będę słuchać, a tym bardziej w jakikolwiek sposób temu panu pomagać.

Otagowane:  

Chorobliwa zazdrość… historia mojej koleżanki.

Dodano 19 czerwca 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Oglądając wczoraj na Polsacie serial „Trudne sprawy” przypomniała mi sie pewna historia, której tak szczerze zakończenia nie znam bo straciłam kontakt całkowicie po wyjeździe z Polski, juz prędzej ten kontakt był znikomy choć kiedyś uważałam ta kobietę za moją przyjaciółkę, została nawet chrzestną jednego z moich synów, ale napiszę od początku jak się poznałyśmy. Otóż gdy miałam problemy z moim jeszcze wtedy mężem w roku 1993 jej mąz był taksówkarzem i pomagał mi w zlokalizowaniu mojego i tak przypadkiem poznałam jego żonę o którą był chorobliwie zazdrosny, nie pozwalał jej pracować bo dzieci małe, siedziała w domu razem z dwiema ślicznymi córeczkami, zajmowała się domem. W tamtym momencie mieszkali w mieszkaniu które ona odziedziczyła po swojej matce, ale z tego co wiem jej mąz nie miał do niego prawa. Zbliżyło nas to, że z jej opowiadania jej mąż ją zdradzał, miał młodą kochankę i gdy wyszło na jaw, że kochanka mojego męża spodziewa się dziecka, podobno jego kochanka też była w ciąży. Spotykałyśmy się dosyć często najczęściej u niej w domu, bo wystarczyło że ona wyszła z domu a przypadkiem zjawił się jej mąż awantura gotowa, jedyną osobą którą mogła w miarę bezkarnie odwiedzać była jej młodsza siostra, ale to też mu się za bardzo nie podobało gdyż siostra nastawiała ją przeciwko niemu. Moja koleżanka bała się meża, bała się od niego odejść choć czuła się jak w więzieniu, niby dobrze zarabiał, ale ona dostawała codziennie jakieś marne grosze i za to miała przygotować jedzenie i sporo musiała się nagimnastykować aby to wystarczyło. Gdy jej mąż zorientował się, że ja również daję dobre rady mojej przyjaciółce, zabronił jej spotykania się ze mną, a ona ze strachu się zgodziła, miałam jeszcze wtedy kontakt z jej siostrą i docierały do mnie jakieś tam informacje, choć według mnie nie były one dobre. Sprzedali mieszkanie po jej matce i mąż wybudował dom na przedmieściach, ale to był już tylko jego dom, nie wiem jak to zrobił ale ona nie miała do niczego prawa, była tylko jego żoną i miała robić to co on chce, w tym domu odwiedziłam ją jeden jedyny raz, tak bardzo bała się męża że poprosiła abym więcej nie przyjeżdżała, posłuchałam a co innego niby miałam zrobić, ja sobie poradziłam z chorobliwie zazdrosnym, zdradzającym mężem ona wtedy jeszcze się go bała, bała się wszystkiego, że nie da rady, bo nigdy nie pracowała, że tak jest lepiej. Nie wiem jak zakończyła się ta historia, bo po moim wyjeździe z Polski całkowicie straciłam kontakt z jej siostrą, a teraz nawet nie pamiętam nazwiska siostry, aby spróbować znaleźć np na FB, znalazłam profile jej obu córek, obie wyrosły na śliczne panny, jedna z nich ma już własną córeczkę tak bardzo podobną do mamy gdy była mała. napisałam wiadomość do obu z zapytaniem o mamę, w skrócie pisząc kim jestem, czy mi odpowiedzą? Tego nie wiem, choć po obejrzeniu dzisiejszego odcinka serialu jestem bardzo ciekawa. No i czegoś sie dowiedziałam, jedna z córek mojej koleżanki przyjęła moje zaproszenie na FB, i wiem, że mieszka i uczy się w USA, a druga nadal w rodzinnym mieście, chyba w domu rodziców, może gdy odpowie mi na wysłaną wiadomość dowiem się czegoś więcej. No i odezwała się tylko jedna, ale nie bardzo ma kontakt z mamą jedynie w weekendy z nią rozmawia, więc poczekam dalej może sie dowiem co się stało później.

