Życie i śmierć, ludzkie dramaty…

Dodano 27 maja 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Wielkimi krokami zbliża sie pierwsza rocznica śmierci mojego przyjaciela, tak tak moge powiedzieć przyjaciela, choc nie znałam go zbyt długo, poznalismy się tu na Teneryfie, wtedy jeszcze nie wiedziałam, że jest śmiertelnie chory, na początku tego nie mówił, nie chciał by ludzie się nad nim litowali, a kompletnie nie było tego po nim widać, ale może zacznę od początku, od tego co opowiadał i jak to się skończyło. Otóż jakieś 6 lat temu usłyszał od lekarzy w Polsce, że jest smiertelnie chory, że zostało mu 2,3 lata życia może ciut więcej może mniej, miał firmę działającą w Polsce, żonę i dwóch synów, nie wiem dokładnie co i jak się działo z firmą, bo o tym mówił mało, mało też mówił o wypadku w którym uszkodził sobie kręgosłup, jednak w jego wyniku lekarze zmienili diagnozę, być może pożyje Pan jeszcze ze 3 miesiące. Razem z żoną i młodszym synem postanowili wyjechać na Teneryfę, on po to by sie leczyc, a żona tego nikt nie wie, gdyż po roku skutecznego leczenia stwierdziła, że nie może zaprzepaścić swojej kariery i wraca do Polski, zostawiła samego człowieka i 11letnim (chyba) wtedy dzieckiem, człowieka który musiał jeżdzić ponad 70km do szpitala na chemie, wracał wykończony, nie był w stanie opiekować się dzieckiem. Ja poznałam go w momencie, gdy syn był juz w Polsce z matką jak do tego dokładnie doszło nie wiem, bo nigdy nie chciałam wnikac w szczegóły, nigdy nie wypytywałam, wiedziałam tylko tyle co sam powiedział,a zaczął mówić dopiero gdy poznał bratnią duszę, którą była jego partnerka, koleżanka, przyjaciółka, która sama pokonała raka i pęknięcie tętniaka, jedna nogą była juz na tamtym świecie, ale nie poddała się i walczyła o lepsze jutro dla siebie i dla niego. Spotykając się z nimi nie chciałam wierzyć, że ten człowiek jest tak bardzo chory, przecież w ogóle tego nie widać, spędzaliśmy miło czas, smiejąc się popijając drinki, po prostu bawiąc się, on jednak cierpiał, zaczął głosno mówić o swojej chorobie, a tym że wkrótce umrze i jak mało czasu mu zostało, chciał aby wszyscy w jego otoczeniu byli szczęśliwi i zadowoleni, wszystkim pomagał na tyle na ile mógł, jednym dobrym słowem innym finansowo. No i oczywiście jak to w życiu bywa gdy on potrzebował pomocy to tylko kilka osób było obok, Ci którym pomógł najmniej albo wcale. Mozna powiedzieć, ze cieszył się tutaj zdrowiem, żona w Polsce uprzykrzała mu życie, opowiadała bzdury, że wyleguje się pod palmami z kochanką, a nie się leczy i ewidentnie czekała na jego śmierć. Na rok przed śmiercia postanowił wrócic do Polski bo tam podobno była szansa na wyleczenie, tutaj już wykorzystali wszystkie możliwości, jak postanowił tak zrobił, pozamykał tutaj wszystkie sprawy i wyjechał, po 3 miesiącach pobytu w Polsce, okazuje się że w szpitalu nie zrobią nic, a nawet nie ma leku aby uśmierzyć ból, dają mu 3 tygodnie życia, nie zastanawiając się długo, wypisuje się ze szpitale i następnego dnia jest już na Teneryfie i prosto z lotniska trafia do szpitala, ale nie jest to już ten sam człowiek, który opuszczał wyspę, to wrak człowieka. W ciągu 2 tygodni lekarze w szpitalu doprowadzają go do stanu, w którym może samodzielnie funkcjonować, może żyć dalej jak normalny człowiek, jednak leczenie jest konieczne każdego dnia musi się stawić do szpitala, wynajmuje więc małe mieszkanko obok szpitala, aby mieć blisko. Na wyspę przyjeżdża żona, niby sie nim opiekować i jakie jest jej zdziwienie, że nie jest w szpitalu, że dobrze się czuje przeciez tak naprawdę przyjechał tu aby umrzeć i oczywiście mnóstwo wyrzutów, że kto rozsądny leci tak daleko od kraju tylko po to by umrzeć i sprawić innym tylko problemy, kazała mu zerwać wszystkie kontakty z kochanką ( z jej punktu widzenia ) w przeciwnym razie nie zobaczy już młodszego syna, tak więc postępował nie chciał stracić dziecka, a zdawał sobie sprawę iz niewiele życia mu zostało. Żona zła po 2 tygodniach wróciła do Polski, bo ona nie ma co dalej robić na wyspie, on sam sobie daje radę, normalna znieczulica, przestał kontaktować się z zoną, aby nie podnosiła mu ciśnienia. Odnowił kontakt z jedyną kobietą której na nim zależało, nie ważne czy zdrowy czy chory tylko aby był obok więc przyjechała aby go wspomóc, była przy nim cały czas i prawie wróciły czasy z przed wyjazdu do Polski jednak częsciej musiał bywać w szpitalu, przygotowywali jakis zabieg, przeszczep komórek macierzystych, nie znam się na tym więc nie jestem w stanie powiedzieć zbyt wiele na ten temat. Od diagnozy polskich lekarzy, że zostały mu 3 tygodnie minęło prawie 7 miesięcy, a on ciągle żyje, choć sam coraz częściej powtarza, że koniec jest już blisko. wszystkie sprawy w Polsce ma poukładane, więc niczym się nie martwi, zyje dniem dzisiejszym. Czas na planowany zabieg, trafia do szpitala, dzień za dniem coraz słabszy, ale to podobno normalne przy tym zabiegu, po kilku dniach powinien odzyskiwać siły, jesteśmy w stałym kontakcie z jego partnerką, która większość czasu spędza przy jego szpitalnym łóżku. Aż tu nagle telefon w środku nocy, pomóż ja nic nie rozumiem, porozmawiaj z lekarzem, od lekarza dowiaduję się że mój przyjaciel najprawdopodobniej miał wylew i że to ostatnie chwile jego życia, lekarze są bezsilni, w obecnym stanie jego zdrowia nie są w stanie nic zrobić, nie mogą mu pomóc, jest zbyt słaby, nie ma już pomocy…. Umiera… jednak nie na raka, na wylew krwi do mózgu, jakie to smutne, ale dopiero teraz zaczyna się prawdziwy koszmar, ludzki dramat. Dziewczyna, która do ostatniej chwili siedziała przy jego łóżku spełniła wszystkie jego prośby teraz nie może zrobić nic, władna jest tylko jego żona, ewentualnie dorosły syn. Ostatnią prośbą umierającego męzczyzny było to, aby wszystkie jego prywatne rzeczy trafiły do jego matki, do żony nic oprócz wymaganych dokumentów, chciał by go pochowali w Polsce blisko matki, a czy żona zabierze ciało, czy prochy było mu wszystko jedno. Po informacji o śmierci męza, szanowna małżonka zjawiła się na wyspie bardzo szybko i nic tylko pretensje do wszystkich i o wszystko, że ona chce zabrać jego rzeczy, a zwłaszcza telefon, laptop i karty płatnicze, jakby on miał tutaj jakiś majatek przecież ostatnimi czasy, ten człowiek nie miał za co żyć, zabrała mu wszystkie pieniądze, a chciała jeszcze więcej jakby to że polisa na życie była wysoka to za mało, w koncu się doczekała, człowiek nie żyje, a ona straszy że jeśli nie oddamy jej jego prywatnych rzeczy to go tu zostawi, przeciez sa jakies wspolne groby, jak mozna tak nawet pomyslec a co dopiero powiedzieć. Jenak w koncu dociera do nas informacja, że skremowała ciało i zabrała do Polski, na dzień przed pogrzebem informuje jego matkę, o planowanym pogrzebie, najbliższa rodzina (oprócz matki) mieszka za granica i nie zdążą na pogrzeb (paranoja, przecież wiedziała prędzej) młodszy 13letni syn dowiaduje sie w dniu pogrzebu że ojciec nie żyje, co za szok dla dziecka, ale według niej tak było lepiej. Dziewczyna która była z nim do ostatniego tchnienia dalej pozostaje na wyspie, gnębiona telefonami i wiadomościami, że ja zniszczą itp gdyby nie nasze wsparcie nie wiem jakby to przeżyła, została sama w obcym kraju, ale na szczęście miała tu przyjaciół, a żona i starszy syn tak długo ją gnębili, dopóki nie usłyszeli, że w cięzkim stanie trafiła do szpitala, to nie była prawda, to był na szybko wymyślony scenariusz aby w koncu dali jej spokój. W końcu osiągnęli swoj cel, czlowiek nie żyje pieniadze z polisy juz zaraz beda, wiec dajcie ludziom normalnie żyć, bo chyba ta tragedia was też dotyczy, a może nie? Może śmierć tego człowieka obeszła tylko jego przyjaciół, matkę,rodzeństwo  i małe jeszcze dziecko, a reszta tylko na to czekała…..

Gdy teraz wspominam tego człowieka, był wielki miał mnóstwo siły i wiary w życie, jednak w pewnym momencie się załamał, trudności go przerosły i się poddał…

A tak mi się jeszcze przypomniało, nie odbierał telefonów od żony bo nie chciał słuchać wyrzutów i się denerwować jednak na dobę przed śmiercią odebrał telefon od syna, tylko że to nie był syn, to jego żona, nikt z nas nie wie co mu wtedy powiedziała, czy go zdenerwowała, ale od tej rozmowy bardzo źle się czuł, z godziny na godzinę coraz gorzej i skończyło się wylewem, zastanawia mnie myśl, czy to ona przyczyniła się do jego śmierci? Czy gdyby nie zadzwoniła żył by jeszcze? Tego nie wie nikt i nigdy się tego nie dowiemy…..

The following two tabs change content below.
Otagowane:  

9 Responses to Życie i śmierć, ludzkie dramaty…

  1. ~plucazycia pisze:

    Straszna historia :( okrucieństwo życia ale i ludzi i to z pozoru najbliższych. ..

    • Maria Alejandra pisze:

      No niestety tak czasem bywa, że najbliżsi się od nas odsuwają, kiedy najbardziej ich potrzebujemy.

  2. ~Luika pisze:

    Dziekuje za wszystko….

  3. gabunia76 pisze:

    Bardzo smutna historia. Normalnie mi się krew buzuje jak słyszę o takich bezdusznych potworach. Nie mogę tego pojąć w żaden sposób jak można tak krzywdzić i ranić najbliższych. Trzeba być chyba bez serca niczym taka machina – robot. Nie potrafiłabym tak postępować za żadne skarby świata. Wiem jednak, że Pan Bóg nierychliwy ale sprawiedliwy i ta żona wdowa jeszcze odpokutuje za wszystkie krzywdy i zło, które wyrządziła swojemu nieżyjącemu mężowi oraz innym osobom.

  4. ~flowers28 pisze:

    Jak można być tak podłym od razu widać że jego żona miała go gdzieś. Dobrze że na wyspie miał wsparcie i ktoś przy nim był. Okrucieństwo

    • Maria Alejandra pisze:

      No tą babę interesowały tylko pieniądze nie zdrowie, czy życie męża, to my byliśmy z nim do końca, a nie ona choć powinna, ona miała tylko o wszystko pretensje

  5. ~Ruda Blondynka pisze:

    Bardzo smutna i przykra historia :(.
    Najgorsze jest to że najbliżsi ( z zasady ) nam ludzie potrafią nam sprawić tyle bólu i cierpienia .

    • Maria Alejandra pisze:

      Oj tak smutna i najgorsze w niej to że właśnie najbliższe osoby nie okazały cienia współczucia dla tych, którzy faktycznie cierpieli.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>