Co myślicie o tym jak muzułmanie traktują kobiety?

Mam znajome małżeństwo i czasami to aż mnie świerzbi,

aby coś powiedzieć, ale nie zupełnie chłopu tylko jego żonie,

są z Algierii ona oczywiście w tych ich ciuchach i chusta na głowie,

bo tak zwyczaj karze, a z tego co dowiedziałam się od innych

z ich kraju to zależy od decyzji męża, ale nie o to chodzi,

mają syna 9 lat i córkę 8 lat,

ojciec traktuje oboje równo, czyli nagradza i karze w ten sam

sposób, ale matka brak mi słów synowi wolno wszystko,

córce nic, 2 tygodnie temu urodził się im kolejny syn i córka

nawet nie może się zbliżyć do małego, a synowi nawet

pozwala go karmić.

Czasem mi tak żal tej dziewczynki, ale wygląda na to,

że matka wychowuje ją w taki sposób aby uważała,

że mężczyzna jest najważniejszy i jemu wolno wszystko,

jego należy słuchać, a o żywieniu to już się nie wypowiadam

bo dokładnie przestrzegają religii, mieszkając w kraju

katolickim nie uznają żadnych świąt nawet dla dzieci,

a one nie są w stanie zrozumieć dlaczego inne dzieci

mają tak a one nie :)

Otagowane:  

Na ludzką głupotę chyba nie ma rady :)

Dodano 25 kwietnia 2016, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Muszę to napisać, bo normalnie szlag mnie trafi.

Jakieś dwa tygodnie temu pod naszym domem miał miejsce
wypadek samochodowy z udziałem Guardii Civil czyli w sumie

jednego z główniejszych organów Policji.

O 1.30 w nocy obudził mnie straszliwy
hałas jakby się coś waliło i za moment okropne krzyki.
Nie mieliśmy pojęcia co się stało, a z okna nie bardzo było widać
więc szybko wrzuciliśmy coś na siebie i na dach by zobaczyć
co stało się na ulicy, gdyż bardzo często dochodziło tutaj
do kolizji drogowych.
To co ukazało się naszym oczom to była masakra, ulica pełna

lamentujących ludzi, auto Guardii Civil z rozbitym jednym

przednim światłem stało  przy znaku STOP a jakieś 200 metrów

dalej stał kompletnie  zmasakrowany inny samochód.

Oczywiście z ciekawości zeszliśmy na dół.
Okazało się, że najprawdopodobniej Guardia nie zatrzymała się
na znaku STOP i uderzyła w jadące prawidłowo auto, kierujący
autem młody chłopak nie opanował swojego auta i wpadł

na barierki po  czym dachowali i zatrzymali się na kołach.

Niestety jego kuzyn siedzący na tylnym siedzeniu 21 letni

chłopak zginął na miejscu.
Jednak nie o to mi chodziło, winą marnej widoczności na tym

dziwnym skrzyżowaniu jest wielki klomb z drzewami i palmami
zasłaniający widoczność, ludzie po tym wypadku napisali na
murku otaczającym klomb (około 1 metra do góry) wielkie napisy
FUERA YA czyli wynocha już, a co zrobili drogowcy?
Za pomalowanie żółtych widocznych pasów i wielkiego napisu STOP
na drodze można ich pochwalić jednak 2 dni temu dostawili
barierki murowane, że z koła zrobił się kwadrat i teraz już
kompletnie nic nie widać. Aby skręcić w lewo niestety musimy
wysunąć się na ulicę z pierwszeństwem przejazdu, a co za tym

idzie narazić się na uderzenie przez auto jadące tą drogą.
Mój Pan zazwyczaj jeździ tamtędy, ja zawsze wolałam inną drogą
wjeżdżać do domu, ale teraz sam ma obawy i stwierdził że chyba

będzie  wracał z pracy drugą drogą, aby ominąć teraz

bardziej niebezpieczne  miejsce.

Zamiast poprawić widoczność na skrzyżowaniu by

nie doprowadzić do kolejnej tragedii zrobili coś zupełnie odwrotnego.

Masakra i totalny brak myślenia.

Otagowane:  

Takie tam króciótkie bo mnie zdenerwowali :)

Dodano 15 kwietnia 2016, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Takie cuda to chyba tylko tutaj na Teneryfie się dzieją.

W 2013 roku zmieniałam prawo jazdy na hiszpańskie, dostałam

i owszem, ale po jakimś czasie przez przypadek zauważyłam

że jest tam błąd z datą wydania, wpisali mi datę wymiany

czyli 2003 rok i tym samym ukradli mi ładnych kilkanaście lat

posiadania prawka.

W styczniu przy okazji załatwiania innych spraw zgłosiłam

im tę sprawę faktycznie okazało się, że jest błąd i to z ich winy,

więc wymienią bezpłatnie itd.

dali mi świstek ważny 3 mce i kazali czekać, a dokument

dotrze do domu.

Ważność dokumentu kończy się 21.04 więc już tylko kilka dni,

a mojego prawka ni widu ni słychu więc zadzwoniłam i łaskawie

Pani mi powiedziała, że coś tam jakiś problem, że moja

weryfikacja z Polski już straciła ważność i oczywiście

muszę sobie umówić wizytę i do nich przyjechać.

Szlag mnie trafia na takie podejście,

ale cóż nie mam innego wyjścia jak jechać na drugi

koniec wyspy, aby załatwić sprawę :)

Otagowane:  

Witam serdecznie, wiem ze zaniedbałam Was troszeczkę jednak czasem tak bywa. Nawał obowiązków i kłopoty czasem przytłaczają człowieka, że kompletnie na nic nie ma ochoty.

Otóż mam zamiar opisać całą sytuację ponieważ coś mi śmierdzi i ogólnie próbujemy rodzinnie ja rozwiązać, czy się uda to pokaże czas. Zacznijmy więc od początku, pisałam kilka wpisów wstecz o problemach w jakie wpakował się jeden z moich synów, fakt że wybrnął z tej sytuacji jest faktem, zrozumiał swoje błędy, przeprosił rodzinę i wszystkich tych którzy wyciągali do niego pomocną dłoń, a on ją odpychał żyjąc w innym świecie. Jednak kłopoty musiały go dopaść, gdyż popełnił zbyt wiele błędów za które trzeba zapłacić.