A tak na marginesie dzisiaj ostatni dzień szkoły, a mój synek biegł taki uradowany bo będą świętować Dzień Wody, czyli chlapanie, oblewanie się wodą i tak aż do 14tej, a jutro jego urodzinki i skończy juz 8 lat, jak ten czas leci….

Otagowane:  

2000

Dodano 18 czerwca 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

No to po 33 dniach prowadzenia bloga jest ponad 2000 odwiedzin, dziękuję Wam wszystkim kochani za odwiedziny na moim blogu i pozostawione komentarze, szczerze nie spodziewałam się tego…

Otagowane:  

Czy samotna matka może wychować syna……

Dodano 18 czerwca 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Ot, taka włąśnie mysl mi się nasunęła, czy samotna matka może wychować syna na porządnego człowieka, aby nie był tzw. „maminsynkiem”. Powiedzmy, ze mam troszkę w tym doświadczenia, pisze troszkę bo nie cały czas byłam samotną matką, ale jednak byłam i w tamtym momencie miałam do wychowania trzech, a nie tylko jednego chłopaka. Wiem, na pewno nie jest to łatwe każda matka stara się dbać o swoje dziecko, aby nic złego się mu nie przytrafiło, ale nie mozna tylko chuchać i dmuchać zwłaszcza na jedynaka. Mój najstarszy syn był wychowywany razem z ojcem do 14go roku życia i niestety przejął od niego najgorsze cechy charakteru, młodsi juz nie, nie zdążyli poznać aż tak dobrze swojego taty. Zawsze każdego z moich synów od najmłodszego uczyłam tego, że nalezy się dzielić tym co mamy, więc jeśli kupuję np batonika dla dziecka zawsze kupowałam również dla siebie, gdy nie było mnie na to stać i tak kupowałam dwa w obecności dziecka, jeden dla mnie drugi dla Ciebie i jakos udało mi się tak wykombinować, aby synek myslał że mama swojego zjadła a ten następny to już kolejny kupiony. Uczyłam chłopaków samodzielności, aby sami sprzątali swój pokój, aby sami robili sobie kanapki, a przede wszystkim szacunku dla drugiego człowieka i samego siebie. Starałam się być matką i przyjaciółką zarazem, zawsze chętnie wysłuchałam, ale nigdy nie narzucałam swojej woli nawet jeśli chodziło o naukę, cały czas im powtarzałam że uczą się dla siebie nie dla mnie i najważniejsze jest aby zdawali z klasy do klasy bez względu na wyniki, gdyż narzucanie musisz być najlepszy wcale nie wychodzi na dobre. Czasem chłopaki muszą dorosnąć, aby zrozumieć że wykształcenie jest ważne. Moi chłopcy zrozumieli to dopiero jako dorośli, bo sami wybierali takie szkoły byle szybciej skończyć, ale potem wkraczając w dorosłe życie stwierdzili, że brak tego wykształcenia blokuje jakieś drogi, którymi chcieliby iśc, więc nadrabiali i wszyscy zdali maturę i coś tam jeszcze dalej. Ale z czego najbardziej się cieszę to to że są samodzielni, nie trzymają się maminej spódnicy, bo mamusia najlepiej gotuje, bo mamusia wszystko poda itp Sami potrafią utrzymać dom, ugotować, uprać itp Jednak jeśli mają jakiś problem zawsze do mamy, bo mama zawsze znajdzie jakieś rozwiązanie pomoże, a i owszem staram się jednak nigdy nie mówię musisz, zawsze jest tak że ja doradze a Ty i tak zrobisz jak zechcesz, jeśli popełnią błąd i stwierdzą że jednak mama miała rację potrafią się do tego przyznac, ale nie mają żalu do mamy, wiem że mnie kochają i darzą ogromnym szacunkiem i sa moją dumą.

Otagowane:  

Sport to zdrowie?! Być może, ale nie wyczynowy…

Dodano 17 czerwca 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Patrząc na wszelkiego typu kontuzje sportowców co możemy powiedzieć? Czy sport to zdrowie, być może jak sobie ot tak poćwiczymy, pobiegamy czy cos tam innego, ale wyczynowo to już większy problem. Moi chłopcy wszyscy od małego trenowali hokej na lodzie i co nie co wiem o tym czy sport to zdrowie. Patrząc na najstarszego, kilka razy wstrząs mózgu, połamane i koniec końców drutowane kości obojczyka, skonczyło się na tym że lekarz sportowy nie podpisał zgody na dalsze treningi bo to niebezpieczne dla jego zdrowia, miał takiego pecha, albo zawsze się pchał tam gdzie nie trzeba. Prawie za każdym razem gdy z jakichkolwiek zawodów docierała do nas wiadomość że którys z chłopaków miał wypadek okazywało się że to mój syn, owszem innym też się zdarzało jednak on był chyba mistrzem. Po kilku latach trenowanie hokeja młodsi synowie zmienili dyscypline na short track czyli w skrócie jazda szybka na krótkim lodzie, no i tam mój średni syn miał bardzo poważny wypadek, końcówka płozy (a są one długie, ostre jak noże i bardzo cienki) wpiła mu się ponad kostką podczas upadku, około 2cm przebiła tętnicę, na szczęście szybka reakcja uratował mu nogę i życie bo mógł się wykrwawić, jedynie najmłodszy z tych starszych jakoś uniknął poważnych kontuzji, za to poza sportem rozbijał sie równo, ale na szczęście nie były to bardzo poważne sprawy, teraz gdy wszyscy są już dorośli, cała trójka trenuje hokej amatorsko, dla rozrywki i dobrej zabawy, najstarszy jest nawet sędzią hokeja na lodzie. Na lodowisko mają bardzo blisko, bo choc każdy z nich mieszka już osobno to wszyscy bardzo blisko siebie i to mnie cieszy, że mają dobry kontakt. Więc czasem warto się zastanowić zanim zapiszemy dziecko do jakiegoś klubu, bo nigdy nic nie wiadomo….

Otagowane:  

Śpiewnik pobożnego kierowcy….

Dodano 16 czerwca 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Z lekkim usmiechem, ale też całkiem poważnie….

Otagowane:  

Dziecko w szpitalu, to nic dobrego.

Dodano 16 czerwca 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

No niestety gdy maluszek trafi do szpitala nigdy nie wiadomo co może się satać, moja mała wnusia (ma 6mcy) jakieś dwa tygodnie temu trafiła do szpitala z jakimś wirusem, po prostu nie chciała nic jeść, dostała jakieś kroplówki i leki i po kilku dniach wypisali do domu, ale nie cieszyła się długo, gdyż w sobotę zaczęła gorączkować bez wyraźnego powodu, nie kaszlała, nie miała innych objawów jakiejkolwiek choroby, jednak dmuchając na zimne dzieciaki udały się do lekarza i… Znowu szpital, tym razem obustronne zapalenie płuc, skąd to się wzieło, nie wiem może po poprzednim pobycie w szpitalu, tego nikt nie wie. Na szczęście od soboty dostaje antybiotyk i jest już dużo lepiej, ale jeszcze kilka dni i tak spędzi w szpitalu, ale na szczęście mama cały czas jest przy niej więc taki maluszek za bardzo nie odczuje tego pobytu. Jedyny problem to to że na sali ma kolegę, który nie daje jej spać, cały dzień płacze i nie można uspokoić maluszka, biedne maleństwo jedno i drugie w takiej sytuacji. Mam nadzieję, że do końca tygodnia obie moje panny zdrowe, wrócą do domu bo tatus na pewno tęskni, ale musi pracować. U każdego najważniejsze jest zdrowie, gdy jesteśmy zdrowi powinniśmy się cieszyć, gdy to jest najwyższa wartość naszego życia, zdrowia nie kupimy za pieniądze jedynie leki, które nie każdemu są w stanie pomóc. A na zakończenie doceńcie to, że jesteście zdrowi, bo nigdy nie wiadomo gdzie, kiedy i w jaki sposób każdego z nas może dopaść jakieś choróbsko.

Otagowane: