Ot takie pytanie mi się nasunęło wspominając stara czasy i wydaje mi się, ze różnie to bywa. Dla jednych ta pierwsza miłość pozostanie już ta ostatnią, ale takie przypadki są bardzo rzadkie, choc mój obecny partner jako 14latek zakochał się w dojrzałej kobiecie i wydawałoby się że nic z tego nie bedzie, a jednak… Ale nie o nim chciałam pisać, chciałam napisać o sobie, o mojej pierwszej szczenięcej miłości po której mimo upływu lat pozostał wielki sentyment i wspaniała przyjaźń. Otóż nie pamiętam dokładnie ile wtedy miałam lat 9 czy 10, ale coś koło tego, wtedy religia była jeszcze w kościele i tam też poznałam chłopaka, był jak lalka, śliczny z przerażająco długimi rzesami, wszystkie dziewczyny szeptały, jaki on jest ładny. Oczywiście i mnie to nie umknęło, ale jak to dzieci, chodziliśmy razem do kościoła trzymając się za rączkę ot i tyle, gdy poznał moją najlepszą koleżankę to na nią zwrócił uwagę, później spotykaliśmy się na lodowisku, na tzw ślizgawkach, tym razem zainteresował się moją osobą, ale ja byłam urażona i jak żuraw i czapla tak kilka lat, ale zawsze w dobrych stosunkach jako koledzy, przyjaciele. Niestety jak już wiecie w wieku 18 lat wyszłam za mąż, teraz tak sobie myślę, że gdyby tego dnia pojawił się ten chłopak i powiedział: Nie rób tego! Może, ale tylko może byłoby inaczej, nie wiem co bym zrobiła, wtedy wydawało mi się że kocham mojego w tej chwili już byłego męża, jednak teraz z perspektywy czasu i wszystkiego co się stało uważam, że bardziej w momencie gdy brałam ślub kierował mną strach przed samotnością, duma i wstyd, ze wszyscy mieli rację tylko nie ja. Mijały lata, ja wiedziałam o wszystkim co dzieje się w życiu mojej pierwszej miłości, że założył rodzinę, że urodziło mu się dziecko, później kolejne i kolejne, w sumie dobił do 4 i o dziwo on również wiedział o tym co się dzieje w moim zyciu. Ostatni raz widziałam go gdy miałam zaledwie 17 lat i tu nagle po 15 latach stajemy naprzeciwko siebie, odżywają wspomnienia, ale tylko tyle w końcu oboje mamy rodziny, swoje własne lepsze lub gorsze życie. Ja jestem w trakcie rozwodu, on twierdzi, że życie z zoną to piekło, że jest z nią tylko dla dzieci. Poznałam jego żone i dzieci, zaprzyjaźniliśmy się, spotykaliśmy się dosyć często, co oczywiście nie umknęło uwadze zazdrosnych i zawistnych ludzi, gdy widzieli nas tylko we dwoje już wymyslali przedziwne scenariusze, gdy nagle dołączała do nas żona mojego przyjaciela, zdziwienie na twarzach tych ludzi to bezcenny widok, a już mysleli że dobry temat do plotek. W sumie do mojego wyjazdu z Polski mieliśmy stały kontakt, często we dwoje wspominaliśmy stare czasy i smialismy się, z dziecięcych podchodów i żałowaliśmy, ze wtedy się nic miedzy nami nie zaczęło, bo być może nasze życie byłoby inne. Mój przyjaciel coraz częściej wspominał o rozwodzie jednak nie umiał podjąc tej decyzji, bo dzieci, dopóki nie będą samodzielne będę się męczył z tą kobietą, a z tego co mówił nie było mu łatwo. Gdy zostałam sama, prosił zaczekaj na mnie, nie umiałam, nie mogłabym tego zrobić jego dzieciom, przecież on ma żonę i 4 dzieci, a rozwodu nie widać i nic na to nie wskazywało, choć wiem że jego żona również o tym myślała. Związałam się z Mateuszem i moje smutne życie nabrało barw i tak jak już opisywałam, dopiero wtedy zaczęłam żyć, krótko przed urodzeniem mojego Maciusia mój przyjaciel powiedział mi piekne i jakże prawdziwe słowa do sytuacji w której byliśmy: „Jeśli się kogoś naprawdę kocha, trzeba pozwolić mu odejść”. No i już na zawsze zniknęłam z jego życia, wyjechałam, ale gdy jestem w Polsce zawsze znajdziemy chwilę, aby się spotkać, pogadać, powspominać stare czasy. To już od wielu, wielu lat nie jest miłośc, ale jakiś ogromny sentyment do tej pierwszej dziecięcej miłości…

P.S. No to mój przyjaciel 2 lata temu w końcu zdecydował się na rozwód, w momencie gdy jego najmłodszy syn skończył 18 lat, teraz jest sam, zaangażowany tylko w pracę i pasję, która pochłania go od juz wielu lat całkowicie, ale z jego słów wynika, że nareszcie ma spokój psychiczny, dłużej by nie wytrzymał takiego życia.

The following two tabs change content below.
Otagowane:  

6 Responses to Czy pierwsza miłość, moze być tą jedyną i ostatnią?

  1. pluca.zycia pisze:

    Ja ostatnio przypomniałam sobie moich przyjaciół z dzieciństwa i nastolatkości, wszystkich wspaniałych przyjaciół płci męskiej. Miałam ich wielu, ale bez podtekstów tak zwyczajnie zawsze można było na siebie liczyć. I czasami się myśli, wspomina a co by było gdyby… Tak samo ostatnio przypomniała mi się miłość klasy maturalnej wspaniała i już wiem że nigdy się nie spotkamy. Ale takie ciepłe uczucia pozostają. I nawet zastanawiałam się jak to jest, że w życiu się tak układa, jak się układa, że jesteśmy z tymi z którymi jesteśmy, chyba przeznaczenie. A czasami mam wrażenie, że wystarczyła jedna decyzja, która znacznie zmieniła bieg życia. Pozdrawiam!

  2. ~ferdydurke pisze:

    gdy człowiek przekroczy półmetek życia coraz częściej zaczyna sobie mocno uświadamiać upływ czasu , zaczyna analizować co by było gdyby , zlicza swoje niespełnienia itd … zaczynamy bilansować swoje życie a przy okazji idealizować niewinne młodzieńcze oczarowania , miłości bo być może … i tu zaczynają się spekulacje we wszystkich możliwych kierunkach . A mnie się wydaje, że gdyby z tych miłości miało coś być to by po prostu było… Nasze wybory to nasz sposób widzenia świata , ludzi na danym etapie życia z tą wiedzą jaką się akurat miało. Więc dziś moglibyśmy dokonać zupełnie innych wyborów bo mamy doświadczenie , a poprzez nie zdobyliśmy więcej życiowej mądrości no i mamy w pamięci „film” z naszego dotychczasowego życia . Pytanie tylko czy to co kiedyś wydawało się nam takie dobre , fajne czy i dziś takim samym by było .

  3. No tak właśnie to wyglada, ale czasami jest miło powspominać stare dobre czasy, gdzie jeszcze nie było problemów, które później sami sobie stworzyliśmy przez złe decyzje i złe wybory, ale gdyby nie to że sami decydujemy o własnym życiu, sami wybieramy cóż byłoby ono warte? Całe życie uczymy się czegos nowego…

  4. szarabajka pisze:

    Pewnie może być tak, jak w tytule notki, ale chyba dobrze, że nie jest. Wspominając moje pierwsze „miłości” mam ochotę schować się ze wstydu :)

  5. gabunia76 pisze:

    Ja też mam swoją pierwsza miłość, która była moim sąsiadem i odkąd sięgnę pamięcią spędzaliśmy ze sobą dużo czasu praktycznie od małego dzieciaka. Nawet przez jakiś czas byliśmy parą lecz nie mogliśmy jakoś się ze sobą dogadać. Byłam i nawet mogę powiedzieć, że trochę mi jeszcze tego zostało kochliwą dziewczyną. To znaczy iż zakochiwałam się dość szybko ale niestety często bez wzajemności czego przyczyną głównie były moje choroby. Wystarczyło, że jakiś chłopak akceptował mnie taką chorą i był przy tym całkiem miły to ja już czułam te no wiecie motylki w brzuchu :)
    W liceum trochę przeżyłam tych moich nieszczęśliwych miłości i gdy poznałam mojego obecnego męża czułam, że to jest właśnie to moje przeznaczenie. W między czasie pojawiła się też moja dawna pierwsza miłość z propozycją byśmy spróbowali ponownie być razem lecz już jako dojrzalsi lecz jeszcze ciągle bardzo młodzi ludzie. Byłam wtedy mocno związana ze swoim obecnym mężem i mieliśmy już plany na nasz ślub i gdy powiedziałam o tym mojej dawnej miłości, bardzo się zasmucił i odchodząc powiedział, że ma nadzieję iż będę szczęśliwa. Widziałam go potem gdzieś z daleka ale nigdy więcej nie rozmawialiśmy. Powiem Wam, że cały czas ciepło go wspominam i nawet teraz jak piszę tutaj o nim to tak miło mi się robi na duszy :)
    Nie dziwię Ci się Mario, że czujesz sentyment do swojej pierwszej miłości i nie jest Ci tak do końca obojętna bo to jednak zostaje gdzieś tam w środku i nie umiem tego wytłumaczyć dlaczego i jak się to dzieje. Sama też to czuję i jest to dość przyjemne uczucie :)

    P.S. Rozpisałam się w tym temacie trochę bo doskonale rozumiem co czujesz :)

    • Jest właśnie tak jak piszesz, tyle że moja pierwsza miłość jest do dzisiaj moim serdecznym przyjacielem, na którego moge liczyc w kazdej chwil, nawet w środku nocy odpowie na zadane mu pytanie, no niestety mieszkamy zbyt daleko, ale taka dobra dusza jest choć nie osobiście.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>