Nawiązując do kłopotów, było to tak w dniu 18.01.2016 pewien chłopak wziął bez pozwolenia kluczyki od auta mojego syna i pojechał sobie na miasto, człowiek ten nie posiadał prawa jazdy i niestety miał pecha i został zatrzymany przez patrol policji, co poskutkowało odholowaniem auta na parking strzeżony bez powiadomienia właściciela, dlaczego policja nie poinformowała właściciela  o zaistniałej sytuacji tego nikt nie wie, ale z tego co zdążyliśmy się zorientować powinni. No cóż nie zrobili tego i dopiero po dwóch miesiącach syn mógł odebrać auto z parkingu, gdyż otrzymał zezwolenie z policji, na zezwoleniu widniała adnotacja: „Koszty holowania i parkowania pojazdu płaci policja” , dokument to druk ścisłego zarachowania podpisany i z pieczęcią komendanta komisariatu. Z tym dokumentem syn jedzie odebrać auto,a tam niestety czeka go niespodzianka, czyli pracownicy parkingu kwestionują wydane zezwolenie i po wykonaniu pewnego telefonu informują syna, aby wrócił na policję tam zostanie mu wszystko wyjaśnione. Chłopak wrócił na komisariat jednak nie otrzymał żadnych wyjaśnień, tylko tyle że kolega się pomylił, wydany dokument zostaje mu odebrany, a w zamian za to dostaje inny tym razem z adnotacją :”Koszty holowania i parkowania pojazdu ponosi właściciel pojazdu”. Teraz pytanie czy policja ot tak sobie mogła zmienić wydane pismo? Oba pisma podpisał komendant komisariatu. Mimo że chłopak podłamany, bo koszty przewyższają zdecydowanie jego możliwości finansowe i wartość tego auta, nie przestajemy walczyć w tym temacie. Zostało złożone pismo z prośba o wyjaśnienie zaistniałej sytuacji i przywrócenie poprzedniej decyzji ciut wyżej bo do komendanta głównego policji w mieście, w chwili obecnej pozostaje czekać na odpowiedź. Jeśli to nic nie da będziemy pisać jeszcze wyżej, policja nie może robić tego na co ma w danym momencie ochotę, za pomyłki też należy zapłacić. Gdy syn dzisiaj składał pismo, dowiedział się jedynie, że po pierwsze powinien zostać powiadomiony o zatrzymaniu auta, a po drugie w takim wypadku koszty powinna ponosić osoba zatrzymana a nie właściciel pojazdu, bo gdyby np ten człowiek miał uprawnienia, a był pod wpływem alkoholu, to co synowi zabraliby prawko czy temu gościowi? Logiczne chyba jest, że temu kto siedział w aucie, a nie temu co był w domu, jednak co będzie to się okaże :) Pozdrawiam serdecznie :)

Otagowane:  

Czytając pewien artykuł na FB przypomniała mi sie pewna historyjka z mojego życia. Niby śmieszna, ale w tamtym momencie to raczej nie było nikomu do śmiechu, wszyscy stali jak osłupieni i nikt nie był w stanie przez pierwszą chwile powiedzieć ani słowa.

O ile dobrze pamiętam to był 1988, w sklepach było niewiele, artykuły takie jak kawa, czekolada czy alkohol sprzedawana w sklepach w danych godzinach, aby ludzie wiedzieli kiedy mogą ustawić się w kolejkach.

Pewnego dnia byłam u mojej teściowej, a że mieszkała w dość nieciekawej okolicy więc i różni ludzie tam mieszkali. W domku obok mieszkała pewna kobieta, która wychowywała swojego wnuka, córka urodziła go mając 17 lat i gdzieś uciekła, dzieciak miał wtedy jakieś 5 lat i ile się nie mylę.

Wybrałam się do najbliższego sklepu gdzie właśnie mieli zacząć sprzedawać kawę i czekoladę no i oczywiście alkohol, ja miałam zamiar kupić kawę i czekoladę dla synka więc spokojnie ustawiłam się w kolejce. Kilka osób przede mną stała sąsiadka mojej teściowej ze swoim wnukiem. W pewnym momencie dziecko bardzo grzecznie prosi : „Babciu kupisz mi czekoladkę?” , a babcia na to to „niestety dziecko nie mam pieniążków” i tak kilka razy chłopczyk nalegał ale babcia stanowczo odmawiała tłumacząc się brakiem pieniędzy. No cóż wiadomo nie wszyscy wtedy mieli dużo pieniędzy, zresztą teraz też wielu ma problemy, ale nie o to chodzi. W pewnym momencie wyraźnie już zdenerwowany chłopczyk wychodzi z kolejki staje na przeciwko babci i krzyczy na cały głos:

” Ty stara kurwo, na chlanie to masz, a dla mnie na kawałek czekolady żałujesz!!!”

Ja osobiście osłupiałam, jak zresztą cała reszta ludzi w kolejce, odrobinę chyba zawstydzona babcia złapała wnuka za rękę i wyprowadziła ze sklepu.

Żal mi osobiście dzieci wychowywanych w takich rodzinach, ale niestety to było, jest i będzie.

Otagowane:  

6 latki w szkole – dobrze czy źle? Moje doświadczenia.

Dodano 23 lutego 2016, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Temat z którym borykają się rodzice dzieciaczków, które w zeszłym roku skończył 6 lat i musiały iść do 1 klasy jak również tych co w tym roku dopiero ukończą 6 lat. Co zrobić? Zostawić dziecko kolejny rok w 1 klasie? Wysłać swojego 6latka do szkoły? Takie pytanie zapewne zadaje sobie wielu rodziców. Postaram się na podstawie moich doświadczeń podsunąć kilka podpowiedzi, a może rad, jeśli ktoś zechce może skorzystać lub też nie. Wiadomo i tak każdy zrobi to co uzna za najlepsze dla swojego dziecka.

Sięgając daleko do tyłu mój najstarszy syn rozpoczął naukę w szkole podstawowej od tzw „zerówki” w wieku 6 lat, do 1 klasy poszedł mając 7 lat i chodził jeszcze całe 8 lat według starego systemu. Zanim poszedł do „zerówki” w szkole od momentu ukończenia 3 lat uczęszczał do przedszkola, więc jakoś sobie radził z nauką.

Kolejny z moich chłopaków niestety do przedszkola nie chodził, bo mama była w domu a on miał totalne uczulenie na przedszkole. Jak każde dziecko w wieku 6 lat poszedł do „:zerówki” po jej ukończeniu bez najmniejszych problemów poszedł do 1 klasy i tutaj zaczął się problem. Dziecko nie znało literek, nie umiało ani czytać, ani liczyć. Generalnie chłopak od urodzenia robił wszystko z niewielkim opóźnieniem. Pod koniec 1 klasy wychowawczyni wysyła dziecko do psychologa, czy może dać promocję do 2 klasy? Opinią psychologa dziecko powinno powtarzać 1 klasę, w wyjaśnieniu czytamy że dziecko nie zostało dobrze przygotowane przez klasę „0″ i nie powinno trafić do klasy 1. Zgodnie z zaleceniami syn powtarza 1 klasę, ale już w innej szkole, ponieważ sama dobrze pamiętam jak jako dzieci śmialiśmy się z taki co powtarzali rok, a co dopiero 1 klasę. Zaliczył spokojnie całą podstawówkę, gimnazjum, szkołę zawodową i średnią teraz wybiera się na studia, ma rodzinę i pracuje.

Trzeci mój syn urodzony w lutym od momentu ukończenia 3 lat uczęszczał do przedszkola, do września w grupie 3 letnie i od września razem ze swoim rocznikiem również w grupie 3 letniej, następny rok normalnie z 4 latkami. Ostatni rok w przedszkolu syn jest w grupie 5  i 6 latków idących programem 6 latka, dziecko wyjątkowo zdolne i bardzo szybko przyswaja podstawowy program zerówki. Chciałam, aby poszedł do szkoły jako 6 latek jednak do tego potrzebna opinia psychologa, więc udajemy się do poradni i tam niestety odmowa. Pani psycholog stwierdza, że dziecko pod względem nauki oczywiście poradzi sobie bez najmniejszych problemów, jednak jest zbyt ruchliwy i nie wysiedzi 45 minut w ławce, więc chciał czy nie chciał syn trafia po raz kolejny do klasy „0″. W szkole więcej problemów niż to warte, Pani nauczycielka mówi, że on nie ma się czego uczyć, ponieważ wszystko już wie i tylko przeszkadza w prowadzeniu zajęć bo jest bardzo ruchliwy, a ona przecież ma gromadkę dzieci do nauczenia. Poszedł do 1 klasy jako 7 latek i radził sobie bardzo dobrze zawsze wyprzedzając inne dzieciaki do czasu kiedy miał ochotę, później trochę „usiadł na laurach” i trzeba było nadrabiać, ale nigdy nie musiał powtarzać klasy.

No i dotarłam do historii mojej najmłodszej pociechy, która przygodę ze szkołą rozpoczęła w wieku 3 lat. Tak właśnie w wieku 3 lat, gdyż taki system nauczania jest w Hiszpanii. Obowiązek nauki jest tu od 6 do 16go roku życia i są to dwa etapy 6 letnia szkoła podstawowa i 4 letnie gimnazjum. Nauka w najmłodszej grupie 3-5 lat nie jest obowiązkowa jednak korzysta z niej 90% dzieci. Pierwszą przygodę rozpoczynają dzieci które w danym roku kończą 3 latka i idą do szkoły, gdzie uczą się współpracy z innymi dziećmi, pierwszych cyferek i literek, oczywiście wszystko czego uczą się te dzieci jest w formie zabawy, ale te maluszki wiedzą, że aby się uczyć należy siedzieć przy stoliku i słuchać swojej Pani. Kończąc tą grupę każde dziecko potrafi napisać swoje imię, zna cyferki 1-3 i samogłoski. Następnie jest grupa 4 i 5 latków które się bawią i uczą tego wszystkiego co dzieci w Polsce w klasie zero. Cały program nauki jest rozłożony na 3 lata, dzieciaczki mają swoje książki i zeszyty dostosowane do wieku. 90% dzieci opuszczających „Infantil” czyli najmłodszą grupę nauczania umie czytać i pisać. Dodam jeszcze, że nauka jest na terenie szkoły podstawowej i jest bezpłatna, dzieci przebywają w szkole tak samo jak i uczniowie szkoły podstawowej od 9.00 do 14.00. Rozpoczynając obowiązkowy etap nauki wszystkie dzieciaki mają 6 lat jednak bardzo dużym plusem jest to, że cała grupa dzieci razem rozpoczyna naukę w podstawówce zmienia się tylko nauczyciel.

Moim zdaniem Polska nie jest gotowa na naukę tak małych dzieci w szkołach, gdyż niestety większość z tych dzieci nie ma możliwości uczęszczania do przedszkoli. 3 latek szybciej poradzi sobie z rozstaniem z mamą niż takie dziecko 5-6 lat pozostawione nagle i zmuszone do nauki ogromnej ilości materiału. Wiem ile w tej chwili dzieci w Polsce muszą opanować materiału gdyż mój syn oprócz tego, że tutaj uczęszcza do 3 klasy uczy się również w Polskiej Szkole Internetowe, udało mu się zdać egzamin z 1 klasy, ale szczerze wątpię aby zaliczył drugą gdyż to już jest dla niego zbyt trudne jeśli nie posługuje się tym językiem przez cały czas, sama rozmowa z mamą i tatą w domu to zdecydowanie za mało. Pomimo moich starań w nauczaniu go języka polskiego widzę, że ma z tym ogromny problem choć się bardzo stara.

Mam nadzieję, że tym wpisem pomogę podjąć niektórym rodzicom rozsądną decyzję odnośnie swojego dziecka.

Otagowane:  

Wynajęć mieszkanie na Teneryfie, czy to łatwe?

Dodano 13 lutego 2016, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Wczoraj na stronie FB została poruszona kwestia wynajęcia mieszkania na Teneryfie i oczywiście jak zawsze zdania są podzielone do tego jak, gdzie za ile itp. Chciałabym odrobinkę przybliżyć Wam te kwestię jak to wygląda od wewnątrz, gdyż są ludzie którzy twierdzą iż nie ma z tym problemu, a sprawa wygląda zupełnie inaczej.

Jeżeli wybieramy się na wakacyjny pobyt na Wyspie faktycznie nie ma żadnego problemu z wynajęciem apartamentu czy pokoju w Hotelu, jednak ceny są dla turystów i kształtują się mniej więcej od 25 euro w górę nawet do 100 euro za dobę w zależności od tego gdzie, co jest wliczone w cenę pokoju czy apartamentu, a przede wszystkim od regionu.

W północnej części wyspy łatwiej znaleźć w miarę tanie lokum, jednak w okresie zimowym tamten rejon jest zdecydowanie zimniejszy niż południe. Istnieją portale internetowe, gdzie można szukać lokali do wynajęcia w języku polski jak i hiszpańskim, można oczywiście zarezerwować sobie pobyt w Hotelu jednak jest to najdroższa opcja choć nie zawsze istnieją hotele oferujące tanie pokoje, bez innych udogodnień, bez wyżywienia, mogą oferować dostęp do wifi i basenu bo takie atrakcje są zazwyczaj w każdym z hoteli bądź apartamentowcach.

Problem z wynajęciem mieszkania pojawia się, gdy chcemy wynająć taniej na dłuższy okres czyli po prostu zamieszkać na wyspie. jeżeli nasz pobyt ma trwać tylko kilka miesięcy i potraktujemy go jako wypoczynek wiadomo jesteśmy wtedy w stanie zapłacić od razu za cały okres wynajmu mieszkania, w takiej sytuacji nie napotkamy większych wymogów wystarczy nasz dokument tożsamości i pieniądze. Będzie to wtedy cena trochę niższa niż wynajmowanie na kilka czy kilkanaście dni, ale zapewne nie będzie to kwota niższa niż 500 euro miesięcznie.

Natomiast jeśli zamierzamy zamieszkać na wyspie, żyć i pracować nie posiadając większej ilości gotówki niestety znalezienie mieszkania graniczy z cudem, gdyż w tym momencie właściciele mieszkań czy też agencje pośrednictwa wymagają od najemcy: numeru NIE (Numer Identyfikujący Obcokrajowca), kontraktu o pracę, 3 wsteczne nominy (czyli kwitki z wypłaty), minimum jednomiesięcznej kaucji i coraz częściej 6 -12 miesięcznej gwarancji bankowej bez spełnienia tych wymogów znalezienie mieszkania jest prawie niemożliwe.

Ja osobiście chcąc zmienić mieszkanie szukałam go przez blisko 2 lata, gdyż w tamtym momencie, ani ja ani mój partner nie posiadaliśmy umowy o pracę, co od razu blokowało wynajęcie jakiegokolwiek mieszkania, po wielu poszukiwaniach przez przypadek udało mi się znaleźć interesujące nas mieszkanie w cenie która nam odpowiadała. Dlaczego piszę przypadkiem, otóż w mieszkaniu w którym mieszkam od roku mieszkała pewna Pani, która ukradkiem opuściła je wstawiając ogłoszenie o wynajęciu mieszkania na portal z ogłoszeniami, właściciel mieszkania był bardzo zdziwiony tym że jego własne mieszkanie jest do wynajęcia, gdyż uważał że jest zajęte, owa Pani była mu winna za ostatnie 3 miesiące wynajmu i wbrew wszystkiemu ucieszył się, że od razu znalazł kogoś na jej miejsce. Człowiek uczciwy zgodził się na nasze zamieszkanie od zaraz bez wymagania żadnych dokumentów choć troszeczkę kosztowało to trudu, aby przedstawić mu naszą sytuację, którą mimo wszystko zrozumiał i zaufał na słowo, jak do tej pory nie ma z nami problemów gdyż dla mnie zapłacenie rachunków jest najważniejsze. Jedyną rzeczą, która mnie bardzo zastanowiła w ogłoszeniu opublikowanym przez ową Panią było to, że właściciel nie żąda kaucji, ja jednak byłam przygotowana na to że tak czy inaczej trzeba ją wpłacić. Mieszkam już rok, płacę tylko 360 euro miesięcznie za wszystko (prąd i woda wliczone w cenę), a jest to wyjątkowo mało za mieszkanie składające się z dwóch sypialni, salonu z kuchnią , łazienki, balkonu, komórki na dachu (w której znajduje się pralka, miejsce do suszenia prania też na dachu) i miejsca w podziemnym garażu na auto.

Mam nadzieję, że tym wpisem choć odrobinę przybliżyłam Wam możliwości wynajęcia mieszkania na Teneryfie.

Otagowane:  

Legenda legendą, a fakty faktami…

Dodano 11 lutego 2016, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Każdy kraj, każe miejsce ma związaną ze sobą jakąś legendę, Teneryfa ma ich sporo jedną z takich legend jest to ,że najwyższy szczyt w całej Hiszpanii znajdujący się właśnie na Teneryfie – wulkan Teide wybucha raz na 100 lat. Ostatnia erupcja wulkanu miała miejsce w 1909 roku więc czas najwyższy, aby się uaktywnił i właśnie w dniu dzisiejszym został ogłoszony Czerwony alarm (czyli najwyższy) zagrożeniem wybuchu wulkanu.

Jeszcze nie ogłoszono ewakuacji żadnego miejsca na wyspie, na razie to jedynie ostrzeżenia, choć już tydzień temu ludzie czuli zapach siarki na północnej stronie wyspy. Jak się sprawa potoczy to czas pokaże, ja osobiście mam nadzieję, że nie dojdzie do silnej erupcji i żadne z miasteczek nie ucierpi bo zapewne jak wszystkim wiadomo erupcji wulkanu towarzyszy trzęsienie ziemi, więc nikt nie wie czego możemy się spodziewać.

Teneryfa jest piękną, malowniczą wyspą, ale fakt faktem jest to wyspa powulkaniczna i znajduje się na niej największy wulkan Hiszpanii, widoki gór stworzonych po erupcji wulkanu są cudowne, ale…. zawsze jest jakieś ale.

Oto kilka faktów zaczerpniętych z bloga wulkanyswiata.blogspot.com

 






Z racji tego, że w grudniu wybieram się na Teneryfę by wspiąć się na Pico del Teide i porobić nieco fotek co nieco o aktywności wulkanu rzucającego największy cień na świecie.

Nazwy aktywnych otworów erupcyjnych Teide w czasie jego erupcji:

Boca Cangrejo 1492
Siete Fuentes i Fasnia w 1704 i 1705
Montaña Negras 1706
Narices del Teide bądź Chahorra 1798
El Chinyero 1909

Trwająca 9 dni erupcja w 1706 roku z otworu erupcyjnego Montaña Negras doprowadziła do zagłady miasto portowe Garachio i zniszczyła kilka wiosek. W 1798 roku doszło do ostatniej erupcji w kalderze Las Cañadas z otworu erupcyjnego Narices del Teide albo Chahorra na zachodnim zboczu Pico Viejo. Trwała ona od 9 czerwca do 8 września 1798 roku. Lawy z tej erupcji można zobaczyć przy drodze Vilaflor – Chio. Wielka kaldera Las Cañadas o wymiarach 16 x 9 km znajdująca się na wysokości 2000 metrów nad poziomem morza została utworzona w wyniku potężnej erupcji eksplozywnej około 160 000 lat temu. Wierzchołki Teide (3718 m) i Pico Viejo (3134 m) znajdują się w północnej części kaldery. W 2003 roku miał miejsce wzrost aktywności sejsmicznej Pico del Teide, co świadczy o tym, że wulkan ten drzemie. Aktywne fumarole w centralnym kraterze Teide emitują dwutlenek siarki i inne gazy np. siarkowodór. Ostatnia erupcja Pico del Teide miała miejsce w dniach 18-27 listopada 1909 roku z jego północno-zachodniego zbocza – utworzony został 80-metrowy stożek scorii na El Chinyero (1604 m), z którego zaczęła wypływać lawa.

Tyle na temat erupcji, przedstawię Wam jeszcze krótki opis wikipedii, bo choć mogłabym pisać sama ale musiałabym napisać to samo.

Pico del Teide – szczyt wulkaniczny położony na wyspie Teneryfie (Wyspy Kanaryjskie). Szczyt ten o wysokości 3718 m n.p.m. i wysokości od dna morza około 7500 metrów jest najwyższym szczytem w Hiszpanii i najwyższym szczytem na jakiejkolwiek atlantyckiej wyspie. Jest to typowy stratowulkan. Na wysokości około 2000 m n.p.m. rozłożone są równiny zwane cañadas. Teren ten ukształtowany jest przez działalność wulkanu – pokrywają go bazaltowe, pumeksowe i obsydianowe formacje skalne, a przez całą długość zbocza wulkanicznego stożka ciągną się zastygłe strumienie lawy. Jest to wulkan czynny. Wulkan wraz z otoczeniem, łącznie z całą kalderą Las Cañadas jest chroniony w Parku Narodowym Teide.

I na koniec jeszcze jedna z legend dotycząca el Teide.

Teide (Echeyde) była świętą górą Guanczów i siedzibą bogów, podobnie jak Olimp dla starożytnych Greków. Według legendy demon Guayota porwał Mageca (boga światła i słońca) i uwięził go pod wulkanem, pogrążając świat w ciemności. Guanczowie błagali najwyższego boga Achamána o pomoc. Achamán zwyciężył Guayotę, zatkał nim wylot krateru i uwolnił Mageca. Od tej pory, kiedy Guayota próbował wydostać się w czasie erupcji wulkanu, Guanczowie palili wielkie ogniska, aby go przestraszyć. Guayota zwykle występował pod postacią czarnego psa, któremu towarzyszyły inne demony. Guanczowie wierzyli, że Teide sięga do nieba. W wielu niedostępnych miejscach znaleziono kamienne narzędzia i ceramikę. Przypuszczalnie były to dary przebłagalne dla złych duchów, które mieszkały na górze.

Otagowane:  

Na szczęście skończyło się na strachu….

Dodano 7 lutego 2016, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

     Dzień jak co dzień, nic się w sumie nie działo do wieczora. wybraliśmy się na zakupy, gdy byliśmy już w ostatnim sklepie nagle zadzwonił telefon, koleżanka szuka swojej mamy. Przerażona od kilku godzin nie ma z nią kontaktu, mówiła że idzie do pracy, gdzie nie dotarła, prosi nas o pomoc w dostaniu się do mieszkania swojej mamy bo nie wiadomo czy przypadkiem nie ma jej w środku.

           Wsiadamy w samochód i jedziemy do miejsca gdzie mieszka (również nasza znajoma) mama mojej koleżanki, na miejscu mąż dziewczyny już rozmawia ze strażą pożarną, z policją. No cóż moim zdanie troszeczkę się pospieszyli, ale wiadomo każdy by się martwił, piesek sam w domu, gdzie nigdy nie zostawiała go na długo samego, telefon dzwoni w domu, a drugi telefon nie odpowiada, obdzwonili już wszystkich znajomych i nikt nic nie wie.

          Po kilku minutach przyjeżdża straż pożarna i policja, rozpoczyna się akcja dostania się do mieszkania zaginionej. Na ośrodku (zamknięty ośrodek z mieszkaniami prywatnymi) zbiegowisko, wszyscy ciekawi co mogło się stać, gdyż jakieś dwa tygodnie temu na tymże ośrodku w pożarze zginęła matka z córką. Straż próbuje wyciąć kratę z okienka prowadzącego do łazienki, policja spisuje dane, po chwili zjawia się również karetka w razie czego. Zbiegowisko na całego, a w sumie nie wiadomo co się stało i czy coś w ogóle się stało.

          Moja koleżanka ciągle jeszcze próbuje dodzwonić się do jednej znajomej swojej mamy, która do tej pory nie odbierała telefonu jak i również na drugi telefon swojej mamy i w pewnym momencie ktoś odbiera telefon. Nie wiemy o czym rozmawia i z kim, ale mój partner podsłuchał, że ponoć była z nią 5 minut temu, szybka przybiega pod drzwi gdzie strażacy przecinają śruby od krat, aby poinformować ich by przestali, bo jest, znalazła się!

          Akcja ratownicza przerwana wszyscy rozchodzą się do domu, a my czekamy na winowajczynię tego całego zamieszania, po 20 minutach dociera do swojego domu i jakby jeszcze miała pretensje do wszystkich, po prostu zapomniała telefonu, a drugi pożyczyła koleżance i nie chciało jej się wracać do domu, do pracy nie dotarła bo gościa nie było w domu (sprząta w mieszkaniach), a ze spotkała znajomą to sobie poszły do baru na kawkę i spokojnie siedziały kilka godzin, nie zdając sobie sprawy co się dzieje.

          Teraz wspominając tą chwilę wszyscy się z niej śmiejemy, ale ile strachu wszystkim napędziła tego się nie da opisać, gdyż nie jest już najlepszego zdrowia, ma problemy z sercem i nawet tego dnia nie czuła się najlepiej. Po tej całej akcji dała już drugie klucze do mieszkania córce, tak na wszelki wypadek.

Otagowane:  

To może przydażyć się każdemu z nas – rodziców!

Dodano 3 lutego 2016, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

     Bardzo długo zastanawiałam się czy dodać ten wpis czy nie, jednak w końcu zdecydowałam że napiszę dlaczego tak długo nie dodawałam nic konkretnego, dlaczego nie czytałam innych blogów.

Otóż wszystko zaczęło się jakieś dwa miesiące temu, zaczęły do mnie dochodzić słuchy, że coś złego dzieje się z jednym z moich synów, że rozstał się z dziewczyną z którą mieszkał od 4 lat, że wyprowadził się nie wiadomo gdzie i że wpadł w nieciekawe towarzystwo. Nie bardzo chciało mi się w to wierzyć, gdyż zawsze uważałam chłopaka za bardzo rozsądnego i myślącego realnie.

     Pewnego wieczoru jednak okazało się, że to wszystko prawda, a co gorsze to najprawdopodobniej oprócz tych wszystkich złych wiadomości to nie dość, że wyprowadził się do jednej z najgorszych i najniebezpieczniejszych dzielnic Torunia to jeszcze zaczął brać narkotyki. To ostatnie to jednak było tylko podejrzenie, a nie sprawdzony fakt, szczerze ciężko mi było w to wszystko uwierzyć. Dziewczyna mojego syna była załamana, nie wiedziała co robić, jak mu pomóc wydostać się z tej sytuacji, poprosiła mnie o pomoc. Jednak w sumie cóż ja mogę na odległość?

      Rozmawiając z synem poprzez Facebooka wyczuwałam w jego głosie dziwne zachowanie, również podczas pisania jego wypowiedzi były niespójne, chaotyczne i czasami pozbawione sensu. Na każdą moją, nawet najmniejszą krytykę zaraz się obrażał.

Postanowiłam zafundować mu wycieczkę do mamy, na Teneryfę. Jak postanowiłam tak i zrobiłam kupiłam bilet w obie strony na 10 dni, aby go rozgryźć, aby się czegoś dowiedzieć, aby w jakikolwiek sposób pomóc.

Przyleciał, po pewnych problemach z dotarciem na lotnisko ale to mało ważne, najważniejsze że był. Ucieszyłam się bardzo choć na dzień dobry o mało nie poznałam syna, wychudzony, zakatarzony dosłownie cień człowieka, jednak on twierdził że wszystko jest w porządku i że przed wyjazdem pogodził się ze swoją dziewczyną, że wszystko już zrozumiał i teraz już będzie tylko dobrze. Zbił mnie tymi słowami z tropu, więc nie drążyła tematu ponieważ każdego wieczoru bardzo długo i  normalnie rozmawiał ze swoją dziewczyną za pomocą skypa, byłam zadowolona, że wszystko wróciło do normy. Widać było, że jest szczęśliwy i nie może doczekać się powrotu do ukochanej, ale jak się później okazało to wszystko było chyba tylko na pokaz, aby mama nie marudziła, aby nie drążyła tematu.

Po 10 dniach chłopak wrócił do Polski przez jeden dzień wszystko było super, jednak następnego dnia pojechał niby po swoje rzeczy i już nie wrócił, łaskawie napisał tylko smsa do dziewczyny, że to koniec. W tym czasie ja z moim partnerem i najmłodszym synkiem byliśmy w Szkocji i w sumie niewiele mogłam zrobić, na dniach mój starszy syn z żoną i córeczką mieli wyruszyć do nas na Teneryfę więc też nic nie mógł poradzić na zachowanie młodszego brata.

Wróciliśmy z wycieczki do domu gdzie czekała już na mnie rodzina, cieszyła się bardzo z nadchodzących świąt i z tego że spędzę je razem z wnusią i jej rodzicami, ale jednak nie przestawałam się martwić o młodszego chłopaka. Co będzie robił na święta? Czy się ogarnie i wróci do mimo wszystko czekającej  na niego dziewczyny? Pytania i brak odpowiedzi nie dawały mi spokoju, tym bardziej że z Polski wcale nie było ciekawych wiadomości.

Nadeszły święta, mój syn obrażony na cały świat, nie zauważał życzeń mu składanych twierdząc, że wszyscy o nim zapomnieli. Doniesienia o tym, że bierze narkotyki stawały się coraz bardziej pewne, a ja popadałam w coraz większą nostalgię i taką jakby niemoc, przecież nie mogłam nic zrobić, w żaden sposób pomóc.

  Nadszedł czas kiedy dzieciaki musiały już wracać do domu czyli ostatni dzień starego roku, mój młodszy syn informuje mnie że tę noc ma zamiar spędzić ze swoją dziewczyną, ale co się jednak okazuje tak się nie stało. Po raz kolejny mnie okłamał, choć przedtem nigdy tego nie robił, zawsze był szczery i uczciwy.

Nowy rok przynosi tragiczne wiadomości, podobno został złapany w sklepie na kradzieży choć oczywiście wszystkiego się wypiera, na domiar tego wszystkiego dostaję wiadomość że rozbił samochód, gdzie za miastem dachował i wylądował w rowie. Jedyną dobrą w tym wszystkim wiadomości to było to, że nikomu nic się nie stało podczas tego wypadku. Po tym wypadku wrócił mieszkać do swojej dziewczyny, jednak jego zachowanie wymagało wiele do życzenia, znikał gdzieś na całe dnie, dom traktował jak stołówkę i hotel mimo to jego dziewczyna miała anielską cierpliwość, aby to wszystko znosić gdyż bała się o niego, aby nie zrobił nic głupiego.

     Pewnego dnia pojechał do „kolegów” najprawdopodobniej po pieniądze na ratę w banku (gdyż był na tyle głupi iż pobrał coś dla kolegów na raty) i co się okazało to nie dość, że nie dadzą mu żadnych pieniędzy, że sam ma się martwić o swoje kredyty to jeszcze go pobili i zniszczyli auto, który na dodatek wracając do domu (za zbite lusterka i światła) dostał mandat jakby mało miał na głowie. Jednak jakby to większość powiedziała „ma czego chciał” albo „a nie mówiłam”.

Po tej nauczce, którą otrzymał od swoich pseudo kolegów chyba coś dotarło do tej opustoszałej głowy, zaczął myśleć jednak powoli, przestał jeździć nie wiadomo gdzie, przestał brać jakiekolwiek narkotyki (przynajmniej na to wskazuje zachowanie i wygląd), w ciągu tygodnie znalazł pracę na razie na umowę 3 miesięczną, a czy przedłużą to zależy już tylko od niego. Od tygodnia pracuje i widać, że próbuje naprawić swoje błędy, jednak mimo wszystko twierdzi że był zbyt dobry, nie widzi w sobie winy, a to źle niestety. Mam jednak nadzieję, że z czasem wróci ten kochany i rozsądny chłopak który wyjechał z Teneryfy, aby zamieszkać z dziewczyną w Polsce.

Tak w wielkim skrócie opisałam problem który mnie dotknął, a nigdy nie przypuszczałam że właśnie mnie może spotkać coś takiego, teraz jednak myślę że każdego może to spotkać nawet jak się najbardziej dba o dzieci.

Otagowane:  
Otagowane:  

El Teide, najwyższy szczyt Hiszpanii.

Dodano 14 stycznia 2016, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Dzisiaj przybliżę Wam odrobinę piękne widoki na najwyższy szczyt Hiszpanii El Teide, czyli fotki z wyprawy do podnóży wulkanu. Na zdjęciach można również zobaczyć 3 pozostałe wyspy należące do prowincji Santa Cruz de Tenerife czyli La Palma, La Gomera i El Hierro. Widok na którym widzimy dwa wzgórza to La Palma, najbliżej położona wyspa to La Gomera a tuż za nią widoczna jest najmniejsza z wysp kanaryjskich El Hierro, którą bardzo rzadko można zobaczyć gdyż musi sprzyjać temu pogoda, a zazwyczaj coś blokuje ten widok. Może zdjęcia nie są  najlepszej jakości, jednak mam nadzieję, że spodoba Wam się ta króciutka wycieczka.

11140029_941800895868003_341342886593126880_n 12295497_941800872534672_5967695487647657032_n 12299185_941801469201279_1522912996891387381_n 12299311_941801515867941_3775729234808663604_n 12301584_941801492534610_2945209412291308035_n 12308418_941801449201281_4655852753714903330_n 12310625_941800765868016_6007757791260955950_n 12316519_941801185867974_8493175284318802327_n 12341207_941801425867950_2807643924012978774_n 12342284_941800845868008_9015374670077781051_n 12342422_941801045867988_7074176864111406974_n 12342508_941800815868011_1585263550993025781_n 12342541_941801402534619_1792193594457802030_n 12346486_941801535867939_2428977291527183196_n 12348126_941800785868014_1990654404361100378_n DSCN0383 DSCN0385 DSCN0400 DSCN0407 DSCN0409 DSCN0410 DSCN0413 DSCN0415 DSCN0416 DSCN0417 DSCN0418 DSCN0419 DSCN0422 DSCN0425 DSCN0429 DSCN0430 DSCN0431 DSCN0432 DSCN0433 DSCN0434

Otagowane:  

Szkocja, kilka fotek z mojej wyprawy…

Dodano 13 stycznia 2016, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Ostatnimi czasy jakoś nie mam natchnienia do pisania, ostatnie wydarzenia i problemy zbytnio mnie przytłoczyły, być może zbiorę się i opisze mój obecny problem jednak dzisiaj chciałabym Wam pokazać przepiękne widoki Szkocji

DSCN0586 DSCN0579

DSCN0570 DSCN0568 DSCN0565 DSCN0552 DSCN0551 DSCN0550 DSCN0549 DSCN0541 DSCN0536 DSCN0533 DSCN0531 DSCN0530 DSCN0528 DSCN0525 DSCN0507 DSCN0495

Otagowane:  

Kilka chwil wspomnień z grudniowych wojaży…..

Dodano 4 stycznia 2016, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Witam serdecznie po długiej przerwie, zaniedbałam bloga przez ostatni miesiąc jednak miałam bardzo ważne powody. Tak jak pisałam w przedostatnim moim wpisie grudzień miał być bardzo intensywnym miesiącem w moim życiu i oczywiście był.

Pierwsze dni tego miesiąca spędziłam z jednym z moich starszych synów na zwiedzaniu tego pięknego miejsca w którym mieszkam czyli Teneryfy, którą niby znam jednak każda wycieczka daje nowe wrażenia gdyż jest to cudowne miejsce i na każdym kroku odkrywa swoje uroki bez względu na porę roku. Między innymi odwiedziliśmy podnóża najwyższego szczytu w Hiszpanii, wulkanu Teide, a że trafiliśmy na piękna pogodę nie musieliśmy ubierać się jak z zimowej scenerii, wystarczyła jakaś bluza z długim rękawem. Przepiękne widoki, miejsca w których nakręcane były sceny do różnych filmów, gdyż momentami jest to sceneria pustynna jak z innej planety, skały, pagórki i szczyty. Z punktów widokowych mogliśmy podziwiać z daleka zarysy pozostałych wysp czyli La Palmy, La Gomery i El Hierro były wyjątkowo wyraźne co nie zdarza się zbyt często.

Czas wizyty mojego syna szybko zleciał i niestety musiał wracać do Polski, a my wybraliśmy się w planowaną podróż do Szkocji, gdzie spędziliśmy całe 7 dni, ale to bardzo mało by można było docenić piękno tego miejsca. Mój partner zakochał się w krajobrazie pięknej i zielonej Szkocji, mnie również bardzo spodobały się widoki i historyczne miejsca które udało nam się odwiedzić.

Nie mieliśmy zbyt wiele czasu na zwiedzanie, bo co to jest 7 dni z czego 2 spędziliśmy na podróży, jednak udało nam się obejść Edynburg, zobaczyć zamek i pałac królowej, górę Króla Artura i kilka innych cudownych miejsc. Największą atrakcją, którą zobaczyliśmy na żywo była przeprawa w Falkirk, o której wiedzieliśmy i widzieliśmy tylko w telewizji. Odwiedziliśmy też monument Williama Wallace i jego okolice. Pogoda wyjątkowo nam sprzyjała, jak na tę porę roku było wyjątkowo ciepło i słonecznie, choć i deszczowa aura nas nie ominęła.

Jednak wszystko co dobre szybko się kończy i czas było wracać do domu, gdzie czekała już na nas rodzina, czyli mój drugi syn z żoną i moją jedyną ukochaną wnusią, ale o tym następnym razem.

Nie umiem zbyt pięknie opisywać widoków i krajobrazu, ale mam nadzieję że choć odrobinkę udało mi się przekazać. Tymczasem pozdrawiam wszystkich i obiecuję od tej pory już systematyczne zaglądanie tutaj i na wasze blogi kochani.

Otagowane:  

Szczęśliwego Nowego Roku!!!!!

Dodano 28 grudnia 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Tak bardzo szybko tylko życząc szampańskiej zabawy sylwestrowej choć już po świętach i pewnie wszyscy szczęśliwi i zadowoleni. Wracam zaraz w Nowym Roku i życzę wszystkim aby ten nowy 2016 był lepszy od mijającego!!

Otagowane:  

Działo się wiele, a będzie się dopiero działo….

Dodano 25 listopada 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Troszeczkę długo mnie nie było, zaniedbałam wszystko, ale cóż czasami i tak bywa, że sie nie ma czasu na nic. Działo się wiele, goście nie byli długo, ale czas spędzaliśmy intensywnie na krótkim zwiedzaniu i plażowaniu bo pogoda mimo że mamy listopad to jest piękna, 23 stopnie w cieniu a o słońcu to już nie wspominam, wieczory spędzaliśmy oczywiście na dyskusjach i popijawie jak to bywa przy takich wizytach, a że ze mnie taki wielki pijak, że jak wypije jedno piwo to mam dość więc nawet nie mogłam im dotrzymać tępa, ale jak to faceci potrafią w siebie wlać sporo. Goście się wygościli i pojechali.

Po ich wyjeździe niestety dopadła mnie jakaś choroba i chciał czy nie chciał musiałam iść do lekarza, ale na szczęście już jest dobrze. Na domiar złego nagromadziło się mnóstwo pracy, którą musiałam ogarnąć i dopiero dzisiaj znalazłam chwilkę, aby na spokojnie usiąść do komputera.

Natomiast grudzień, oj będzie się działo i nie wiem czy uda mi się wygospodarować choć jeden dzień na jakiś wpis, może taki szybki z życzeniami świątecznymi, bo zaplanowany jest praktycznie calusieńki.

Tak więc 3 grudnia przylatuje do mnie z Polski najmłodszy z moich starszych synów i będzie z nami do 12 grudnia. 13 grudnia mamy chwilkę spokoju, ale już 14 grudnia całą naszą trójką ruszamy do Szkocji na krótkie wakacje przedświąteczne i wracamy 21 grudnia. Jednak to nie wszystko, w czasie gdy będziemy w Szkocji, dnia 17go grudnia przylatuje na Teneryfe, mój kolejny syn z żoną i moją wnusią i zostaną z nami do końca roku, niestety tak wyszło, że 4 dni będą musieli się ugościć sami, ale na szczęście mam tu kilka zaufanych osób, które się nimi zajmą w tym czasie.

Tak więc, w tym roku święta spędzę razem y wnusią i jej rodzicami i wierzę, że będą wesołe i szczęśliwe!!

Pozdrawiam wszystkich serdecznie!!

Otagowane:  

Krótki odpoczynek, a może intensywne spędzanie czasu?

Dodano 10 listopada 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Coś ostatnio brak mi czasu na pisanie, ale tez i przeglądanie blogów, ale obiecuję że od następnego tygodnia będę nadrabiać zaległości. Dlaczego dopiero za tydzień, zapytacie. Ano bo od jutra mam full hause, czyli goście, goście i tak przez cały tydzień, będziemy gościć znajomych ze Szkocji więc raczej nie znajdę czasu na nic, a teraz no cóż, ogarniam chatę przed przybyciem gości, przecież jakoś musi wyglądać, a przez ostatni nawał pracy, nawet w sprzątaniu lekkie opóźnienia, czasem tak bywa niestety.

Pozdrawiam wszystkich serdecznie i wracam za tydzień!!

Otagowane:  

Życie na Teneryfie w małej pigułce…

Dodano 5 listopada 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Wycieczki, zwiedzanie różnych zakątków świata jest świetna rozrywką podczas wypoczynku od dnia codziennego, jednak nie każdy może sobie pozwolić na takie wojaże, za względu na zasobność portfela.
Polacy w większości myślą, że jeśli już się mieszka i pracuje za granicą to stać Cię na wszystko i często się dziwią, dlaczego nie możesz pomóc rodzinie? Dlaczego tak rzadko bywasz w kraju? I inne tego typu pytania.
Życie w obcym kraju wcale nie jest takie piękne jakby się wydawało na pierwszy rzut oka. Bez względu na to gdzie jesteśmy, gdzie mieszkamy wszędzie trzeba pracować, gdzieś mieszkać i jeść, a to wszystko kosztuje i to nie mało.
Hiszpania jest krajem do którego możemy się udać tylko po to, aby tutaj pracować i żyć. Przy normalnej pracy zwykłego szarego człowieka nie ma możliwości odłożenia pieniędzy, aby pomagać komukolwiek. Od 7 lat zarówno w Hiszpanii jak i prawie na całym świecie mamy „kryzys gospodarzy” czego największym skutkiem jest brak pracy, a co za tym idzie podstawowych środków do życia.
Mieszkam od 8 lat w Hiszpanii (z czego 4 na kontynencie i 4 na Teneryfie) i tak się złożyło, że tylko przez rok ja i mój partner razem mieliśmy normalną pracę, później tak się namieszało, że albo ja albo on, teraz pracujemy oboje, jednak tak naprawdę to tylko mój partner zarabia, ja pracuję tylko na 1/4 etatu więc moje wynagrodzenie jest minimalne, jednak dajemy radę zapłacić za wynajęte mieszkanie, utrzymać samochód i godnie żyć. Owszem ciężko jest mi uzbierać pieniądze na wyjazd do Polski, bo wbrew pozorom koszt jest wysoki.
Sam przelot tam i z powrotem dla jednej osoby to minimum 300 euro, do tego pobyt w Polsce sami wiecie ile kosztuje, a nie chciałabym nigdy być na utrzymaniu dzieci. Powiecie co to jest 300 euro, otóż zapewne zdziwi Was to że hiszpańskie pensje dla normalnych pracowników wahają się w granicach 800-1200 euro. Wiem na polskie warunki to bardzo dużo, jednak z tej pensji muszę zapłacić za mieszkanie 400 euro, telefony i inne media to 100 euro i przy najniższej pensji zostaje 300 euro na paliwo, jedzenie i inne rzeczy.
Jeśli uda się zarobić więcej powoli się odkłada, bo przecież nie tylko rachunki i jedzenie są potrzebne jak w każdym domu.
Jeżeli ktoś myśli, że na dziecko dostajemy jakieś ogromne pieniądze to jest w błędzie, zasiłek rodzinny (to jedyne świadczenie) na dziecko powyżej 3go roku życia wynosi 290 euro rocznie i jest płatne w dwóch ratach, w styczniu i w lipcu i przyznanie go jest ograniczone dochodami rodziny.
Faktem jest, że dzieci mają zagwarantowana bezpłatną naukę od 3 do 16go roku życia, jednak przybory szkolne i większość książek muszą kupić rodzice, w większości szkół na Teneryfie obowiązuje strój szkolny, gdzie jeden komplet kosztuje około 50 euro, a co to jest jeden komplet dla np. 8 latka.
Szkoły średnie również są bezpłatne i można jeszcze uzyskać dofinansowanie na podręczniki, dojazdy itp.
To może byłoby na tyle odnośnie zwykłego życia na Teneryfie.
P.S. Ja za swoje mieszkanie płacę wyjątkowo mało, gdyż ceny wynajmu mieszkań kształtują się na poziomie 500 – 2000 euro, a czasem i więcej w zależności od regionu i standardu mieszkania, aby wynająć domek z basenem i innymi wygodami niestety trzeba „słono” zapłacić.

Otagowane:  

Jak zostać obywatelem Hiszpanii? Czy to proste?

Dodano 4 listopada 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Witam serdecznie po Świętach i czasie zadumy, dzisiaj zamierzam Wam krótko przedstawić jak otrzymać obywatelstwo hiszpańskie, a wbrew pozorom nie jest to takie łatwe.

Ostatnie dni spędziłam na przygotowaniach do egzaminu ze znajomości historii, geografii, polityki i ogólnych spraw w Hiszpanii, generalnie należy zdać 2 egzaminy, aby móc składać wniosek o nadanie obywatelstwa. Jeden jak już wspomniałam, a drugi ze znajomości języka na poziomie zrozumienia czytania i pisania, oraz wyciągania wniosków z tekstu pisanego i słuchanego. Może się Wam wydawać to bardzo łatwe dla kogoś kto posługuje się językiem bez problemów, ale to nie prawda.

Pierwszy egzamin zawiera 25 pytań, gdzie minimum na 15 trzeba odpowiedzieć poprawnie, a cały zestaw przygotowany przez Instytut Cervantes to 300 pytań, powiedzmy że po 2 dniach nauki oczywiście nie siedziałam cały czas nad tym z wszystkich 300 pytań zdobyłam 98% więc chyba nie jest tak źle i mogę zdawać, co do drugiego egzaminu który wydawałby się łatwiejszy istnieje już większy problem, gdyż odpowiedzi na pytania są tak skomponowane jak na prawo jazdy, a jeszcze odpowiedź trzeba znaleźć w przeczytanym lub wysłuchanym tekście i na pierwszy rzut oko wszystkie wydaja się być prawidłowe.

Na szczęście nie muszę się spieszyć, gdyż mam jeszcze 2 lata czasu do tego bym mogła złożyć wniosek o nadanie obywatelstwa, jednak egzaminy można zdawać w terminie maksymalnie 4 lata wstecz, więc już mogę ale nie muszę. Zdecydowanie muszę się jeszcze trochę nauczyć, na moje szczęście dziecko chodzi do szkoły i ma bardzo podobne zadania z języka, więc jego książka jest bardzo przydatna, aby się podszkolić.

Jednak najważniejszym warunkiem, aby można było złożyć wniosek o nadanie obywatelstwa jest minimum 10 lat nieprzerwanej rezydencji na terenie Hiszpanii, ja jestem już 8 lat rezydentem, więc zostały mi dwa lata.

Na dzień dzisiejszy jestem zdecydowana podejść do egzaminu z języka na poziomie A2 ( a są a1, A2, B1, B2, C1, C2) wymaganym minimum, gdyż nie chcę ryzykować bo testy na najwyższym poziomie są zdecydowanie o wiele trudniejsze, jednak być może kiedy się zdecyduję na dyplom na poziomie C2 tak dla własnej satysfakcji i nie tylko, gdyż taki poziom uprawnia już do zdobycia tytułu tłumacza przysięgłego oprócz innych wymogów oczywiście, ale to z czasem. Teraz skupiam się na tym, aby zaliczyć podstawowe wymagane egzaminy.

Zapytacie pewnie po co mi obywatelstwo Hiszpanii, nie mam zamiaru wracać do Polski, moje najmłodsze dziecko tutaj się wychowuje i raczej nie będzie chciał mieszkać w Polsce, a posiadanie tutejszego obywatelstwa ułatwi mi załatwienie wielu spraw związanych z dokumentami, ale też bez problemu będę mogła odwiedzić brata w Kanadzie bez wizy posiadając hiszpański paszport.

Zdaję sobie sprawę z tego, że wielu Polaków stwierdzi, że źle robię, że tak się nie powinno itp jednak ja już zdecydowałam, a jeśli się komuś nie podoba to trudno. Każdy ma prawo do własnego zdania! Pozdrawiam serdecznie.

Otagowane:  

W Dniu Wszystkich Świętych….

Dodano 1 listopada 2015, w Życie codzienne, przez Maria Alejandra

Ten dzień to czas na zadumę, wspomnienie naszych bliskich którzy odeszli… Ja jednak osobiście nie mogę zapalić światełka na grobach moich najbliższych, więc chociaż tutaj dla moich dziadków, ukochanej mamy i moich dwóch maleńkich córeczek zapalam wirtualny znicz.

12191518_931806813553097_687705018724276563_n

Otagowane: